czwartek, 16 listopada 2017

Zawijana cynamonowa drożdżówka z jabłkami





Wczoraj rano pojawił się On, pierwszy przymrozek. Zaróżowił policzki przechodniom, pomalował na biało szyby samochodów. Nie było to jakieś efektowne entree, ot zaznaczył swoją obecność. Jakby na zawołanie, na balkonie zaroiło się od żółtych i szarych brzuszków. Świeżo zamontowany karmnik wraz z zawartością wabił osiedlowe ptaszki. Karmnik zainteresował nie tylko skrzydlatych gości. Jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki uaktywnił się mój super leniwy kot. Stefek bacznie obserwował to ptasie przedstawienie pomiaukując przy tym i bezradnie drapiąc szybę. Sikorki lękliwie odlatywały, to znów nieśmiało przycupywały na balustradzie jakby nie mogąc uwierzyć, że kocia łapa ich nie dosięgnie. Wróbelki za to bez zbędnych ceregieli skubały słoninkę nic sobie nie robiąc z bądź co bądź postawnej figury kota.  Przymrozek ustąpił miejsca słońcu, które rozjaśniło pięknie dzisiejszy dzień. Pomyślałam, że to idealna pogoda aby zrobić drożdżówkę. Najlepsza byłaby taka z jabłkami i cynamonem. Taka drożdżówką jest dobra i na przymrozki i na smutki, w zasadzie według mnie drożdżówka jest dobra na wszystko. To prawdziwy jesienny comfort food. W domu cudownie zapachniało. Woń cynamonowego nadzienia i jabłek wypełniła każdy kąt mojego M3. Zaparzę sobie herbaty i zjem póki ciepła, bo taka smakuje mi najbardziej. Później zapakuję Angelinę do auta i pojedziemy odwiedzić Arabellę; ja wyszczotkuję zimowe już futerko Arabelli a Angelina odwiedzi wszystkie miejscówki na pastwisku. Po powrocie zawinę się w ciepły kocyk i dokroję sobie drożdżówki, koniecznie ze szklanicą gorącej herbaty. A Wy lubicie ciasto drożdżowe??? Robicie je u siebie w domach??? Zapraszam po przepis na jedną z moich ulubionych wersji ciasta drożdżowego. Może i Wam przypadnie do gustu???



środa, 8 listopada 2017

Piernik staropolski- pierwszy etap




Jesień dojrzała, ranki wstają coraz zimniejsze, zmierzch zapada już w okolicach czwartej. Wyjęłam z szafy ocieplaną parkę, buty z kożuszkiem, zakupiłam nową czapkę. Korzystając z ostatniego słonecznego dnia na początku tygodnia osiedlowe sprzątaczki zgrabiły morze liści. Trochę szkoda, bo lubię te żółto brązowe dywany szeleszczące pod butami. Nie wszystkim się chyba te porządki spodobały bo dziś od rana wiatr wściekle wiał próbując rozbić te kolorowe kopczyki. Angelina oszalała z radości urządzając sobie dzikie wyścigi i polowanie na listki wirujące nad chodnikiem.
Czas się pogodzić z tym, że jesień powoli traci rumieńce i ustępuje miejsca zimie. A jaka ona będzie??? Ano słyszałam już w radio, że zima stulecia... z tym że takie informacje podają co roku. Słyszałam też, że zima będzie ciężka, bo takiego wysypu grzybów jak w tym roku to nikt jeszcze nie widział. A jak będzie??? Jak co roku będzie po prostu jakoś. Być może świat zasypie biały puch, lub wprost przeciwnie nie spadnie ani płateczek. Być może czekają nas siarczyste mrozy, lub jak kilka lat temu wystarczy cienka kurtka bo mróz wyniesie się w inne szerokości geograficzne. Ja póki co cieszę się, że znów wyciągnęłam moje ciepluśkie skarpetki "pandy" i ulubiony sweter. Bezwstydnie często piekę drożdżówkę, bo to najlepsze ciasto na ciemne dni i odsmażam tony naleśników z powidłem śliwkowym. Urokiem późnej jesieni jest też czas nastawiania ciasta na piernik staropolski. Przyznaję się bez bicia, że jak dotąd nastawiałam ciasto last minute (czyt. na początku grudnia). W tym roku mogę się pochwalić, że ciasto nastawiłam 4 listopada i jestem z siebie dumna :)
Na Five o'clock znajdziecie już przepis na ciasto dojrzewające ---> klik . Tym razem postarałam się bardziej. Kupiłam wiejskie jajka,mleko, masło i mąkę, zakupiłam miód cynamonowy od Pasieki Wileńskich ---> klik jednym słowem postawiłam na jakość, a do tego troszkę podrasowałam przepis. Mam nadzieję, że przypadnie Wam on do gustu i zachęci do przygotowania ciasta w domu.


poniedziałek, 6 listopada 2017

Five o'clock po godzinach- Październik



#1 Wingardium leviosa #2 Piernik staropolski, etap 1  #3 Zupa krem z pora i cukinii #4 Ozdobne dynie #5 Coffee time #6 Płonie ognisko #7 Ciasteczka pajączki #8 Zupa krem z dyni # Serwus Listopad # Dynie

poniedziałek, 30 października 2017

Magiczne dyniowe ciasteczka z chocolate chips




Jutro Halloween, wiedzą o tym zarówno Ci bardziej jak i Ci mniej zapaleni do tego święta.  Jedni nałożą kostiumy, twarze ozdobią upiornym makijażem i pójdą w tany rodem z Thrillera. Inni skryją się pod ciepłym kocem z kubkiem herbaty i kawałkiem drożdżówki. Za to my będziemy świętować... ale nie Halloween tylko pierwsze urodziny naszego hasiorka. Nasza Angelina z małej puchatej kulki zmieniła się w dużą puchatą kulkę ;) No może troszkę przesadzam, bo sylwetkę ma sportową, za to jak się pewnie domyślacie futra jej nie brakuje. Powiem więcej, obdzieliłaby nim kilka psich kolegów lub koleżanek. W przeciągu tego roku wyrosła na piękną psinę, z czego chyba zdaje sobie sprawę bo po osiedlu paraduje z dumnie uniesionym ogonem. Czasem myślę, że brakuje jej tylko transparentu: "Patrzcie tu idę JA". Musicie wiedzieć,że ostatnie pół roku pracowałyśmy pod okiem trenerki aby nauczyć Angel samokontroli,posłuszeństwa i współpracy. Świetnie wykonuje różne sztuczki, wzorowo wpatruje się we mnie w trakcie treningu. Żeby jednak nie było zbyt kolorowo potrafi zwędzić ze stołu jabłko, podrzeć na strzępy aktualnie czytaną przeze mnie książkę czy obsiadać domowników w trakcie obiadu niczym sęp.
Przy tym wszystkim rozbrajająco wita się swym haszczym głosem, wlepia te swoje brązowe ślepia i wtula swoją kudłatą łepetynkę. Uwielbia gdy zabieram ją do stadniny, skacze z zachwytu gdy zakładam buty do biegania i jak tu jej nie kochać??? Zżyliśmy się z nią i mamy nadzieję,że tych wspólny rocznic będzie dużo więcej.
A póki co, pozostając w tematyce Halloween zapraszam na magiczne, dyniowe ciasteczka. Zrobicie je w oka mgnieniu, gdy będą się piekły kuchnię wypełni zapach dyni, pomarańczy i czekolady. Ciasteczka po upieczeniu pozostają mięciutkie. Właściwie pieczenie ich ma same plusy :) Zostaje Wam tylko wypowiedzieć magiczne "Wingardium leviosa" i Wasze ciasteczka będą lewitować w powietrzu dokładnie tak jak moje :D :). Jeżeli macie chęć na ciasteczka ale już na pieczenie trochę mniej możecie użyć tradycyjnego hocus-pocus. Przy odrobinie szczęścia i magii upieką się same ;).


czwartek, 26 października 2017

Pajączki- Owsiane ciasteczka z orzechami laskowymi



W październiku las zmienia swoje oblicze. Purpura wrzosów płowieje, spomiędzy wciąż zielonych igieł błyskają czerwone i żółte liście dębu. Te, które zdążyły opaść szeleszczą przy każdym kroku. Łatwiej wypatrzyć brązowe kapelusze podgrzybków ale pojawiają się on coraz rzadziej. Za to można znaleźć opieńki, które gromadzą się w skupiskach przy pniach drzew. Pajęcze sieci pokrywają drobne diamenciki, kropelki rosy. Mgły smętnie krążą w kotlinach i parowach, w oddali słychać żerujące dziki, a w koronach drzew słychać ptasie radio. Las wciąż jest piękny i z przyjemnością go odwiedzam ale sezon grzybobrań można uznać za oficjalnie zamknięty. Pomimo tego z ostatniej wizyty w lesie wróciłam z pełnym koszykiem. Znalazły się w nim oczywiście grzybki, kilka sztuk podgrzybków i brązowych kozaków ale większość miejsca zajęły plastry z pni drzew. Jesienią w lesie zaczyna się wycinka drzew i na wyrębach można znaleźć prawdziwe cuda. Ja znalazłam ich kilka i wszystkie przytargałam do domu, świetnie nadadzą się do kompozycji zdjęciowych.
A teraz słów kilka o pająkach. Muszę tu wyznać, że nie znoszę pająków wręcz wzdragam się gdy jakiegoś widzę. Co innego zrobione własnoręcznie ciasteczka pajączki, sama słodycz. Malutkie, niewinne, usadzone na ciasteczkowych gniazdkach. Przygotujcie je z Waszymi pociechami, gwarantuję mnóstwo zabawy przy dekorowaniu i przyklejaniu oczek. A może przygotujecie je na przyjęcie z okazji Halloween??? Ciasteczka robi się bardzo łatwo, orzechy laskowe dodają im chrupkości, nie wymagają przechowywania w lodówce. Skusicie się???



niedziela, 22 października 2017

Five o'clock wytrawnie- Zupa krem z pora i cukinii



Jeden uśmiech może wiele zdziałać. Przekonałam się o tym kilka dni temu pędząc autem po młodszą latorośl do szkoły. Jak zawsze z lekkim niedoczasem, jak zawsze w pośpiechu, a tu jak na złość przez rondo toczy się rowerzysta. Jako wzorowy, no może prawie wzorowy kierowca ustąpiłam pierwszeństwa. W podzięce starszy pan posłał mi tak rozbrajający uśmiech, że siłą rzeczy sama też się roześmiałam. Opuścił mnie stres związany ze spóźnieniem... no przecież H. poczeka tą chwilkę pod szkołą. Od tego małego wydarzenia zaczęłam bardziej zwracać uwagę na moc uśmiechu. Uśmiech to tajna broń, która potrafi stopić największe lody. Zaczęłam jej częściej używać, a to w kolejce w sklepie, a to u fryzjera, na grzybobraniu w lesie, na spacerze z psem... 
A czy Wy lubicie się uśmiechać??? Czy również używacie tej broni aby rozładować stresy dnia codziennego??? Jeśli nie to koniecznie to zmieńcie :)
Dziś Was zaskoczę, bo zamiast tradycyjnych słodkości mam dla Was wytrawną propozycję. Do tego czynu popchnęła mnie ciekawość oraz pyszna zupa krem, którą przyrządziłam w jeden z deszczowych poranków. Postanowiłam sprawdzić czy poradzę sobie z fotografowaniem wytrawnych obiektów. Efekt możecie ocenić sami :) a co do samej zupki. Połączenie cukinii, pora i białej pietruszki dało pyszny efekt. Zupa jest delikatna, jedwabiście kremowa, idealna nie tylko na jesienny obiad. Zapraszam na pierwszą odsłonę Five o'clock w wytrawnej wersji.


środa, 11 października 2017

Inspiracje na Halloween. Dyniowo-marchewkowe muffinki z cynamonowym kremem




Stuk-stuk, chlap-chlap szurają czarne kalosze. Do jednego przykleił się czerwony liść klonu. Październik, czasem czas złotej jesieni a póki co czas szarugi i deszczu. Właściwie to funkcjonuję w tych warunkach bez zarzutu. Nie jestem senna, nie mam jesiennej depresji z powodu braku światła. Jedynie żal mi, że Arabella stoi odłogiem. Niestety warunki pogodowe nie sprzyjają wypadom do stadniny. Oczywiście w przerwach między opadami zajrzałam tam kilka razy i trochę przewietrzyłyśmy kopytka ale to zdecydowanie za mało jak dla osoby tak spragnionej aktywności jak ja :). Dlatego gdy pada staram się dużo fotografować, piec, jeździć na grzyby, generalnie lubię gdy coś się dzieje. Nie ma miejsca w moim życiu na marnotrawienie czasu. No chyba, że jest zamierzone ;). Na przykład w niedzielę, gdy poranek przyjemnie wydłuża się do popołudnia, a kołdra i książka stają się najlepszymi towarzyszami.
Jesień jest, była i będzie, nie ma co zbyt na nią narzekać, ot trzeba przyjąć jej istnienie i przejść z tym do porządku dziennego. Ja lubię czas szurania kaloszami po kałużach, liście wirujące podrywach wiatru, brązowe kapelusze grzybów, pękate pomarańczowe dynie. Jesień jest piękna!!!
Dni nieubłaganie pędzą i na blogowych łamach zaczynają się pojawiać przysmaki na Halloween. Ja mam dla Was przepis na wprost nieprzyzwoicie smaczne muffinki. Połączenie dyni, marchewki i pomarańczy dało cudny pomarańczowy kolor i fenomenalny smak. Krem cynamonowy to przysłowiowa kropka nad i. Do dekoracji wykorzystałam dodatki, w które zaopatruje mnie nieoceniona Dotka ( dziękuję kochana). Czy namówiłam Was na upieczenie muffinek???