Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 listopada 2018

Czekoladowy murzynek z jabłkami




Dzisiaj, wczesnym rankiem zaczął się spektakl "Wietrzny Wtorek", w reżyserii szanownego Listopada. Pierwsze skrzypce gra mocno zacinający deszcz. W roli drugoplanowej występuje wichura, która zrywa z drzew ostatnie jesienne liście. Krople deszczu bębnią w okienne szyby, po niebie galopują tabuny chmur. Listopad odsłonił swoje brzydsze oblicze. Temperatura spadła, dzisiejszy dzień jest ciemny i ponury. Na gałęzi klonu przysiadła smętna wrona, przemoczona i pokraczna. Na co czeka??? Na kawałek chleba rzucony przez przypadkowego przechodnia??? A może czeka na koniec deszczowego spektaklu??? Nie wiadomo.
Choć nie lubię takich ciemnych i ciężkich od chmur dni oglądam to przedstawienie ze spokojem. U mnie w gniazdku jest przytulnie. Siedzę pod ciepłym, kosmatym kocem. Na stoliku czeka kubek aromatycznej herbaty, pełnej pomarańczy i cytryny, z kropelką różanego syropu oraz soku z malin. Oprócz herbaty mam ciasto, czekoladowego murzynka z jabłkami, oblanego nieprzyzwoitą wręcz ilością polewy czekoladowej.
W takich warunkach za oknem może się dziać, co chce. Listopad niech robi, co do niego należy, a ja spokojnie sobie poczekam.
Wracając do ciasta, bo o nim miała być mowa. Murzynek jest spełnieniem marzeń wszystkich tych, którzy uważają się za antytalentów dziedzinie wypieków. Wystarczy wymieszać w misce kilka składników, żadna filozofia i odczekać 40 minut, aż ciasto się upiecze. Gorąco polecam oblać je polewą, ale jeśli wolisz tradycyjną kołderkę z cukru pudru, to nic się nie dzieje.
Z polewą, czy bez, ciasto zniknie błyskawicznie. 




sobota, 20 października 2018

Crock-pot, Ciasto marchewkowe z kremem mascarpone i orzechami


Jesień rozgościła się na dobre. Gdzie nie spojrzę, napotykam eksplozję czerwieni, pomarańczy i żółci. Poranki wstają chłodne, mgliste ale szybko ustępują miejsca pięknej słonecznej pogodzie. Wieczorem mgła znów wraca, otula okoliczne drzewa i krzewy, rozprasza  światła latarni, rozmywa kształty. Mgła wygłusza odgłosy miasta, tworzy intymny i tajemniczy nastrój. Czasem z jej objęć wynurzy się nieśmiało sylwetka samotnego przechodnia lub przemknie drobna sylwetka zwinnego kota. Staram się nacieszyć feerią kolorów, zapachem dojrzałego października, ciepłem jesiennego słońca. Najprzyjemniejszy aspekt ciepłych jesiennych dni to możliwość pojechania w teren na końskim grzbiecie. Z różnych przyczyn pracowo-życiowo-chorobowych nie byłam pewna czy tej jesieni uda mi się wyruszyć w teren. Udało się kilka dni temu i było pięknie. Końskie kopyta stukały po polnej drodze, uszy strzygły, wyłapując różne frapujące końskie jestestwa dźwięki. Przewietrzyłam głowę, rozciągnęłam kości, nacieszyłam oczy... i nabawiłam się kosmicznych zakwasów. Niby człowiek wysportowany, porozciągany ale niestety okazuje się, że na końskim grzebiecie uaktywniają się dosłownie wszystkie mięśnie.
Za to po południu przychodzi taki moment, że coś by się wrzuciło na ząb do towarzystwa jesiennej herbaty z pomarańczą i syropem różanym. Sernik, murzynek, a może ciasto marchewkowe???
Tak, ciasto marchewkowe z kremem mascarpone i orzechami to strzał w dziesiątkę. Wilgotne, aromatyczne, pyszne, jesienią smakuje najlepiej.
Mam dziś dla Was przepis na ciasto marchewkowe w stylu slow. Ciasto upiekłam w wolnowarze Crock-Pot ale jeśli nie dysponujecie tego rodzaju sprzętem, z powodzeniem możecie upiec je tradycyjnie. Wystarczy, że nagrzejecie piekarnik z termoobiegiem do 170 stopni i wstawicie do niego ciasto na 45 minut.
Nie pomijajcie kremu i orzechów na wierzchu, bo tworzą z ciastem pyszne połączenie. Zapraszam na kawałek marchewkowca.



czwartek, 23 sierpnia 2018

Pierniczkowe semifreddo z dynią i skórką pomarańczową



W powietrzu czuć zbliżającą się jesień. Czuć ją w szumie porannych mżawek, w chłodnych powiewach wieczornego wiatru wdzierającego się przez kuchenne okno i w coraz wcześniej zapadającym zmierzchu. Pajączki tkają nitki babiego lata, które co rano pokrywają się kropelkami rosy i mienią się w słońcu niczym malutkie brylanciki. W warzywniaku pojawiły się śliwki i pierwsze pomarańczowe hokkaido. To ten czas kiedy chętnie zakopuję się pod ciepłym kocem z kubkiem kawy, wyciągam z szafy ciepłe sweterki i reniferowe skarpetki. Bez większych wyrzutów sumienia raczę się gorącą czekoladą i piekę wręcz nieprzyzwoitą ilość ciast. W odstawkę idą lekkie jogurtowe ciasta, a ich miejsce zajmują brownie, pachnące cynamonem szarlotki i mięciutkie drożdżowe. Zanim jednak na dobre pożegnamy się z latem mam dla Was deser, który idealnie wpasuje się w odchodzące lato i nadchodzącą jesień. Pierniczkowe semifreddo z dynią i skórka pomarańczową to połączenie smaku późnego lata i zbliżającej się jesieni. Zimny lodowy deser podkręcony smakiem Katarzynek, dyni, skórki pomarańczowej oraz szczyptą rozgrzewającego cynamonu. Jeżeli i Ty poczujesz #apetytnakopernika nie wahaj się i przygotuj swoim bliskim ten deser. Zapraszam po przepis.



środa, 20 września 2017

Puszyste pancakes z syropem klonowym i pekanami



Mżawka, mgła, niebo zasnute chmurami. Postanowiłam dać nura... pod kołdrę.I przyznaję się bez bicia, że nie ruszam się stąd aż do wieczornego spaceru z Angeliną. 
Nie ma co narzekać, nie jest zimno a towarzystwo delikatnej mżawki stwarza idealne warunki dla grzybów. Jak co roku odczuwam "grzybową gorączkę" i pomimo wystarczającej ilości zapasów wciąż wracam do lasu na grzybobranie :)
Nic na to nie poradzę, uwielbiam las, uwielbiam spacerować z koszykiem po miękkich dywanach z mchu. Las w sezonie jesiennym tętni życiem, między drzewami błyskają kolorowe płaszczyki, a wiklinowe kosze grzybiarzy uginają się pod ich ciężarem. 
Pobudka w weekend o 5 nad ranem??? Nie ma mowy...no chyba, że na grzybobranie :D Las wczesnym rankiem jest magiczny, panuje w nim cisza, mgły unoszą się nad koronami drzew, a światło wschodzącego słońca kładzie piękne refleksy na leśnym poszyciu.
Nie jestem typem długodystansowca, wystarczy mi dwie godziny spaceru. Jest to optymalny czas na dotlenienie się, zebranie pięknych kapeluszy podgrzybków i borowików oraz wybieganie Angeliny.
Po takiej wędrówce wracam do domu w świetnym humorze i mam energię do dalszego działania.
A jak jest z Wami??? Odwiedzacie las??? Zbieracie grzyby???
Jesienne aura sprzyja przygotowywaniu comfort food. Dla mnie to potrawy, które wprawiają mnie w świetny nastrój, rozgrzewają ciało i duszę :)
Mam dziś dla Was pyszne, puszyste pankejki. Zaserwowałam je w prostym stylu polane syropem klonowym i obsypane siekanymi pekanami. Ok, przyznaję się,że dwa zjadłam z marshmallow fluff, obłędnym kremem z pianek Marshmallow. To przepis podstawowy, placuszki wychodzą mięciutkie i przepyszne. Możecie dodawać do nich dowolne dodatki, polecam na pyszne jesienne śniadanie.



niedziela, 17 września 2017

Jesienne smaki- Sernik dyniowo-kokosowy




Wrzesień nabrał rozpędu, rok szkolny zaczął się na dobre, a pogoda ukazała nieco kapryśne oblicze. Wyczekiwałam babiego lata,nieco mglistych poranków, wczesnych wieczorów z pięknymi zachodami słońca, umiarkowanych temperatur. W zamian za to dni pochmurne przeplatają się z dniami dusznymi i ciężkimi, a babiego lata jak nie było tak nie ma. 
W ubiegłym tygodniu poczuliśmy i u nas skutki Irmy szalejącej na Karaibach i Florydzie. U nas również dość mocno wiało,a niebo było ciężkie od chmur i deszczu. Mój osobisty barometr odpowiedział na te anomalie migrenami, które towarzyszyły mi z małymi przerwami przez 4 dni. Możecie sobie wyobrazić moje funkcjonowanie a raczej jego brak. Leki i łóżko stały się moimi kompanami i jeszcze Stefek który łaskawie postanowił mi towarzyszyć w przymusowym wylegiwaniu się w łóżku. Przykro było też czytać napływające wiadomości o katastrofalnych skutkach huraganów na Florydzie, o Teksasie który nawiedziła powódź. Człowiek ma inne podejście gdy miał szansę odwiedzić dane miejsce, serce się kraje gdy ogląda się tragedię tak wielu ludzi.
Pogoda sprzyja spędzaniu czasu w kuchni, co wykorzystuję aż w nadmiarze. Moja kuchnia zapachniała domową sałatką warzywną, w kuchni pachnie suszonymi grzybami. Ostatnio zapachniało też sernikiem. Słodki zapach dyni i kokosa unosił się w całym domu. Sernik powstał pod wpływem chwili, koleżanka blogerka zapowiedziała się z wizytą, musiałam więc wymyślić coś na szybkości. Jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa przy minimum zaangażowania powstało pyszne ciasto. Na tyle pyszne, że na drugi dzień pozostała pusta patera i kilka okruszków :)
Przekonajcie się sami i przetestujcie ten przepis w Waszych kuchniach.


wtorek, 5 września 2017

Jesienne zachciewajki- Brownie z przesłodkim dyniowym kremem




Dzisiejszej nocy mój zazwyczaj mocny sen został przerwany stukaniem w parapet... i nie był to moi drodzy żaden ptak ani inny stwór ale deszcz. Rzadko zdarza mi się budzić w środku nocy ale jednostajne deszczowe crescendo wyrwało mnie z objęć Morfeusza. Nie myślcie jednak, że wysłuchiwałam tego przymusowego koncertu. Owinęłam się szczelniej kołdrą, ostentacyjnie wykręciłam się plecami do okna, tym samym wtulając się w plecy M., i powróciłam do krainy snu. Momentami deszczowe crescendo próbowało się wedrzeć do mojej prywatnej krainy snu ale ostentacyjnie nie zwracałam na nie uwagi.
Wrzesień postanowił wkroczyć w karty kalendarza z przytupem i od niedzieli hojnie raczy nas deszczem. Mieliśmy już mżawkę, kapuśniaczek a także rzęsistą ulewę. Dni nagle stały się ciężkie i senne. Od razu poczułam chęć na ciasto konkret. Wiadome, że w takich sytuacjach czekolada spisuje się na medal, a już brownie to po prostu poezja. Z kuchennego parapetu mrugała do mnie okiem pomarańczowa hokkaido,nie mogłam jej ominąć. 
Z dyni przygotowałam krem-cudo, ugotowałam ją do miękkości w słodzonym mleku skondensowanym z dodatkiem wanilii i zmiksowalam na mus. W połączeniu z lekko ciągnącym się brownie stworzyły idealny deser na jesienne zachciewajki. 
Jeśli i Wy odczuwacie silną potrzebę zjedzenia czegoś cudownie smacznego bez zastanowienia polecam Wam ten przepis. Gwarantuję, ten smak Was uwiedzie.
A tymczasem zmykam pod kołderkę bo jutro ciąg dalszy jesiennych zachciewajek... a mianowicie czeka mnie grzybobranie :) Sezon grzybowy zaczęłam już jakiś czas temu ale przy sprzyjającej deszczowej aurze koniecznie trzeba dać nura w leśny gąszcz i poszukać borowików :)


czwartek, 31 sierpnia 2017

Hello jesień- Pierniczkowy pudding z karmelizowaną pomarańczą




Koniec sierpnia, schyłek lata, jutro przywitamy wrzesień. Codziennie ubywa dnia, wieczorem coraz szybciej się ściemnia. Poranki wstają niespiesznie w towarzystwie mgieł i rosy. Szczerze mówiąc ostatnie noce były takie zimne że przeprosiłam się z ciepłą flanelową piżamą.
Dziś wczesnym rankiem zapakowałam do auta Angelinę oraz wiklinowy koszyk i pojechałyśmy do lasu. Spacer dobrze nam zrobił, ja dotleniłam się, Angelina wyhasała. Nazbierałam bukiet wrzosu, zaprosiłam do koszyka kilka borowików i stadko kurek. Do domu wróciłam lekko zmarznięta ale za to wściekle głodna. Potrzebowałam czegoś pysznego, czegoś rozgrzewającego, czegoś co dałoby mi komfort. Gdy mój wzrok omiótł półkę i napotkał paczuszkę piernikowych serc wpadłam na pomysł, że zrobię pudding. Szybko przygotowałam składniki, szast prast i pudding zapiekał się w piekarniku. W międzyczasie karmelizowałam pomarańcze po cichu licząc że pudding lada chwila będzie gotowy. Musicie wiedzieć,że kiszki grały mi marsza a woń wydobywająca się z piekarnika wcale mi nie pomagała. Pudding wyszedł boski, jesienny ideał na rozgrzanie ducha i ciała. To będzie pozycja do której często będę wracać.
Pomysł na pudding to mój #przepisnakopernika, jeszcze tylko do północy możecie zgłaszać swoje propozycje na stronie Fabryki Cukierniczej Kopernik więc nie zwlekajcie; to już ostatnie chwile :)
Ja tymczasem zapraszam po przepis, koniecznie zróbcie ten pudding na śniadanie... lub późny podwieczorek... a nawet na kolację ;)


piątek, 4 listopada 2016

Niezwykły sernik dyniowy, perfumowany skórką pomarańczową na orkiszowym spodzie





W dni powszednie nasze poranki są szybkie, zaraz po dźwięku budzika moje mieszkanie zamienia się w tornado, w oku którego ja dwoję się i troję aby w jednym czasie dobudzić dzieci, przygotować im śniadanie, drugie śniadanie, a tym samym ogarnąć siebie na tyle abym mogła z najmłodszą latoroślą pokazać się na basenie. Skutki tornada bywają różne, dziś na przykład skończyło się lekkim spóźnieniem. Gdy w dzikim pędzie zmierzałam w stronę auta zauważyłam jednak, że chłód nie jest tak doskwierający jak wczoraj. Przyjęłam ten fakt z wielką radością, bo od ponad tygodnia M. jest naszym szoferem do szkoły ale już ze szkoły wracam do domu na własnych nogach. Po zajęciach na basenie odprowadziłam H. do szkoły i dziarskim krokiem ruszyłam w stronę domu. Aż trudno mi było uwierzyć w to co obserwowałam. Piękne słońce, na niebie ani chmureczki, po prostu cudownie, prawdziwa, złota jesień. Celowo wybrałam drogę przez park okalający okoliczny zamek, aby nacieszyć oczy barwami, poczuć pod butami szeleszczące liście klonu i dębu, dotlenić umysł. Po ostatnich tygodniach niepogody dzisiejszy dzień był jak balsam dla duszy i ciała. Nazbierałam kolorowych liści ,pstryknęłam kilka fotek dla utrwalenia tych chwil, po drodze zajrzałam jeszcze na osiedlową lipową alejkę. Na ostatnim spacerze z H. spotkałyśmy tam parkę wiewiórek, które zwinnie uciekały przed moim obiektywem. Dziś niestety ich nie spotkałam, zaszyły się pewnie w swoich dziuplach ale wkrótce znów do nich zajrzę z orzeszkami :).
Po powrocie do domu nastrój dopisywał mi na tyle, że postanowiłam upiec ciasto ze śliwkami. Póki co siedzi jeszcze w czeluściach piekarnika i wyrasta, a ja mam dziś dla was inne ciasto, niezwykły sernik. Za każdym udanym połączeniem, wyrzucam z siebie ochy i achy i mówię,że ten sernik jest najlepszy. Z sernikiem, który wam dziś proponuję nie było inaczej, planowałam że wyjdzie smaczny ale że aż tak??? Kochani, ten sernik jest po prostu nieprzyzwoicie pyszny, po prostu niebo w gębie. Koniecznie dodajcie go na listę waszych jesiennych wypieków. Połączenie dyni, skórki pomarańczowej i spodu orkiszowego z orzechów laskowych to poezja smaków. To must try tego sezonu jesiennego.


czwartek, 3 listopada 2016

Brownie z kandyzowaną dynią i czekoladkami Reese's





Liście lecą z drzew, pokrywają ziemię gęstymi, szeleszczącymi dywanami, w odcieniach żółci i brązu. Przyszedł Listopad, w ciszy i zadumie, rozświetlony niezliczoną ilością zniczy i lampionów. Cisza we Wszystkich Świętych była wręcz namacalna, dzień wstał ciężki od chmur, chłód próbował się wedrzeć przez zaparowane okna. Za to u mnie w domu było ciepło i przytulnie, pachniało gołąbkami i bigosem ale najbardziej pachniało ciastem. Zapach czekolady unosił się w powietrzu, wabiąc słodko i mamiąc obietnicą deseru. To był zapach, który odwrócił moje myśli od liści wirujących w powietrzu w dzikim walcu, od deszczu raz po raz zacinającego w szyby. Zostaliśmy uziemieni przez choróbsko, które dopadło mojego M. ale nie narzekaliśmy na zaistniałą sytuację. Herbata z domowym sokiem malinowym, pyszne brownie i 2 sezon Supernatural umiliły nam popołudnie. Stefek zmienił się w etatowego leniwca, bezczelnie wylegując się całe popołudnie w naszym łóżku. Raz jeden udał się za mną do kuchni aby sprawdzić stan swoich misek. Kot to ma życie...
A brownie??? Czysta poezja, lekko chrupiący wierzch, ciągnący się środek, kawałeczki kandyzowanej dyni i czekoladek Reese's, które przyjechały ze mną zza oceanu. Kandyzowaną dynię przygotowała dzień wcześniej, korzystałam z przepisu Gin --->klik . Wszystkie składniki idealnie ze sobą współgrają i nawet mój M. uznał, że brownie było pyszne, a musicie wiedzieć, że nie przepada za "czekoladą z czekoladą" ;) 




sobota, 22 października 2016

Kapryśna jesień i babeczki jabłuszka



Jesień w tym roku jest wyjątkowo kapryśna ... brr na samą myśl o tym co się dzieje za oknem wstrząsają mną dreszcze. Słońce wciąż gdzieś błądzi omijając moje strony, za to chmury przybywają całymi stadami i gęsto pokrywają nieboskłon.  Kolorowe liście zamiast cieszyć oczy i szeleścić pod butami pławią się w kałużach, a krople deszczu wygrywają na nich swoje smętne melodie. Zimowa parka, ciężkie buty i kalosze na stałe rozgościły się w przedpokoju, a sikorki i gołębie zaglądają do karmnika na balkonie w poszukiwaniu czegoś do skubnięcia. Oczywiście ja nie poddaję się tym wariacjom pogodowym. W dniach wolnych od deszczu galopuję z Arabellą chcąc dogonić wiatr, oddycham jesiennym powietrzem pełną piersią, w mojej kuchni wprowadziłam rozgrzewające potrawy, aromatyczne ciasta, taki jesienny comfort food. Gdy w piekarniku 'siedzi' szarlotka, w domu roznosi się zapach cynamonu i przywodzi mi na myśl jesienne dni z mojego dzieciństwa. Piec kaflowy w babcinej kuchni dawał ciepło i tworzył przytulny klimat. Na jego brzegu, w imbryku czekała zawsze gorąca herbata, w kuchni pachniało suszonymi grzybami, a na zapiecku suszyły się przemoczone deszczem trzewiki. Jesienią babcia często piekła szarlotkę i drożdżowe paluchy, pamiętam do dziś ten niebiański zapach, który wypełniał cały dom. Mój piekarnik nijak nie przypomina pieca kaflowego mojej babci ale zapach pieczonych ciast powoduje, że często przenoszę się w czasie i wspominam mój rodzinny dom. Dziś mam dla was propozycję na pyszne babeczki, które umilą wam czas w te szare, deszczowe dni. Babeczki pełne jabłuszek i orzechów laskowych, prawdziwie jesienny wypiek. Dekoracja jest cudna, prawdziwa gratka dla najmłodszych. Zainspirowało mnie zdjęcie na Pinterest,a przepis wygrzebałam ze starego zeszytu :). Skusicie się na taką babeczkę??? Przepis dodaję do durszlakowej akcji: Jesień: jemy zdrowo



poniedziałek, 3 października 2016

Jesień i dyniowy sernik z malinami





Przez ostatni tydzień spałam jak suseł, no prawie jak suseł bo pierwsza noc po powrocie z urlopu była ciężka. Dziewięć godzin różnicy czasowej zrobiło swoje; co prawda z LA wylecieliśmy wieczorem i do domu dotarliśmy też w egipskich ciemnościach ale sen podczas ośmiogodzinnego lotu zrobił swoje. Oczy nijak nie chciały się zamknąć, pomimo zmęczenia i pomimo miękkiej, flanelowej pościeli i Stefka mruczącego mi za uchem. Obejrzeliśmy jeden film, później drugi, a gdy świt zaczął barwić horyzont i po szklaneczce whisky w końcu udało mi się usnąć... na trzy godziny. Powrót do rzeczywistości był ciężki, umknęło mi gdzieś babie lato, szybciej robi się ciemno,zrobiło się przeraźliwie zimno, jak nic przyszła jesień. Na szczęście trochę się ociepliło, mogłam więc porzucić strój Eskimosa, odespałam powrót do naszej strefy czasowej i wróciłam na tory życia codziennego. Pojechałam do lasu na grzybobranie, odwiedziłam Arabellę, upiekłam na jesiennym ognisku kiełbaskę i jabłuszko oraz jadłam ziemniaki z popiołu. Jednym słowem nadrabiam jesienną listę rzeczy koniecznych do zrobienia ;)
W niedzielę zarządziłam dzień lenistwa, w piżamie i towarzystwie kota popijałam herbatę, jadłam sernik i oglądałam filmy. No właśnie, sernik... powracam do was z przepisem na sernik z dynią i malinami, uperfumowany skórką z cytryny. Prosty delikatny w smaku, z kwaskową nutą jaką nadają mu maliny. Koniecznie wypróbujcie, to must try tej jesieni :) Póki co zostawiam was z przepisem na sernik, a już wkrótce nadciągam z fotorelacją z wakacji. 





środa, 7 września 2016

Półfrancuskie ciasteczka ze śliwkami






Wrzesień, wrzosem zakwitł las, jesień, melancholii czas... Karty kalendarza zmieniły się, a wraz z nimi zmieniła się aura. Co prawda słońce przypieka jeszcze nosy i policzki ale to już nie to słońce, które opalało nas na wakacjach. Wieczory stały się mgliste, tajemnicze, a noce ciepłe, zwiastujące obfity sezon na grzyby. Ja już zainaugurowałam sezon na grzybobranie, gdy tylko usłyszałam, że pojawiły się w okolicznych lasach, zapakowałam młodzież w auto i pojechaliśmy na spacer do lasu. Las stał się piękny, wciąż jeszcze soczyście zielony, upstrzony tu i ówdzie żółcieniami i pomarańczami. Na jego gęstych dywanach błyskają wciąż jeszcze fioletowe jagódki, purpurowe wrzosy ,a w leśnym mchu skrywają swoje kapelusze podgrzybki. W trakcie tego spaceru zapełniliśmy koszyk skarbami lasu, spotkaliśmy tez pokaźnych rozmiarów zaskrońca i wróciliśmy do domu naładowani pozytywną energią. Jeszcze tego dnia w domu zapachniało sosem grzybowym,mmm pychotka. Dwa dni później znów wróciłam do lasu, w asyście mojej siostry. Było bardzo wcześnie, poranek wstał mglisty i ciepły, w lesie panowała niczym nie zmącona cisza. Tym razem znów mi się poszczęściło i wróciłam do domu z koszem pełnym grzybów oraz pięknym bukietem z wrzosów. Pierwsze zapasy suszonych grzybów zapełniły słoje i poczekają na sezon świąteczny aby dodać smaku potrawom.
Wraz z nadejściem  jesieni nachodzą mnie smaki na wypieki, które pachną kojąco. Zapraszam was na ciasteczka półfrancuskie ze śliwkami, tak zwane hand pies. Idealne aby wziąć w jedną łapkę a w drugiej trzymać kubek cappuccino lub herbaty z sokiem malinowym. Ciasteczka smakują bajecznie jeśli podasz je na ciepło ale na zimno też niczego im nie brakuje. Kiedy poczujecie,że to już czas, że jesień przekroczyła nasze progi, sięgnijcie po ten przepis,a gwarantuję, że się nie zawiedziecie.






piątek, 12 sierpnia 2016

Kruche z pianką i śliwkami, przysmak późnego lata




Gdy w warzywniaku pojawiają się śliwki to znak, że małymi kroczkami zbliża się jesień. Dziś na własnej skórze odczułam jej oddech. Pochmurzyło się, ochłodziło, na spacerze z Rudziszonem znalazłam w trawie pierwsze żołędzie i upstrzone żółcią liście. Ciepła bluza i legginsy idealnie wpasowały się w dzisiejszy outfit. Mocne porywy wiatru wywiały resztki ciepła ze wszystkich zakamarków pozostawiając po sobie przejmujący chłód. W taki dzień jak dziś człowiek marzy o ciepłym, przytulnym kocu, kubku gorącej herbaty, czy rozgrzewającej zupie. Niebo jest ciężkie od chmur i to tylko kwestia czasu, kiedy zacznie padać. W planach popołudniowych mam słodkie lenistwo. Zasłużyłam na taki dzień,ponieważ ostatnie dwa dni były aktywne. Przedwczoraj pojechałam w teren, pełna obaw, czy tym razem znów galop okaże się dla mnie pechowy. Zaczęło się bardzo niefortunnie, gdyż mój rumak stojąc na uwiązie zerwał ogłowie. Na szczęście pożyczyłyśmy inne od Satynki i teren doszedł do skutku. W polach było pięknie, żniwa w pełni, kilka strachów i spłoszeń ale finalnie wróciłam do stajni w jednym kawałku. Dzięki temu jaśniej patrzę w przyszłość.
Wczoraj za to koleżanka wyciągnęła mnie na przebieżkę do lasu. Zrobiłyśmy 6 km w towarzystwie Rudziszona, dotarłyśmy do domu przed deszczem, który zwiastowały ciemne chmury na horyzoncie. Mam plan startować  biegu na 5 km, to będzie takie małe zakończenie sezonu i szansa na kolejny medal do kolekcji.
Dziś mam dla was ciasto, co prawda w mojej zamrażarce też czeka deser, dziś jednak wam oszczędzę chłodnych inspiracji. Gdy ostatnio zrobiłam Kruche z pianką i czerwoną porzeczką wiedziałam, że muszę zrobić je raz jeszcze ale w wersji ze śliwkami. Ciasto wyszło przepyszne, kruchy spód, aksamitna pianka i soczyste, lekko kwaskowe śliwki. Ideał na dzisiejszy dzień i na zakończenie lata. A czy wy czujecie już schyłek lata??? Czy macie już w głowie słodkie, jesienne menu???






piątek, 6 listopada 2015

Jesienny torcik z jabłkami i kremem kajmakowym





Przyszedł Listopad, rozlał białe mleko mgieł, które opatuliły szczelnie w swoich objęciach całe miasto i ciężką kurtyną stłumiły wszystkie dźwięki. Wraz z nimi przyszedł chłód,przejmujący i bezlitosny. Szybko nauczyłam się,że wyjście z Rudziszonem na spacer bez rękawiczek zaowocuje skostniałymi dłońmi,które ciężko będzie ogrzać po powrocie do domu. Czajnik dostał u mnie pełny etat, herbatki z miodem i cytryną lub z sokiem malinowym na stałe wpisały się w te krótkie już listopadowe dni. Żeby umilić sobie wieczory palę świeczki o zapachu cynamonu i pomarańczy a moje stopy rozgrzewa ciepła flanelowa pościel. Rudziszonowa w końcu zakończyła zrzucanie sierści i powoli zarasta zimowym futerkiem, wszyscy szykujemy się na nadejście zimy.
Raz czy dwa razy w ciągu dnia słońce przebija się przez mgłę i rzuca kilka ciepłych promieni dając nadzieję,ze być może zima nie będzie taka ostra jak przepowiadają górale.
Czy przesadzę gdy powiem,że moje myśli zaczynają krążyć wokół świąt??? Ostatnio wyciągnęłam pudło z ozdobami świątecznymi planując co dokupić aby choinka prezentowała się elegancko. Odkurzyłam też strony 'Nigella świątecznie' ciesząc oczy pięknymi fotografiami i planując co w tym roku wrzucę na warsztat. Hm ale póki co wrócę jeszcze do mglistego Listopada i tego co aktualnie w kuchni Five o'clock. Przedstawiam wam tort jesienny z kremem kajmakowym. Jak dla mnie to kolejna propozycja,którą mogę zaszufladkować jako smak jesieni. Wykorzystałam przepis na popularne ciasto amerykańskie lub też przez niektórych nazywane wiewiórką. Upiekłam go w tortownicy i przełożyłam kremem kajmakowym. Wierzcie to połączenie idealne. Ciasto z korzennym posmakiem i jabłuszkami idealnie współgra z kremem. Jest aromatyczne, wilgotne ale niezbyt ciężkie. Wspaniale sprawdzi się na popołudniowej herbatce (testowałam).
Nawet Stefek wykazał zainteresowanie i ruszył swój leniwy ogonek żeby zwietrzyć cóż to postawiłam na stole,a musicie wiedzieć,że jego mało co rusza :)



środa, 4 listopada 2015

Five o'clock po godzinach- Październik




#1 Ciągnie wilka do lasu #2 Moja kasztanowa dupka 3# Jesienny dywan 4# Uwaga!!! Kot na planie 5# Teren-Rzeczyca  6# Pierwszy przymrozek 7# Kocie strachy 8# Urodzinowa Peppa 9# Teren-Przyszów 10# Rudziszon w plenerze 11# Kiego grzyba #12 A kto to ta jesień???