Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 sierpnia 2018

Eton mess, czyli jak nabałaganić w kwadrans






Living on... living on the island,where the sun shines bright and the people smile... ano zamieszkałam, ludzie faktycznie się uśmiechają,a ze słońcem bywa różnie... jak to na wyspie. Co prawda Julia Pietrucha śpiewa o Hawajach ale to tylko taki drobny szczegół ;) 
Tutaj nie ma piaszczystych plaż z palmami, oceanu, tubylców grających na ukulele. Są za to wrzosowiska, Big Ben, fish and chips i popołudniowa five o'clock tea. Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, wystawiając mój wewnętrzny barometr na ciężkie próby, lewostronny ruch na drodze wciąż wzbudza moje zdziwienie, a domy wyglądają mikroskopijnie jak pudełka od zapałek. Zaskakuje mnie tu wiele rzeczy, badam grunt, biegam, a rowerem jeżdżę trochę na przekór po prawej stronie chodnika. Kuchnia angielska nie jest mi obca, od dawna interesowało mnie co Anglicy nakładają na talerze. Nigella i Jamie są moimi ulubionymi postaciami związanymi z angielską kuchnią, odebrałam z ich książek dobre przygotowanie kulinarne. Trifle, crumble, banoffee pie, malinowy fool, te wszystkie przepisy znajdziecie już na moim blogu. Dzisiaj dołączam do nich klasyk, Eton mess.
Eton Mess, to najsmaczniejszy rodzaj bałaganu jaki znam,a zrobienie go nie zajmie Wam więcej niż kwadrans. Czy to dobra rekomendacja???
Wykorzystajcie sezon na późne truskawki i "naróbcie bałaganu" w Waszych domach. Gwarantuję, że sprzątanie go sprawi Wam samą przyjemność ;). 



piątek, 7 lipca 2017

Kawowe lody semifreddo z ciasteczkami amarettini




Od samego rana towarzyszy mi cisza. Oczywiście nie mam tu na myśli tej poetyckiej, niczym nie zmąconej, wręcz dźwięczącej ciszy. Ciszę w moim domu zakłóca szum zmywarki, stukanie psich pazurków,leniwe pomiaukiwanie Stefka i odgłosy osiedla. Co to oznacza? Otóż moi drodzy, młodzież wybyła z gniazda. Młodsza latorośl wyjechała na obóz taneczny, a starsza nocuje u kolegi. Ileż razy marzyłam choć o chwilce wytchnienia od szumu codzienności, od hałasów, kłótni i dźwięków gier komputerowych. Jeśli posiadacie potomstwo wiecie jak wspaniale potrafią mącić ciszę. A teraz gdy ją mam czuję się cokolwiek nieswojo. Bo jakoś tak dziwnie, za cicho, niecodziennie... Oczywiście wykorzystałam moment samotności, wyjątkowo szybko ogarnęłam wszystkie kąty mieszkania, przygotowałam szybki obiad i aktualnie nadrabiam zaległości blogowe. Pogoda dziś jest nieco dziwna, trochę przypieka słonko, to znów chowa się za chmurami, powietrze jest duszne, wręcz lepkie, jakby zanosiło się na deszcz. W taki dzień jak dziś wręcz wskazane jest się schłodzić. Jak wiadomo świetnie chłodzi woda z lodem i cytryną, szklaneczka zmrożonej coli ale oczywiście nie ma się co oszukiwać, najlepiej na świecie chłodzą lody. Mam dziś dla Was przepis na prawdopodobnie najlepsze lody w tym sezonie: kawowe lody semifreddo z ciasteczkami amarettini. Według mojego M. najlepsze lody jakie zrobiłam. Wciąż dopytuje kiedy zrobię kolejną porcję :). Smak tych lodów docenią wszyscy wielbiciele kawy i Włoch. Dodatek migdałowych ciasteczek amarettini idealnie komponuje się ze smakiem kawy. Lody wprost rozpływają się w ustach, przy mocnym aromacie kawy pozostają delikatne i kremowe. Skusicie się na porcję???




poniedziałek, 12 czerwca 2017

Ice cream o'clock- jogurtowe lody z rabarbarem




Wszyscy wiemy, że piątek 13 bywa pechowy ale, że poniedziałek??? I to piątego dnia miesiąca??? Przekonałam się na własnej skórze jak czasem pechowo splatają się pewne sytuacje. W feralny poniedziałek zaczęłam dzień jak zawsze.Szybka pobudka, wyprawianie starszej młodzieży do szkoły, poganianie młodszej aby zdążyć na basen, przygotowywanie lunch boxu dla M. Jak zwykle z niewielkim opóźnieniem wypadłyśmy z domu. Po dostarczeniu młodszej latorośli na zajęcia pływania zrobiłam zakupy, wyspacerowałam pachruścia i zwiozłam do pracy M upragnione śniadanie. Gdy już dotarłam pod blok i wytarabaniłam się z auta z psem i siatką z zakupami zapaliła mi się w głowie lampka: Gdzież to ja mam klucze od domu??? No gdzież mogły być??? Ano gdy w pośpiechu wybiegałam z domu wrzuciłam klucze do reklamówki ze śniadaniem  M.
Wyciągnęłam telefon z saszetki żeby sprawdzić czy faktycznie klucze są tam, gdzie myślę. W tym samym czasie mój wspaniały pies złapał w pysk spory kawał zbutwiałego papierzyska. Musicie wiedzieć,że miała już na swoim koncie epizody zjadania różnych paskudztw, musiałam więc zareagować szybko. Siatkę z zakupami rzuciłam na chodnik, a telefon na dach auta, bo chowanie do saszetki zajęłoby za dużo czasu. Szybko odebrałam zdobycz psu, otworzyłam bagażnik auta i wpakowałam ją do niego. Niestety okazało się, że ta małpa w pysku ma jeszcze sporą część tego paskudztwa. Odebrałam Angelinie "zdobycz" i zatrzasnęłam klapę, a raczej zatrzasnęłabym tylko poczułam nagły opór. A czemu? Mój telefon wpadł w szczelinę pomiędzy klapę a dach. Moja szybka reakcja nie uratowała jednak sytuacji. Pomimo zabezpieczenia na wyświetlaczu i pokrowca wyświetlacz mojego Szajsunga się poddał. Przyznam szczerze, że jestem w szoku, że cały telefon nie uległ zmiażdżeniu. Oczywiście wcale nie poprawiło mi to humoru. Płakałam jak bóbr nad moim ulubionym telefonem, wściekając się na siebie , to strzelając piorunującym wzrokiem w psa.
Próbowaliśmy reaktywować wyświetlacz, niestety naprawa przewyższyła wartość telefonu, musiałam więc pożegnać mój S6....
No ale dość już tych ponurych wspomnień. Robiliście lody z rabarbarem??? Nie??? To koniecznie musicie to zmienić. Mam dla Was prosty przepis na obłędne lody jogurtowe z karmelizowanym rabarbarem. Koniecznie wypróbujcie ten przepis póki sezon na rabarbar trwa.



sobota, 29 kwietnia 2017

Proste lody z bananów i czekolady




Gdy byłam małym dzieckiem lody były prawdziwym rarytasem. W czasie gdy na półkach sklepowych brakowało dosłownie wszystkiego, możliwość zjedzenia śmietankowego bambino na patyku lub orzechowych lodów w kostce graniczyło z cudem. Mój dziadek co jakiś czas przynosił lody do domu. To były jedne z najwspanialszych momentów mojego dziecięcego jestestwa. Później popularność zyskały lody z maszyny. Często w niedzielne popołudnie mama przywoziła je w słoiku i nakładała porcje do wafelkowych rożków. Mmmmm, to było pyszne.
A dziś??? Dziś możemy wybierać, przebierać, a wybór smaków może przyprawić o zawrót głowy. Ja jestem wybrednym lodożercą. Nie wszystkie lody mi smakują, mam swoje ulubione marki, których kurczowo się trzymam, przeskakując od czasu do czasu z jednych połączeń smakowych na inne.
Lubię też lody kręcone przez małe manufaktury, bo smakują jak domowe. No własnie, domowe lody. Długo nie wahałam się zanim ukręciłam swoje pierwsze. Byłam pewna,że po prostu mi się nie uda i wyjdzie niesmaczna breja. Chęć komponowania własnych smaków była jednak na tyle silna, że w końcu się przełamałam i zaczęłam własną produkcję. Doskonale pamiętam swoje pierwsze lody, pyszne, truskawkowe. Od tamtej pory sezon lodowy trwa u mnie cały rok.
Uwielbiam zarówno te robione na tradycyjnym kremie angielskim, poprzez jogurtowe a także te, których bazą są mrożone banany. Dziś podzielę się z Wami przepisem na te ostatnie. Proste, 3 składnikowe lody, których bazą są mrożone banany. Nie trzeba tu długo gdybać: banany i czekolada to połączenie, które nie może się nie udać.
Jeśli szukacie lodowych inspiracji książka Jolanty Naklickiej-Kleser dostarczy ich Wam całe mnóstwo.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji: "Zdrovo, Domovo, Lodovo".





środa, 26 kwietnia 2017

Lody maślankowe z jagodami




Wiosna przynosi zmiany. Zmienia się przede wszystkim pogoda, nagle okazuje się, że można rzucić w kąt zimową kurtkę i szalik. Zmienia się świat rozkwitając wszystkimi odcieniami zieleni. Jak tak człowiek zobaczy tyle zmian to i sam odczuwa pragnienie zmiany czegoś w najbliższym otoczeniu. Jedni przywdziewają dresik i zaczynają przebieżki, inni a raczej inne odwiedzają fryzjera aby odświeżyć fryzurę.... a ja na wiosnę lubię zrobić generalne porządki w zamrażarce :D.
Czego to człowiek nie nagromadzi w jej czeluściach przez jesień i zimę, same skarby. Ja znalazłam zawieruszony pojemniczek listków lubczyku, pudełeczko malin i jagody. Jagody!!! Prawdziwy skarb.
Postanowiłam zrobić z nich użytek. W pierwszym odruchu miałam zrobić proste, ucierane ciasto z jagódkami ale gdy zobaczyłam lody pistacjowe u Gin zmieniłam koncepcję. Ukręciłam lody maślankowe z jagodami. Sam proces przygotowania jest dość prosty, najgorsze jest to czekanie. Nie posiadam maszynki do lodów, więc jestem skazana na zamrażarkę. Dobrze jest je przynajmniej raz w trakcie procesu mrożenia zblendować. Dzięki temu lody będą bardziej aksamitne i nie wyczujecie w nich kryształków lodu. Nie będę się przechwalać ale lody wyszły pyszne,koniecznie spróbujcie zrobić takie w domu.
Przepis dodaję do durszlakowej akcji "Zdrovo, Lodovo, Domovo" a jeśli szukacie więcej lodowych inspiracji zapraszam do książki Lodovo .


czwartek, 25 sierpnia 2016

Jagodowy sernik na zimno ombre





Zrobiłam porządki, generalne... Przewróciłam mieszkanie do góry nogami. Bezlitośnie przejrzałam wszystkie szpargały i przepuściłam przez gęste sito "przyda się" lub "nie przyda się". Mieszkanie zyskało trochę przestrzeni, ładu i porządku. Za to ja zyskałam odrobinę wewnętrznego spokoju. Odkąd zabrakło Rudziszonka nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Szukam różnych zajęć aby nie rozpamiętywać ciągle bólu jaki czuję po jej stracie. Jest już lepiej, dużo lepiej ale jeszcze dużo czasu upłynie nim pogodzę się z tym wszystkim. Szukam jej we wstecznym lusterku auta, w nocy stąpam delikatnie aby nie nadepnąć łapki, nawołuję kota jej imieniem... kątem oka widzę wciąż jej merdający wesoło ogonek. Wszyscy namawiają aby wziąć następnego pieska ale ja wciąż się najeżam, że drugiej takiej towarzyszki i przyjaciółki już nie znajdę...
A czas płynie, niczym nie wzruszony zmienia kartki w kalendarzu. Wakacje dobiegają końca i już w przyszły czwartek rozpoczniemy rok szkolny. Lato też zaczyna tracić kolory, powoli, bardzo powoli tu i ówdzie błyska pomarańcz i brąz. Kasztany dojrzały, zakwitły wrzosy, w lesie pojawiły się grzyby. Na targu coraz trudniej znaleźć maliny i jagody. Moja dzisiejsza propozycja będzie idealna na pożegnanie lata. Sernik na zimno, z jagodami, w modnym kolorze ombre. Sernik cieszy oko i podniebienie, jest delikatny w smaku a przy tym mocno jagodowy. Przygotowanie go nie sprawi wam trudności. Polecam na niedzielę, lub poniedziałek jeśli wolicie :)









czwartek, 11 sierpnia 2016

Mrożony deser banoffee pie


Niebo usiane dziś było chmurami, kłębiastymi, większymi i mniejszymi, w odcieniach bieli i popielu. Po wczorajszych ulewach dzień wstał słoneczny lecz dość chłodny. Zaparkowałam auto na podjeździe przy stajni i skierowałam swoje kroki ku siodlarni. Przygotowałam sprzęt i z uwiązem przewieszonym przez ramię udałam się na padok. Wdrapałam się na wzgórze i zgoniłam stado na dół. Dziś na swojego rumaka wybrałam Dobara, na którym robiłam postępy na początku mojej jeździeckiej kariery. Po zbiegach kosmetycznych dosiadłam mojego rumaka i ruszyłam przed siebie. Lubię Dobcia za ten stoicki spokój z jakim idzie w teren i za energię, choć lata młodości ma już za sobą. Stępowaliśmy przez okoliczne łąki, kłusowaliśmy w sadach i w polach kukurydzy. Na ściernisku zafundował mi galop tak szybki, że miałam wrażenie że osiągnęliśmy prędkość światła. Jechaliśmy wśród słomianych bali, śliwkowych drzewek błyskających fioletem, wśród smukłych krzewów kukurydzy. Kopytka Dobara chrzęściły na ściernisku, stukały na ubitym podłożu i znaczyły ślady na podmokłej ziemi. Uszy strzygły z zaciekawieniem łowiąc polne dźwięki. Słońce raz nam towarzyszyło, innym razem chowało się za chmury,a chmury wędrowały po nieboskłonie grając własny spektakl. Wróciłam do stajni zrelaksowana i z apetytem na więcej. Dobciu nieco zmęczony ale myślę, że i zadowolony z faktu, że przewietrzył kopytka. 
Niedawno minęły dwa lata odkąd zaczęłam moją jeździecką karierę. Nie spodziewałam się, że zajmie w moim sercu tak ważne miejsce. Dlaczego tak szczególnym uczuciem darzę tę pasję??? Żaden ze sportów, które kiedykolwiek uprawiałam nie dawał mi kontaktu z żywym stworzeniem, ze stworzeniem które myśli i z którym musisz nauczyć się współpracować. Jeździec i koń w trakcie treningu stają się jednością, zależą od siebie nawzajem i ściśle z sobą współpracują. czy wyobrażacie to sobie??? Myślę, że warto samemu przekonać się i spróbować.
Dziś mam dla was deser, całkiem zimny, a właściwie to całkiem zmrożony. Kiedy go przygotowywałam było upalnie, nie mogłam przewidzieć, że pogoda spłata mi figiel. Skosztowałam go jednak i muszę przyznać, że wyszedł bajecznie. A co to za deser??? Mrożona wersja banoffee pie, mrożony deser pełen bananów, herbatników i czekolady. Prawdziwa pychotka, jeżeli lubicie banoffee pie koniecznie wypróbujcie ten przepis




niedziela, 7 sierpnia 2016

Zwykły, niezwykły sernik z malinami i kremem z białej czekolady




Ochłodziło się, spochmurniało, sobota przywitała mnie rześkim oddechem. Nastawiłam ciasto drożdżowe na późne śniadanie, gdy wyrastało spokojnie w maszynce do chleba ja zajęłam się sobotnimi rytuałami. Spacer z Rudziszonem, szybkie zakupy w warzywniaku. Wyjątkowo gładko uporałam się z porządkami, zaległym praniem. Przed południem drożdżówka była gotowa, puchata, jeszcze ciepła. Podałam ją z masełkiem, kremowym serkiem i domową konfiturą z czerwonej porzeczki. Wierzcie mi ,warto było czekać na takie śniadanie. Popołudnie poświęciłam na filmy i przegląd prasy. Rozpadało się dość poważnie, więc bez wyrzutów sumienia relaksowałam się i zajmowałam słodkim nic nie robieniem.
Za to dziś słońce radośnie zajrzało w nasze okna oznajmiając,że czeka nas wspaniały dzień. Po szybkim śniadaniu spakowaliśmy się i wyruszyliśmy nad nasze lokalne jezioro. Nie było dzikich tłumów, sobotnia aura przepłoszyła amatorów kąpieli i dzięki temu mieliśmy spory kawałek plaży tylko dla siebie. Krystalicznie czysta, orzeźwiająca woda nagrzany piach, koc i więcej dziś nam do szczęścia nie trzeba. Relaks zaowocował lekko spieczonymi nogami, co odczuwam szczególnie po powrocie do domu i po chłodnym prysznicu.
A co w słodkim menu? Mam dziś dla was zwykły, niezwykły sernik. Delikatny, z soczystymi malinami i kremem z białej czekolady. Uwierzcie mi, to czysta poezja. A dlaczego nazwałam go niezwykłym? Jest lekki, dzięki kremowi z białej czekolady jest bardziej zbliżony do torciku choć nadal to sernik. Polecam wam na niedzielę lub dla specjalnych gości.




czwartek, 4 sierpnia 2016

Nigella Lawson- Lody jabłkowe




Sierpień powolutku się rozkręca, kierując swoje tory ku schyłkowi lata. Czas pędzi, dni zmieniają się za szybko, weekend za weekendem przypomina nam,że wakacje już wkrótce się skończą. Im jestem starsza, tym mam wrażenie, że czas płynie coraz szybciej. Dopiero była wiosna, nagle okazało się że rok szkolny się skończył, przyszło lato. Lipiec czmychnął między jednym a drugim mrugnięciem powieki.Sierpień zaczął się leniwie ale mi oczu nie zamydli, wiem dobrze,że zanim się obejrzę wakacje się skończą, a wraz z nimi lato. Choć jak się zastanowię, to myślę sobie,że czas płynął szybko, bo nie spędziłam go na kanapie, z pilotem w ręku. Udało się nam odwiedzić Bieszczady i pływać kajakami po Solinie, robiliśmy przejażdżki rowerowe do lasu i nad jezioro. Odwiedzaliśmy Arabellę i koniki, pławiliśmy się w jeziorze, spacerowaliśmy po sandomierskiej Starówce. 
Rytm lipcowy znaczyły różne aktywności, więc szybko płynący czas jest dobrą oznaką, bo wiem, że dużo się działo i nie było miejsca na nudę. 
Pomimo bądź co bądź upalnej pogody udało mi się również upiec to i owo. Tryb pracy mojej kuchni dostosował się do aury. W upały serwowałam lody i inne chłodzące desery, a gdy upały dały wytchnienie piekarnik wypiekł a to sernik, a to drożdżówkę. Ten rok mogę śmiało okrzyknąć rokiem udanych eksperymentów lodowych. A jeśli jesteśmy przy letnim menu, skarbnicą świetnych przepisów jest dla mnie książka Nigelli Lawson "Forever summer". Dziś zachęcam was do przetestowania przepisu na domowe lody jabłkowe wg przepisu Nigelli. Smakują wyśmienicie, trochę jak szarlotka. Dzięki dodatkowi soku z cytryny są też orzeźwiające. Z podanych składników otrzymacie spore pudełko lodów. Ja tym pudełkiem obdzieliłam kilka osób, które w tym czasie zaglądały w moje progi. Jeśli nie dysponujecie dużą przestrzenią w zamrażarce, śmiało podzielcie składniki na pół. Na straganach pojawiają się już tegoroczne jabłka, więc jest to najlepszy czas na zrobienie lodów jabłkowych.
Jeśli szukacie zaś innych lodowych inspiracji zapraszam tutaj .


poniedziałek, 25 lipca 2016

Kruche z pianką i czerwoną porzeczką




W mojej kuchni wzrosła temperatura i powodem nie jest wcale powrót upałów. Wystarczyła jedna niewinna wyprawa na targ po malinki na nalewkę. Rzadko chodzę na targ, drażnią mnie tłumy i hałas, które są nieodłącznymi jego atutami. W ostatnią środę poświęciłam się, nastawiłam budzik i z samego rana pognałam po rzeczone maliny. A na targu dostałam oczopląsu, tyle warzyw i owoców, tyle kolorów... wróciłam do domu z kilkoma siatami. I tak powstały maliny w syropie do zimowej herbatki, dżem z czerwonej porzeczki, w słoju warzy się już nalewka. Moja kuchnia nabrała nowego wyrazu, stała się pełniejsza i przytulniejsza. Ostatnimi laty nie przykładałam się do domowych przetworów i miło było przypomnieć sobie jak kojąco potrafi działać pyrkająca w garnku konfitura.
Porzeczek kupiłam na tyle, że postanowiłam zrobić też ciasto. W ostatniego Sylwestra miałam okazję próbować kruchego ciasta z pianką i malinami. Przywiozła je koleżanka, ciężko było zatrzymać się na jednym kawałku. Postanowiłam zrobić takie samo ale jakoś tak zleciało... aż tu wpadły w me ręce czerwone porzeczki i aż prosiły żeby znaleźć się w takim cieście. Ciasto wyszło fenomenalne, zjadłam zdecydowanie za dużo ale to powinno jeszcze bardziej zachęcić was do jego zrobienia. Jako dziecko nie lubiłam czerwonej porzeczki, bo babcia zawsze mi zlecała obrywanie ich z krzaczka. Jak wiecie jest to dość żmudne zajęcie, tym bardziej że już na tym etapie obrywałam zielone gałązki. Nie powiem,że z jakąś wielką przyjemnością obrywałam je też do ciasta ale czas jaki na to poświęciłam wynagrodził mi smak ciasta. Porzeczki idealnie współgrają z budyniowa pianką i kruchym ciastem, to must try tego sezonu. Zapraszam na kawałeczek.




sobota, 16 lipca 2016

Lato smakuje owocami- Orkiszowe muffinki z agrestem i czerwoną porzeczką






Dość mocno się ochłodziło, szczerze mówiąc nie nadążam za zmianami aury. Przez ostatnie dwa tygodnie pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, raz jest upalnie, chwilę później ciemne chmury i porywisty wiatr pozostawiają po upale tylko wspomnienie. Ciężko jest mi funkcjonować gdy pogoda w ciągu dnia potrafi się zmienić nawet kilka razy. Na zmianę jestem ospała i rozdrażniona. Dajmy na to dwa dni temu wybrałam się do stadniny. Po szybkich zabiegach przygotowawczych dosiadłam swojego rumaka i powędrowałyśmy na pastwisko, na wzgórzu. Na niebie tego popołudnia można było zaobserwować całą paletę kolorów, od bieli pierzastych chmurek po ciemny granat chmur zwiastujących deszcz. W przypływie optymizmu stwierdziłam,że deszczu nie będzie. Jakież było moje zdziwienie gdy deszcz jednak zaczął padać ale był na tyle delikatny i ciepły,że postanowiłam nie przerywać jazdy. Ba, zdecydowałam skierować się na szczyt wzgórza. Wymagało to ode mnie nieco gimnastyki, bo pastwiska są oddzielone płotem z żerdzi. Zeszłam więc, otworzyłam żerdź, przeprowadziłam Arabellę, zamknęłam żerdź i wsiadłam. Nie uszłyśmy daleko gdy zaczęło lać jak z cebra. Przez chwilę nie dawałam za wygraną i dalej parłyśmy do przodu ale po kilku minutach zrobiło się na tyle poważnie, że doszłam do wniosku, że dalsza jazda nie ma najmniejszego sensu. Zawróciłam więc Arabellę i stosując poprzedni schemat przedostałyśmy się na dolne pastwisko. Nie zdążyłyśmy pokonać połowy dystansu do stajni gdy deszcz przestał padać a zza chmur nieśmiało wyjrzało słońce. Nie będę ukrywać, dosłownie się we mnie zagotowało i na tyle obraziła się na pogodę,że rozsiodłałam Arabellę i wypuściłam ją na łąkę.... do końca tego dnia świeciło już słońce.
Na szczęście w domu czekały na mnie pyszne muffiny. Na osłodę i pociechę po nieudanych wojażach. Muffinki przygotowałam na mące orkiszowej, dodałam do nich agrest i czerwoną porzeczkę a wierzch posypałam gryczaną kruszonkę. Dosłownie odrobinę je przypudrowałam cukrem,zaparzyłam herbatę i oddałam się uciechom podniebienia. Muffinki wyszły mięciutkie, agrest i porzeczki dodały im kwaskowego smaczku. To pozycja must try, te muffinki smakowały jak lato.
Przepis dodaję do akcji Letnie owoce na Durszlaku.


wtorek, 28 czerwca 2016

Trochę podstaw, domowe lody śmietankowe




Podstawy są ważne, pozwalają nam uczyć się nowych umiejętności i poznawać to,co nieznane. Dają nam możliwość pójścia o krok dalej i nieograniczone możliwości. Jak w życiu tak i w kuchni, podstawy się przydają. Bo jak tu zrobić idealny biszkopt, gdy nie wiemy, że jajka ubijamy na dużych obrotach ale przesianą mąkę mieszamy delikatnie z masą jajeczną. Będąc na początku mojej kulinarnej drogi nie wiedziałam o tym i swój pierwszy biszkopt ubiłam na najwyższych obrotach miksera. Jakież było moje zdziwienie, gdy biszkopt był niewiele wyższy od naleśnika :). Cóż, początki bywają trudne, każdy z nas od czegoś zaczynał. Teraz po kilkunastu latach treningu moje biszkopty są już normalnej wysokości a ja nie muszę się ich wstydzić. Dlaczego zebrało mi się na wywód o podstawach???
Gdy przychodzi lato ,temperatury sięgają bardzo wysoko na słupku rtęci lubię się schładzać. Myślę, że nie tylko ja. W takich okolicznościach fauny i flory lubię schładzać się szejkami, mrożoną kawą i zimnymi deserami. W takiej sytuacji dobrze jest mieć lody o neutralnym smaku, które możemy wykorzystać do różnych wariacji kulinarnych. Dla mnie są to domowe lody śmietankowe, które są podstawą wielu letnich smakołyków. Dziś podzielę się z wami tym podstawowym przepisem. Tych lodów możecie używać do wszystkich wyżej wymienionych deserów, stanowią też świetną bazę wyjściową do różnych lodowych połączeń. Możecie dodać do nich owoce, czekoladę i tworzyć własne lodowe smaki. Nie wymagają używania maszynki do lodów, jesteśmy po testingu pierwszego opakowania, kawa mrożona przygotowana na nich smakuje wyśmienicie, a już w następnym poście podzielę się z wami przepisem na deser z ich użyciem. Wiem, w ostatnie dwa dni lato dało nam trochę wytchnienia, łaskawie zniżając temperaturę. Jednak nie dajmy się zwieść, warto takie lody przygotować i trzymać w pogotowiu w zimnych czeluściach zamrażarki. Szczerze przyznam, że moja zamrażarka wypełniona jest lodami prawie po same brzegi. Obecnie mój letni arsenał zawiera lody jabłkowe, mrożone ciasto cytrynowe z jagodami, lody bananowo-kokosowe i pistacjowe. Są też kostki lodu do kawy mrożonej i cydru. Z takim zapasem upały mi niestraszne. Zapraszam po przepis.

czwartek, 23 czerwca 2016

Wiwat wakacje, kajmakowy deser z truskawkami i bananami





Wiwat wakacje, plecak powędrował w kąt pokoju, czas oddać się słodkiemu uczniowskiemu lenistwu. Starsza latorośl postanowiła jak najszybciej zatrzeć ślady po roku szkolnym, pozbywając się książek na kiermaszu i upychając zeszyty w najdalszych zakamarkach szafki. Dziś oficjalnie pożegnaliśmy progi szkoły podstawowej,a Kacper trzymając świadectwo poczuł zapach wakacji.
Doskonale go rozumiem, bo jeszcze nie tak dawno sama maszerowałam dziarskim krokiem do szkoły. W białych podkolanówkach i granatowej spódnicy, z naręczem goździków i czekoladkami żegnałam mury szkolne i ulubioną wychowawczynię. Na uroczystym apelu odśpiewywaliśmy "Lato czeka" a pani dyrektor wręczała świadectwa z czerwonym paskiem.
Po powrocie do domu czekał kompot z truskawek i ciasto drożdżowe z kruszonką i było wiadomo,że to już wakacje. Wakacje pachną przygodą i dojrzałymi czereśniami. Dzień jest długi, można go trwonić na słodkim nic nie robieniu, można pojechać na jezioro i opalać się na plaży, można robić wycieczki rowerowe, objadać się malinami prosto z krzaczka, można do późna siedzieć a ganku z mrożoną kawą. Uwielbiam ten czas, gdy nie trzeba zrywać się z budzikiem o 6:30 a dzień układać według własnego widzi mi się.
Dziś jeszcze nie snujemy planów wakacyjnych, dziś cieszymy się nadchodzącymi 2 miesiącami beztroski. Deser,który dziś wam proponuję jest idealny na aktualne upały. Kajmakowy krem z truskawkami i bananami jest prosty ale skuteczny. Krem po schłodzeniu jest aksamitny i delikatny, polecam do mrożonej kawy :)


wtorek, 14 czerwca 2016

Obłędne ciasto szpinakowe z kremem z białej czekolady i mięty, z galaretką i truskawkami





Miesiąc temu miałam przyjemność odwiedzić jedno z ciekawszych miejsc na kulinarnej mapie Warszawy. Było to jedno z tych miejsc, w których blogerka może poczuć się jak w kulinarnym raju. Mowa oczywiście o Akademii Kulinarnej Whirlpool.  Przyznam szczerze,że dotąd nie uczestniczyłam w warsztatach kulinarnych, tak więc dla mnie było to całkiem nowe doświadczenie. Przestąpiłam próg Akademii z lekką dozą nieśmiałości, która szybko ustąpiła i poczułam się jak dziecko w sklepie z zabawkami :) Dziewczyny z ekipy Whirlpool szybko wdrożyły mnie w zaplecze sprzętowe i mogłam przygotować deser, którym już wkrótce podzielę się z wami na łamach bloga.
Gdy zobaczyłam akcję na durszlaku, pomyślałam,że nie mogę odmówić sobie przyjemności przygotowania czegoś extra z okazji 3 urodzin Akademii. Wybór ciasta wydaje się być oczywisty, kolorystycznie nawiązuje do flagi Włoch a smak??? Postawiłam na orzeźwiające połączenie ciasta szpinakowego, kremu z białej czekolady i mięty oraz truskawek, bo sezon na nie wciąż trwa.
Droga Akademio Kulinarna, życzę Ci z okazji 3 urodzin, aby mogły Cię odkrywać rzesze pasjonatów gotowania, aby kalendarium warsztatów było pyszne, a kolejne lata działalności obfitowały w same sukcesy.
Jeśli jeszcze nie znacie Akademii Kulinarnej Whirlpool koniecznie zajrzyjcie na ich stronę internetową, a jeśli wasze apetyty wzrosną koniecznie zajrzyjcie też do Marco Ghia .
A teraz zapraszam was na obłędne ciasto, ciężko będzie poprzestać na jednym kawałku ;)