Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kruche ciasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kruche ciasto. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 kwietnia 2018

Mazurek z kokosowym kremem jaglanym



Słońce do nas wróciło a wraz z nim wiosna, która eksplodowała zielenią . Na okolicznych drzewach i krzewach pojawiły się pączki, zakwitła bieluśka tarnina, forsycja pokryła się żółciutkimi kwiatkami. W ciągu dwóch dni porzuciłam kurtkę dla letniej sukienki :). Żyć nie umierać. Wiosna zassała mnie w swoje wnętrzności porzuciłam laptopa dla roweru, przebieżek, spacerów, stadniny. Ostatni tydzień obfitował w aktywności na świeżym powietrzy. Znalazłam czas na rundkę dookoła jeziora na szklaneczkę piwa w oldschool'owej Kuflandii, na odkrywanie leśnych zakamarków z młodzieżówką, na uruchomienie Arabelli. Oczywiście znam nasze realia pogodowe i wiedziałam, że to za wcześnie na lato, w końcu dopiero kwiecień. Toteż nie zdziwiłam się gdy poniedziałek wstał niewyraźny i pochmurny. Dzięki temu nadrabiam sieciowe zaległości i spokojnie czekam na powrót słońca. 
Przygotowuję się również na ważny event, który czeka mnie w najbliższy piątek. Po raz pierwszy przygotowuję słodkości dla szerszej publiki. Od tygodnia testuję przepisy aby menu słodkiego stołu było oryginalne i pyszne. Trzymajcie za mnie kciuki :)
Wracając do pogody, po południu zaplanowałam wyjazd do stajni, chmury mi nie straszne i tylko ulewny deszcz może zmienić moje plany.
A co mam dziś dla Was kochani? A mazurka... nie,nie zwariowałam. Wiem, że po świętach wielkanocnych zostało tylko wspomnienie. Możecie jednak śmiało zamiast mazurka zrobić tartę z kokosowym kremem jaglanym. Ciasto smakuje bosko, najlepsze jest na dzień po przyrządzeniu. To ideał dla fanów kokosów i rafaello. Koniecznie wypróbujcie ten przepis.




piątek, 9 lutego 2018

Banoffee pie z bezą włoską




Na osiedlu zawrzało. Panowie ze służb porządkowych przycięli okoliczne drzewa i krzewy, panie sprzątaczki uruchomiły miotły i grabie, Zrobiło się jakby wiosennie, bo i temperatura kilka stopni powyżej zera, i słońce pokazało w końcu swoje oblicze. Człowiek stał się bardziej energiczny i przestał snuć się po mieszkaniu jak zbłąkana dusza. Aż do przedwczoraj, kiedy to sytuacja diametralnie się zmieniła. Poranny mróz zwiastował piękny słoneczny dzień. Słońce wynurzyło się znad dachów ale szybko zmieniło zdanie i skryło się pod płaszczem z chmur. Z minuty na minutę robiło się coraz ciemniej i nagle zaczął się spektakl. Najpierw pojedyncze, a później coraz liczniejsze płatki śniegu zawirowały w dzikim tańcu przykrywając czarne połacie chodników. Po godzinie biały puch szczelnie okrywał dachy, drzewa i samochody. Po dwóch godzinach gdy wyszłam na spacer z Angeliną śnieg skrzypiał mi pod butami i czułam się jak w prawdziwej zimowej krainie. Luty pokazał swoje prawdziwe oblicze... ale nie długo bo wczoraj słupek rtęci oscylował w okolicy +2 stopni i większość śniegu spłynęła do studzienek kanalizacyjnych. Ot, takie uroki lutego. 
Chwilowo zmieniłam aktywności z biegów na świeżym powietrzu na bieg na bieżni. Nie chcę kusić moich super talentów do wpadania w poślizg, przewracania się na prostej drodze i łapania kontuzji :)
Za to talenty kulinarne w pełnym rozkwicie. Zamarzył mi się banoffee pie ale nie taki zwykły tylko nieco stuningowany. Zamiast bitej śmietany postanowiłam otulić banany bezą włoską.
Banoffee należy w mojej skali do kategorii "najbardziej słodkich", kawałek, no góra dwa i i jestem zasłodzona na zapas. Jednak możecie mi wierzyć, że beza włoska ma w sobie coś bardzo uzależniającego, że ciężko powstrzymać się od dokładki. Szczerze mówiąc mogłaby zrezygnować ze sporej ilości karmelu na spodzie tarty na rzecz większej bezowej czapy :p.
Jeśli posiadacie opalarkę gastronomiczną koniecznie opalcie wierzch bezy, podkręca to smak całości. Bardzo prawdopodobne, że po szaleństwie Tłustoczwartkowym macie dość słodkości. Moja rada: dziś przygotujcie spód do tarty, a napełnicie go jutro bądź w niedzielę, kiedy Wasze kubki smakowe poczują znowu zew słodyczy :D.
Miłego weekendu moi drodzy, zostawiam Was z przepisem na pyszną tartę banoffee. Dylemat czy piec dziś czy jutro pozostawiam Wam :D ;)


piątek, 3 lutego 2017

Powrót do klasyki- Pleśniak z orzechową bezą


Mglista noc przyniosła nam dziś szary, mokry posępny poranek. Osiedlowe chodniki świecą perfekcyjną szklanką, tu i ówdzie są upstrzone piaskiem, który prawdopodobnie miał spełniać funkcję bezpieczeństwa. Miał, bo widziałam już kilka spektakularnych piruetów wykonanych przez mieszkańców mojego osiedla, sama też dałam kilka długich ślizgów podczas spaceru z pachruściem. No, ale czemuż się dziwić jak się zakłada na taką pogodę obuwie sportowe. Tu biję pokłon mojemu lenistwu, które szeptem podpowiadało, że te sportowe na spacer będą lepsze, bo tamte zimowe to trzeba strasznie długo sznurować, Posłuchałam więc i poszłam na sportowo, na szczęście upadku nie było i powiem więcej, na następny spacer też ubieram sportowe. Możecie wierzyć lub nie ale jak się zrobi takich spacerów około 8-9 w ciągu dnia to dobór obuwia dyktowany jest przez wygodę. Między innymi dlatego czekam z utęsknieniem na wiosnę, bo wreszcie wyjście na spacer nie będzie się wiązało z ubieranie kurtki,czapki i całego zimowego przyodziewku. 
Ja swój szary piątek zaczęłam nadzwyczaj energicznie, jest południe a ja już wysprzątałam wszystkie kąty mojego mieszkanka, dwa prania zakończyły już swój cykl, zmywarka tez już ciągnie drugą turę i zaraz zabieram się równie energicznie za obiad. Skąd u mnie tyle energii??? Ano z musu. Ten weekend upłynie nam pod znakiem tańca. Najmłodsza latorośl począwszy od dziś do niedzieli włącznie tańczy na przedstawieniu w naszym domu kultury. Jest to wydarzenie cykliczne i o sporej skali jak na nasze miasto, czeka nas więc weekend spędzony poza domem. Latorośl podekscytowana, bo tańczą nareszcie "dorosły" jazzowy układ, a nie tam jakieś skakanki i hulanki. Strój już przygotowany, baletki również, czekamy więc na dzisiejszy wieczór z niecierpliwością.
A dla Was mam przepis na ciasto. Pleśniak, choć sama nazwa powoduje u mnie nieprzyjemne dreszcze jest jednym z moich ulubionych ciast. Jest to jedno z ciast z mojego dzieciństwa, babcia robiła je w domu bardzo często. Choć w dzisiejszych,nowoczesnych czasach ten przepis może wydawać się nieco obciachowy ja wciąż chętnie do niego wracam. Staram się jednak nie robić tego zbyt często, zjadam zdecydowanie więcej niż powinnam. Beza w moim pleśniaku jest wzbogacona orzechami włoskimi, co moim zdaniem przyjemnie podkręca jego smak. Przepis dorzucam do zakładki 'Powrót do klasyki' bo ciasto to jest znane i lubiane przez nasze mamy, babcie i przez nas.



piątek, 12 sierpnia 2016

Kruche z pianką i śliwkami, przysmak późnego lata




Gdy w warzywniaku pojawiają się śliwki to znak, że małymi kroczkami zbliża się jesień. Dziś na własnej skórze odczułam jej oddech. Pochmurzyło się, ochłodziło, na spacerze z Rudziszonem znalazłam w trawie pierwsze żołędzie i upstrzone żółcią liście. Ciepła bluza i legginsy idealnie wpasowały się w dzisiejszy outfit. Mocne porywy wiatru wywiały resztki ciepła ze wszystkich zakamarków pozostawiając po sobie przejmujący chłód. W taki dzień jak dziś człowiek marzy o ciepłym, przytulnym kocu, kubku gorącej herbaty, czy rozgrzewającej zupie. Niebo jest ciężkie od chmur i to tylko kwestia czasu, kiedy zacznie padać. W planach popołudniowych mam słodkie lenistwo. Zasłużyłam na taki dzień,ponieważ ostatnie dwa dni były aktywne. Przedwczoraj pojechałam w teren, pełna obaw, czy tym razem znów galop okaże się dla mnie pechowy. Zaczęło się bardzo niefortunnie, gdyż mój rumak stojąc na uwiązie zerwał ogłowie. Na szczęście pożyczyłyśmy inne od Satynki i teren doszedł do skutku. W polach było pięknie, żniwa w pełni, kilka strachów i spłoszeń ale finalnie wróciłam do stajni w jednym kawałku. Dzięki temu jaśniej patrzę w przyszłość.
Wczoraj za to koleżanka wyciągnęła mnie na przebieżkę do lasu. Zrobiłyśmy 6 km w towarzystwie Rudziszona, dotarłyśmy do domu przed deszczem, który zwiastowały ciemne chmury na horyzoncie. Mam plan startować  biegu na 5 km, to będzie takie małe zakończenie sezonu i szansa na kolejny medal do kolekcji.
Dziś mam dla was ciasto, co prawda w mojej zamrażarce też czeka deser, dziś jednak wam oszczędzę chłodnych inspiracji. Gdy ostatnio zrobiłam Kruche z pianką i czerwoną porzeczką wiedziałam, że muszę zrobić je raz jeszcze ale w wersji ze śliwkami. Ciasto wyszło przepyszne, kruchy spód, aksamitna pianka i soczyste, lekko kwaskowe śliwki. Ideał na dzisiejszy dzień i na zakończenie lata. A czy wy czujecie już schyłek lata??? Czy macie już w głowie słodkie, jesienne menu???






poniedziałek, 25 lipca 2016

Kruche z pianką i czerwoną porzeczką




W mojej kuchni wzrosła temperatura i powodem nie jest wcale powrót upałów. Wystarczyła jedna niewinna wyprawa na targ po malinki na nalewkę. Rzadko chodzę na targ, drażnią mnie tłumy i hałas, które są nieodłącznymi jego atutami. W ostatnią środę poświęciłam się, nastawiłam budzik i z samego rana pognałam po rzeczone maliny. A na targu dostałam oczopląsu, tyle warzyw i owoców, tyle kolorów... wróciłam do domu z kilkoma siatami. I tak powstały maliny w syropie do zimowej herbatki, dżem z czerwonej porzeczki, w słoju warzy się już nalewka. Moja kuchnia nabrała nowego wyrazu, stała się pełniejsza i przytulniejsza. Ostatnimi laty nie przykładałam się do domowych przetworów i miło było przypomnieć sobie jak kojąco potrafi działać pyrkająca w garnku konfitura.
Porzeczek kupiłam na tyle, że postanowiłam zrobić też ciasto. W ostatniego Sylwestra miałam okazję próbować kruchego ciasta z pianką i malinami. Przywiozła je koleżanka, ciężko było zatrzymać się na jednym kawałku. Postanowiłam zrobić takie samo ale jakoś tak zleciało... aż tu wpadły w me ręce czerwone porzeczki i aż prosiły żeby znaleźć się w takim cieście. Ciasto wyszło fenomenalne, zjadłam zdecydowanie za dużo ale to powinno jeszcze bardziej zachęcić was do jego zrobienia. Jako dziecko nie lubiłam czerwonej porzeczki, bo babcia zawsze mi zlecała obrywanie ich z krzaczka. Jak wiecie jest to dość żmudne zajęcie, tym bardziej że już na tym etapie obrywałam zielone gałązki. Nie powiem,że z jakąś wielką przyjemnością obrywałam je też do ciasta ale czas jaki na to poświęciłam wynagrodził mi smak ciasta. Porzeczki idealnie współgrają z budyniowa pianką i kruchym ciastem, to must try tego sezonu. Zapraszam na kawałeczek.