Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śliwki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śliwki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 listopada 2018

Baby dutch, pieczony naleśnik z jabłkiem i śliwką



Menu śniadaniowe w moim domu zmienia się wraz z porami roku. Jesienią śniadania nabierają rumieńców. Pieczona owsianka, pudding z malinami i czekoladą, baby dutch to prawdziwie jesienny comfort food. Gdy poranki wstają chłodne i ponure, nic tak nie wpływa na dobry nastrój z rana, jak ciepło rozgrzanego piekarnika i wydobywające się z niego zapachy.
Przypominają mi się czasy, gdy byłam małym dzieckiem. Listopadowe wiatry i ulewy hulały za oknem, szarpiąc bezlitośnie gałęziami jabłonki. Porywały dymy z kominów i robiły bałagan na podwórku. Za to u babci w kuchni było przytulnie i ciepło. Nagrzany piec kaflowy wabił i kusił, aby przysiąść przy nim na chwileczkę. W imbryku czekała zaparzona herbata, a w całym domu pachniało drożdżowym ze śliwkami. Taki chwile zapadają głęboko w mojej pamięci. Na tyle głęboko, że gdy nagrzewam mój własny substytut pieca kaflowego, a w kuchni unoszą się boskie aromaty, czuję się znów jak dziecko, przy tym piecu kaflowym,ze szklanicą herbaty z cytryną i słusznej wielkości kawałkiem drożdżówki.
Baby dutch podbił internet i serca blogerek kulinarnych. Prosty, łatwy w przygotowaniu i bardzo fotogeniczny. Zaciekawił mnie na tyle, że ja również postanowiłam go przygotować.
Postawiłam na prostotę, dodałam do niego jesienne owoce: jabłka i śliwki. Do tego odrobina cukru pudru na wierzchu i voila, przepis na pyszne, jesienne śniadanie gotowy.



środa, 3 października 2018

Ciasto drożdżowe mojej babci, z węgierkami i kruszonką



Październik. Jesień w pełni. Nie narzekam na ciężkie ołowiane niebo, na deszcz zacinający w szyby, na chłód wdzierający się w poły kurtki. Z namaszczeniem parzę kolejne herbaty, z szafy wyjęłam kudłaty koc. W domu pachnie suszonymi grzybami i zupą dyniową z korzennymi przyprawami. Pomyślałam o babci, o tym, że jesienią wypiekała szarlotki i drożdżowe z węgierkami. Westchnęłam do tych wspomnień i postanowiłam też coś upiec. Uwielbiam drożdżówkę, tylko czemu tak rzadko ją robię? Bo nie umiem dobrze wyrobić ciasta, bo za dużo roboty z rozczynianiem, bo jestem leniwa...
Pochmurny poniedziałek zmienił jednak moje nastawienie. Postanowiłam zrobić drożdżówkę, powiem więcej, postanowiłam ją zrobić jak należy. Najczęściej używam w domu drożdży suszonych, bo łatwiej, bo szybciej. Zdecydowałam jednak wziąć byka za rogi, a raczej drożdże ;)
Zrobiłam rozczyn i czekałam czy zadziała. Zadziałał, a ja cieszyłam się jak dziecko. Ubiłam na puch żółtka, jedynie wyrabianie zostawiłam mikserowi planetarnemu. Wybacz babciu, nie mam tyle zaufania do moich dłoni. Gdy ciasto wyrastało przygotowałam kruszonkę, pokroiłam węgierki.
Czy trud się opłacił??? Chyba nie muszę pisać. To było najlepsze drożdżowe jakie kiedykolwiek zrobiłam. Mięciutkie, wilgotne, z cudownymi śliwkami. Może przysłużyło się temu wspomnienie, a może ten pochmurny poniedziałek??? Właściwie to nieważne, bo wieczorem z drożdżówki zostało już tylko wspomnienie. Dziś przygotuję kolejną.... tylko ciii, to niespodzianka dla mojego M.



czwartek, 27 kwietnia 2017

Mazurek z nutką cytryny, suszoną śliwką i kremem z białej czekolady



Angel, nasz nowy domownik jest psem nie byle jakim. Piękna, z kształtną głową, mądrym spojrzeniem... po prostu haszczy ideał. Ma tez piękny zgryz, przez fachowców zwany nożycowym. A co kogo obchodzi psi zgryz zapytacie??? Otóż może on mieć duże znaczenie. Na ten przykład nasza Rudziszonowa przyszła na ten świat z wadą zgryzu, a dokładniej z tyłozgryzem. Co to jest ten tyłozgryz??? Otóż Nuczysławy dolna szczęka była nieco krótsza od górnej, jeżeli wylegiwała się na grzbiecie można było podziwiać część uzębienia z górnej szczęki. A jeśli chodzi o praktykę to wykazywała wszelkie cechy "dziurawej brody". Gdy piła wodę, to woda była naokoło miski, lubiła również wyciec jej z pyska. Wiadome było, że każda wizyta przy misce z wodą kończyła się wycieraniem podłogi. Było to na swój sposób urocze, był to taki jej znak rozpoznawczy :)
Okazało się jednak, że wcale nie trzeba wady zgryzu aby pić w dokładnie taki sam sposób. Gdy Angel staje przy misce z wodą odnoszę wrażenie, że też cierpi na syndrom "dziurawej brody". Za każdym razem woda tworzy obok miski kałużę. Tym razem winowajcą jest nie zgryz a psia maniera. Gdy Angel trafiła do naszego domu podśmiewaliśmy się, że teraz skończy się wycieranie kuchennej podłogi. Nic bardziej mylnego, podłogę jak wycierałam tak wycieram. Cóż, taki los.
Dziś mam dla Was ostatni już przepis z serii tych świątecznych. Mogłabym oczywiście czekać do przyszłego roku ale ten mazurek był tak pyszny, że po prostu nie mógł czekać do następnych świąt.
Cytrynowy kruchy spód, warstwa suszonych śliwek i krem z białej czekolady tworzą tak cudowny poemat, że ciężko zatrzymać się na jednym kawałku.
Gorąco polecam te przepis na kolejne święta, oprócz genialnego smaku mazurek cieszy też oko. Namówiłam Was???


sobota, 18 lutego 2017

Proste ciasto ze śliwkami i orzechami laskowymi




Sobotni poranek wstał z mglistych szarości, przy akompaniamencie wilgotnej mżawki i przytłumionego światła. Mgła spowiła dachu budynków rozmywając kształty, między blokami przemknęła niezbyt wyraźna sylwetka osiedlowej sprzątaczki.Dostawca pieczywa pręży się przy skrzynkach z pachnącym świeżutkim chlebem i rumianymi bułeczkami. Tu i ówdzie błyśnie samochodowy reflektor, z oddali słychać dźwięk klaksonu, miasto leniwie przeciąga się i budzi ze snu.
Pachruść nabywa wciąż nowe umiejętności, od kilku dni przychodzi wczesnym rankiem do sypialni, liże moje stopy i dłonie dając jasno do zrozumienia,że oczekuje na spacer i śniadanie. Moje dnie zaczynają się dzięki temu dość wcześnie. Plusem tego jest możliwość obserwowania budzącego się osiedla,minusem... oczywiście chroniczne niewyspanie.
Wczorajsze słoneczne przedpołudnie płynnie przeszło w dość pochmurne popołudnie oraz deszczowy wieczór. Deszcz mżył całą noc tworząc na chodnikach strumyki, które zmywały z nich zimowy brud.
Ja dziś również jestem lekko zamglona i ospała. Po szybkich zakupach i ogarnięciu czterech kątów zaszyłam się w sypialni pod ciepłą flanelową kołdrą. Towarzyszy mi Stefek, który tak mocno śpi,że nie ma pojęcia o bożym świecie.
Rosół pyrka sobie na kuchence, zaraz ukręcę szybkie ciasto i tak w przyjemnym lenistwie upłynie mi ten sobotni dzień. Poczekam tu sobie na słońce i łaskawszą pogodę.
W powietrzu czuć już zmiany, działa to na mnie energizująco, mam już za sobą pierwszą w tym roku przebieżkę, wróciłam na zajęcia do szkoły językowej. Lubię, gdy coś zaczyna się dziać.
Dziś mam dla Was ciasto, najprostsze na świcie ucierane ciasto z orzechami laskowymi i śliwkami. Koniecznie wypróbujcie przepis, najlepiej dziś do popołudniowej kawy albo jutro do herbaty :)


środa, 7 września 2016

Półfrancuskie ciasteczka ze śliwkami






Wrzesień, wrzosem zakwitł las, jesień, melancholii czas... Karty kalendarza zmieniły się, a wraz z nimi zmieniła się aura. Co prawda słońce przypieka jeszcze nosy i policzki ale to już nie to słońce, które opalało nas na wakacjach. Wieczory stały się mgliste, tajemnicze, a noce ciepłe, zwiastujące obfity sezon na grzyby. Ja już zainaugurowałam sezon na grzybobranie, gdy tylko usłyszałam, że pojawiły się w okolicznych lasach, zapakowałam młodzież w auto i pojechaliśmy na spacer do lasu. Las stał się piękny, wciąż jeszcze soczyście zielony, upstrzony tu i ówdzie żółcieniami i pomarańczami. Na jego gęstych dywanach błyskają wciąż jeszcze fioletowe jagódki, purpurowe wrzosy ,a w leśnym mchu skrywają swoje kapelusze podgrzybki. W trakcie tego spaceru zapełniliśmy koszyk skarbami lasu, spotkaliśmy tez pokaźnych rozmiarów zaskrońca i wróciliśmy do domu naładowani pozytywną energią. Jeszcze tego dnia w domu zapachniało sosem grzybowym,mmm pychotka. Dwa dni później znów wróciłam do lasu, w asyście mojej siostry. Było bardzo wcześnie, poranek wstał mglisty i ciepły, w lesie panowała niczym nie zmącona cisza. Tym razem znów mi się poszczęściło i wróciłam do domu z koszem pełnym grzybów oraz pięknym bukietem z wrzosów. Pierwsze zapasy suszonych grzybów zapełniły słoje i poczekają na sezon świąteczny aby dodać smaku potrawom.
Wraz z nadejściem  jesieni nachodzą mnie smaki na wypieki, które pachną kojąco. Zapraszam was na ciasteczka półfrancuskie ze śliwkami, tak zwane hand pies. Idealne aby wziąć w jedną łapkę a w drugiej trzymać kubek cappuccino lub herbaty z sokiem malinowym. Ciasteczka smakują bajecznie jeśli podasz je na ciepło ale na zimno też niczego im nie brakuje. Kiedy poczujecie,że to już czas, że jesień przekroczyła nasze progi, sięgnijcie po ten przepis,a gwarantuję, że się nie zawiedziecie.






piątek, 12 sierpnia 2016

Kruche z pianką i śliwkami, przysmak późnego lata




Gdy w warzywniaku pojawiają się śliwki to znak, że małymi kroczkami zbliża się jesień. Dziś na własnej skórze odczułam jej oddech. Pochmurzyło się, ochłodziło, na spacerze z Rudziszonem znalazłam w trawie pierwsze żołędzie i upstrzone żółcią liście. Ciepła bluza i legginsy idealnie wpasowały się w dzisiejszy outfit. Mocne porywy wiatru wywiały resztki ciepła ze wszystkich zakamarków pozostawiając po sobie przejmujący chłód. W taki dzień jak dziś człowiek marzy o ciepłym, przytulnym kocu, kubku gorącej herbaty, czy rozgrzewającej zupie. Niebo jest ciężkie od chmur i to tylko kwestia czasu, kiedy zacznie padać. W planach popołudniowych mam słodkie lenistwo. Zasłużyłam na taki dzień,ponieważ ostatnie dwa dni były aktywne. Przedwczoraj pojechałam w teren, pełna obaw, czy tym razem znów galop okaże się dla mnie pechowy. Zaczęło się bardzo niefortunnie, gdyż mój rumak stojąc na uwiązie zerwał ogłowie. Na szczęście pożyczyłyśmy inne od Satynki i teren doszedł do skutku. W polach było pięknie, żniwa w pełni, kilka strachów i spłoszeń ale finalnie wróciłam do stajni w jednym kawałku. Dzięki temu jaśniej patrzę w przyszłość.
Wczoraj za to koleżanka wyciągnęła mnie na przebieżkę do lasu. Zrobiłyśmy 6 km w towarzystwie Rudziszona, dotarłyśmy do domu przed deszczem, który zwiastowały ciemne chmury na horyzoncie. Mam plan startować  biegu na 5 km, to będzie takie małe zakończenie sezonu i szansa na kolejny medal do kolekcji.
Dziś mam dla was ciasto, co prawda w mojej zamrażarce też czeka deser, dziś jednak wam oszczędzę chłodnych inspiracji. Gdy ostatnio zrobiłam Kruche z pianką i czerwoną porzeczką wiedziałam, że muszę zrobić je raz jeszcze ale w wersji ze śliwkami. Ciasto wyszło przepyszne, kruchy spód, aksamitna pianka i soczyste, lekko kwaskowe śliwki. Ideał na dzisiejszy dzień i na zakończenie lata. A czy wy czujecie już schyłek lata??? Czy macie już w głowie słodkie, jesienne menu???






środa, 21 października 2015

Śliwkowy bałagan z Eton




Jesień,melancholii czas... dosłownie. Sama nie wiem co sądzić o tegorocznej jesieni. Jednego dnia pogoda jest piękna, drzewa mienią się wszystkimi odcieniami czerwieni,by już na drugi dzień chmury zasnuły niebo a wiatr wściekle targał włosy i rozwiewał poły kurtki. Wspominam poniedziałkową piękną pogodę i teren w całkiem nowej stajni,galop po leśnych ścieżkach, gałązki smagające policzki,było pięknie i ekscytująco. Jeśli ktoś z was próbował jazdy konnej nie tylko na ujeżdżalni na pewno wie co mam na myśli. To niesamowite uczucie galopować w otwartej przestrzeni,czuć jak koń dudni kopytami o ziemię i mieć wrażenie,że zaraz oderwiemy się oboje od jej powierzchni i pofruniemy hen daleko :). Wtorek przywitał nas za to ciężkim niebem i miałam wrażenie,że mogę ściągać chmury grabiami.Odwiedziłam Arabellę wykonując jazdę figurową w błocie na padoku. Nawet potruchtałyśmy wspólnie żeby przewietrzyć kopytka ale jazda zakończyła się w strugach deszczu. Za to dziś pomimo chmur zwiastujących opady zapakowałyśmy się w auto w składzie ja, moja siostra i Rudziszon i pojechałyśmy na grzyby. Las przywitał nas chłodem i pięknymi kolorami. Dywany wrzosów, soczyście zielony mech i żółte liście układające się w piękne kobierce. Rudziszonowa miała raj,wybiegała swe haszcze łapki, na koniec grzybobrania poganiała nas do samochodu (aktualnie śpi jak suseł) Grzybobranie udało się wyśmienicie, tradycyjna pizza z grzybami została już tylko wspomnieniem a ja postanowiłam nadrobić zaległości blogowe.
Opowiem wam o śliwkach,które postanowiły narobić bałaganu w Eton :) Eton mess znamy chyba wszyscy,angielski deser,który ujmuje prostotą ale i smakiem. Ja postanowiłam wam zaprezentować jesienne wydanie tego deseru. Śliwki duszone z cynamonem komponują się z bezami i bitą śmietaną tworząc jesienną poezję. Na zrobienie tego deseru poświęcicie nie więcej niż kwadrans a efekt może śmiało konkurować z tradycyjnym Eton mess.




środa, 23 września 2015

Jesienne trio-karmel, śliwki i cynamon




Lubię dni takie jak dzisiejszy,dni które rozpoczynają się niespiesznie,dni z zasnutymi mgłą porankami,dni ze słońcem nieśmiało wznoszącym się ponad horyzont. Powietrze jest nasycone wilgocią, mgła leniwie ustępuje miejsca jesiennemu słońcu. Jesień oficjalnie zagościła w naszych progach i muszę przyznać,że zrobiła imponujące preludium. Po ogarnięciu spraw doczesnych skierowałam się do stadniny, ponieważ wczoraj zaplanowałyśmy w stajni teren. Pogoda można by rzec bajeczna, koniki dość chętnie poddały się zabiegom czesania niespiesznie przeżuwając siano i zerkając czy czasem nie zabłąkała się w mojej dłoni jakaś kostka cukru. Jazda w szczerym polu to coś co mogę wam polecić z całego serca. Nic tak nie pogłębia więzi człowieka z koniem jak jazda w warunkach innych niż ujeżdżalnia. Wiatr rozwiewał włosy i końskie ogony,szumiał w koronach drzew, i podrywał pola kukurydzy tak,że wyglądały jak wzburzone morze. Nasza droga wiodła przez sandomierskie sady i pola, miło było mijać pracujących w polu rolników,wymieniać pozdrowienia.
Dotleniłam się, rozprostowałam kości,nacieszyłam oczy i naładowałam akumulatory na cały dzień.
Dzisiejszy dzień nie był wybitnie gorący ale ciepły i taki,że chciało się go wykorzystać jak najlepiej. Wieczorem czekało na mnie bardzo miłe spotkanie w lokalnej knajpce. Księżyc puszczał do nas oko z wysokości, chłonęliśmy wieczór na patio z lokalnymi przekąskami w wybornym towarzystwie.
W dni takie jak ten zrobię wszystko aby obiad i deser dały się przygotować błyskawicznie. Dzisiejszy deser również pachnie i smakuje tak jesienią powinny smakować desery. Jesienne parfait z warstwą herbatników, karmelowego budyniu, śliwek duszony z cynamonem przykrytych czapą bitej śmietany. Całość smakuje lekko i gwarantuję,że pieści kubki smakowe. Na przygotowanie tego deseru nie poświęcisz więcej niż kwadrans,czy to nie wystarczająca rekomendacja???




niedziela, 2 sierpnia 2015

Jesienna nostalgia- sernik ze śliwkami na gryczanym spodzie





Prawie niezauważalnie, niczym mgnienie powieki poczułam w powietrzu pierwsze nuty jesieni. Nie wiem czy to tylko zapach powietrza pomieszany z zapachem pierwszych jabłek i śliwek, czy też przejmujący chłód kilku ostatnich nocy. Faktem jest jednak,że mój wyczulony na zapachy nos uchwycił te pierwsze nuty,zalewając mój mózg falą jesiennych wspomnień. Dla mnie to zapach dymu wolno snującego się nad polami i łąkami, zapach jabłek, grzanego cydru, wilgoci wieczornego powietrza, rześkich poranków, kociołka wolno pyrkającego na ognisku. Mogłabym wymieniać bez końca. Spadło to na mnie niespodziewanie i pomimo mojego sentymentu do uroków jesiennych dni poczułam nostalgię. Dopiero co lato rozgościło się w naszych szerokościach geograficznych a już wkrótce przyjdzie nam się z nim pożegnać.Nawet ostatnie kilka dni potwierdziło,że zbliżamy się do schyłku lata. chłodne wieczory i mało upalne dni mówią same za siebie.
Wynikiem tej mojej małej nostalgii jest sernik, ze śliwkami na gryczanym spodzie. Smakuje nadzwyczaj dobrze, czuć w nim schyłek lata i pierwsze nuty jesieni. Chciałoby się rzec, sernik doprawiony nostalgią. Idealna para do szklanki gorącej herbaty. Wybaczcie,idę po kawałek :)