Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 marca 2019

Sernik z maltesersami




Praca fotografa kulinarnego wymaga mobilności. To duży komfort móc pracować w zaciszu domowego studia, planować pracę zgodnie z rytmem dnia. Często jednak  trzeba się przemieszczać. Całkiem niedawno stałam się właśnie takim fotografem-podróżnikiem. I tak przynajmniej raz w miesiącu podróżuję do Naszej pięknej stolicy, aby pracować na planie zdjęciowym.
Przez częste podróże odkryłam blabla car i zasiliłam szeregi jej użytkowników. Na początku podeszłam dość sceptycznie do tego sposobu podróżowania. Z biegiem czasu jednak okazało się, że dzięki temu sposobowi przemieszczania się z punktu A do punktu B można poznać bardzo ciekawych ludzi. Różne zawody, różne zainteresowania, każda podróż to ciekawe doświadczenie. Podróżowałam już ze świadkiem Jehowy, operatorem tokarki i pasjonatem kombajnów w jednym, z młodym informatykiem pędzącym na randkę do stolicy. Każda z tych osób jest inna, ciekawa, warta rozmowy i wymiany myśli. Dzięki temu podróż upływa przyjemniej i szybciej.
A jeśli jesteśmy przy przyjemnościach to porozmawiajmy chwilę o sernikach,a konkretnie o jednym, takim pysznym z Maltesersami. Moim zdaniem, na sernik jest zawsze dobra pora. Szczególnie na taki bez spodów i oblany polewą czekoladową. Dodatek mleka w proszku nadaje temu sernikowi delikatności. Dodatek Maltesersów to przysłowiowa wisienka na torcie, nadają sernikowi chrupkości i czekoladowości. Sernik będzie idealnym dodatkiem do popołudniowej kawy lub gwiazdą na wielkanocnym stole. 




piątek, 21 grudnia 2018

Świąteczny blok czekoladowy




Wyścig do świąt trwa. Każdy pędzi co sił w nogach aby zdążyć do Wigilii z prezentami, z lepieniem uszek, z ubraniem choinki. Pędzimy po zapomniany proszek do pieczenia do sklepu, po dodatkową paczkę ozdób na choinkę, po cukier puder, którego nagle zabrakło. Perfekcyjne panie domu wypiekają kolejne serniki i makowce. Te mniej perfekcyjne odbierają zamówione wcześniej ciasto w cukierni. Wiem, wiem, nie każdy potrafi piec, nie każdy czuje się w kuchni jak ryba w wodzie.
Dlatego przed samiutkimi świętami mam dla Was przepis na coś słodkiego, coś pysznego i coś bez pieczenia. Blok czekoladowy to powszechnie znany deser. Ja przygotowałam go w wersji świątecznej. Zamiast tradycyjnych herbatników dodałam do niego pianki, kandyzowane wiśnie i migdały bez skórki. Prosto, szybko i smacznie. Idealnie na święta.



środa, 19 grudnia 2018

Świąteczna kłoda Buche de Noel




Grudzień nabrał rumieńców. Miasto opanowały choinki oraz stoiska z kolorowymi bombkami. W sklepach półki uginają się od świątecznych towarów, kolejki do kas ciągną się w nieskończoność. Perfekcyjne panie domu pucują swoje włości na przywitanie Wigilii. Świąteczne menu zaplanowane, koszule przygotowane do prasowania. Jeszcze tylko kuchenne sesje do późnych godzin nocnych i będzie można nieco odetchnąć... ale nie u mnie.
Ja, jak co roku podchodzę do tematu świąt ze stoickim spokojem. Żadnych rewolucji porządkowo-kuchennych, żadnej gonitwy. Święta są po to aby odpocząć, nabrać dystansu, wyspać się.
To chyba już tradycja, że przed samymi świętami rozkłada mnie choróbsko. Od trzech dni walczę dzielnie z przeziębieniem, aplikując sobie napary z imbiru i hurtowe ilości czosnku.
Wygrzewam się pod cieplutką kołdrą, gdy tylko warunki ku temu sprzyjają i czekam na swoje rychłe ozdrowienie. 
Moje sąsiadki nie podzielają chyba mojego zdania. Na całej klatce unosi się woń spalonej kapusty. Najwidoczniej trwają testy świątecznego menu ;).
W tym roku na życzenie młodzieży upiekę sernik na spodzie brownie i ciastko milionera. Przyznacie sami, raczej mało świątecznie to brzmi. Ale cóż zrobić... trzeba dogadzać najmłodszym podniebieniom.
Oczywiście dla Was ma coś extra, a mianowicie przepis na kłodę bożonarodzeniową. Moim skromnym zdaniem to najefektowniejszy tort ever. 
Przygotowanie tortu wymaga trochę czasu ale efekt jest w stanie wynagrodzić wszystkie trudy. Aby ułatwić sobie pracę, przygotowanie można rozłożyć na kilka etapów. Ja najpierw przygotowałam bezowe grzybki i puder szpinakowy. Następnego dnia upiekłam roladę, a dnia trzeciego przygotowałam krem i złożyłam tort. Jestem przekonana, że taki tort będzie hitem na każdym świątecznym stole. 



piątek, 14 grudnia 2018

Tort czekoladowo-miętowy




Spadł śnieg. Nie był to spektakularny opad ale osiedlowe świerki pokryły się cienką, białą pierzynką. Dzięki temu mój widok z okna przypomina baśniową Narnię. Wieczór jest cichy, dawno minęła już północ. Osiedle już chwilkę temu ułożyło się do snu. Ostatni przechodnie przemknęli chodnikami, coraz rzadziej błyskają światła samochodów, wszyscy udali się na zasłużony odpoczynek.
A ja po ciężkim dniu, zamiast przyłożyć głowę do poduszki, postanowiłam upiec szarlotkę. Pora jakby bardziej na piernik ale cóż mam zrobić??? Zapach pieczonej szarlotki, ten boski aromat cynamonu działa na mnie kojąco. Bez specjalnego pośpiechu zagniotłam ciasto, zaparzyłam sobie herbatę. Zza okna błyskały do mnie światełka, którymi sąsiadki ozdobiły jeden ze świerków. Poczułam odrobinę świąteczny klimat. Do Wigilii zostało już tylko 9 dni. Dla mnie będzie to okres wytężonej pracy i tak naprawdę dzień przed Wigilią uda mi się nieco zwolnić.
Słodkie menu mam już ustalone, nie za długie ale za to według oczekiwań młodzieży.
Mam dziś dla Was przepis na tort. Wiadomo, w święta musi być makowiec, piernik, sernik ale moi drodzy nic tak nie cieszy gości jak świąteczny tort.
Przepis, który mam dla Was nie jest skomplikowany, wręcz przeciwnie, jak zawsze postawiłam na prostotę. Czekoladowe blaty biszkoptowe przełożyłam miętowym kremem. Jeszcze tylko polewa na wierzch i voila, tort gotowy.
Moją małą tradycją jest to,że torty wypiekam w tortownicy 18 cm. Dzięki niej jestem pewna, że nie będzie trzeba zbyt mocno luzować pasków na poświąteczne pozostałości. Z tortu wykroicie 12 porcji, myślę że to idealna liczba ;). Zapraszam do kuchni, w której pachnie dziś miętą i czekoladą.




czwartek, 29 listopada 2018

Dzień dobry- Pudding z croissantów, z malinami i czekoladą




Pierwszy mróz grubą kreską zaznaczył, że czas na zimę. Z rozmachem pomalował na biało trawnik, okoliczne krzewy i drzewa. Widok całkiem przyjemny, gdy się go obserwuje zza szyby, pozostając w objęciach ciepłej kołdry. Pomyślałam, że kiedyś musiał przyjść i powróciłam porannego wylegiwania się. Nie na długo, bo chwilę później zadzwoniła mama ze skandaliczną informacją: Termometr pokazał u niej -10 stopni. Koniec świata, klęska żywiołowa.... mama zawsze bardzo przeżywa pierwszy mróz ;). Uspokoiłam ją stwierdzeniem, że taka jest kolej rzeczy, że po jesieni przychodzi zima, a także, że jej biadolenie niewiele w tej sytuacji zmieni. Przestała.
Pomyślałam, że skoro chłód, skoro zima, to na śniadanie zrobię sobie coś ekstra. Wierzcie mi, gorący pudding i kawa to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Tym razem mój wybór padł na pudding z croissantów. Jeżeli chodzi o dodatki, wybrałam klasyk: maliny+czekolada. Szybko zamieszałam składniki, bez większej dbałości ułożyłam dodatki w naczyniu do zapiekania. Po 20 minutach wyjęłam z piekarnika swoje śniadanie, które pachniało tak, że moje ślinianki zaczęły natychmiastową nadprodukcję. Zaparzyłam kawę o wdzięcznej nazwie "O północy w Paryżu" i zajęłam się puddingiem. Polecam Wam takie śniadanie, jako alternatywę dla owsianki, czy jajecznicy. Gdy na zewnątrz jest zimno, ciepły posiłek rozgrzeje i dobrze wpłynie na nasze samopoczucie. Jak widzicie, same plusy. A mróz niech robi co swoje... mnie on niestraszny.



czwartek, 15 listopada 2018

Missisipi mud cake



Późną jesienią przychodzi taki moment, gdy ciężko mi odróżnić poranek od zmierzchu. Ze snu zamiast promieni słońca, budzi mnie dźwięk budzika. Unoszę ciężkie powieki tylko po to, aby znaleźć dziada i wyłączyć... i ukraść jeszcze kilka minut na dobudzenie się. 
Poranna szarówka przeplata się z mgłami, wilgocią i chłodem. Nic dziwnego, że objęcia kołdry są wymarzonym towarzyszem,a wynurzenie się z nich wydaje się być największą karą.
Zmierzch zapada już w okolicach czwartej,  dnia ubywa coraz bardziej. 
Postanowiłam popracować troszkę nad produkcją endorfin i po długim okresie chorobowym wróciłam do biegania. Póki co szału nie ma. Choróbsko i brak ruchu zrobiły swoje, więc na razie walczę z brakiem wydolności oddechowej. Natomiast moi drodzy odżyłam, poranki nie są już dla mnie walką o przetrwanie.
Oczywiście jeżeli dbam o ciało, to nie mogę zaniedbać wewnętrznego ja. A mój wewnętrzny duch podpowiada mi, abym słuchała dużo przyjemnej muzyki i jadła same pyszne rzeczy. Do tych pysznych rzeczy zaliczają się przede wszystkim ciasta, najlepiej ciężkie i wilgotne.
Musicie wiedzieć, że ja w tych sprawach bardzo słucham swojego ja. Tak więc i tym razem posłuchałam, i upiekłam, ciężkie, wilgotne, czekoladowe ciasto Missipi mud cake.
Nazwa tego ciasta wywodzi się z południowych stanów Ameryki Północnej. Jego wygląd i konsystencja mają przypominać błotniste dorzecze Missisipi.
Jak zwał, tak zwał, moim skromnym zdaniem to jedno z najlepszych ciast czekoladowych, jakie upiekłam. Ciasto jest wilgotne, odpowiednio słodkie, po prostu idealnie. Wszystko tu ze sobą współgra, aż ciężko zatrzymać się na jednym kawałku.
Do pełni szczęścia ciasto potrzebuje polewy, nie pomijajcie jej jeśli będziecie je piec. Dekoracja z bezy włoskiej, w postaci duszków to już moja inwencja. Jeśli nie macie chęci na zabawy z rękawem cukierniczym, możecie ten punkt pominąć.




wtorek, 11 września 2018

Deserki brownie z kremem mascarpone i wiśniami




Przyszedł wrzesień. Powoli ale z uporem zmienia kolory na liściach, zasnuwa chmurami poranne niebo i czasem straszy przenikającym do szpiku kości wieczornym chłodem. Mój wyczulony na wszelkie zmiany pogodowe nos bezbłędnie odczytał te sygnały. Wyjęłam z szuflady puchate skarpetki, na plecy narzuciłam ciepłą bluzę i poczułam się jak mały eskimos.... ale tylko na chwilę.
W drodze do osiedlowego sklepu minęłam na swojej drodze pewnego jegomościa, odzianego uwaga, uwaga: w kurtkę z puchatym kapturem!!! Czy to możliwe, że komuś może być w obecnej sytuacji zimniej niż mnie??? Okazało się, że tak, bo tego poranka spotkałam jeszcze kilka osób odzianych identycznie jak rzeczony wcześniej pan. Zachwiało to moim postrzeganiem siebie jako wiecznego zmarzlucha... ale tylko na chwilę :D.
Wraz z wrześniem moje latorośle rozpoczęły wyspiarską edukację,przynajmniej w teorii. Okazało się, że aby mogły stać się częścią społeczności uczniowskiej musiałam stoczyć walkę z angielską biurokracją i papierologią. I tak K. dziś zaczął drugi dzień szkoły, a przy sprzyjających wiatrach H. rozpocznie swoją przygodę ze szkołą w czwartek.
A wrzesień powolutku trwa i codziennie zrywa z kalendarza kolejne kartki. Pcha nas w objęcia jesieni, w dywany suchych liści, purpurowych wrzosów, upstrzonych kroplami rosy nitek babiego lata.
Na okoliczność zbliżającej się wielkimi krokami jesieni mam dla Was pyszny deser. Wiadomo, że brownie smakuje najlepiej w długie, jesienne wieczory. A jeśli dodamy do czekoladowego ciastka trochę kremu i owoców to już w ogóle jest bajka. Gotowi na przepis??? 

piątek, 20 lipca 2018

Szpinakowe pancakes z jeżynami i sosem czekoladowym



Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Wszyscy to wiemy, śniadanie musi być treściwe i dać energię, abyśmy mogli z werwą stawić czoło temu, co nam przynosi nowy dzień.
Ja przykładam do tego posiłku bardzo dużą wagę. Moje śniadanie musi przede wszystkim wyglądać tak, abym czym prędzej chciała zanurzyć w nim swoje ząbki :).
Śniadania jadam dość późno, bo w okolicach 11. Dla niektórych to opcja nie do przyjęcia, bo już o 7 rano kiszki potrafią wygrywać dziarskiego marsza i przypominać, że czym prędzej trzeba coś wrzucić na ruszt. Ja również zaliczałam te szeregi ale zmiana nawyków żywieniowych, lektura kilku ciekawych publikacji sprawiła,że postanowiłam nieco później uruchamiać mój system trawienny.
I tu czas na małą dygresję, bo to co ja jadam na śniadania może niektórych z Was zaskoczyć :D.
Oczywiście w wersji classic zjadam twarożek z owocami, smoothie, jajecznicę, czy chociażby pankejki, którym za chwilę poświęcę więcej uwagi. Oprócz tradycyjnych pozycji śniadaniowych lubię czasem zjeść tatara, albo sushi, albo ciasto lub tort, które potrafią mnie mamić kiedy otwieram lodówkę. Dla ciekawskich, mój układ trawienny działa bez zarzutu, jestem pełna energii, powiem więcej, mam jej w nadmiarze. 
Skupmy się na pankejkach, pysznych placuszkach serwowanych ze świeżymi owocami i polanych czymś cudownie słodkim. W tym wypadku specjalnie się nie wyłamuję: syrop klonowy, domowy sos czekoladowy i bita śmietana w zupełności mi wystarczą.
Przejdźmy jednak do sedna, czyli do pankejków. Mam dziś dla Was przepis na ich zieloną wersję ze szpinakiem. Ci z Was, którzy mnie znają lub czytają regularnie, wiedzą, że uwielbiam te zielone liście. Ciasta, muffinki ,smoothies, sałatki, szpinak pasuje do wszystkiego. Szpinakowe pancakes są delikatne i puszyste, nie będę oszukiwać, rozpływają się w ustach. Dodatek jeżyn i sosu czekoladowego to kropka nad i. Przepis na te wspaniałości znajdziecie poniżej, zapraszam :)



poniedziałek, 11 czerwca 2018

Tort awokado z kremem czekoladowym




Długie cienie kładą się na chodnikach, zapadł wczesny czerwcowy wieczór... Za oknem brzęczą chrabąszcze, Stefek pomiaukuje do nich z balkonu. To jest ten moment kiedy skwar ustępuje miejsca chłodnemu, wieczornemu podmuchowi. Moment gdy mogę rozsiąść się na balkonie w hamaku, wdychać zapach nagrzanej słońcem lawendy. Moje M3 staje się coraz cichsze, mogę zebrać myśli, zaplanować kolejny dzień. Idealną ciszę mąci jedynie stukot kostek lodu, które pławią się w wodzie z dodatkiem mięty i cytryny.
Upajam się takimi chwilami, bo mam za sobą bardzo pracowity miesiąc. Owszem, miałam też w maju wakacje ale za to po powrocie musiałam podwójnie podkręcić tempo aby zamknąć projekt.
Powolutku przywracam się na normalne tempo, postanowiłam też zetrzeć z kart bloga grubo zalegający kurz.
Mam dla Was niezwykle prosty przepis. Wystarczy zmiksować kilka składników aby wyczarować wspaniały deser. Z tego przepisu przygotujecie pyszne muffinki z kremem czekoladowym lub ciasto kostkę awokado , lub tort. Jeden przepis, a tyle możliwości.
Awokado sprawia, że ciasto jest wilgotne. Krem czekoladowy nie jest za słodki, idealnie komponuje się z zielonym ciastem, zarówno kolorem jak i smakiem.
Wiele osób myśli, że tort wymaga specjalnych zdolności cukierniczych. Oczywiście niektóre wymagają ale jest też mnóstwo przepisów na proste i przy tym smaczne torty.
W założeniu ten przepis miał być przepisem na kostkę awokado z czekoladowym kremem truflowym. Zmieniłam decyzję gdy w kwiaciarni zobaczyłam soczyście zielone margaretki. Zmieniłam opcję i upiekłam tort. Sam proces przygotowania jest bajecznie prosty, a dzięki świeżym kwiatom wygląda cudnie i mógłby konkurować z kolegami z cukierni ;).
Przepis dołączam do durszlakowej akcji: Palma- zróbmy coś dobrego.



sobota, 31 marca 2018

Czarno-biały, babka wielkanocna w dwóch odsłonach


Gotowi na święta? Babki upieczone? Mazurki udekorowane? U mnie w kuchni jeszcze wrze ale już za chwilę, już za momencik wyłożę się na kanapie i oddam świętowaniu. Moje słodkie wielkanocne menu jest skromne. Nie zabraknie jednak mazurka i babki. W tym roku zrezygnowałam z ciast kremem i tortów. Powodem nie jest moje lenistwo, a lodówka wypełniona po brzegi swojszczyzną. Niestety zbrakło miejsca na pojemnik,w którym odseparowałabym ciasto od reszty zawartości lodówki. Raz jeden popełniłam ten błąd i otrzymałam ciasto smaku kaszanki :D.
Na przedświąteczny last minute mam dla Was przepis na babkę, a w zasadzie dwie babki. Bazowy przepis jest taki sam, babki różnią się smakowymi dodatkami. Do jednej dodałam czekoladę, do drugiej marcepan i skórkę z cytryny. Babki przygotujecie bez używania miksera, wystarczy ręczna trzepaczka. Babki oblałam polewami czekoladowymi żeby były nieco bardziej strojne i świąteczne.
Życzę Wam drodzy czytelnicy oraz sympatycy Five o'clock Wesołego Alleluja. Niech Wasz babki będą puchate, a mazurki pełne bakalii. Wszystkiego słodkiego :)

poniedziałek, 19 marca 2018

Szpinakowe muffinki kopiec kreta



Wiosna to piękna pora roku. Świat budzi się do życia po zimowym śnie, nabiera nieśmiałych kolorów. Ptaszki wiją gniazdka w krzakach forsycji, ich trele budzą mnie o 6 rano. Poranki wstają rześkie aby wraz ze wschodem słońca nabrać wiosennych rumieńców. Osiedle również budzi się do życia, sąsiadki hurtowo myją okna, w sobotnie przedpołudnia słychać równomierny dźwięk trzepaczki do dywanów.  Cóż więc poradzić, że widok za oknem w niczym tych wiosennych wyobrażeń nie przypomina??? W piątkowe przedpołudnie w powietrzu zaczęły wirować nieśmiałe płatki śniegu aby nieco późniejszym popołudniem pokryć świat grubą warstwą śnieżnego puchu. W sobotę ścisnął mróz, a w niedzielę na dokładkę rozhulał się porywisty wiatr, który sprawił, że poczułam jakbym zamieszkała na Grenlandii. Mam niejasne przeczucie, że w tym roku do święconki pojedziemy sankami. Bez wyraźnej potrzeby nie wyściubiam nosa poza drzwi mojego przytulnego mieszkanka. Gdyby nie praca i obowiązki najchętniej przeczekałabym tą zimnicę zakopana pod kołdrą. Chętniej uruchamiam piekarnik, bo zapach pieczonego ciasta działa na mnie kojąco. Obmyślam też skromną listę wielkanocnych wypieków. Jak co roku musi być coś ze szpinakiem, żeby było zielono i wiosennie. W ubiegłym miesiącu podzieliłam się z Wami moim pomysłem na szpinakowy kopiec kreta --> klik . Dziś mam dla Was ten sam wypiek ale w wersji mini. Oczywiście wypieki ze szpinakiem mają piękną kolorystykę a szpinak nadaje im wilgotności, nie zmieniając przy tym smaku. Szpinakowy kopiec kreta to jeden z moich ulubionych wypieków ze szpinakiem.
Jeśli nie macie jeszcze gotowej listy słodkości, które przygotujecie na świąteczny stół koniecznie wpiszcie na nią te szpinakowe cudeńka. A w najnowszym numerze Kropki Tv znajdziecie też mój przepis na bezglutenową babkę banan bread.




niedziela, 18 lutego 2018

Marchewkowe ciasteczka z masłem orzechowym i chocolate chip



W Marcu jak w garncu, wszyscy znamy to przysłowie... ale że w Lutym??? Śnieg przeplata się z deszczem, przymrozki z piękną przedwiosenną pogodą, chmury prowadzą swój odwieczny spór ze słońcem. Ciężko nadążyć za zmianami pogodowymi ale robię co mogę... tylko z jednym sobie nie radzę, z tonami piasku, które wnosimy pod butami do domu. To jest moja osobista zmora,bo nie znoszę gdy piasek przykleja się do moich kapci lub skarpetek, dlatego mój odkurzacz zamieszkał na stałe w przedpokoju. Odkurzam zawzięcie i musicie wiedzieć,że jest to syzyfowa praca, bo służby porządkowe hojnie sypią tym znienawidzonym piaskiem gdy tylko na chodniku pojawi się nawet najcieńsza warstewka śniegu.
Zagryzam zęby i wypatruję pierwszych oznak wiosny. Bieganie przeniosłam chwilowo na siłownię, ze względu na kiepskie warunki pogodowe i kontuzję. Mojej stopie dobrze zrobiła zmiana podłoża, biega mi się łatwiej,a siłownia nie jest taka straszna jak myślałam ;).
Z ciasteczkami mam tak,że zawsze ciężko mi się zebrać do pieczenia... ale jak już zacznę to ciężko mi się zatrzymać. Zapełniam pojemniki i puszki aby później podbierać po ciasteczku do herbaty, kawy, do seansu filmowego,generalnie powodów są tysiące. Ostatnie, które zrobiłam wyszły przepyszne. Proste ciasteczka z marchewką, masłem orzechowym ,chocolate chip i odrobiną skórki pomarańczowej. Gdy piekły się mój dom wypełnił się cudnymi aromatami, jak to zawsze bywa przy pieczeniu słodkości. Same ciasteczka zyskują jeśli potrzymacie je w pojemniku. Jeśli chcecie aby zmiękły wystarczy, że na jeden dzień włożycie kawałek jabłka lub pomarańczy. Ciasteczka zmiękną i nabiorą aromatu. Następne w planach są ciasteczka dla Arabelli ,równie pyszne jak nie pyszniejsze od tych. Końskie ciasteczka pełne są ziaren, marchewki, miodu i dosmaczone bananem. Nieraz się zdarza, że przywożę zapas ciastek do stajni i okazuje się,że nie tylko koniki się częstują ;) :D.
Póki co zostawiam Was z przepisem na pyszne ciasteczka i uciekam, bo czeka mnie ostatni koncert taneczny mojej młodszej pociechy. Udanej niedzieli kochani.

środa, 31 stycznia 2018

Tort chocolate chip cookie





Nowy rok, nowa ja. Na pewno schudnę w 2018. Schudnę do lata. Super wyzwanie z brzuszkami. Schudnij w 30 dni. Fit batoniki, fit koktajle, fit brownie (?!?!?) 
Idzie oszaleć. Siłownie, pływalnie, fitness kluby zapełniają się pełnymi werwy, chcącymi być fit obywatelami. W odstawkę idzie cukier, białe pieczywo, sól, gluten, tłuszcz, czerwone mięso...
Jednak z końcem miesiąca na siłowni robi się już nieco luźniej, w lutym odpada kolejna część "nowych ja" a w marcu zostają już tylko stali bywalcy ;).
Oczywiście pisze o tym nieco z przymrużeniem oka ale szczerze to krew mnie zalewa od tych wszystkich wydarzeń, fit inspiracji. Co ja na to? Ukroję sobie pajdę chleba i zjem ze smalcem a do popołudniowej herbatki ukroję słuszną porcję tortu. Lubię białe pieczywo, domowe ciasta, cieplutką pachnącą drożdżówkę, zmrożoną colę w puszce :D
Kochani o kondycję trzeba dbać przez cały rok. Trzeba zaszczepić w sobie chęć uprawiania aktywności fizycznej, czerpać radość z możliwości przebywania na świeżym powietrzu. Oczywiście trzeba się zdrowo odżywiać ale kawałek tortu czy pajda białego chleba nie zrujnuje naszego fit jestestwa :) Byle zachować zdrowy rozsądek ;)
Dlatego na pożegnanie najbardziej zdrowego miesiąca w roku mam dla Was tort. Na pomysł zrobienia go wpadłam gdy wypiekałam ciasteczka chocolate chip. Nie wiem czy może być bardziej rozpustnie, jak na mój poziom lubienia słodkości jest idealnie. Biszkopt z dodatkiem chocolate chip, krem na bazie mlecznej i białej czekolady oraz czekoladowa polewa. Krem jest tak obłędnie smaczny, że musiałam powstrzymywać się aby nie wyjeść go łyżką prosto z miski :D. Czy to dobra rekomendacja? Torcik jest idealny zarówno do konsumowania w domowym zaciszu ale na pewno uświetni doskonale rodzinne uroczystości. Zapraszam po przepis.



niedziela, 28 stycznia 2018

Szpinakowy kopiec kreta




Nadeszły ponure dni. Dni kiedy własne łóżko, ciepła kołdra i mięciutka poduszka stają się rajem na ziemi. Dni ciężkie od popielatych chmur, które szczelnie oddzielają nas od słonecznych promieni a zimne macki próbują wedrzeć się pod poły kurtki. Ciemny był to weekend. Gdyby nie równomiernie tykające wskazówki zegara ciężko byłoby ocenić jaka to pora dnia. Nie myślcie jednak, że spędziłam ten weekend zakopana w ciepłych objęciach kołdry. Bladym świtem w sobotę zapakowałam hasiora w auto i pojechałyśmy odwiedzić Arabellę. Wyszczotkowałam rudzielca, uskuteczniłyśmy niewielki spacer, aby nieco rozruszać chorą nóżkę, a na koniec uraczyłam wszystkie koniska suchym chlebem. Po wizycie w stadninie pognałam nad nasze jezioro bo umówiłam się na rekreacyjny spacer. 10 km to idealny dystans żeby się dotlenić, żeby się rozgrzać marszem... a także jak się okazało  w trakcie aby narobić sobie bąbli :(  Okazało się, że moje super wygodne traperki są super wygodne ale tylko casualowo, przy marszu postanowiły mnie zdradziecko i bezlitośnie obetrzeć. Nie myślcie sobie, że się poddałam, o nie! Stylem rozpaczliwca dokuśtykałam ostatnie 4 km. Cóż, mam nauczkę że na dłuższy dystans należy ufać starym, wygodnym butom. Dopiero co kuśtykałam z powodu kontuzji stopy, a teraz dołączyłam drugą stopę i zaczęłam wolnochód dokładnie przemyśliwując jak postawić stopę żeby bolało jak najmniej :/
W ten ciemny weekend znalazłam też chwilkę na upieczenie ciasta. Ciasto Kopiec Kreta znane jest wielu z nas ze sklepowych półek. Przyznam szczerze, że nigdy nie skorzystałam ze sklepowego gotowca. Lubię upiec kopiec gdy najdzie mnie ochota na połączenie czekoladowego ciasta, bananów i kremu straciatella. Gdy rozmyślałam ostatnio o wiośnie i wzdychałam do tulipanów które przyniosłam do domu kilka dni wcześniej wpadłam na pomysł, że szpinakowa wersja będzie smakować genialnie. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Ciasto wygląda obłędnie, soczyście zielony kolor przywodzi mi na myśl zielone wzgórza Bag End :) a smakuje jeszcze lepiej. Koniecznie wypróbujcie ten przepis, to pozycja must try.



środa, 24 stycznia 2018

Ciasteczka pieguski z orzechami laskowymi i czekoladą




Przypadki chodzą po ludziach, ja jestem świetnym przykładem. Niby nie jestem pechowcem ale czasem mam wrażenie jakby piątego 13go zdarzał mi się częściej niż raz w miesiącu. Powiecie,a tam przesadza... Wierzcie lub nie jeśli coś ma się komuś przytrafić to właśnie mnie. Mało kto może się pochwalić,że potrafi spaść z roweru na prostej drodze, zaliczyć wywrotkę do góry dnem na kajaku, zostać zmiecioną drzwiami supermarketu... a to dopiero początek listy. Na przykład w poniedziałek próbowałam otworzyć drzwi mojej gwiazdy,a drzwi ani drgnęły. Przymarzły skubane, no trudno, ponowiłam próbę z drzwiami pasażera. Nie dość,że drzwi nie puściły to poszłam ślizgiem i zatrzymałam się na lusterku sąsiedniego samochodu. Drzwi w końcu puściły a mnie została pamiątka w postaci siniaka na dekolcie. Godzinę później próbując zamknąć drzwi od auta stanęłam za blisko i doprowadziłam do bliskiego ich spotkania z moją nogą. Efekt: mega guz. Wczoraj za to zaliczyłam bliskie spotkanie mojego czoła z tablicą ogłoszeniową pod sklepem. Nie pytajcie o okoliczności :D
Gdy jesteśmy na jakimś grupowym wyjeździe wszyscy mają telefony w pogotowiu gdy np przeskakuję po kamieniach na brzegu strumienia ;). No taka moja uroda...
Zima postanowiła jednak przyjść, nie jest jakoś specjalnie zimno, śniegu też nie ma w nadmiarze. Za to przynoszę pod butami do domu kilogramy piasku, którym osiedlowe sprzątaczki hojnie sypią po chodnikach. Przy życiu trzyma mnie myśl,że styczeń lada chwila się skończy i będzie o krok bliżej do wiosny...
A póki co wykorzystuję zimowe chłody i piekę ciasteczka. Najlepsze są takie, które nie wymagają skomplikowanych zabiegów. Do takich ciastek zaliczam pieguski. Uwielbiam je za to że są pełne orzechów, rodzynek i czekolady. A Wy lubicie pieguski??? Pieczecie je??? Zapraszam na moją wersję tych znanych ciasteczek.



środa, 3 stycznia 2018

O północy w Paryżu- król wśród tortów




Witajcie w Nowym Roku :) mam nadzieję,że będzie on słodki i owocny. Wybaczcie chwilową ciszę na blogu, moja choroba i kontuzja Arabelli skutecznie oddzieliły mnie od czekających na publikację przepisów. Okres świąteczny poświęciłam na regenerację i relaks aby wraz z nowym rokiem wrócić do Was z podwójną energią. 
Stary rok pożegnałam tortem, to taka moja tradycja, że na koniec roku robię coś ekstra. Torty oprócz obłędnego smaku muszą kusić wyglądem. Tort, który zrobiłam zawdzięcza swoją nazwę mieszance kawy, której dodałam do niego. O północy w Paryżu nie jest oczywistym smakiem, składają się na niego nutka wanilii, kokosa, odrobinka likieru tiramisu... tak naprawdę skład tej mieszanki nie jest określony ale gwarantuję Wam że zapach i smak tej kawy jest po prostu niebiański. Zauroczył mnie na tyle, że upiekłam tort i nie będę skromna jeśli powiem, że to jeden z lepszych które wyszły spod mojej ręki.
Wygląda wystrzałowo jak kreacja sylwestrowa, a jego smak jest po prostu boski.
Mieszankę kawy zakupiłam w lokalnym sklepiku ale jeśli traficie kiedyś na ten smak koniecznie ją zakupcie.
Tort wyglądał jak milion dolarów, za to ja w tym roku postawiłam na styl country. Dwa dni przed Sylwestrem zapakowaliśmy auto i pojechaliśmy do naszego zacisza, wśród koni i sandomierskich sadów. Cisza, mgły snujące się o poranku, księżyc świecący nad dachem stajni, ogień trzaskający na palenisku... to po prostu moje klimaty. Zamiast sukni i szpilek założyłam bryczesy i buty jeździeckie. W Sylwestra zrobiliśmy ucztę przy ognisku z kociołkiem, pieczonymi kiełbaskami i ziemniakami z popiołu. Nowy Rok przywitałam w siodle wśród sadów i pól. Lepiej nie mogłam sobie wymarzyć wkroczenia w Nowy Rok. Mam nadzieję że i Wy spędziliście ten czas cudownie.
Teraz zostawiam Was z przepisem na tort. Kawowe blaty przełożyłam kremem na bazie białej i mlecznej czekolady. Może się wydawać nieco zbyt słodkie ale dodatek kawy wspaniale równoważy smaki. Przepis dołączam do durszlakowej akcji #beko  "#ciastojakzobrazka" bo i też ten torcik wygląda jak malowany ;).
W przepisie znajdziecie też tip jak sprytnie pokroić ciasto :), przyznam szczerze, że jest to moja zmora :) bo nie znoszę kroić tortów i ciast. Zapraszam do kuchni.