Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 kwietnia 2019

Babka z kawą Inka i kawową polewą



Wielkanoc tuż,tuż. Wiosna wciąż kaprysi, choć to już nie marzec. Piękne, pełna słońca dni przeplatają się z dniami deszczowymi, tak chłodnymi, że zaczęłam cieplej myśleć o zimowej kurtce. Kiedy żyje się w ciągłym pędzie, jak ja, zbliżające święta stają się momentem na złapanie oddechu i odpoczynek. Jeden mazurek, no może jeszcze sernik to górna granica moich przygotowań do świąt.
Mieszkanko czyste, okna błyszczą, bo w jedną ze słonecznych sobót poczułam nagły przypływ energii i wypucowałam je do czysta. 
Czas przedświąteczny wolę poświęcić na bardziej przyjemne czynności. Przejażdżka rowerem, przebieżka, wylegiwanie się na słońcu. Oczywiście tylko przy sprzyjających warunkach atmosferycznych. Gdy wiatr wściekle wieje szczerze polecam ciepłą kołderkę, lampkę wina i jakiś przyjemny film. Ja wybrałam rower i owszem skończyłam pod kołdrą ale z arsenałem leków.
Jak już człowiek tak poleży chwilę pod kołdrą, to nachodzi go ochota na coś dobrego. Ja właśnie należę do takich człowieków. W takich chwilach doceniam szybkość, z jaką można upiec babkę. Łączymy kilka prostych składników i ciach do pieca. Chwilkę później możemy już kroić i zajadać jeszcze ciepłą do herbaty.
Do babki, którą dziś Wam proponuję dodałam kawę Inka. Wierzch oblałam polewą z białej czekolady i kawy. Gwarantuję, że smakuje zarówno do kawy, jak i do herbaty.




wtorek, 17 kwietnia 2018

Mazurek z kokosowym kremem jaglanym



Słońce do nas wróciło a wraz z nim wiosna, która eksplodowała zielenią . Na okolicznych drzewach i krzewach pojawiły się pączki, zakwitła bieluśka tarnina, forsycja pokryła się żółciutkimi kwiatkami. W ciągu dwóch dni porzuciłam kurtkę dla letniej sukienki :). Żyć nie umierać. Wiosna zassała mnie w swoje wnętrzności porzuciłam laptopa dla roweru, przebieżek, spacerów, stadniny. Ostatni tydzień obfitował w aktywności na świeżym powietrzy. Znalazłam czas na rundkę dookoła jeziora na szklaneczkę piwa w oldschool'owej Kuflandii, na odkrywanie leśnych zakamarków z młodzieżówką, na uruchomienie Arabelli. Oczywiście znam nasze realia pogodowe i wiedziałam, że to za wcześnie na lato, w końcu dopiero kwiecień. Toteż nie zdziwiłam się gdy poniedziałek wstał niewyraźny i pochmurny. Dzięki temu nadrabiam sieciowe zaległości i spokojnie czekam na powrót słońca. 
Przygotowuję się również na ważny event, który czeka mnie w najbliższy piątek. Po raz pierwszy przygotowuję słodkości dla szerszej publiki. Od tygodnia testuję przepisy aby menu słodkiego stołu było oryginalne i pyszne. Trzymajcie za mnie kciuki :)
Wracając do pogody, po południu zaplanowałam wyjazd do stajni, chmury mi nie straszne i tylko ulewny deszcz może zmienić moje plany.
A co mam dziś dla Was kochani? A mazurka... nie,nie zwariowałam. Wiem, że po świętach wielkanocnych zostało tylko wspomnienie. Możecie jednak śmiało zamiast mazurka zrobić tartę z kokosowym kremem jaglanym. Ciasto smakuje bosko, najlepsze jest na dzień po przyrządzeniu. To ideał dla fanów kokosów i rafaello. Koniecznie wypróbujcie ten przepis.




sobota, 31 marca 2018

Czarno-biały, babka wielkanocna w dwóch odsłonach


Gotowi na święta? Babki upieczone? Mazurki udekorowane? U mnie w kuchni jeszcze wrze ale już za chwilę, już za momencik wyłożę się na kanapie i oddam świętowaniu. Moje słodkie wielkanocne menu jest skromne. Nie zabraknie jednak mazurka i babki. W tym roku zrezygnowałam z ciast kremem i tortów. Powodem nie jest moje lenistwo, a lodówka wypełniona po brzegi swojszczyzną. Niestety zbrakło miejsca na pojemnik,w którym odseparowałabym ciasto od reszty zawartości lodówki. Raz jeden popełniłam ten błąd i otrzymałam ciasto smaku kaszanki :D.
Na przedświąteczny last minute mam dla Was przepis na babkę, a w zasadzie dwie babki. Bazowy przepis jest taki sam, babki różnią się smakowymi dodatkami. Do jednej dodałam czekoladę, do drugiej marcepan i skórkę z cytryny. Babki przygotujecie bez używania miksera, wystarczy ręczna trzepaczka. Babki oblałam polewami czekoladowymi żeby były nieco bardziej strojne i świąteczne.
Życzę Wam drodzy czytelnicy oraz sympatycy Five o'clock Wesołego Alleluja. Niech Wasz babki będą puchate, a mazurki pełne bakalii. Wszystkiego słodkiego :)

poniedziałek, 19 marca 2018

Szpinakowe muffinki kopiec kreta



Wiosna to piękna pora roku. Świat budzi się do życia po zimowym śnie, nabiera nieśmiałych kolorów. Ptaszki wiją gniazdka w krzakach forsycji, ich trele budzą mnie o 6 rano. Poranki wstają rześkie aby wraz ze wschodem słońca nabrać wiosennych rumieńców. Osiedle również budzi się do życia, sąsiadki hurtowo myją okna, w sobotnie przedpołudnia słychać równomierny dźwięk trzepaczki do dywanów.  Cóż więc poradzić, że widok za oknem w niczym tych wiosennych wyobrażeń nie przypomina??? W piątkowe przedpołudnie w powietrzu zaczęły wirować nieśmiałe płatki śniegu aby nieco późniejszym popołudniem pokryć świat grubą warstwą śnieżnego puchu. W sobotę ścisnął mróz, a w niedzielę na dokładkę rozhulał się porywisty wiatr, który sprawił, że poczułam jakbym zamieszkała na Grenlandii. Mam niejasne przeczucie, że w tym roku do święconki pojedziemy sankami. Bez wyraźnej potrzeby nie wyściubiam nosa poza drzwi mojego przytulnego mieszkanka. Gdyby nie praca i obowiązki najchętniej przeczekałabym tą zimnicę zakopana pod kołdrą. Chętniej uruchamiam piekarnik, bo zapach pieczonego ciasta działa na mnie kojąco. Obmyślam też skromną listę wielkanocnych wypieków. Jak co roku musi być coś ze szpinakiem, żeby było zielono i wiosennie. W ubiegłym miesiącu podzieliłam się z Wami moim pomysłem na szpinakowy kopiec kreta --> klik . Dziś mam dla Was ten sam wypiek ale w wersji mini. Oczywiście wypieki ze szpinakiem mają piękną kolorystykę a szpinak nadaje im wilgotności, nie zmieniając przy tym smaku. Szpinakowy kopiec kreta to jeden z moich ulubionych wypieków ze szpinakiem.
Jeśli nie macie jeszcze gotowej listy słodkości, które przygotujecie na świąteczny stół koniecznie wpiszcie na nią te szpinakowe cudeńka. A w najnowszym numerze Kropki Tv znajdziecie też mój przepis na bezglutenową babkę banan bread.




niedziela, 28 stycznia 2018

Szpinakowy kopiec kreta




Nadeszły ponure dni. Dni kiedy własne łóżko, ciepła kołdra i mięciutka poduszka stają się rajem na ziemi. Dni ciężkie od popielatych chmur, które szczelnie oddzielają nas od słonecznych promieni a zimne macki próbują wedrzeć się pod poły kurtki. Ciemny był to weekend. Gdyby nie równomiernie tykające wskazówki zegara ciężko byłoby ocenić jaka to pora dnia. Nie myślcie jednak, że spędziłam ten weekend zakopana w ciepłych objęciach kołdry. Bladym świtem w sobotę zapakowałam hasiora w auto i pojechałyśmy odwiedzić Arabellę. Wyszczotkowałam rudzielca, uskuteczniłyśmy niewielki spacer, aby nieco rozruszać chorą nóżkę, a na koniec uraczyłam wszystkie koniska suchym chlebem. Po wizycie w stadninie pognałam nad nasze jezioro bo umówiłam się na rekreacyjny spacer. 10 km to idealny dystans żeby się dotlenić, żeby się rozgrzać marszem... a także jak się okazało  w trakcie aby narobić sobie bąbli :(  Okazało się, że moje super wygodne traperki są super wygodne ale tylko casualowo, przy marszu postanowiły mnie zdradziecko i bezlitośnie obetrzeć. Nie myślcie sobie, że się poddałam, o nie! Stylem rozpaczliwca dokuśtykałam ostatnie 4 km. Cóż, mam nauczkę że na dłuższy dystans należy ufać starym, wygodnym butom. Dopiero co kuśtykałam z powodu kontuzji stopy, a teraz dołączyłam drugą stopę i zaczęłam wolnochód dokładnie przemyśliwując jak postawić stopę żeby bolało jak najmniej :/
W ten ciemny weekend znalazłam też chwilkę na upieczenie ciasta. Ciasto Kopiec Kreta znane jest wielu z nas ze sklepowych półek. Przyznam szczerze, że nigdy nie skorzystałam ze sklepowego gotowca. Lubię upiec kopiec gdy najdzie mnie ochota na połączenie czekoladowego ciasta, bananów i kremu straciatella. Gdy rozmyślałam ostatnio o wiośnie i wzdychałam do tulipanów które przyniosłam do domu kilka dni wcześniej wpadłam na pomysł, że szpinakowa wersja będzie smakować genialnie. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Ciasto wygląda obłędnie, soczyście zielony kolor przywodzi mi na myśl zielone wzgórza Bag End :) a smakuje jeszcze lepiej. Koniecznie wypróbujcie ten przepis, to pozycja must try.



czwartek, 27 kwietnia 2017

Mazurek z nutką cytryny, suszoną śliwką i kremem z białej czekolady



Angel, nasz nowy domownik jest psem nie byle jakim. Piękna, z kształtną głową, mądrym spojrzeniem... po prostu haszczy ideał. Ma tez piękny zgryz, przez fachowców zwany nożycowym. A co kogo obchodzi psi zgryz zapytacie??? Otóż może on mieć duże znaczenie. Na ten przykład nasza Rudziszonowa przyszła na ten świat z wadą zgryzu, a dokładniej z tyłozgryzem. Co to jest ten tyłozgryz??? Otóż Nuczysławy dolna szczęka była nieco krótsza od górnej, jeżeli wylegiwała się na grzbiecie można było podziwiać część uzębienia z górnej szczęki. A jeśli chodzi o praktykę to wykazywała wszelkie cechy "dziurawej brody". Gdy piła wodę, to woda była naokoło miski, lubiła również wyciec jej z pyska. Wiadome było, że każda wizyta przy misce z wodą kończyła się wycieraniem podłogi. Było to na swój sposób urocze, był to taki jej znak rozpoznawczy :)
Okazało się jednak, że wcale nie trzeba wady zgryzu aby pić w dokładnie taki sam sposób. Gdy Angel staje przy misce z wodą odnoszę wrażenie, że też cierpi na syndrom "dziurawej brody". Za każdym razem woda tworzy obok miski kałużę. Tym razem winowajcą jest nie zgryz a psia maniera. Gdy Angel trafiła do naszego domu podśmiewaliśmy się, że teraz skończy się wycieranie kuchennej podłogi. Nic bardziej mylnego, podłogę jak wycierałam tak wycieram. Cóż, taki los.
Dziś mam dla Was ostatni już przepis z serii tych świątecznych. Mogłabym oczywiście czekać do przyszłego roku ale ten mazurek był tak pyszny, że po prostu nie mógł czekać do następnych świąt.
Cytrynowy kruchy spód, warstwa suszonych śliwek i krem z białej czekolady tworzą tak cudowny poemat, że ciężko zatrzymać się na jednym kawałku.
Gorąco polecam te przepis na kolejne święta, oprócz genialnego smaku mazurek cieszy też oko. Namówiłam Was???


Wielkanocna baba ze szpinakiem i cytryną



Deszcz siąpi już trzeci dzień z rzędu. O ile w pierwszy dzień było dość ciepło, to dziś słupek rtęci oscyluje niewiele powyżej zera. Niebo przybrało barwę stalowych szarości i stłumiło bujnie rozkwitłą zieleń okolicznych drzew i krzewów. Krople deszczu wystukują staccato na kuchennym parapecie przy akompaniamencie jednostajnie szemrzącego kapuśniaczku. 
Własnie zaparzyłam trzecia filiżankę herbaty, na ramiona narzuciłam ciepły sweter, rozważam wzięcie koca... w takie dni jak dziś cenię sobie domowe zacisze. Mój mały zwierzyniec zdaje się podzielać moją opinię i beztrosko wyleguje się: kot na naszym łóżku, pies na swoim kocyku.
Aby odczarować paskudną bądź co bądź pogodę przygotowałam kremową zapiekankę z ziemniaków, uwierzcie mi, pachnie bosko. Jej zapach miesza się ze słodkim zapachem rabarbarowego cobblera, który "dochodzi" właśnie w piekarniku. Gdy dom wypełnia się takimi zapachami to widok za oknem nie straszy już tak bardzo. A czy Wy serwujecie sobie w ponure dni comfort food? Czy lubicie rozgrzać ciało i duszę czymś pysznym? Ja muszę wyznać, że wprost przepadam za spędzaniem czasu w kuchni w taką pogodę. Przepisem na cobbler podzielę się z Wami już wkrótce, a dziś mam dla Was przepis na wielkanocną babkę. Przepis ten z założenia miał się ukazać chwilkę przed świętami. Niestety migrena skutecznie pokrzyżowała moje plany. Postanowiłam się nim podzielić właśnie dzisiaj, bo soczysta zieleń to jest, czego potrzebujemy przy deszczowej aurze.
Babka prezentuje się fenomenalnie, soczysta zieleń i żółć nadają jej prawdziwie wiosennego wyglądu. Babkę przygotowuje się bardzo szybko, ciasto jest wilgotne i niebiańsko pachnie cytrusami. Śmiało możecie ją piec nie tylko na święta, idealnie nada się do popołudniowej herbatki. Jeśli nie lubicie lukru, możecie babkę oprószyć cukrem pudrem, możecie również serwować ją saute. Zapraszam po przepis na kawałek wiosny :), gwarantuję poprawę nastroju.



poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wielkanocna łączka- szpinakowa kostka z mango curd




Kwiecień nie jest dla mnie najszczęśliwszym z miesięcy. Rozpoczął się nawet nieźle, bo i ładna pogoda, i czas wypełniony różnymi aktywnościami,i ciasta się udają jedne za drugimi ;)
A tu ni z tego, ni z owego przed samymi świętami dobra passa mnie opuściła. Zaczęło się od dwudniowej migreny. Nie mogę narzekać, nie była jakoś specjalnie mocna ale jednak. Uporczywy ból tuż za prawym okiem nie chciał mnie opuścić pomimo aplikowania leku, który zazwyczaj rozprawiał się z nią bardzo szybko. Fakt faktem aura też była niesprzyjająca, ciągle wiało, pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie. Migrena odpuściła na same święta aby ustąpić miejsca chorobie, która podstępnie rozłożyła na łopatki. Nie wiem czy to zbyt lekki ubiór, czy jakiś wyjątkowo paskudny wirus ale już w Śmigusa Dyngusa czułam,że coś zaczyna mnie brać. Początkowo zbagatelizowałam sprawę, pojechałam nawet do stadniny aby tradycji aktywnych świąt stało się zadość. Wieczorem tego samego dnia wzięłam gorącą imbirową kąpiel i położyłam się spać z przeświadczeniem, że rano wstanę nówka sztuka. Nie wstałam, położyło mnie na 3 dni, bóle stawów, powiększone węzły chłonne, potworny ból gardła i uszu, jednym słowem tragedia. Tym razem oprócz naparów z imbiru użyłam nieco mocniejszego oręża aby w miarę szybko dojść do siebie. W sobotę udało mi się wstać ale osłabienie odczuwałam do samego wieczoru. Niektórym takie 3 dniowe leżenie w łóżku jawi się jako raj, ja nie mogłam wyleżeć. Jedynym plusem jest to, że zabrałam się za czytanie i podgoniłam statystki czytelnicze.
Dzisiaj czuję się już całkiem nieźle, chociaż głos wciąż mam jakbym wchodziła w okres dojrzewania.
Przez to chorobowo-migrenowe zamieszanie nie podzieliłam się z Wami wszystkimi moimi świątecznymi propozycjami wypieków. Nadrabiam więc zaległości i dziś proponuję Wam szpinakową kostkę z mango curd, która jak wcześniej muffiny nazwałam "wielkanocną łączką".
Ciasto tak nam smakowało, że na pewno nie raz i nie dwa pojawi się jeszcze na naszym stole. Polecam i Wam, koniecznie wypróbujcie.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji :Wypieczone Święta: Wielkanoc 2017"

wtorek, 11 kwietnia 2017

Mazurek w sułtańskim stylu z daktylami i kremem sezamowym





Angel, zwana też w domu pachruściem, Rudziszonkiem (chociaż z rudym ma niewiele wspólnego) i Angeliną jest z nami 4 miesiące i nie przesadzę ani trochę gdy napiszę,że przewróciła nasze życie do góry nogami. Po Rudziszonku miało już nie być więcej hasiorków ani innych czworonogów w naszym domu, Stefek w zupełności miał nam wystarczyć jako pupil. Ach, ta słaba silna wola... Oczywiście upłynęło trochę czasu zanim zaczęłam poważnie brać pod uwagę wzięcie kolejnego hasiorka...a ściślej biorąc 3 miesiące. Stwierdziłam,że jestem już zaprawiona w bojach, bo wychowałam naszego poprzedniego rudzielca. O naiwności... już pierwsza noc z naszym małym pachruściem dała mi znak, że zdecydowanie zapomniałam jak to jest mieć szczeniaka.
Bardzo szybko przeszłam ponowny kurs oswajania szczenięcia z nowym domem, bardzo szybko pojęłam,że nauka czystości w środku grudnia nie pójdzie mi tak gładko jak myślałam. Nocne pobudki o 2 czy o 3, a także 4 w nocy, narzucanie na siebie kurtki, czapki i szalika spowodowało, że jeszcze szybciej zakupiłam maty higieniczne. Okazało się, że ten mały bąbel bardzo szybko pojął do czego one służą i dzięki temu mogłam przespać w nocy nieco więcej niż 3 godziny pod rząd.
Angel dostarcza nam wciąż nowych atrakcji. Na początku było to notoryczne zjadanie skarpetek, porywanie gazet, wciąganie na spacerze wszystkiego co odróżniało się od podłoża. Mieszkanie zostało gruntowanie opróżnione z rzeczy, które mogłyby się nadawać do zjedzenia ale ten mały skubaniec potrafił dorwać kolejną parę rękawiczek H., pozbawić palców moje nowiutkie, skórzane rękawiczki jeździeckie, czy pogryźć sznurówki w pozostawionych przez jakiegoś zapominalskiego butach. Jak już opanowaliśmy w miarę sprawy gryzienia dostarczając co rusz nowe gryzaki zaczęło się dawanie drapaka, więc zaczęliśmy spacery na smyczy. Nic to, nasz pachruść ma fantazję i zaczęła dawać drapaka gdy po zaparkowaniu auta pod blokiem zdążyłam ledwo co uchylić klapę bagażnika. Ile razy mało nie dostałam zawału widząc jak Angel beztrosko kręci kółka po parkingu a z zakrętu wyjeżdża auto, a mój pies nawet nie śni o tym,żeby do mnie przyjść. Okazało się, że w stadninie również wykazuje się ułańską fantazją i nic nie robi sobie z gabarytów koni obskakując im tylne kończyny, czy z jeszcze większa fantazją wpada z impetem na padok aby potem w jeszcze dzikszym pędzie uciekać przed Akbarem, który za psami nie przepada...
Mój pies stał się też moim osobistym budzikiem i codziennie punkt 6 stawiał sobie za punkt honoru obudzenie mnie, liżąc z zapamiętaniem moje wystające spod kołdry stopy.
Ah tak... jeszcze kot. Stefek nawet nie starał się ukryć niezadowolenia związanego z pojawieniem się nowego lokatora. A Angel zrobiła sobie z niego maskotkę, taką do ganiania, skakania, przygniatania.... biedny Stefan. W miarę dzielnie znosił wszystkie szczenięce wygłupy, aż w końcu nie wytrzymał i oddał. W chwili obecnej znoszą się, tolerują, Angel nadal gania ale przykładamy się żeby nie obrzydziła mu jego kociego żywota :)
Zapytacie,na co mi w takim razie pies??? 
Gdy wracam do domu, a te ślepia wpatrują się we mnie jak w obrazek, ogon zamiata powietrze z radości, kiedy słyszę to haszcze gadanie rozpływam się i wybaczam jej wszystko... nawet te skórzane rękawiczki. Więź jaka może połączyć Cię z Twoim czworonogiem to rzecz bezcenna i nie da się jej zepsuć stertą zjedzonych skarpetek czy objedzonych ze sznurówek butów.
Do napisania moich odczuć związanych z posiadanie szczeniaka zainspirowała mnie Gin ---> klik .
Zajrzyjcie koniecznie do niej i przekonajcie sobie jak ona radzi sobie ze swoją dwójką podopiecznych :)
A teraz konkrety, wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc. Co dobrego pieczecie??? Jeśli nie macie pomysłu na mazurka polecam Wam mój przepis. Mazurek w sułtańskim stylu, z daktylami i sezamem. Prawdziwa rozpusta. Mazurek jest banalny w wykonaniu, może się skusicie???
Oprócz tego mazurka znajdziecie u mnie inne mazurkowe inspiracje:


Przepis dołączam do durszlakowej akcji: "Wypieczone święta"


czwartek, 6 kwietnia 2017

Zawijany tort szpinakowy z olejem rzepakowym udekorowany czekoladowym gniazdkiem



Już tylko 10 dni dzieli nas od Wielkanocy, czas najwyższy sporządzić listę świątecznych potraw i wypieków. Uwielbiam tradycyjne wypieki jak babki,mazurki czy serniki ale lubię też eksperymentować ze słodkościami. Co roku staram się przygotować zielony wypiek, do którego dodaję szpinak. Uwielbiam ten żywy, zielony kolor który nadaje on ciastom. Na te święta chcę Wam zaproponować zawijany torcik szpinakowy przełożony malinowym kremem. 
Biszkopt wzbogaciłam dodatkiem oleju rzepakowego, który nadaje mu wilgotności i delikatności. Olej rzepakowy stale gości w mojej kuchni, na jego bazie przygotowuje dressingi, majonez, dodaję go do wypieków. Dlaczego używam oleju rzepakowego??? Odpowiedź jest prosta: dbam o zdrowie moje i mojej rodziny. Olej rzepakowy jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe Omega 3 i Omega 6, ma optymalny skład tłuszczowy i jest naszym rodzimym produktem. To właśnie przez to nie może go zabraknąć w kuchni każdej pani domu.
Mój torcik przyozdobiłam czekoladowym gniazdkiem, które nadaje mu wiosennego wyglądu. Poniżej znajdziecie wskazówki jak takie gniazdko zrobić ale jeśli macie jakieś wątpliwości ten filmik powinien je rozwiać ---> klik
Ten torcik będzie ozdobą świątecznego stołu i zachwyci smakiem Waszych gości. Skusicie się???
Przepis na torcik szpinakowy dołączam do akcji "Pokochaj olej rzepakowy na Wielkanoc"


środa, 15 marca 2017

Szpinakowe muffinki 'Wielkanocna łączka'




Już za tydzień zerwiemy kartkę z kalendarza z datą 21 Marca i przywitamy oficjalnie wiosnę. Co prawda tu i ówdzie widać już jej pierwsze oznaki ale natura jakby wstrzymała oddech i czekała na ten magiczny moment aby móc eksplodować zielenią. Słońce bawi się z nami w kotka i myszkę, raz się pokazuje, innym razem znika za chmurami. Pomimo tego w powietrzu czuć wiosnę, pierwsze bazie pokryły okoliczne gałązki, tu i ówdzie widać kiełkującą trawę, kosy wcześniej niż zazwyczaj wyśpiewują swoje trele pod naszym oknem. Osiedle zdobyło dzięki paniom sprzątaczkom nowy look, wszędzie jest czyściutko i schludnie, panowie ze służb porządkowych przycięli niesforne gałązki. Powoli przybywa dnia, a w powietrzu pojawiła się ta ciepła, świeża nutka. Serce się raduje, całe moje jestestwo krzyczy: wiosna,wiosna!!! W moim M3 również zrobiło się bardzo wiosennie. W salonie pojawiły się żółciutkie żonkile otulone soczyście zielonym chrobotkiem reniferowym (dla niewtajemniczonych chrobotek to mech ;) ). Na pianinie i półeczkach przysiadły zajączki wielkanocne, w kuchni pachną tulipany, jest cudnie.
Chciałabym Was trochę zarazić moim dobrym humorem i dziś podzielę się z Wami przepisem na cudnie zieloniutkie muffinki. Nazwałam je: Wielkanocna łączka, bo dzięki pstrokatym jajeczkom tak właśnie wyglądają. Mufiinki są przełożone orzeźwiającym domowym lemon curd. Szpinak oprócz pięknego koloru nadaje też muffinkom wilgotności, przez co smakują wspaniale. To must try sezonu wiosennego i idealna propozycja na wielkanocny wypiek. Skusicie się???



poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Jaglane trufle z marcepanem, białą czekoladą i kandyzowaną skórką cytrynową





Lubicie oglądać seriale??? Ja bardzo... lubię mieć w aktualnym repertuarze choć jeden. Często odkrywam różne seriale po dłuższym czasie i to ma duży plus w postaci 3-4 sezonów czekających tylko abym je wszystkie obejrzała. Najczęściej towarzyszą mi one w okresie zimowym, są miłym urozmaiceniem podczas długich zimowych wieczorów gdy na dworze ciemno i zimno, gdy z domu wychodzę tylko żeby przewietrzyć Rudziszonowe łapki. Przerobiłam prawie wszystkie sezony Grey's anatomy, namiętnie oglądałam Revenge i Prison break, zahaczyłam również o White Collar i Heart of Dixie. Co seriale mają takiego, że każdy odcinek napędza moją ciekawość na tyle,że kolejny muszę obejrzeć teraz/natychmiast??? Muszę przyznać,że łatwo się wciągam w fabułę każdego jednego, więc staram się jak mogę wybierać te z ciekawym wątkiem. A co aktualnie u mnie na tapecie? Sex and the city, tak moi drodzy, wciągnęłam się w perypetie Carrie Bradshaw. Aktualnie tkwię w 4 sezonie, dni zrobiły się ładniejsze więc i siłą rzeczy nie spędzam w domu aż tyle czasu. Muszę się przyznać,że gdy ten serial miał swoją emisję w tv unikałam go jak ognia, bo wydawał mi się beznadziejnie pusty. Teraz jest miłym czasoumilaczem, z przymrużeniem oka oglądam przygody czwórki przyjaciółek, jakże różniących się od siebie temperamentem a natrafiające na te same przeszkody w świecie mężczyzn, uczuć i seksu. Czy obejrzę wszystkie sezony??? Oczywiście,że tak :) nawet jeśli bedzie to dopiero jesienią.
Zazwyczaj do seansu wystarczy mi dobra herbata ale czasem gdy dopadają mnie różne smutki lub kobiece smaczki, lubię coś na takim seansie przekąsić; w końcu dziewczyny wiecznie spotykają się aby poplotkować przy jedzeniu (śniadania,lunche, kolacje).
Ja mam dziś dla was propozycję na malutką słodką przekąskę, która sprawdzi się do babskiego seansu jak i na poczęstunek dla gości. 
Jest to już trzecie wydanie trufli jaglanych u mnie na blogu, mam już w swojej truflotece jaglane trufle kokosowe oraz świąteczne jaglane trufle a dziś dołączają do nich jaglane trufla z marcepanem, białą czekoladą i kandyzowaną skórką z cytryny. Trufle smakują po prostu rewelacyjnie, składniki komponują ze sobą po prostu idealnie. Wypróbujcie koniecznie.


czwartek, 7 kwietnia 2016

Zielono mi. Gryczana babka ze szpinakiem




      Zielono mi, przyszła wiosna. Wystarczyły dwa dni ładnej, słonecznej pogody i dokoła mnie eksplodowała zieleń. Osiedlowe krzaczory, wiejskie wierzby, bzy w babcinym ogródku wypuściły spragnione słońca pączki rozsiewając wszędzie optymistyczną zieleń. Serce rośnie jak się na to patrzy. Poczułam przypływ energii, całe dnie spędzałabym na świeżym powietrzu. Proszę jak niewiele potrzeba aby świat był piękniejszy a człowiek bardziej optymistyczny. Rudziszonowa zrzuciła już całe zimowe futro, Arabella nadgania jak może; swoją drogą nie uwierzycie ile z takiego konia można wyczesać włosia. Szczotki i  zgrzebła pracują na pełny etat a ja wracam do domu oklejona rudym futerkiem :)
W ostatnią niedzielę uruchomiliśmy nasz sprzęt do bbq, chyba trochę przedwcześnie bo w sklepach ciężko jeszcze o asortyment do grillowania. Inauguracja była pyszna, tyle mogę powiedzieć :)
Wraz z wiosną przyszły nowe pomysły, nowe plany. Mam nadzieję,że słodkie menu z Five o'clock przypadnie wam do gustu i będziecie chętnie zaglądać po wiosenne/letnie inspiracje.
Dziś zapraszam was na zieloną babkę szpinakową. Jest to babka bezglutenowa, pieczona na mące gryczanej. Jeżeli jej nie lubicie śmiało możecie zastąpić ją mąką pszenną. Ja osobiście bardzo lubię jej orzechowy posmak i chętnie dodaję ją do swoich wypieków. Babka jest wilgotna, niezbyt słodka jak na mój gust idealna. Koniecznie wypróbujcie. Przepis dołączam do akcji: Babki (po)wielkanocne

czwartek, 31 marca 2016

Dekadencki sernik na spodzie z orzechów laskowych i kremem z nutelli




W założeniu ten post miał tryskać energią i radością z dopiero co powitanej wiosny a co tu napisać gdy dzień wstał ponury, deszcz pokapuje smętnie a ciężkie chmury wędrują niespiesznie po horyzoncie??? Dziś,gdy super tajnym skrótem wiozłam K. do szkoły zauważyłam pierwsze pąki na krzewach, niektóre tu i ówdzie kwitną na biało. Drogę przebiegł nam pan bażant, po płocie zwinnie przebiegła ruda wiewiórka. Wiosna nieśmiałymi kroczkami wkracza w nasze progi, do pełni szczęścia brakuje tylko odrobiny słońca. Czemu tak truję o tym słońcu??? Rozpuściłam się w tej Szwajcarii jak dziadowski bicz. Niby szczyty Alp bieleją wciąż śniegiem ale takiej pięknej pogody nie mogłam sobie bardziej wymarzyć. Codziennie piękne słońce zaglądało w przepastne okna naszego apartamentu, puszczając oczko znad szczytów górskich. Musiałam używać kremów z wysokim filtrem żeby nie wrócić do domu z opalenizną a la narciarz. Tak mi dobrze zrobił ten wyjazd, że nabrałam apetytu na wiosnę. w drodze powrotnej wszędzie było ją widać, piękne stokrotki wyściełały niemieckie trawniki, kolorowe ptaszki skakały wśród nich jak kolorowe pisanki. Jakie było moje zaskoczenie gdy rodzime strony przywitały zimnicą? I jak tu wrócić w tą przedwiosenną rutynę? Po krótkim okresie rozpaczy wzięłam się w garść, niejako pomogły mi w tym święta wielkanocne. W salonie postawiłam żonkile, bukiet czerwonych tulipanów a do świątecznej herbatki zaordynowałam porcję dekadenckiego sernika i słuszny kawałek szpinakowej babki (o niej nieco później). Słodkie czary mary zadziałały, zapraszam was zatem na dekadencki sernik. Czemu dekadencki? Spód z orzechów laskowych, aksamitny sernik i lekki krem z nutelli, czyż to nie przesada??? Na dokładkę powiem wam,że warstwy idealnie ze sobą współgrają tworząc poezję smaku. Jeśli was zaciekawiłam przepis znajdziecie poniżej :)





czwartek, 10 marca 2016

Rozkicany tort marchewkowy z kremem z masła orzechowego






Marzec, wkrótce święta wielkanocne, w kuchni już zrobiło się wiosennie a na dworze ciągle nie. Trudno mi uwierzyć, że za 11 dni pierwszy dzień wiosny. Na Podkarpaciu chmury wiszą gęsto już drugi tydzień, wachlarz zjawisk atmosferycznych oscyluje wokół mżawek, kapuśniaczków i ciemnych dni. Brakuje mi słońca, niby dni pędzą jak szalone bez względu na pogodę ale ciągle wraca ta uporczywa tęsknota za ciepłem i słońcem zaglądającym w nasze okna. Staram się więc ze wszystkich miar otaczać się kolorem. Hurtowo znoszę do domu bukiety tulipanów we wszystkich dostępnych kolorach , na pianinie zasiadł wielkanocny zając, z dna szafy wyjęłam baranka wielkanocnego. Uwielbiam Wielkanoc za jej klimat, za zieleń rzeżuchy, żółcień kurczaczków i za pstrokato ozdobione pisanki. Człowiek czuje,że wszystko budzi się do życia i od razu aż chce się żyć.
Z okazji zbliżających się wielkimi krokami świąt mam dla was propozycję tortu, można powiedzieć rozkicanego :) Tort marchewkowy upiekłam na mące gryczanej i przełożyłam kremem z masła orzechowego. Dla przełamania jedną warstwę ciasta posmarowałam dżemem z czarnej porzeczki. Tort jest bezglutenowy, oczywiście jeśli nie lubicie mąki gryczanej możecie ją zastąpić mąką pszenną. 
Zostawiam was z tortem a sama pędzę się pakować; jutro wyjeżdżam uczyć się technik narciarskich do najbardziej neutralnego państwa w Europie :) (trzymajcie kciuki abym nie połamała nóg)