Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biała czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biała czekolada. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 grudnia 2018

Świąteczna kłoda Buche de Noel




Grudzień nabrał rumieńców. Miasto opanowały choinki oraz stoiska z kolorowymi bombkami. W sklepach półki uginają się od świątecznych towarów, kolejki do kas ciągną się w nieskończoność. Perfekcyjne panie domu pucują swoje włości na przywitanie Wigilii. Świąteczne menu zaplanowane, koszule przygotowane do prasowania. Jeszcze tylko kuchenne sesje do późnych godzin nocnych i będzie można nieco odetchnąć... ale nie u mnie.
Ja, jak co roku podchodzę do tematu świąt ze stoickim spokojem. Żadnych rewolucji porządkowo-kuchennych, żadnej gonitwy. Święta są po to aby odpocząć, nabrać dystansu, wyspać się.
To chyba już tradycja, że przed samymi świętami rozkłada mnie choróbsko. Od trzech dni walczę dzielnie z przeziębieniem, aplikując sobie napary z imbiru i hurtowe ilości czosnku.
Wygrzewam się pod cieplutką kołdrą, gdy tylko warunki ku temu sprzyjają i czekam na swoje rychłe ozdrowienie. 
Moje sąsiadki nie podzielają chyba mojego zdania. Na całej klatce unosi się woń spalonej kapusty. Najwidoczniej trwają testy świątecznego menu ;).
W tym roku na życzenie młodzieży upiekę sernik na spodzie brownie i ciastko milionera. Przyznacie sami, raczej mało świątecznie to brzmi. Ale cóż zrobić... trzeba dogadzać najmłodszym podniebieniom.
Oczywiście dla Was ma coś extra, a mianowicie przepis na kłodę bożonarodzeniową. Moim skromnym zdaniem to najefektowniejszy tort ever. 
Przygotowanie tortu wymaga trochę czasu ale efekt jest w stanie wynagrodzić wszystkie trudy. Aby ułatwić sobie pracę, przygotowanie można rozłożyć na kilka etapów. Ja najpierw przygotowałam bezowe grzybki i puder szpinakowy. Następnego dnia upiekłam roladę, a dnia trzeciego przygotowałam krem i złożyłam tort. Jestem przekonana, że taki tort będzie hitem na każdym świątecznym stole. 



piątek, 21 września 2018

Tort piernikowy przełożony kremem malinowo-różanym



Są dni, kiedy jedyne o czym marzę to schować się pod ciepłą kołdrą i zasnąć mocnym snem jak niedźwiedź na zimę. Przespać niepogodę, natłok obowiązków, ciągły pęd, stresy... Są dni, gdy ciepła kołdra i możliwość skrycia się w jej ciepłych objęciach to luksus. Pakowanie walizek, lot, praca na najwyższych obrotach, pakowanie walizek lot, chwila odpoczynku. Które lotnisko dzisiaj??? Który pociąg??? Nowe miejsca, nowi ludzie, nowe projekty. Moje życie w jednym momencie zostało naszpikowane tysiącem nowych elementów, z dnia na dzień zostałam rzucona w ten wir ze słowami: "Anka, przeszłaś z nami chrzest bojowy, poradzisz sobie".
No i radzę sobie... okazało się, że huragan nie taki straszny, chaos da się ogarnąć, a życie na walizkach też może dawać dużo satysfakcji.
Piszę te słowa, wrzucając do walizki kosmetyczkę i ubrania. Dziś lecę ponownie, łapać to co przynosi mi życie, czerpać i uczyć się nowych rzeczy. A gdy przyjdzie czas zanurzę się ponownie w ciepłych, bezpiecznych objęciach kołderki... nie na całą zimę ale przynajmniej na te 6 godzin ;)
Kochani, pamiętam jednak o Was, choć tak rzadko tu zaglądam. Zostawiam Was na ten łikend z przepisem na piernikowy tort nadziany kremem malinowo-różanym. To moja druga propozycja w trwającym jeszcze przez 3 dni konkursie #apetytnakopernika. Jeśli jeszcze nie zgłosiliście swoich przepisów to czym prędzej zmieńcie ten stan rzeczy.  Konkurs trwa jeszcze przez 3 dni.
W ubiegłym roku mój przepis na Torcik z kremem jaglanym i karmelizowaną gruszką zdobył pierwsze miejsce w tym konkursie. W tej edycji blogerki wysoko podniosły poprzeczkę, jury będzie miało twardy orzech do zgryzienia.
Zanim jednak jury wyda werdykt zapraszam Was na kawałek piernikowego tortu, smacznego :) :p






czwartek, 12 lipca 2018

Piętrowy tort z malinami i kremem z białej czekolady i mięty



Maj zamiast pełni wiosny zaserwował nam pełnię lata. Dni były gorące, pełne słońca,a słupek rtęci rzadko spadał poniżej 25 stopni. Na targu w tempie błyskawicznym pojawiły się maliny, wiśnie i inne typowe dla dojrzałego lata produkty. Co rusz ktoś narzekał, że za gorąco, że pogoda oszalała, a ja wiedziałam, że prędzej czy później to się zmieni. Nie musiałam czekać jakoś specjalnie długo, bo wraz z czerwcem zmieniła się pogoda.Z kusych spodenek i bluzeczek na ramiączkach przerzuciłam się na dżinsy, ciepłą bluzę i skórzaną kurtkę. Okazało się, że spanie przy uchylonym oknie wiąże się z ryzykiem zamarznięcia ;) a wyjście rano po bułki bez odpowiedniego stroju stwarza ryzyko chorób gardła. W porównaniu do bardzo nabitego pracą maja, czerwiec dał mi trochę oddechu. Mogłam się skupić na przygotowaniach do egzaminu językowego, trenować moją kasztanową rekonwalescentkę i jeszcze wieloma przyjemnymi rzeczami. Czasem zdarza mi się zatęsknić za leniwie toczącymi się dniami ale na tyle rzadko, że z przyjemnością oddaję się różnym zajęciom, wdrażam się w nowe projekty, staram się doskonalić swoje umiejętności.
O tym, że lubię piec torty już wiecie??? Nie??? No więc uwielbiam piec torty. Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości uważałam, że jest to sztuka arcytrudna. Nauczyłam się dzięki temu tworzyć przepisy na torty, które nie wymagają zbyt dużych umiejętności cukierniczych. W końcu sama tez nie jestem cukiernikiem... 
Wystarczy prosty przepis, tortownica i odrobina chęci, a można ze zwykłego ciasta wyczarować tort na miarę cukierni. A jeśli ozdobisz swój tort świeżymi kwiatami lub innymi drobiazgami, to efekt przerośnie Twoje oczekiwania.
Tort, który mam dziś dla Was to nic innego jak prosty, kakaowy biszkopt przełożony malinami i kremem z białej czekolady z odrobiną ekstraktu miętowego. Udekorowałam go świeżymi piwoniami, bo akurat był na nie sezon. Moim zdaniem wybór jak najbardziej trafny bo torcik wygląda uroczo.
Zapraszam po przepis, upieczcie dla mamy, babci, czy chociażby do niedzielnej kawki.




na biszkopt:

6 jajek
6 łyżek cukru trzcinowego
4 łyżki mąki pszennej
2 łyżki kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia

na krem:

200 g białej czekolady
150 ml słodkiej śmietanki
200 g serka mascarpone
3-4 krople ekstraktu miętowego

ponadto:

200 g malin


Przygotuj dwie tortownice, jedną o średnicy 16 cm a drugą o średnicy 10 cm. Dno oraz boki wyłóż papierem do pieczenia.
Oddziel białka od żółtek, białka ubij na sztywno w misie miksera. Dodawaj partiami cukier trzcinowy nie przerywając ucierania, a następnie dodawaj po jednym żółtku. Masa jajeczna powinna być dobrze napowietrzona i lśniąca. Do ubitych jajek dodaj partiami mąkę, kakao oraz proszek do pieczenia. Mieszaj masę delikatnie za pomocą ręcznej trzepaczki tak aby nie zburzyć struktury jajek.
Gotową masę rozdziel pomiędzy obie tortownice. Piecz w piekarniku nagrzanym do 160 stopni przez 30 minut. Gotowe biszkopty wystudź i przekrój na pół, tak aby otrzymać po dwa blaty z każdego biszkoptu.
Przygotuj krem: białą czekoladę połam na kawałki, wrzuć do rondelka, zalej śmietanką i podgrzewaj na małym ogniu do momentu gdy czekolada zacznie się rozpuszczać. Zestaw rondelek z ognia, odczekaj 10 minut i wymieszaj dokładnie masę. Masę czekoladową wstaw do lodówki  i schładzaj co najmniej godzinę. Po tym czasie ubij masę mikserem tak aby podwoiła swoją objętość, dodaj serek mascarpone i ekstrakt miętowy. Dokładnie zmiksuj krem.
Przygotuj paterę, połóż na niej większy blat, rozsmaruj 1/3 kremu oraz gęsto ułóż na nim maliny, przykryj drugim blatem. Wierzch blatu posmaruj niewielką ilością kremu i połóż na nim mniejszy blat. Nałóż na niego 1/4 kremu i ułóż maliny, przykryj wierzchnią warstwą ciasta. Wierzch oraz boki tortu posmaruj równomiernie kremem. Tort schłódź przed podaniem przez co najmniej 2 godziny. Ja swój tort dodatkowo udekorowałam świeżymi piwoniami ale pamiętajcie,że ozdoba jest opcjonalna i niejadalna.


środa, 31 stycznia 2018

Tort chocolate chip cookie





Nowy rok, nowa ja. Na pewno schudnę w 2018. Schudnę do lata. Super wyzwanie z brzuszkami. Schudnij w 30 dni. Fit batoniki, fit koktajle, fit brownie (?!?!?) 
Idzie oszaleć. Siłownie, pływalnie, fitness kluby zapełniają się pełnymi werwy, chcącymi być fit obywatelami. W odstawkę idzie cukier, białe pieczywo, sól, gluten, tłuszcz, czerwone mięso...
Jednak z końcem miesiąca na siłowni robi się już nieco luźniej, w lutym odpada kolejna część "nowych ja" a w marcu zostają już tylko stali bywalcy ;).
Oczywiście pisze o tym nieco z przymrużeniem oka ale szczerze to krew mnie zalewa od tych wszystkich wydarzeń, fit inspiracji. Co ja na to? Ukroję sobie pajdę chleba i zjem ze smalcem a do popołudniowej herbatki ukroję słuszną porcję tortu. Lubię białe pieczywo, domowe ciasta, cieplutką pachnącą drożdżówkę, zmrożoną colę w puszce :D
Kochani o kondycję trzeba dbać przez cały rok. Trzeba zaszczepić w sobie chęć uprawiania aktywności fizycznej, czerpać radość z możliwości przebywania na świeżym powietrzu. Oczywiście trzeba się zdrowo odżywiać ale kawałek tortu czy pajda białego chleba nie zrujnuje naszego fit jestestwa :) Byle zachować zdrowy rozsądek ;)
Dlatego na pożegnanie najbardziej zdrowego miesiąca w roku mam dla Was tort. Na pomysł zrobienia go wpadłam gdy wypiekałam ciasteczka chocolate chip. Nie wiem czy może być bardziej rozpustnie, jak na mój poziom lubienia słodkości jest idealnie. Biszkopt z dodatkiem chocolate chip, krem na bazie mlecznej i białej czekolady oraz czekoladowa polewa. Krem jest tak obłędnie smaczny, że musiałam powstrzymywać się aby nie wyjeść go łyżką prosto z miski :D. Czy to dobra rekomendacja? Torcik jest idealny zarówno do konsumowania w domowym zaciszu ale na pewno uświetni doskonale rodzinne uroczystości. Zapraszam po przepis.



środa, 24 maja 2017

Majowe smaki, sernik na zimno z białą czekoladą i truskawkami, na spodzie orzechowym



Kukułki na dobre rozpoczęły swoje trele. Gdy byłam małą dziewczynką wiązał się z tym pewien rytuał. Na początku maja mój dziadzio zawsze dawał mi monetę, większą lub mniejszą i mówił, że to "na kukułkę". Monetę nosiłam zawsze przy sobie, w kieszonce sweterka lub kurteczki i czekałam. A na co??? Czekałam na to aby kukułka mnie okukała :D. Miało mi to zapewnić powodzenie i bogactwo. Powiem więcej, jeżeli kukułka złapałaby mnie swoim kukaniem i nie miałabym przy sobie pieniążka wróżyło to pech. Nosiłam więc te monety, a jeśli zdarzyło mi się przepuścić je na lizaki bądź lody, dziadzio uzupełniał mą kieszeń. Lata płynęły a mnie pozostał w głowie ów rytuał.
W ostatnią niedzielę galopując na moim rumaku niespodziewanie usłyszałam kukanie. Zamarłam, zatrzymałam rumaka i gorączkowo myślałam czy mam przy sobie pieniążek. W saszetce znalazłam trochę drobnych. Ufff, moje bogactwo zostało uratowane :).
A propo bogactwa... w maju objawia się ono wysypem nowalijek, chrupiących warzyw i truskawek. W tym roku maj przywitał nas wyjątkowo chłodny, a przez to cena truskawek może przyprawić o zawrót głowy. Cena jednak mnie nie odstraszyła na tyle, żeby całkiem je omijać. Zakupiłam mały koszyczek i postanowiłam zaserwować je w serniku na zimno. Jak już jesteśmy przy serniku muszę Wam powiedzieć, że wybór na białą czekoladę padł nie bez powodu. Niedawno kupiłam w Biedronce serek Tutti o smaku białej czekoladowy. Już po pierwszym kubeczku zakochałam się w jego smaku. Powiem więcej, sernik z jego dodatkiem wychodzi przepyszny, a mocno orzechowy spód dopełnia całości. Zapraszam po przepis, zróbcie sernik na niedzielę :).





czwartek, 27 kwietnia 2017

Mazurek z nutką cytryny, suszoną śliwką i kremem z białej czekolady



Angel, nasz nowy domownik jest psem nie byle jakim. Piękna, z kształtną głową, mądrym spojrzeniem... po prostu haszczy ideał. Ma tez piękny zgryz, przez fachowców zwany nożycowym. A co kogo obchodzi psi zgryz zapytacie??? Otóż może on mieć duże znaczenie. Na ten przykład nasza Rudziszonowa przyszła na ten świat z wadą zgryzu, a dokładniej z tyłozgryzem. Co to jest ten tyłozgryz??? Otóż Nuczysławy dolna szczęka była nieco krótsza od górnej, jeżeli wylegiwała się na grzbiecie można było podziwiać część uzębienia z górnej szczęki. A jeśli chodzi o praktykę to wykazywała wszelkie cechy "dziurawej brody". Gdy piła wodę, to woda była naokoło miski, lubiła również wyciec jej z pyska. Wiadome było, że każda wizyta przy misce z wodą kończyła się wycieraniem podłogi. Było to na swój sposób urocze, był to taki jej znak rozpoznawczy :)
Okazało się jednak, że wcale nie trzeba wady zgryzu aby pić w dokładnie taki sam sposób. Gdy Angel staje przy misce z wodą odnoszę wrażenie, że też cierpi na syndrom "dziurawej brody". Za każdym razem woda tworzy obok miski kałużę. Tym razem winowajcą jest nie zgryz a psia maniera. Gdy Angel trafiła do naszego domu podśmiewaliśmy się, że teraz skończy się wycieranie kuchennej podłogi. Nic bardziej mylnego, podłogę jak wycierałam tak wycieram. Cóż, taki los.
Dziś mam dla Was ostatni już przepis z serii tych świątecznych. Mogłabym oczywiście czekać do przyszłego roku ale ten mazurek był tak pyszny, że po prostu nie mógł czekać do następnych świąt.
Cytrynowy kruchy spód, warstwa suszonych śliwek i krem z białej czekolady tworzą tak cudowny poemat, że ciężko zatrzymać się na jednym kawałku.
Gorąco polecam te przepis na kolejne święta, oprócz genialnego smaku mazurek cieszy też oko. Namówiłam Was???


piątek, 24 lutego 2017

Czekoladowe pudełka z miętowym kremem wafelkowym





Wiatr wściekle wyje od samego rana, przyszedł prawdziwy wiatrodzień. Jego mocne porywy wysuszyły osiedlowe kałuże i narobiły bałaganu na moim balkonie. Chmury przemierzają dziś maraton,ich popielate barwy wymieszały się z błękitem nieba tu i ówdzie wyłaniającym się z tych szarości. Jest ciepło ale spacer bez czapki nie wchodzi dzisiaj w grę. Pogoda bardziej dziś nastraja do spędzania czasu w zacisznym domu. Zaszyłam się więc w kuchni i zajęłam tym co lubię najbardziej. Nie miałam ochoty na pieczenie tradycyjnego ciasta, po głowie krążyło mi coś mniejszego i coś extra. Mój wzrok padł na pudełko ze słodką przesyłką od @lusette . Ha! Zrobię czekoladowe pudełka. Szybko zakasałam rękawy, upiekłam kakaowy biszkopt, stopiłam czekoladę, przygotowałam miętowy mus. Przy krojeniu wafelków nie wytrzymałam i zjadłam jeden nugatowy i jeden czekoladowy. Niebo w gębie!!! Wafelek lekki jak piórko, chrupiący, rozpływający się w ustach i nie za słodki, idealny, bo oblany czekoladą tylko na wierzchu. Ciężko było mi powstrzymać się przed zjedzeniem trzeciego ale wytrzymałam. Pocieszałam się myślą,że przecież będa jeszcze pudełka :) No właśnie, pudełka. Czy robiliście kiedyś taki deser???
Ja natknęłam się w jednej z otrzymanych w prezencie książek na przepis na takie pudełka. Długo ze sobą walczyłam, bo wydawały mi się zbyt trudne do zrobienia. A gdy się odważyłam, zrozumiałam,że to żadna filozofia, a za to deser wygląda jak milion dolarów.
Biszkopt zrobiłam bez dodatku mąki, słodycz musu z białej czekolady przełamałam nutką mięty, dodatek chrupiących wafelków to był strzał w dziesiątkę. Ciężko było zatrzymać mi się na jednym pudełku. Gorąco Was zachęcam do wypróbowania tego przepisu w Waszych domach.
Przepis dołączam do akcji: "Odkryj słodką przyjemność z Lusette"



środa, 15 lutego 2017

Cookie Monster cupcakes- muffinki Ciasteczkowy Potwór




Dzisiejszy dzień wstał piękny, wiosennie piękny. Słoneczko świeci, mrozik odpuścił, połacie śniegu zaczęły topnieć w oczach. Nawet poranny spacer z hasiorkiem zaliczyłam bez rękawiczek, bo te -3 stopnie o poranku nie były mi już straszne. Dostrzegłam jak niewiele trzeba aby złapać energię i obudzić w sobie radość życia. Kilka ciepłych promieni słonecznych, nic więcej, tylko tyle. 
Jeśli pogoda podąży tym torem czeka nas piękne przedwiośnie. Trzymam więc za to kciuki, Wy też je mocno trzymajcie. Wystarczy już tych czapek,rękawic, szalików, ciężkich butów i grubych kurtek. 
Po południowej herbatce wybieram się do stadniny, z marchewkami i szczotkami. Tak pięknego dnia nie można spędzić w domowych pieleszach, trzeba złapać świeżego powietrza :) Ja mam zamiar spożytkować je na wyczesanie mojego mamuta i wybieganie Angel.
Skoro moje dobre samopoczucie wskoczyło na takie wyżyny postanowiłam podzielić się z Wami przepisem na babeczki. Na pewno znacie Ciasteczkowego Potwora z Ulicy Sezamkowej: puchaty stworek w soczyście niebieskim kolorze, uwielbia ciasteczka. Tak to on :)
Mam dzisiaj dla Was przepis na kapkejki z podobizną potworka. Babeczki są niedziewane czekoladą, krem zrobiłam na bazie białej czekolady i mascarpone. Całość dość słodka ale nie przesadnie. Idealne dla dzieciaków, lub na kinder party ale też przygotowane w domu sprawią wiele radości. 
Ja już uciekam,zostawiam Was z przepisem na babeczki, koniecznie go wypróbujcie.



środa, 14 grudnia 2016

Makowe babeczki z kremem Bailey's




Nie wiem czy to mój sposób postrzegania, czy też faktycznie Grudzień kończy się szybciej niż pozostałe miesiące??? Ledwo zerwał pierwszą kartkę w kalendarzu a tu nagle okazuje się,że za 10 dni Wigilia. Właściwie to nie mam zwyczaju wpadać w panikę przedświąteczną ale ostatnio ciągle towarzyszy mi poczucie,że z czymś nie zdążę. Tylko z czym??? Mieszkanie mam wypucowane na wysoki połysk (największa chyba zaleta remontu), lista prezentów wyklarowana i częściowo zrealizowana, świąteczne menu ustalone. Może to ten gorączkowy pęd ku końcowi roku powoduje,że każdy z nas odczuwa lekki niepokój??? Dziś Grudzień odsłonił swoje białe oblicze i sypnął śniegiem, za oknem od razu zrobiło się jaśniej, pomimo krótkich zimowych dni i szybko zapadających ciemności. A co będzie dalej? Czas pokaże.
Dziś mam dla was przepis na makowe babeczki, babeczki które smakują świętami. Mak, orzechy włoskie, kropelka likieru Bailey's w kremie i voila, przepis na pyszny deser gotowy. Babeczki są łatwe w wykonaniu i praktycznie możliwość,że coś pójdzie nie tak jest bliska zeru. Koniecznie przetestujcie ten przepis w te zimowe dni :)


niedziela, 7 sierpnia 2016

Zwykły, niezwykły sernik z malinami i kremem z białej czekolady




Ochłodziło się, spochmurniało, sobota przywitała mnie rześkim oddechem. Nastawiłam ciasto drożdżowe na późne śniadanie, gdy wyrastało spokojnie w maszynce do chleba ja zajęłam się sobotnimi rytuałami. Spacer z Rudziszonem, szybkie zakupy w warzywniaku. Wyjątkowo gładko uporałam się z porządkami, zaległym praniem. Przed południem drożdżówka była gotowa, puchata, jeszcze ciepła. Podałam ją z masełkiem, kremowym serkiem i domową konfiturą z czerwonej porzeczki. Wierzcie mi ,warto było czekać na takie śniadanie. Popołudnie poświęciłam na filmy i przegląd prasy. Rozpadało się dość poważnie, więc bez wyrzutów sumienia relaksowałam się i zajmowałam słodkim nic nie robieniem.
Za to dziś słońce radośnie zajrzało w nasze okna oznajmiając,że czeka nas wspaniały dzień. Po szybkim śniadaniu spakowaliśmy się i wyruszyliśmy nad nasze lokalne jezioro. Nie było dzikich tłumów, sobotnia aura przepłoszyła amatorów kąpieli i dzięki temu mieliśmy spory kawałek plaży tylko dla siebie. Krystalicznie czysta, orzeźwiająca woda nagrzany piach, koc i więcej dziś nam do szczęścia nie trzeba. Relaks zaowocował lekko spieczonymi nogami, co odczuwam szczególnie po powrocie do domu i po chłodnym prysznicu.
A co w słodkim menu? Mam dziś dla was zwykły, niezwykły sernik. Delikatny, z soczystymi malinami i kremem z białej czekolady. Uwierzcie mi, to czysta poezja. A dlaczego nazwałam go niezwykłym? Jest lekki, dzięki kremowi z białej czekolady jest bardziej zbliżony do torciku choć nadal to sernik. Polecam wam na niedzielę lub dla specjalnych gości.




wtorek, 14 czerwca 2016

Obłędne ciasto szpinakowe z kremem z białej czekolady i mięty, z galaretką i truskawkami





Miesiąc temu miałam przyjemność odwiedzić jedno z ciekawszych miejsc na kulinarnej mapie Warszawy. Było to jedno z tych miejsc, w których blogerka może poczuć się jak w kulinarnym raju. Mowa oczywiście o Akademii Kulinarnej Whirlpool.  Przyznam szczerze,że dotąd nie uczestniczyłam w warsztatach kulinarnych, tak więc dla mnie było to całkiem nowe doświadczenie. Przestąpiłam próg Akademii z lekką dozą nieśmiałości, która szybko ustąpiła i poczułam się jak dziecko w sklepie z zabawkami :) Dziewczyny z ekipy Whirlpool szybko wdrożyły mnie w zaplecze sprzętowe i mogłam przygotować deser, którym już wkrótce podzielę się z wami na łamach bloga.
Gdy zobaczyłam akcję na durszlaku, pomyślałam,że nie mogę odmówić sobie przyjemności przygotowania czegoś extra z okazji 3 urodzin Akademii. Wybór ciasta wydaje się być oczywisty, kolorystycznie nawiązuje do flagi Włoch a smak??? Postawiłam na orzeźwiające połączenie ciasta szpinakowego, kremu z białej czekolady i mięty oraz truskawek, bo sezon na nie wciąż trwa.
Droga Akademio Kulinarna, życzę Ci z okazji 3 urodzin, aby mogły Cię odkrywać rzesze pasjonatów gotowania, aby kalendarium warsztatów było pyszne, a kolejne lata działalności obfitowały w same sukcesy.
Jeśli jeszcze nie znacie Akademii Kulinarnej Whirlpool koniecznie zajrzyjcie na ich stronę internetową, a jeśli wasze apetyty wzrosną koniecznie zajrzyjcie też do Marco Ghia .
A teraz zapraszam was na obłędne ciasto, ciężko będzie poprzestać na jednym kawałku ;)



wtorek, 12 kwietnia 2016

Muffiny gryczane z buraczkiem i kremem z białej czekolady





Moje dzieci uwielbiają muffinki, bardzo prawdopodobne, że nie tylko moje :) Kiedy pytam co chcieliby, żebym upiekła słyszę niezmiennie: babeczki. Mój syn w porywach fantazji lubi też czasem zażyczyć sobie sernik (dla małej odmiany). Ja też uwielbiam muffinki i uważam że to fantastyczny wynalazek. Osoba,która upiekła je po raz pierwszy powinna dostać kulinarnego Oscara. Czyż nie jest to fantastyczne, że wrzucamy kilka składników do miski, niedbale mieszamy, napełniamy papilotki i już za 30 minut możemy się cieszyć małym, słodkim co nieco? A jeśli do tego zrobimy niezbyt skomplikowany krem i ozdobimy nim babeczki to już szaleństwo i rozpusta...
Może po tym co zaraz napisze uznacie mnie za okropną matkę ale czasem traktuję moje dzieci jak króliki doświadczalne. Moje latorośle niestety są strasznie wybredne i anty-warzywne. Budzi to mój niepokój, ponieważ ja w ich wieku zajmowałam się wyjadaniem malin prosto z krzaczka, zjadaniem wiśni prosto z drzewa, podjadaniem pomidorów z babcinego ogródka. Nie myślcie, że u mnie w domu brakuje warzyw i owoców, wręcz przeciwnie, jest ich zatrzęsienie.Codziennie rano pijemy zdrowe koktajle, lodówka pełna jest zieleniny, niestety moje dzieci wykazują ewidentny brak zainteresowania w tym temacie. Czy któraś z was też tak ma???
Dlatego czuję się usprawiedliwiona tym, że podałam im dzisiaj muffinki upieczone na mące gryczanej i buraczkach. Powiem więcej, wcinały aż trzęsły im się uszy ;). Oczywiście powiem im z czym one były... ale gdy się już skończą  :D
Lubię wprowadzać ich  w osłupienie,że pomimo tych okropnych buraków muffinki był pyszne.
Dziś jest Dzień czekolady więc może i wy zjecie po muffince??? Gwarantuję 100% zadowolenia i minimalne wyrzuty sumienia jeśli akurat jesteście na diecie. Jeżeli pominiecie krem to w zasadzie taka muffinka to samo zdrowie. 
Przepis dołączam do akcji Babki (po)wielkanocne



poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Jaglane trufle z marcepanem, białą czekoladą i kandyzowaną skórką cytrynową





Lubicie oglądać seriale??? Ja bardzo... lubię mieć w aktualnym repertuarze choć jeden. Często odkrywam różne seriale po dłuższym czasie i to ma duży plus w postaci 3-4 sezonów czekających tylko abym je wszystkie obejrzała. Najczęściej towarzyszą mi one w okresie zimowym, są miłym urozmaiceniem podczas długich zimowych wieczorów gdy na dworze ciemno i zimno, gdy z domu wychodzę tylko żeby przewietrzyć Rudziszonowe łapki. Przerobiłam prawie wszystkie sezony Grey's anatomy, namiętnie oglądałam Revenge i Prison break, zahaczyłam również o White Collar i Heart of Dixie. Co seriale mają takiego, że każdy odcinek napędza moją ciekawość na tyle,że kolejny muszę obejrzeć teraz/natychmiast??? Muszę przyznać,że łatwo się wciągam w fabułę każdego jednego, więc staram się jak mogę wybierać te z ciekawym wątkiem. A co aktualnie u mnie na tapecie? Sex and the city, tak moi drodzy, wciągnęłam się w perypetie Carrie Bradshaw. Aktualnie tkwię w 4 sezonie, dni zrobiły się ładniejsze więc i siłą rzeczy nie spędzam w domu aż tyle czasu. Muszę się przyznać,że gdy ten serial miał swoją emisję w tv unikałam go jak ognia, bo wydawał mi się beznadziejnie pusty. Teraz jest miłym czasoumilaczem, z przymrużeniem oka oglądam przygody czwórki przyjaciółek, jakże różniących się od siebie temperamentem a natrafiające na te same przeszkody w świecie mężczyzn, uczuć i seksu. Czy obejrzę wszystkie sezony??? Oczywiście,że tak :) nawet jeśli bedzie to dopiero jesienią.
Zazwyczaj do seansu wystarczy mi dobra herbata ale czasem gdy dopadają mnie różne smutki lub kobiece smaczki, lubię coś na takim seansie przekąsić; w końcu dziewczyny wiecznie spotykają się aby poplotkować przy jedzeniu (śniadania,lunche, kolacje).
Ja mam dziś dla was propozycję na malutką słodką przekąskę, która sprawdzi się do babskiego seansu jak i na poczęstunek dla gości. 
Jest to już trzecie wydanie trufli jaglanych u mnie na blogu, mam już w swojej truflotece jaglane trufle kokosowe oraz świąteczne jaglane trufle a dziś dołączają do nich jaglane trufla z marcepanem, białą czekoladą i kandyzowaną skórką z cytryny. Trufle smakują po prostu rewelacyjnie, składniki komponują ze sobą po prostu idealnie. Wypróbujcie koniecznie.


poniedziałek, 30 listopada 2015

Listopadowa depresja i deserki Rafaello




Listopad potrafi być piękny. Mogłam go docenić robiąc długie tereny z Arabellą w niezbyt mocnym ale wciąż ciepłym słońcu i ganiając lisa na gonitwie z okazji św. Huberta. Mogłam odczuć go w spacerach z Rudziszonem wśród szeleszczących liści i muśniętych pierwszym mrozem trawach lub jeżdżąc autem,słuchając Poluzjantów i obserwując jak wiatr tańczy z liśćmi swojego walca. Niestety Listopad potrafi też być ciężki, przytłaczający z pochmurnymi, ciemnymi dniami. Potrafi zacinać deszczem o szyby, przeszywać zimnym wiatrem do szpiku kości, zaskoczyć coraz to szybciej zapadającym zmrokiem lub zsyłać senność na moje,wciąż nie przyzwyczajone do zmiany czasu powieki. Tak, jak zrobię szybkie podsumowanie to listopad zdecydowanie nie należał do mnie. Choć nigdy nie miałam stanów depresyjnych, moje listopadowe, chroniczne zmęczenie może być do niej preludium. Czasem zazdroszczę niedźwiedziom, instynktownie wyczuwają nadchodzącą zimę,pakują swoje futerko do gawry i śpią aż do pierwszych wiosennych promieni, które zwiastują lepsze czasy. Nie wiem skąd się u mnie bierze ta ciągła senność, coraz częściej zastanawiam się czy przespanie całej doby coś by pomogło??? Na szczęście dziś mamy ostatni dzień listopada i mam zamiar odciąć się grubą kreską od tego co było. Wiem,że z każdym dniem mój humor będzie się poprawiał,bo wraz z nadejściem grudnia zacznę radosne odliczanie do świąt. Dziś wędrując po alejkach mojej ulubionej Biedronki cieszyłam oczy świątecznym asortymentem i poczułam przebłysk nadziei. Nawet szalejąca wichura, racząca nas na zmianę to deszczem to gradem nie zmieniła mojego samopoczucia.
Oczywiście gdy nie mam akurat świątecznych bibelotów na oku lubię poprawić sobie humor czymś pysznym. Zazwyczaj gdy moje samopoczucie oscyluje w niżach to mój czasoumilacz musi być przygotowany ekspresowo. Rafaello nie muszę reklamować, wszyscy znamy ten kokosowy przysmak. Podejrzewam,że ma tyle samo wielbicieli co i przeciwników. Ja osobiście zasilam szeregi tych pierwszych. Deser Rafaello lub jeśli wolicie Rafaello parfait zawojuje kubki smakowe każdego wielbiciela tego kokosowego przysmaku.Na przygotowanie go poświęcisz nie więcej niż 30 minut,1 porcja idealnie zaspokoi bóla na coś słodkiego. Jeśli macie chęć na więcej kokosowych inspiracji zapraszam też na Rafaello bez pieczenia na zimno oraz na tort Rafaello . Poprawa humoru gwarantowana,tak więc nie zastanawiajcie się długo i zróbcie swoje własne deserki Rafaello.