Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 listopada 2018

Dzień dobry- Pudding z croissantów, z malinami i czekoladą




Pierwszy mróz grubą kreską zaznaczył, że czas na zimę. Z rozmachem pomalował na biało trawnik, okoliczne krzewy i drzewa. Widok całkiem przyjemny, gdy się go obserwuje zza szyby, pozostając w objęciach ciepłej kołdry. Pomyślałam, że kiedyś musiał przyjść i powróciłam porannego wylegiwania się. Nie na długo, bo chwilę później zadzwoniła mama ze skandaliczną informacją: Termometr pokazał u niej -10 stopni. Koniec świata, klęska żywiołowa.... mama zawsze bardzo przeżywa pierwszy mróz ;). Uspokoiłam ją stwierdzeniem, że taka jest kolej rzeczy, że po jesieni przychodzi zima, a także, że jej biadolenie niewiele w tej sytuacji zmieni. Przestała.
Pomyślałam, że skoro chłód, skoro zima, to na śniadanie zrobię sobie coś ekstra. Wierzcie mi, gorący pudding i kawa to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Tym razem mój wybór padł na pudding z croissantów. Jeżeli chodzi o dodatki, wybrałam klasyk: maliny+czekolada. Szybko zamieszałam składniki, bez większej dbałości ułożyłam dodatki w naczyniu do zapiekania. Po 20 minutach wyjęłam z piekarnika swoje śniadanie, które pachniało tak, że moje ślinianki zaczęły natychmiastową nadprodukcję. Zaparzyłam kawę o wdzięcznej nazwie "O północy w Paryżu" i zajęłam się puddingiem. Polecam Wam takie śniadanie, jako alternatywę dla owsianki, czy jajecznicy. Gdy na zewnątrz jest zimno, ciepły posiłek rozgrzeje i dobrze wpłynie na nasze samopoczucie. Jak widzicie, same plusy. A mróz niech robi co swoje... mnie on niestraszny.



piątek, 21 września 2018

Tort piernikowy przełożony kremem malinowo-różanym



Są dni, kiedy jedyne o czym marzę to schować się pod ciepłą kołdrą i zasnąć mocnym snem jak niedźwiedź na zimę. Przespać niepogodę, natłok obowiązków, ciągły pęd, stresy... Są dni, gdy ciepła kołdra i możliwość skrycia się w jej ciepłych objęciach to luksus. Pakowanie walizek, lot, praca na najwyższych obrotach, pakowanie walizek lot, chwila odpoczynku. Które lotnisko dzisiaj??? Który pociąg??? Nowe miejsca, nowi ludzie, nowe projekty. Moje życie w jednym momencie zostało naszpikowane tysiącem nowych elementów, z dnia na dzień zostałam rzucona w ten wir ze słowami: "Anka, przeszłaś z nami chrzest bojowy, poradzisz sobie".
No i radzę sobie... okazało się, że huragan nie taki straszny, chaos da się ogarnąć, a życie na walizkach też może dawać dużo satysfakcji.
Piszę te słowa, wrzucając do walizki kosmetyczkę i ubrania. Dziś lecę ponownie, łapać to co przynosi mi życie, czerpać i uczyć się nowych rzeczy. A gdy przyjdzie czas zanurzę się ponownie w ciepłych, bezpiecznych objęciach kołderki... nie na całą zimę ale przynajmniej na te 6 godzin ;)
Kochani, pamiętam jednak o Was, choć tak rzadko tu zaglądam. Zostawiam Was na ten łikend z przepisem na piernikowy tort nadziany kremem malinowo-różanym. To moja druga propozycja w trwającym jeszcze przez 3 dni konkursie #apetytnakopernika. Jeśli jeszcze nie zgłosiliście swoich przepisów to czym prędzej zmieńcie ten stan rzeczy.  Konkurs trwa jeszcze przez 3 dni.
W ubiegłym roku mój przepis na Torcik z kremem jaglanym i karmelizowaną gruszką zdobył pierwsze miejsce w tym konkursie. W tej edycji blogerki wysoko podniosły poprzeczkę, jury będzie miało twardy orzech do zgryzienia.
Zanim jednak jury wyda werdykt zapraszam Was na kawałek piernikowego tortu, smacznego :) :p






czwartek, 12 lipca 2018

Piętrowy tort z malinami i kremem z białej czekolady i mięty



Maj zamiast pełni wiosny zaserwował nam pełnię lata. Dni były gorące, pełne słońca,a słupek rtęci rzadko spadał poniżej 25 stopni. Na targu w tempie błyskawicznym pojawiły się maliny, wiśnie i inne typowe dla dojrzałego lata produkty. Co rusz ktoś narzekał, że za gorąco, że pogoda oszalała, a ja wiedziałam, że prędzej czy później to się zmieni. Nie musiałam czekać jakoś specjalnie długo, bo wraz z czerwcem zmieniła się pogoda.Z kusych spodenek i bluzeczek na ramiączkach przerzuciłam się na dżinsy, ciepłą bluzę i skórzaną kurtkę. Okazało się, że spanie przy uchylonym oknie wiąże się z ryzykiem zamarznięcia ;) a wyjście rano po bułki bez odpowiedniego stroju stwarza ryzyko chorób gardła. W porównaniu do bardzo nabitego pracą maja, czerwiec dał mi trochę oddechu. Mogłam się skupić na przygotowaniach do egzaminu językowego, trenować moją kasztanową rekonwalescentkę i jeszcze wieloma przyjemnymi rzeczami. Czasem zdarza mi się zatęsknić za leniwie toczącymi się dniami ale na tyle rzadko, że z przyjemnością oddaję się różnym zajęciom, wdrażam się w nowe projekty, staram się doskonalić swoje umiejętności.
O tym, że lubię piec torty już wiecie??? Nie??? No więc uwielbiam piec torty. Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości uważałam, że jest to sztuka arcytrudna. Nauczyłam się dzięki temu tworzyć przepisy na torty, które nie wymagają zbyt dużych umiejętności cukierniczych. W końcu sama tez nie jestem cukiernikiem... 
Wystarczy prosty przepis, tortownica i odrobina chęci, a można ze zwykłego ciasta wyczarować tort na miarę cukierni. A jeśli ozdobisz swój tort świeżymi kwiatami lub innymi drobiazgami, to efekt przerośnie Twoje oczekiwania.
Tort, który mam dziś dla Was to nic innego jak prosty, kakaowy biszkopt przełożony malinami i kremem z białej czekolady z odrobiną ekstraktu miętowego. Udekorowałam go świeżymi piwoniami, bo akurat był na nie sezon. Moim zdaniem wybór jak najbardziej trafny bo torcik wygląda uroczo.
Zapraszam po przepis, upieczcie dla mamy, babci, czy chociażby do niedzielnej kawki.




na biszkopt:

6 jajek
6 łyżek cukru trzcinowego
4 łyżki mąki pszennej
2 łyżki kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia

na krem:

200 g białej czekolady
150 ml słodkiej śmietanki
200 g serka mascarpone
3-4 krople ekstraktu miętowego

ponadto:

200 g malin


Przygotuj dwie tortownice, jedną o średnicy 16 cm a drugą o średnicy 10 cm. Dno oraz boki wyłóż papierem do pieczenia.
Oddziel białka od żółtek, białka ubij na sztywno w misie miksera. Dodawaj partiami cukier trzcinowy nie przerywając ucierania, a następnie dodawaj po jednym żółtku. Masa jajeczna powinna być dobrze napowietrzona i lśniąca. Do ubitych jajek dodaj partiami mąkę, kakao oraz proszek do pieczenia. Mieszaj masę delikatnie za pomocą ręcznej trzepaczki tak aby nie zburzyć struktury jajek.
Gotową masę rozdziel pomiędzy obie tortownice. Piecz w piekarniku nagrzanym do 160 stopni przez 30 minut. Gotowe biszkopty wystudź i przekrój na pół, tak aby otrzymać po dwa blaty z każdego biszkoptu.
Przygotuj krem: białą czekoladę połam na kawałki, wrzuć do rondelka, zalej śmietanką i podgrzewaj na małym ogniu do momentu gdy czekolada zacznie się rozpuszczać. Zestaw rondelek z ognia, odczekaj 10 minut i wymieszaj dokładnie masę. Masę czekoladową wstaw do lodówki  i schładzaj co najmniej godzinę. Po tym czasie ubij masę mikserem tak aby podwoiła swoją objętość, dodaj serek mascarpone i ekstrakt miętowy. Dokładnie zmiksuj krem.
Przygotuj paterę, połóż na niej większy blat, rozsmaruj 1/3 kremu oraz gęsto ułóż na nim maliny, przykryj drugim blatem. Wierzch blatu posmaruj niewielką ilością kremu i połóż na nim mniejszy blat. Nałóż na niego 1/4 kremu i ułóż maliny, przykryj wierzchnią warstwą ciasta. Wierzch oraz boki tortu posmaruj równomiernie kremem. Tort schłódź przed podaniem przez co najmniej 2 godziny. Ja swój tort dodatkowo udekorowałam świeżymi piwoniami ale pamiętajcie,że ozdoba jest opcjonalna i niejadalna.


niedziela, 11 marca 2018

Torcik serniko-brownie z malinami




Siarczysty mróz trzymał nas w swoich objęciach na tyle długo, że wychylałam nos poza moje przytulne i cieplutkie M3 tylko w wypadku największej konieczności. Gotowałam rozgrzewające zupy i piekłam ciężkie i aromatyczne ciasta. Gdy straciłam nadzieję, że pogoda się zmieni nagle słupek rtęci zaczął wskazywać dodatnie temperatury. Cóż za radość! Idzie wiosna!
Tak mnie ta radość przepełniła,że od razu doprowadziłam do porządku samochód, a zaraz później mieszkanie, a dokładniej okna... Marzec zaczęłam bardzo intensywnie, całkiem nową współpracą, o której już wkrótce opowiem Wam nieco więcej ;) 
Póki co lawiruję pomiędzy piekarnikiem a sesjami zdjęciowymi, opracowuję receptury, piekę, fotografuję, doba stała się nagle za krótka. Czerpię jednak z tego ogromna radość i satysfakcję, a także uczę się nowych rzeczy.
A co poza tym u mnie??? Niestety nie pobiegłam w planowanym Biegu Tropem Wilczym, przez skręcony staw skokowy. Na szczęście kontuzja była lekka i już w tym tygodniu wracam na bieżnię aby trzymać formę :). Zrobiłam też  w końcu swoje pierwsze tło do fotografowania. Zbierałam się, planowałam to od co najmniej pół roku. W końcu zakupiłam odpowiednie pomoce i zaczęłam produkcję. Dziś dzielę się z Wami pierwszymi zdjęciami z jego użyciem, będzie to taki mały przerywnik od mojego ulubionego dark mood.
Póki nie zrobiło się jeszcze całkiem ciepło mam dla Was torcik serniko-brownie. Ciasto konkret, z ciężkim spodem brownie i kremową warstwą serową. Maliny przełamują nieco ciężkość tego ciasta, lekko orzeźwiają całość. Pogodynka straszy, że Marzec pokaże jeszcze pazurki, więc na te bardziej pochmurne dni polecam Wam to ciasto z całego serca. Mnie pomogło przetrwać najgorsze mrozy, o ile słupek rtęci spadał, mój apetyt wprost odwrotnie wzrastał, a już w szczególności apetyt na coś słodkiego :D. Skusicie się na ten cudny torcik???







piątek, 23 lutego 2018

Dzień dobry- Rozgrzewający pudding z malinami i sucharkami




Opowiem Wam dziś historię jak to dwie baby, czyt. ja i moja koleżanka J., umówiły się na przebieżkę. Otóż moi drodzy, już za tydzień 4 Marca po raz drugi biorę udział w Biegu Tropem Żołnierzy Wyklętych, który odbywa się w pobliskich Gorzycach. Jak wspominałam Wam ostatnio,ze względów pogodowych przeniosłam swoje przebieżki na siłownię. Na ostatnim treningu spotkałam J., która to namówiła mnie na wzięcie udziału w pierwszym biegu i konsekwentnie przypominała,że drugiego po prostu nie mogę odpuścić. Ustaliłyśmy, że wypadałoby przebiec się na zewnątrz aby sprawdzić jak nasze płuca zareagują na zimne powietrze. W razie słabych warunków pogodowych trening miał się odbyć na siłowniowej bieżni. Ustaliłyśmy, że się spiszemy w czwartkowe przedpołudnie, aby ustalić szczegóły. Czwartek wstał niewyraźny, dość chłodny bo temperatura oscylowała w okolicy zera, a do tego co jakiś czas w powietrzu wirowały pojedyncze płatki śniegu. Pisze więc do J. jak nasze plany, czy bieganie wypali. J. odpisała,że oczywiście działamy. Pomyślałam, no cóż, założę dodatkową bluzę, ciepłe skarpety i damy radę. Umówiłyśmy się pod moją klatką o 19:30. O rzeczonej godzinie zbiegłam na dół, przygotowana na bieganie w tej zimnicy z psem na smyczy, bo przecież przebieżka jej nie zaszkodzi. Wyszłam z klatki i w tym samym momencie z drugiej strony bloku zauważyłam J. w pełnym rynsztunku i torbą przygotowaną na trening na siłowni. Nasza reakcja była natychmiastowa, parsknęłyśmy takim śmiechem, że słychać nas chyba było na całym osiedlu :D :D :D. Nie ma to jak dwie kobiety umówią się na trening ;). 
Po szybkiej wymianie zdań ustaliłyśmy że zostajemy na treningu outdoorowym, który okazał się bardzo udany.
W tym tygodniu pogoda nas nie rozpieszcza, jest przeraźliwie zimno. Wyciągnęłam z dna szuflady kosmate, ciepłe skarpety, a z szafy moją ulubioną ostatnio bordową, cieplutką bluzę. Mnie to jednak nie wystarcza i lubię też ogrzać się od środka. Na jedno z ostatnich śniadań przygotowałam sobie rozgrzewający pudding z malinami i sucharkami delikatesowymi Mamut. Zachęcam Was do wypróbowania tego przepisu oraz samych sucharków, ponieważ są doskonałą bazą do przygotowania lekkich śniadań. Pudding przygotujecie w kwadrans, pamiętajcie i szklance świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy :). Zapraszam na rozgrzewające śniadanko.


piątek, 11 sierpnia 2017

Deser w kwadrans- Malinowe mini serniczki na zimno



Hen za górami, hen za lasami, w pięknym królestwie żyła mała księżniczka. Księżniczkę znali i uwielbiali wszyscy w królestwie, bo była to niezwykła panienka. Jej melodyjny głosik słychać było dookoła zamku, jej śmiech niósł się hen z wiatrem, a gdy zaczynała tańczyć wszystkie kwiaty, zwierzątka i oczy wszystkich były zwrócone ku niej. Rodzice również uwielbiali swój skarb i gotowi byli przychylić nieba swojej małej księżniczce. Beztrosko płynęły jej dni lecz pewnego dnia ciemne chmury zasnuły błękitne niebo a wraz z nimi nadciągnął Żelazny Smok i ściągnął nieszczęście na królewską parę. Trującymi oparami zatruł księżniczkę i ściągnął na nią mroczny sen. Wielka była rozpacz królewskiej pary, wielki był smutek, który okrył mieszkańców pięknego królestwa. Na nic się zdały próby wybudzenia księżniczki. Leżała w pięknej komnacie lecz jej powieka nawet nie drgnęła, mroczny sen wziął ją w swe objęcia i nie chciał wypuścić. Lecz oto u bram zamku pojawił się Czarodziej na białym koniu i czym prędzej spieszył na spotkanie z królewską parą. Do jego uszu doszły szepty niesione wiatrem o wielkim smutku, który spotkał mieszkańców królestwa. Pozwolono mu odwiedzić księżniczkę w jej komnacie. Czarodziej pochylił się nad nią, nasłuchiwał mocno, po czym się zasmucił. Urok rzucony przez Żelaznego Smoka był wielki ale Czarodziej obiecał użyć wszystkich swoich mocy aby przywrócić księżniczkę do życia. Wieść o walce Czarodzieja rozniosła się na wszystkie strony światła. Do królestwa przybyły Elfy oraz Dobre Wróżki, wszyscy chcieli aby księżniczka wybudziła się ze snu...
Czy ta baśń miała dobre zakończenie??? Jeszcze nie wiem, wciąż czekam co przyniesie czas. Ścieżki życia czasem wiodą w niezbadane strony, tak się złożyło że w naszej rodzinie taka mała księżniczka walczy o życie i zdrowie. Mocno trzymamy wszyscy kciuki za jej zdrowie i wierzymy, że czarodzieje i wróżki którzy opiekują się nią teraz dokonają cudu.Bo cud na pewno się zdarzy...
Mam dziś dla Was kochani deser godzien królestwa: cudne mini serniczki na zimno z sosem malinowymi. Deser prosty, elegancki i przepyszny. Deser idealny na upały, gdy nie chcesz włączać piekarnika. Deser idealny dla niezapowiedzianych gości, bo na przygotowanie poświęcisz nie więcej niż kwadrans. Zapraszam :)


czwartek, 13 lipca 2017

Słodkie życie- Różany tort z malinami



Dzisiejszy poranek przyniósł wiatr. Nie taki, który delikatnie rozwiewa włosy i chłodzi w letni dzień. Dzisiejszy wiatr przeraźliwe wyje w koronach drzew, porywa czapki z głów, przeszywa na wylot nawet najcieplejszą bluzę. Wiatr rodem z Wichrowych Wzgórz gdzie kiedyś smutno śpiewał wśród wrzosów Yorkshire i niósł swe pieśni do Drozdowego gniazda; albo ten zdradliwy północny wiatr, który wzywał Vianne Rocher by ruszyła dalej w świat. Człowiek nie wie czego się po takim wietrze spodziewać, budzi on niepewność i niepokój. Co przyniesie? Co zabierze? Niezbadane są ścieżki wiatru... Wbrew pogodzie mam dla Was tort. Tort jest kwintesencją tego co najpiękniejsze w lecie, kwiatowa dekoracja nadaje mu romantycznego charakteru. Pachnie on różanym ogródkiem babci i malinami nagrzanymi letnim słoneczkiem. Jest piękny i smakuje bardzo wyrafinowanie. Ideał na niedzielną herbatkę u babci lub dla uświetnienia rodzinnej uroczystości. 
Przepis dodaję do Durszlakowej akcji "Cukier z głową", która stała się dla mnie inspiracją. Na stronie "Uczymy jak słodzić" dowiecie się jak to naprawdę jest z tym cukrem, poczytacie o faktach i mitach na temat cukru. Więc jak to jest z tym cukrem???
Moja zdanie na ten temat jest niezmienne od dawna: jeść należy wszystko, byle z umiarem... ;) Jestem bardzo słodką dziewczyną, uwielbiam domowe ciasta, uwielbiam słodzić herbatę ale staram się trzymać moje słodkie podniebienia w jako takich ryzach. Uprawiam sport, zdrowo się odżywiam, a raz na jakiś czas lub czasem troszeczkę częćciej osładzam sobie życie :D
Kochani zapraszam po przepis, czytajcie, oglądajcie zdjęcia i inspirujcie się, a przy najbliższej okazji przetestujcie przepis na to cudo :)




czwartek, 6 kwietnia 2017

Zawijany tort szpinakowy z olejem rzepakowym udekorowany czekoladowym gniazdkiem



Już tylko 10 dni dzieli nas od Wielkanocy, czas najwyższy sporządzić listę świątecznych potraw i wypieków. Uwielbiam tradycyjne wypieki jak babki,mazurki czy serniki ale lubię też eksperymentować ze słodkościami. Co roku staram się przygotować zielony wypiek, do którego dodaję szpinak. Uwielbiam ten żywy, zielony kolor który nadaje on ciastom. Na te święta chcę Wam zaproponować zawijany torcik szpinakowy przełożony malinowym kremem. 
Biszkopt wzbogaciłam dodatkiem oleju rzepakowego, który nadaje mu wilgotności i delikatności. Olej rzepakowy stale gości w mojej kuchni, na jego bazie przygotowuje dressingi, majonez, dodaję go do wypieków. Dlaczego używam oleju rzepakowego??? Odpowiedź jest prosta: dbam o zdrowie moje i mojej rodziny. Olej rzepakowy jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe Omega 3 i Omega 6, ma optymalny skład tłuszczowy i jest naszym rodzimym produktem. To właśnie przez to nie może go zabraknąć w kuchni każdej pani domu.
Mój torcik przyozdobiłam czekoladowym gniazdkiem, które nadaje mu wiosennego wyglądu. Poniżej znajdziecie wskazówki jak takie gniazdko zrobić ale jeśli macie jakieś wątpliwości ten filmik powinien je rozwiać ---> klik
Ten torcik będzie ozdobą świątecznego stołu i zachwyci smakiem Waszych gości. Skusicie się???
Przepis na torcik szpinakowy dołączam do akcji "Pokochaj olej rzepakowy na Wielkanoc"


niedziela, 12 marca 2017

Malinowe ombre pancakes z sosem różanym




Marzec rozpieścił nas piękną pogodą i promienistym słoneczkiem w ostatni weekend aby wraz z nowym tygodniem rzucić w objęcia zimnicy. Trochę pokropiło, trochę się zamgliło ale przede wszystkim zrobiło się chłodniej. Na szczęście słońce miało szanse pokazać się raz czy dwa i dać obietnicę przybycia wiosny. My, na przekór pogodzie wprowadzamy w plany aktywne niedziele. Na jednym z ognisk lutowych powzięliśmy postanowienie,że co niedzielę będziemy się spotykać w gronie sympatyków jazdy konnej aby rozruszać końskie kopytka i nasze zastane po zimie kości. Oprócz jazdy postanowiliśmy również uskuteczniać zacieśnianie więzi wspólnymi posiłkami przy ognisku. Od słów do czynów, w ubiegłą niedzielę zainaugurowaliśmy sezon jeździecki wraz z kawalerzystami, którzy również rozpoczęli coroczną musztrę. Pogoda była bajeczna i do późnych godzin popołudniowych snuliśmy opowieści przy dymie z ogniska, pieczonych kiełbaskach i kociołku. Duża dawka ruchu na świeżym powietrzu zrobiła swoje, po powrocie do domu padliśmy jak kawki :D :D :D
Pomimo chłodniejszej aury dziś również się spotkaliśmy, był czas na koniki i ognisko. Mamy zamiar uczynić z tych spotkań tradycję. Podoba mi się ten pomysł na spędzanie niedzieli. Zamiast tradycyjnie tłuc kotlety i gotować rosół możemy pogawędzić, upiec na ognisku coś pysznego, a do tego zażyć aktywności fizycznej.
Jeśli jesteśmy przy niedzieli to również staramy się celebrować poranki. Przygotowuję śniadanie na wypasie, przy syczącym dźwięku spieniarki do mleka i kocie ocierającym się leniwie o moje nogi. Śniadanie jemy po królewsku, w łóżku, rozmawiając o sprawach z minionego tygodnia. Te niespieszne poranki dają mi energię na przywitanie nowego tygodnia.
Dziś podzielę się z Wami przepisem na malinowe pankejki ombre polane aromatycznym sosem różanym. To zdecydowanie najlepsze pankejki jakie zrobiłam do tej pory. Placuszki wyszły puszyste i mięciutkie, udało mi się odtworzyć smak pancakes, które jadłam w USA. Sos różany tworzy z malinami pyszną kompozycję. Koniecznie wypróbujcie ten przepis,zakochacie się w smaku tych placuszków. Przepis dołączam do akcji 'Mój dzień z Hortex'



środa, 11 stycznia 2017

Styczniowe lody, czyli lody jogurtowe z bezikami i malinami





Znów ścisnął mróz. Myślałam,że po fali mrozów z pierwszego weekendu stycznia mogę się spodziewać tylko ocieplenia. No, przynajmniej tak mi podpowiada moje wewnętrzne ja, które wyczekuje temperatur powyżej zera. -18 stopni z minionej nocy skutecznie podłamało moją cichą nadzieję na rychłą wiosnę. Mróz najbardziej lubię oglądać w telewizji, tudzież przez okno spod ciepłej flanelowej pościeli. Dlaczego tak narzekam na mróz??? Bo spacerowanie w takich temperaturach w późnych godzinach nocnych należy do raczej wątpliwych przyjemności. A co ja robię w późnych godzinach nocnych na spacerze, zapytacie??? Otóż wyprowadzam naszego nowego członka rodziny, a właściwie to członkinię. Po stracie Rudziszonka przez dłuższą chwilę zarzekałam się, że nigdy więcej nie wezmę pod swój dach psa. Bo się przywiążę, bo już nie chcę, bo na pewno nie trafię na drugiego takie psa jak Rudziszon. Tak, trwało to chwilę, a po niej zaczęłam wyszukiwać godną towarzyszkę, która zastąpi puste miejsce.I znalazłam: małego, puchatego, biało-rudego pachruścia. Masz babo placek, a raczej psa. Kot się nie wypowiedział na temat nowej domowniczki, za to jego mina była aż nazbyt wymowna. Cóż, mam nadzieję, że ich stosunki będą przynajmniej poprawne. Angel przewróciła nasze życie do góry nogami, a także całą moją wiedzę o psach, którą udało mi się dotychczas zgromadzić. Posiadając dorosłego, emocjonalnie stabilnego psa czuje się teraz, jakby ktoś wpuścił mnie w młyn. Częste spacery w celu nauki czystości to nieodłączny punkt każdego dnia, tak więc czy zimno, czy zimniej, wychodzić musimy.
Na przełamanie styczniowych lodów mam dla Was lody :D Pomyślicie,że zwariowałam ale u nas w domu sezon na nie trwa cały rok. Lody, które Wam proponuję są pyszne:z bezikami i malinami, lodowa pycha. Lody pomijając dodatki są dwuskładnikowe, więc może się skusicie i zrobicie ???



poniedziałek, 3 października 2016

Jesień i dyniowy sernik z malinami





Przez ostatni tydzień spałam jak suseł, no prawie jak suseł bo pierwsza noc po powrocie z urlopu była ciężka. Dziewięć godzin różnicy czasowej zrobiło swoje; co prawda z LA wylecieliśmy wieczorem i do domu dotarliśmy też w egipskich ciemnościach ale sen podczas ośmiogodzinnego lotu zrobił swoje. Oczy nijak nie chciały się zamknąć, pomimo zmęczenia i pomimo miękkiej, flanelowej pościeli i Stefka mruczącego mi za uchem. Obejrzeliśmy jeden film, później drugi, a gdy świt zaczął barwić horyzont i po szklaneczce whisky w końcu udało mi się usnąć... na trzy godziny. Powrót do rzeczywistości był ciężki, umknęło mi gdzieś babie lato, szybciej robi się ciemno,zrobiło się przeraźliwie zimno, jak nic przyszła jesień. Na szczęście trochę się ociepliło, mogłam więc porzucić strój Eskimosa, odespałam powrót do naszej strefy czasowej i wróciłam na tory życia codziennego. Pojechałam do lasu na grzybobranie, odwiedziłam Arabellę, upiekłam na jesiennym ognisku kiełbaskę i jabłuszko oraz jadłam ziemniaki z popiołu. Jednym słowem nadrabiam jesienną listę rzeczy koniecznych do zrobienia ;)
W niedzielę zarządziłam dzień lenistwa, w piżamie i towarzystwie kota popijałam herbatę, jadłam sernik i oglądałam filmy. No właśnie, sernik... powracam do was z przepisem na sernik z dynią i malinami, uperfumowany skórką z cytryny. Prosty delikatny w smaku, z kwaskową nutą jaką nadają mu maliny. Koniecznie wypróbujcie, to must try tej jesieni :) Póki co zostawiam was z przepisem na sernik, a już wkrótce nadciągam z fotorelacją z wakacji. 





niedziela, 7 sierpnia 2016

Zwykły, niezwykły sernik z malinami i kremem z białej czekolady




Ochłodziło się, spochmurniało, sobota przywitała mnie rześkim oddechem. Nastawiłam ciasto drożdżowe na późne śniadanie, gdy wyrastało spokojnie w maszynce do chleba ja zajęłam się sobotnimi rytuałami. Spacer z Rudziszonem, szybkie zakupy w warzywniaku. Wyjątkowo gładko uporałam się z porządkami, zaległym praniem. Przed południem drożdżówka była gotowa, puchata, jeszcze ciepła. Podałam ją z masełkiem, kremowym serkiem i domową konfiturą z czerwonej porzeczki. Wierzcie mi ,warto było czekać na takie śniadanie. Popołudnie poświęciłam na filmy i przegląd prasy. Rozpadało się dość poważnie, więc bez wyrzutów sumienia relaksowałam się i zajmowałam słodkim nic nie robieniem.
Za to dziś słońce radośnie zajrzało w nasze okna oznajmiając,że czeka nas wspaniały dzień. Po szybkim śniadaniu spakowaliśmy się i wyruszyliśmy nad nasze lokalne jezioro. Nie było dzikich tłumów, sobotnia aura przepłoszyła amatorów kąpieli i dzięki temu mieliśmy spory kawałek plaży tylko dla siebie. Krystalicznie czysta, orzeźwiająca woda nagrzany piach, koc i więcej dziś nam do szczęścia nie trzeba. Relaks zaowocował lekko spieczonymi nogami, co odczuwam szczególnie po powrocie do domu i po chłodnym prysznicu.
A co w słodkim menu? Mam dziś dla was zwykły, niezwykły sernik. Delikatny, z soczystymi malinami i kremem z białej czekolady. Uwierzcie mi, to czysta poezja. A dlaczego nazwałam go niezwykłym? Jest lekki, dzięki kremowi z białej czekolady jest bardziej zbliżony do torciku choć nadal to sernik. Polecam wam na niedzielę lub dla specjalnych gości.




środa, 3 sierpnia 2016

Sernik straciatella z malinami na kakaowym spodzie





Nie przepadam za hucznymi weselami, pomimo że na kilku zdarzyło mi się być ;) Męczy mnie klimat zespołów rzępolących stare hiciory, nadmiar jedzenia, czasem niezbyt smacznego i ten pompatyczny nastrój... Zdecydowanie bardziej lubię kameralne przyjęcia, gdzie klimat budują ludzie, gdzie nie trzeba zakładać na siebie tiulów i sztywnych sukienek,a w tle pobrzmiewa przyjemna muzyka. Piszę o tym, ponieważ w ubiegły czwartek moja najbliższa przyjaciółka wyszła za mąż. Przebyłam 600 km aby móc być z nią w tym dniu. Było tak, jak być powinno. Kameralny kościółek, piękna organowa muzyka, ona z kwiatami we włosach, zaplecionych w słowiański warkocz, on zrobiony na Wikinga, z bujną brodą i warkoczem. Zaślubiny odbyły się w radosnej atmosferze, a część nieoficjalna odbyła się w zabytkowej knajpce przy starówce. Stoły zostały przystrojone świeżymi kwiatami, świeczkami w słoikach, każdy z uczestników imprezy dostał malutkie słoiczki z konfiturami. Jedzenie było proste, smaczne i kolorowe. Młodzi przygotowali się do imprezy, mogliśmy zobaczyć prezentację zdjęć o tym jak zaczęła się ich życiowa przygoda, pan młody zagrał krótki koncert gitarowy. Każdy z gości mógł zrobić sobie pamiątkową fotkę polaroidem z gadżetami i wkleić takie zdjęcie z dedykacją do księgi pamiątkowej. W tle słyszeliśmy Poluzjantów i kilka innych ciekawych zespołów. Spędziliśmy ten czas w radosnych nastrojach, wznosząc toasty za młodych, aż żal było się nam rozstawać. Miło patrzeć na ich szczęście, na ich miłość, na plany na przyszłość, Jolu trzymam kciuki za was :).
Muszę przyznać,że lipiec był na tyle aktywny,że uzbierało mi się w kolejce kilka wpisów do publikowania. Dziś zapraszam was na pyszny sernik straciatella z malinami na kakaowym spodzie. Najlepszą zachętą dla was do wypróbowania tego przepisu powinno być to,że zniknął w jedno popołudnie. Zrobiłam białą wersję tego ciasta i wkrótce podzielę się z wami przepisem na nie. Koniecznie wypróbujcie ten przepis, póki sezon na maliny trwa.


czwartek, 28 stycznia 2016

Powiew wiosny, kokosowy sernik z malinami i kruszonką





W marcu jak w garncu... ale zaraz zaraz,przecież mamy jeszcze styczeń. Tak, na kartach kalendarza mamy styczeń a za oknem marzec. Dziś rano słońce pojawiło się nad horyzontem rzucając jasne refleksy na drzewa i budynki. Temperatura +12, cud, miód orzeszki. Na osiedlu zawrzało, panowie ze służb porządkowych zaczęli przycinkę gałęzi, naprawdę poczułam się jakby była wiosna. Za to nie dalej jak pół godziny temu w szybkim tempie na horyzoncie pojawiły się ciemne chmury, zerwał się wiatr i aktualnie deszcz zacina w szyby wystukując swoje melodie. Stefan przywabiony tym dziwnym stukaniem wskoczył zwinnie na parapet i obserwował jak krople deszczu znaczą swoje ścieżki na okiennych szybach. Szybko jednak znudził się i przeniósł się do mnie moszcząc sobie gniazdko na kołdrze. Kołdra, no właśnie, ja wciąż choruję, leżę w łóżku z termoforem, szyja okropnie mnie boli, czuję się okropnie. Czekam na swoje wyzdrowienie ale póki co dość opornie to czekanie mi idzie. Herbata z miodem i cytryną stała się moim nieodłącznym towarzyszem, na osłodę mojej kiepskiej sytuacji zapaliłam świeczkę zapachową i chłonę widoki zza okna.
Oprócz świeczki mam jeszcze na osłodę kawałeczek sernika kokosowego z malinami. Upiekłam go,gdy jeszcze jako tako trzymałam się na nogach, teraz jest oprócz herbaty moim pocieszycielem w chorobie. Zjadam malutkimi kęsami, bo wierzcie mi przy zapaleniu węzłów chłonnych nie tak łatwo coś zjeść. Sernik smakuje obłędnie, kokosowa kruszonka, kremowy kokosowy sernik i maliny to trio idealne. Ciężko zatrzymać się na jednym kawałku,więc miejcie się na baczności. Nawet Stefek przydreptał zapewne zwabiony niebiańskim zapachem sernika i czuwał na przebiegiem sesji zdjęciowej ;).
Zostawiam was z przepisem na sernik a sama wracam do zasypanej śniegiem Doliny Muminków...