sobota, 2 lutego 2019

Five o'clock po godzinach- Styczeń



#1 Koktajl z krewetek #2 Zielony jest dobry 3# Tacos z pulled duck 4# Krewetki dark mood 5# Wrangler 6# I see fire 7# Z kamerą wśród alpak 8# Dziubaski 9# Arturek & Carmel

czwartek, 31 stycznia 2019

Koktajl z krewetek z pomidorami, serkiem kozim i chili



Do owoców morza podchodziłam z dużą rezerwą. Nie bardzo wiedziałam czy to smakuje, ani tym bardziej jak je przyrządzić. Raz, czy dwa spróbowałam krewetek na pizzy i nie podbiły mojego podniebienia. Przyszedł jednak moment, gdy zmieniłam zdanie. Gdy spróbowałam paelli, serwowanej w małej knajpce na plaży w Maladze, przepadłam. Smakowała niebiańsko, na samo wspomnienie moje ślinianki zaczynają nadprodukcję. Podczas pobytu w Hiszpanii, miałam okazję spróbować jeszcze kilku innych dań z owocami morza i za każdym razem moje podniebienie było dopieszczone. Tak właśnie moje menu zostało rozszerzone o nowe smaki. Wystarczy odrobina masła, czosnku, chili, sól i pieprz, i kilka minut na patelni. Im prościej, tym smaczniej.
Mam dziś dla Was przepis na bardzo prostą przekąskę z krewetkami. Lekko pikantne pomidory, delikatne krewetki i serek kozi to pyszne połączenie. Przekonajcie się sami.



Tacos z rwanym mięsem z kaczki, chrupiącą rukolą, awokado i chili



Styczeń był dość łaskawy. Sypnął śniegiem,poszczypał mrozem uszy i policzki ale znalazł też miejsce na rzęsisty deszcz, mgłę, szron. Łaskawie wplótł w tą paletę odrobinę słońca, dzięki czemu łatwiej było przetrwać zmiany styczniowej aury.
Mi styczeń upłynął pod znakiem intensywnej pracy. Nowe projekty, nowe wyzwania, nowe doświadczenia. Pogoda zmieniała swoje oblicze, a ja w tym pędzie ledwo dostrzegałam te zmiany. No może jednak dostrzegłam, przy piruetach na śliskim chodniku i policzkach, które kilka razy odczuły zimny oddech mrozu. 
Zamiast jednak narzekać, jak moja mamunia codziennie rano wzdychająca przez telefon do wiosny, czerpię ile mogę z chwilki wolnego, z ładnej pogody, z brzydkiej również, bo wtedy również można robić fajne rzeczy. Reaktywowałam bieganie, raz, czy dwa upiekłam coś pysznego, znalazłam chwilę na lampkę dobrego wina lub szklaneczkę rozgrzewającej whisky.
W brzydkie, ciemne dni też może być fajnie. Wystarczy tylko uruchomić troszkę wyobraźnię.
W te chłodniejsze dni umiłowałam pikantne dania i przekąski. Lubię chili i jej rozgrzewające właściwości. Gdy znalazłam ją w mieszance Vegeta Natur, postanowiłam niezwłocznie przetestować.
Przygotowałam chrupiące, kukurydziane tacos z rwanym mięsem kaczki i pysznymi dodatkami: chrupiąca rukolą, kremowym awokado i piórkami czerwonej cebuli. Sos, który powstaje w trakcie pieczenia jest pyszny, idealnie pikantny i można go podać do tacos.
Przepis dołączam do akcji na Durszlaku "Vegeta, inspirowane naturą"



piątek, 11 stycznia 2019

Naturalne mydło bawełniane od Moss Labs




Higiena w kuchni to podstawa. Nie ma znaczenia czy gotujesz w domu dla bliskich, czy jesteś szefem kuchni lub jak ja słodką blogerką. Podczas przygotowywania potraw mamy kontakt z żywnością. Dlatego bardzo istotne jest, aby przed pracą nasze dłonie były czyste. To na dobry początek, ponieważ w trakcie pracy myjemy dłonie dużo częściej. Częste mycie dłoni naraża je na zmywanie naturalnej bariery ochronnej.
Należę do osób z delikatną skórą dłoni i przyznam szczerze, że znalezienie odpowiedniego mydła do mycia rąk to był dla mnie koszmar.
Zwykłe mydła w płynie bardzo wysuszały skórę moich dłoni. Powodowało to zaczerwienienia i pękanie naskórka.
Na rynku pojawia się coraz więcej kosmetyków naturalnych. Producenci oferują przeróżne rozwiązania do pielęgnacji dłoni.
Ja również zaczęłam zwracać uwagę na kosmetyki, które kupuję i czytać etykiety z ich składem. W taki właśnie sposób w moje ręce trafiło naturalne mydło z bawełną firmy Moss Labs.
Moss Labs to polska firma, która stworzyła bardzo ciekawy produkt.
Bawełnianie mydło kuchenne, produkt w 100% naturalny, którego bazę stanowi naturalny olejek z nasion bawełny.
Naturalnym mydłem bawełnianym umyjecie nie tylko dłonie. Dzięki unikatowemu składowi mydłem bawełnianym można myć owoce, warzywa, a także drobne naczynia kuchenne. Bawełniane mydło kuchenne nie pozostawia na powierzchni żadnych substancji. Jest w 100% bezpieczne, a przy tym doskonale usuwa brud i zarazki.
Na swoich dłoniach testowałam mydło z dodatkiem olejku z wrzosu i lawendy. Produkt  jest dostępny w butelce z pompką, co ułatwia dozowanie.
Mydło jest wydajne i dobrze się pieni, wystarczy niewielka ilość kosmetyku, aby dokładnie umyć dłonie. Bardzo przyjemnie pachnie lawendą.
Doskonale radzi sobie z myciem porcelanowych filiżanek i talerzyków.
Moim zdaniem największą zaletą tego mydełka jest fakt, że nie przesusza skóry dłoni. Dłonie są czyste i przyjemnie pachną lawendą.
Mydło bawełnianie to produkt, który na stałe zagości w mojej kuchni.


piątek, 21 grudnia 2018

Świąteczny blok czekoladowy




Wyścig do świąt trwa. Każdy pędzi co sił w nogach aby zdążyć do Wigilii z prezentami, z lepieniem uszek, z ubraniem choinki. Pędzimy po zapomniany proszek do pieczenia do sklepu, po dodatkową paczkę ozdób na choinkę, po cukier puder, którego nagle zabrakło. Perfekcyjne panie domu wypiekają kolejne serniki i makowce. Te mniej perfekcyjne odbierają zamówione wcześniej ciasto w cukierni. Wiem, wiem, nie każdy potrafi piec, nie każdy czuje się w kuchni jak ryba w wodzie.
Dlatego przed samiutkimi świętami mam dla Was przepis na coś słodkiego, coś pysznego i coś bez pieczenia. Blok czekoladowy to powszechnie znany deser. Ja przygotowałam go w wersji świątecznej. Zamiast tradycyjnych herbatników dodałam do niego pianki, kandyzowane wiśnie i migdały bez skórki. Prosto, szybko i smacznie. Idealnie na święta.



środa, 19 grudnia 2018

Świąteczna kłoda Buche de Noel




Grudzień nabrał rumieńców. Miasto opanowały choinki oraz stoiska z kolorowymi bombkami. W sklepach półki uginają się od świątecznych towarów, kolejki do kas ciągną się w nieskończoność. Perfekcyjne panie domu pucują swoje włości na przywitanie Wigilii. Świąteczne menu zaplanowane, koszule przygotowane do prasowania. Jeszcze tylko kuchenne sesje do późnych godzin nocnych i będzie można nieco odetchnąć... ale nie u mnie.
Ja, jak co roku podchodzę do tematu świąt ze stoickim spokojem. Żadnych rewolucji porządkowo-kuchennych, żadnej gonitwy. Święta są po to aby odpocząć, nabrać dystansu, wyspać się.
To chyba już tradycja, że przed samymi świętami rozkłada mnie choróbsko. Od trzech dni walczę dzielnie z przeziębieniem, aplikując sobie napary z imbiru i hurtowe ilości czosnku.
Wygrzewam się pod cieplutką kołdrą, gdy tylko warunki ku temu sprzyjają i czekam na swoje rychłe ozdrowienie. 
Moje sąsiadki nie podzielają chyba mojego zdania. Na całej klatce unosi się woń spalonej kapusty. Najwidoczniej trwają testy świątecznego menu ;).
W tym roku na życzenie młodzieży upiekę sernik na spodzie brownie i ciastko milionera. Przyznacie sami, raczej mało świątecznie to brzmi. Ale cóż zrobić... trzeba dogadzać najmłodszym podniebieniom.
Oczywiście dla Was ma coś extra, a mianowicie przepis na kłodę bożonarodzeniową. Moim skromnym zdaniem to najefektowniejszy tort ever. 
Przygotowanie tortu wymaga trochę czasu ale efekt jest w stanie wynagrodzić wszystkie trudy. Aby ułatwić sobie pracę, przygotowanie można rozłożyć na kilka etapów. Ja najpierw przygotowałam bezowe grzybki i puder szpinakowy. Następnego dnia upiekłam roladę, a dnia trzeciego przygotowałam krem i złożyłam tort. Jestem przekonana, że taki tort będzie hitem na każdym świątecznym stole. 



piątek, 14 grudnia 2018

Tort czekoladowo-miętowy




Spadł śnieg. Nie był to spektakularny opad ale osiedlowe świerki pokryły się cienką, białą pierzynką. Dzięki temu mój widok z okna przypomina baśniową Narnię. Wieczór jest cichy, dawno minęła już północ. Osiedle już chwilkę temu ułożyło się do snu. Ostatni przechodnie przemknęli chodnikami, coraz rzadziej błyskają światła samochodów, wszyscy udali się na zasłużony odpoczynek.
A ja po ciężkim dniu, zamiast przyłożyć głowę do poduszki, postanowiłam upiec szarlotkę. Pora jakby bardziej na piernik ale cóż mam zrobić??? Zapach pieczonej szarlotki, ten boski aromat cynamonu działa na mnie kojąco. Bez specjalnego pośpiechu zagniotłam ciasto, zaparzyłam sobie herbatę. Zza okna błyskały do mnie światełka, którymi sąsiadki ozdobiły jeden ze świerków. Poczułam odrobinę świąteczny klimat. Do Wigilii zostało już tylko 9 dni. Dla mnie będzie to okres wytężonej pracy i tak naprawdę dzień przed Wigilią uda mi się nieco zwolnić.
Słodkie menu mam już ustalone, nie za długie ale za to według oczekiwań młodzieży.
Mam dziś dla Was przepis na tort. Wiadomo, w święta musi być makowiec, piernik, sernik ale moi drodzy nic tak nie cieszy gości jak świąteczny tort.
Przepis, który mam dla Was nie jest skomplikowany, wręcz przeciwnie, jak zawsze postawiłam na prostotę. Czekoladowe blaty biszkoptowe przełożyłam miętowym kremem. Jeszcze tylko polewa na wierzch i voila, tort gotowy.
Moją małą tradycją jest to,że torty wypiekam w tortownicy 18 cm. Dzięki niej jestem pewna, że nie będzie trzeba zbyt mocno luzować pasków na poświąteczne pozostałości. Z tortu wykroicie 12 porcji, myślę że to idealna liczba ;). Zapraszam do kuchni, w której pachnie dziś miętą i czekoladą.