Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 grudnia 2018

Świąteczna kłoda Buche de Noel




Grudzień nabrał rumieńców. Miasto opanowały choinki oraz stoiska z kolorowymi bombkami. W sklepach półki uginają się od świątecznych towarów, kolejki do kas ciągną się w nieskończoność. Perfekcyjne panie domu pucują swoje włości na przywitanie Wigilii. Świąteczne menu zaplanowane, koszule przygotowane do prasowania. Jeszcze tylko kuchenne sesje do późnych godzin nocnych i będzie można nieco odetchnąć... ale nie u mnie.
Ja, jak co roku podchodzę do tematu świąt ze stoickim spokojem. Żadnych rewolucji porządkowo-kuchennych, żadnej gonitwy. Święta są po to aby odpocząć, nabrać dystansu, wyspać się.
To chyba już tradycja, że przed samymi świętami rozkłada mnie choróbsko. Od trzech dni walczę dzielnie z przeziębieniem, aplikując sobie napary z imbiru i hurtowe ilości czosnku.
Wygrzewam się pod cieplutką kołdrą, gdy tylko warunki ku temu sprzyjają i czekam na swoje rychłe ozdrowienie. 
Moje sąsiadki nie podzielają chyba mojego zdania. Na całej klatce unosi się woń spalonej kapusty. Najwidoczniej trwają testy świątecznego menu ;).
W tym roku na życzenie młodzieży upiekę sernik na spodzie brownie i ciastko milionera. Przyznacie sami, raczej mało świątecznie to brzmi. Ale cóż zrobić... trzeba dogadzać najmłodszym podniebieniom.
Oczywiście dla Was ma coś extra, a mianowicie przepis na kłodę bożonarodzeniową. Moim skromnym zdaniem to najefektowniejszy tort ever. 
Przygotowanie tortu wymaga trochę czasu ale efekt jest w stanie wynagrodzić wszystkie trudy. Aby ułatwić sobie pracę, przygotowanie można rozłożyć na kilka etapów. Ja najpierw przygotowałam bezowe grzybki i puder szpinakowy. Następnego dnia upiekłam roladę, a dnia trzeciego przygotowałam krem i złożyłam tort. Jestem przekonana, że taki tort będzie hitem na każdym świątecznym stole. 



piątek, 23 lutego 2018

Dzień dobry- Rozgrzewający pudding z malinami i sucharkami




Opowiem Wam dziś historię jak to dwie baby, czyt. ja i moja koleżanka J., umówiły się na przebieżkę. Otóż moi drodzy, już za tydzień 4 Marca po raz drugi biorę udział w Biegu Tropem Żołnierzy Wyklętych, który odbywa się w pobliskich Gorzycach. Jak wspominałam Wam ostatnio,ze względów pogodowych przeniosłam swoje przebieżki na siłownię. Na ostatnim treningu spotkałam J., która to namówiła mnie na wzięcie udziału w pierwszym biegu i konsekwentnie przypominała,że drugiego po prostu nie mogę odpuścić. Ustaliłyśmy, że wypadałoby przebiec się na zewnątrz aby sprawdzić jak nasze płuca zareagują na zimne powietrze. W razie słabych warunków pogodowych trening miał się odbyć na siłowniowej bieżni. Ustaliłyśmy, że się spiszemy w czwartkowe przedpołudnie, aby ustalić szczegóły. Czwartek wstał niewyraźny, dość chłodny bo temperatura oscylowała w okolicy zera, a do tego co jakiś czas w powietrzu wirowały pojedyncze płatki śniegu. Pisze więc do J. jak nasze plany, czy bieganie wypali. J. odpisała,że oczywiście działamy. Pomyślałam, no cóż, założę dodatkową bluzę, ciepłe skarpety i damy radę. Umówiłyśmy się pod moją klatką o 19:30. O rzeczonej godzinie zbiegłam na dół, przygotowana na bieganie w tej zimnicy z psem na smyczy, bo przecież przebieżka jej nie zaszkodzi. Wyszłam z klatki i w tym samym momencie z drugiej strony bloku zauważyłam J. w pełnym rynsztunku i torbą przygotowaną na trening na siłowni. Nasza reakcja była natychmiastowa, parsknęłyśmy takim śmiechem, że słychać nas chyba było na całym osiedlu :D :D :D. Nie ma to jak dwie kobiety umówią się na trening ;). 
Po szybkiej wymianie zdań ustaliłyśmy że zostajemy na treningu outdoorowym, który okazał się bardzo udany.
W tym tygodniu pogoda nas nie rozpieszcza, jest przeraźliwie zimno. Wyciągnęłam z dna szuflady kosmate, ciepłe skarpety, a z szafy moją ulubioną ostatnio bordową, cieplutką bluzę. Mnie to jednak nie wystarcza i lubię też ogrzać się od środka. Na jedno z ostatnich śniadań przygotowałam sobie rozgrzewający pudding z malinami i sucharkami delikatesowymi Mamut. Zachęcam Was do wypróbowania tego przepisu oraz samych sucharków, ponieważ są doskonałą bazą do przygotowania lekkich śniadań. Pudding przygotujecie w kwadrans, pamiętajcie i szklance świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy :). Zapraszam na rozgrzewające śniadanko.


czwartek, 5 stycznia 2017

Babeczki Winter Wonderland




Przyszła zima, hm... Ameryki nie odkryłam, w końcu mamy styczeń. Jednak ostatnie kilka lat, kiedy to zimę można było obserwować tylko na widokówkach oraz w miarę ciepły grudzień, jej nadejście jest dla mnie zaskoczeniem. Z jednej strony wyniosłabym się w tropiki i przeczekała okres zakładania grubej kurtki i ciężkich butów, wszędobylskiego błota i ton piasku wnoszonych do domu pod butami, o skrobaniu samochodowych szyb nawet nie wspomnę. Z drugiej jednak, gdy zaczyna padać śnieg, czuję się jakbym trafiła do baśniowej krainy. Delikatne, białe płatki wirujące w powietrzu budzą mój niemy zachwyt. Mogłabym się wpatrywać godzinami w ten spektakl i nigdy by mi się on nie znudził. Powolutku wracam do zdrowia, po chorobie,która rozłożyła mnie na łopatki, skutecznie przykuwając do łóżka na dobry tydzień. Choć nie znoszę chorowania to ma to swoje plusy w możliwości nadrobieniu zaległości filmowych i książkowych. Tym razem były to zaległości serialowe i dzięki chorobie skończyłam oglądać Supernatural, moi drodzy 12 sezonów serialu o łowcach to nie byle co ;) Anioły, demony, lewiatany, czuję się specem od spraw nadprzyrodzonych. Choć choróbsko jeszcze całkiem mnie nie opuściło zaczynam odczuwać już skutki zbyt długiego przebywania w domu. A mianowicie zaczyna mnie nosić. Brak aktywności fizycznej w moim przypadku grozi gromadzeniem zbyt dużych pokładów energii. Póki co znajduje ona ujście tylko w kuchni, bo zarówno rower jak i jazda konna pozostają w sferze marzeń. Po cichutku liczę,że zima szybko odpuści a Was zapraszam na babeczki, które swoim wyglądem idealnie wpasują się w zimowy klimat. Winter Wonderland czyli Zimowa Kraina to było moje pierwsze skojarzenie kiedy zobaczyłam efekt końcowy, stąd nazwa.
Przepis dołączam do akcji Wypieczone Święta- Boże Narodzenie 2016.




czwartek, 22 grudnia 2016

Tort piernikowy z dynią i kremem Speculoos




Tik-tak tik-tak, miarowo stuka zegar w salonie, dom spowity jest ciszą, przerywaną jednostajnym ale cichym szumem zmywarki. Już tylko jeden dzień dzieli nas od Wigilii. Przed chwilą zakończyłam pakowanie prezentów. To niesłychane ile czasu potrafi zająć zawijanie, przycinanie, zawiązywanie i przystrajanie świątecznych pakunków. Za to ile radości i ile frajdy to sprawia :) Dziś przynieśliśmy do domu choinkę, jutro zostanie przystrojona w całkiem nowe światełka. Ku mojej rozpaczy moje ulubione światełka odmówiły posłuszeństwa. Z początku wywołało to moje święte oburzenie, że całkiem nowe światełka nie działają. Możecie sobie wyobrazić moją minę gdy doliczyłam, że rzeczone "nowe" światełka mają 13 lat. Tak więc M. przyniósł dziś dwa rodzaje lampek aby tegoroczna choinka była pięknie rozświetlona. Dzisiaj przygotowałam ciasto na piernik, jutro upiekę sernik, odkurzę jeszcze kąty mieszkania i mogę oficjalnie świętować :)
Mam tylko nadzieję,że świeżo złapane przeziębienie nie uprzykrzy mi tego świątecznego czasu. A co mam dziś dla was??? Przepis na tort. Jeśli nie macie jeszcze sklarowanej listy wypieków, polecam wam ten właśnie tort. Nie wymaga wielkiej kulinarnej wirtuozerii, lista składników jest prosta, nic, tylko piec. Jeżeli śledzicie mój fanpage klik to wiecie, że ten przepis reprezentował Five o'clock w świątecznym konkursie Kropki tv. Jeszcze do końca tego tygodnia możecie zakupić magazyn i znajdziecie w nim przepis na tort piernikowy w wersji papierowej :). Ja swój egzemplarz już mam.
Zapraszam was do przedświątecznego pieczenia :)


czwartek, 11 lutego 2016

Idzie Luty szykuj buty- czekoladowa kruszonka z jagodami i budyniem czekoladowym








Idzie Luty, szykuj buty.... a raczej kalosze. Luty poczęstował nas ekspresowymi roztopami, pięknym słońcem i ciepełkiem aby chwilę później rzucić nas w objęcia ołowianych chmur i ulewnych deszczów.  To ciężki okres dla mojego jestestwa, serce tęskni za wiosną, za słońcem a tymczasem dni stały się ponure, wciąż jeszcze słabo znać przybywający dzień. Jedynym stworzeniem,które jest całkowicie pogodo-odporne jest Rudziszon. Wczorajszy spacer w strugach deszczu przyjęła ze stoickim spokojem. Zimne podmuchy wiatru co chwila podrywały mój parasol do góry a Nuka niespiesznie obwąchiwała osiedlowe trakty. Stefan za to zajmuje się tym co zawsze, czyli żerowaniem w psiej misce, bezczelnym wylegiwaniem się we wszelkich możliwych pozycjach i miejscach, tudzież ostrzeniem pazurków na skrzynce po jabłkach. Kot to ma życie.... A jaki sposób na ta pogodę mam ja??? Otóż ciepły,wełniany pled, przyjemną lekturę i kubek kruszonki. W ubiegłym miesiącu spod mojej ręki wyszły kokosowa kruszonka z malinami i budyniem oraz gryczana kruszonka z jabłkami i toffi . Postanowiłam zatem że koniecznie musze jeszcze wypuścić kruszonkę w wersji ciemnej. Jak postanowiłam tak zrobiłam i tak oto prezentuję wam czekoladową kruszonkę z jagodami i budyniem czekoladowym. Zanim wystawimy twarze ku słońcu i będziemy przyjmować cenną witaminkę D warto mieć w zanadrzu przepis na szybki deser z kubeczka, który pozwoli nam przeczekać ciemne dni.
Tym razem Stefek już bez nieśmiałości pakował mi się w kadry, jego ciekawość nie zna granic ;)



niedziela, 24 stycznia 2016

Powrót do klasyki- szyszki, przysmak z dzieciństwa




Pierwsza moja myśl,gdy spojrzałam na zdjęcie ilustrujące przepis to: Szyszki najlepiej smakują w lesie :) Co prawda, to prawda. Zabrałam dziś Rudziszona do lasu, było pięknie, wręcz baśniowo. Śnieg pruszył, delikatnie wirując między gałęziami drzew. Las był cichy,skąpany w zimowej bieli. Śnieg chrzęścił mi pod butami, gdzieniegdzie trzasnęła gałązka pod łapką Rudziszona. Brakowało tylko latarni i pana Tumnusa,który zaprosiłby mnie na herbatkę :)
Lubię takie zimowe spacery, kiedy mróz nie dokucza aż tak bardzo, kiedy mogę mieć las tylko dla siebie. Mogę wtedy naładować baterie, nacieszyć oczy bielą i zielenią sosnowych gałęzi. Rudziszonowa może kręcić kółka w dzikich galopach, wypatrywać leśnych zwierzątek, węszyć i kluczyć leśnymi ścieżkami.
Dziś na spacer wzięłam ze sobą szyszki,przysmak z dzieciństwa. Przysmak z czasów gdy słodkości były rzadkością na sklepowych półkach a nasze mamy potrafiły wykazać się kreatywnością. Szyszki to jeden ze smaków dzieciństwa do których uwielbiam powracać. Przysmak,który składa się tylko z 3 składników i nie wymaga czasu,bo robi się go błyskawicznie. Wadą niestety jest to,że znika w równie błyskawicznym tempie ;)
Przepis dodaję do akcji Ciasta bez pieczenia na portalu durszlak.pl


niedziela, 17 stycznia 2016

Kokosowa kruszonka z budyniem i malinami





Ścisnęło mrozem, poprószyło śniegiem, zrobiło się prawdziwie zimowo. Nie,żebym jakoś specjalnie wypatrywała zasp i śniegu skrzypiącego pod butami ale moja podświadomość zaakceptowała obecną sytuację pogodową. Dzięki tej wszędobylskiej bieli zrobiło się jaśniej i jakoś tak lepiej na sercu. Przyjemnie jest wrócić lekko zmarzniętą ze spaceru z Rudziszonem, bo wiem że w domu czeka na mnie gorąca herbata a w piekarniku świeżo upieczone crumble. Na pomysł wpadłam w trakcie robienia porządków. Myślałam o przygotowaniu małej porcji deseru, takiej do zjedzenia od razu bez potrzeby zostawiania na potem. Jasnym dla mnie było,że ma to być coś na ciepło i najlepiej żeby to było przygotowane w kubku. Od razu pomyślałam o crumble ale tym bardziej tradycyjnym, czyli kruszonka, jabłka i może odrobina sosu krówkowego. Oczywiście pierwszy wariant też zrobiłam ale najpierw chciałabym podzielić się z wami przepisem na crumble, który wymyśliłam w drugiej kolejności. Kokosowa kruszonka to coś,co tygryski bardzo lubią.Maliny i budyń śmietankowy komponują się z nią idealnie, deser przygotowuje się bardzo szybko, kolejny deser który ma same zalety.Na myśl o wspaniałym smaku tej kruszonki moje ślinianki zaczęły wzmożoną pracę ;)
W te zimowe chłody porcja tego crumble to comfort food, który rozgrzewa i wprawia w świetny nastrój ,nie dajcie się długo przekonywać i przetestujcie ten przepis.


sobota, 10 stycznia 2015

Była zima,nie ma zimy- Sernik chałwowy glazurowany konfiturą z cytrusów







Sobota, dziesiąty dzień stycznia, zima w pełni ale tylko w kalendarzu. Dziś po śniegu zostały wspomnienia, kałuże oraz wszędobylskie błoto. Nie nadążam za zmianami pogody. Nie dalej jak tydzień temu słupek rtęci w moim termometrze pokazywał -17 a wszędzie było biało,a dziś szaleństwo +5 stopni oraz deszcz, a właściwie dużo deszczu. Deszcz pokrzyżował dziś moje plany, miało być szaleństwo z Arabelką na świeżym powietrzu, a moje plany skończyły się na czesaniu, mizianiu, uczcie z marchewek, jabłek oraz ciastek. Dziś też mogłam podglądać zabiegi kosmetyczne, które serwował konikom kowal. Też dobrze, całe życie człowiek się uczy, więc i ja dziś pochłaniałam trochę wiedzy związanej z końmi. Plany związane z galopowaniem zostawiam na jutro, bo pogodynka w moim telefonie  obiecuje,że nie będzie już padało.
Wróciłam do domu przemarznięta z potrzebą rozgrzania się od wewnątrz. Zaserwowałam sobie herbatę z konfiturą a wiadomo, że herbata lubi gdy towarzyszy jej coś pysznego. Ukroiłam sobie słusznej wielkości kawałek sernika chałwowego, wierzcie mi, niebo w gębie. Po porcji sernika świat od razu staje się lepszy, pomimo ciężkich chmur za oknem.
Żeby trochę rozjaśnić te ciemne dni dorzucam kilka zdjęć z zimowych wędrówek z Rudziszonkiem.


     











piątek, 9 stycznia 2015

Najlepsza na świecie konfitura z cytrusów




Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko co się ma, tuż przy sobie, możliwie jak najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego co ważne, cenne i swoje własne. A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą, kiedy chcą. Niech się tłuką o ściany, szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony z ciepła i samotności.
                                                                                                                                              -Filifionka
---

Od zawsze moja babcia uczyła mnie, że posiadanie spiżarni po brzegi wypełnionej zapasami daje poczucie bezpieczeństwa. Jesteśmy wtedy pewni, że nic nas nie zaskoczy, ani zima, ani niespodziewani goście. Angażowałam się zatem w robienie konfitur, marmolad, dżemów a także pomagałam ubijać w beczce kapustę, wyłuskiwałam fasolę ze strączków z babcią w późne, jesienne popołudnia.
Teraz czasy się zmieniły, zimy już nie te ale ja wciąż lubię mieć w swoim domu zapas wspaniałych nalewek i domowych konfitur.
Konfiturę z cytrusów możecie przyrządzić w każdej chwili, bo cytrusy są zawsze dostępne. Konfitura jest bajeczna, idealnie pasuje do herbaty, do ciasta, na kanapkę a nawet solo. To must have domowej spiżarni, przekonajcie się sami :)
Przepis dołączam do akcji 'Pomarańcze- wszyscy tańczą i ja tańczę'

środa, 10 grudnia 2014

Wykwintny tort piernikowy z kremem dyniowym z cynamonem




Święta za pasem- to ulubione powiedzenie mojej mamy.Ilekroć się spotykamy lub rozmawiamy przez telefon, słyszę grudniową mantrę mojej mamy. Co upiec? Co ugotować? Święta Bożego Narodzenia oprócz wielkiej radości niosą ze sobą frustrację tysiąca gospodyń domowych, które obmyślają świąteczne menu. Dobrze pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu sama zasilałam te szeregi. Na początku grudnia popadałam w świąteczny amok, wychodziłam z siebie aby dom był wysprzątany na wysoki połysk, a w świątecznym menu były co najmniej 3 ciasta, sałatki, mięsa, domowy chleb. Prawda jest taka, że kilka dni przed świętami kładłam się spać długo po północy, chodziłam sfrustrowana, a gdy coś poszło niezgodnie z ustalonym wcześniej świątecznym planem, wpadałam w szał. Postanowiłam więc pójść po rozum do głowy i do świąt podchodzić z dystansem. Nauczyłam się,że święta to czas, który spędzam z bliskimi, czas spokoju i radości. Porządek?? Owszem, mam go przez cały rok, więc nie zżymam się z wariackimi porządkami. Zazwyczaj większą część świąt spędzamy poza domem więc menu ustalam proste. Dzięki temu mam czas na to aby odpocząć i świętować. Prawda, że cudownie???
Dziś chcę wam zaproponować tort piernikowy, który wbrew temu co może pomyśleć jest bardzo prosty w wykonaniu a wygląda i smakuje rewelacyjnie. Blaty piernikowo-pomarańczowe są przełożone kremem dyniowo-cynamonowym i smakują jak najprawdziwsze świąteczne delicje.
Przepis dołączam do akcji Korzenne przysmaki.


niedziela, 7 grudnia 2014

Zimowe ciasto korzenne z powidłem śliwkowym








Dziś niedziela, święto kotleta i rosołu. Niedziela, to dzień gdy śpię dłużej i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Jak co rano budzi mnie mruczenie Stefana. W nocy śpi zazwyczaj w kilku miejscach ale nad ranem zawsze mości się obok mnie, ciekawe dlaczego??? :) Oczywiście odpowiedź jest prosta, to ja co rano napełniam mu miskę kocimi przysmakami. Dziś musiał być piekielnie głodny bo swoim kudłatym policzkiem ocierał się o moją twarz. Otworzyłam jedno oko, a potem drugie, za oknem jest cicho, ciężkie ołowiane niebo wisi prawie nad moją głową. Szczerze mówiąc nie mam ochoty opuszczać ciepłego łóżka ale robię to. Stefan dostaje swoją porcję, Rudziszon leniwie kręci się koło moich nóg, czas na spacer. Gdy wracam słyszę jak moje sąsiadki wystukują tłuczkami kotletową melodię, czuję zapach bulionu. Tak, dziś jest niedziela.
Na dzisiejszy deser proponuję wam proste ciasto korzenne z powidłem śliwkowym. Proste bo nie wymaga wysiłku, wyrasta całkiem przyjemnie i smakuje tak jak powinno smakować ciasto w ponure, zimowe popołudnie.
Przepis dołączam do akcji Świąteczne potrawy

sobota, 6 grudnia 2014

Piernikolada- gorąca piernikowa czekolada rozgrzewająca ciało i duszę



Wszędzie jest biało, mleczny całun spowił miasto, przytłumił dźwięki i otulił szczelnie wszystko wokół. Jak na grudzień jest całkiem ciepło, temperatura oscyluje wokół zera. Wydeptuję z Rudziszonem ścieżki i widzę, że wszędzie jeszcze bardziej jesień niż zima. Mróz pomalował tu i ówdzie liście ale póki co na tym koniec. Pamiętam jak z utęsknieniem wypatrywałam pierwszych płatków śniegu gdy byłam dzieckiem, teraz cieszę się że nie marzną mi dłonie i stopy. Cieszę się z jazdy konnej na świeżym powietrzu i cicho marzę aby zajęcia trwały cały sezon zimowy. Pomimo, że na koniu jest mi ciepło, zawsze po zajęciach serwuję sobie rozgrzewającą kąpiel a po niej koniecznie coś gorącego do picia. Jesień i zima to sezony, w których lubię gorącą czekoladę. Grudzień jest oficjalnie miesiącem "pierniczenia" więc dziś proponuję wam piernikoladę, pyszną pierniczkową czekoladę, korzenną i rozgrzewającą. W taki dzień jak dziś przyjemnie jest usiąść z kubeczkiem i zanurzyć się w świat piernikowej słodyczy.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Coraz bliżej święta, piernik staropolski-preludium



1 grudnia, data można by rzec magiczna. Niby dzień jak co dzień ale wraz z rozpoczęciem pierwszego dnia ostatniego miesiąca w roku w naszych sercach zapala się magiczne światełko. Z radością zaczynamy odliczać dni, które dzielą nas od świąt. To dobry czas żeby usiąść i spokojnie zaplanować wszystkie sprawy związane ze świętami. Przyznam szczerze, że moje myśli krążą wokół tych tematów już w listopadzie. Daje mi to dobry margines czasowy aby w odpowiednim czasie wszystko było dopięte na ostatni guzik, z jednym wyjątkiem... Tym wyjątkiem jest piernik staropolski. Choć ciasto nastawiłam zaledwie przedwczoraj to będzie najbardziej dojrzały piernik na świecie bo zabierałam się do niego trzy lata, imponujące prawda???
Smak piernika, który piekła moja babcia pamiętam do dzisiaj, pyszny, przełożony powidłem śliwkowym i oblany polewą czekoladową. Przepis na niego odszedł w zapomnienie, szukałam więc przepisu, który swoim składem obiecuje piernik nad piernikiem. Znalazłam go na blogu Burczy mi w brzuchu i teraz pozostaje mi czekać aż  przyjdzie czas aby piernik powędrował do pieca.
Gotowi na piernikowe preludium??? A więc do dzieła.


środa, 26 listopada 2014

Pierwsze przymrozki i kokosowe trufelki





Zima zaczęła znaczyć swoje ścieżki.Poniedziałkowy poranek przyniósł pierwszy przymrozek.Zbudził mnie dźwięk miarowego skrobania.To mobilni mieszkańcy mojego osiedla zeskrobywali pierwsze znaki zimy z szyb samochodów. Pogodynka w telewizji obiecuje w przyszłym tygodniu siarczyste mrozy. Czyżby? Czy w tym roku zima jednak zamierza się pojawić w tych szerokościach geograficznych? Póki co, mogę obserwować jej zmagania z jesienią.Deszcz ze śniegiem zmywa z chodników resztki jesieni a ja siedzę z kubkiem gorącej herbaty z miodem i sokiem malinowym i wspominam smak trufli kokosowych. Jeśli lubicie kokos to trufelki dla was, mocno kokosowe, nie za słodkie, idealne na prezent,na przekąskę dla niespodziewanych gości. Te wdzięczne, białe trufelki idealnie sprawdzą się też jako prezent.
Przepis dołączam do akcji Prezenty na Mikołajki.