Późne lato pachnie dojrzałymi w słońcu kłosami pszenicy. Pachnie malinami z ogródka babci i dojrzewającymi węgierkami, od których uginają się gałęzie śliwy. Pachnie kompotem z wiśni i drożdżówką z jagodami i kruszonką. Zmierzch zapada nieco szybciej ale wieczory wciąż są ciepłe, po dniach wypełnionych sierpniowym słońcem. Sierpień w moim rodzinnym domu pachniał konfiturą z wiśni i dojrzewającymi w ogrodzie astrami. Co wieczór siadałam z dziadkiem na drewnianej ławce, obserwowałam zachód słońca, a dziadek snuł swoje opowieści. Często opowiadał te same historie ale uwielbiałam ich słuchać. Z ogrodu niósł się słodki zapach maciejki, kot wracał z codziennej włóczęgi i łasił się do moich nóg. Babcia wynosiła przed dom kompot z wiśni i rabarbaru,a za nią dreptał pocieszny Misiek na swoich krótkich, pokracznych łapkach.
W sierpniu w ogródku babci pojawiały się późne truskawki. Wygrzane w słońcu, po prostu pyszne. Smakowały dużo lepiej niż te majowe. Babcia podawała je z cukrem i kwaśną śmietaną. Do dziś uwielbiam je w tym wydaniu, prostym ale jakże pysznym.
Mam dla Was nieco inną propozycję wykorzystania późnych truskawek: obłędny sernik na zimno na szpinakowym spodzie. Szpinak często przewija się przez karty bloga i przyznaję, wprost uwielbiam ciasta z dodatkiem tych zielonych liści. Przepis jest banalnie prosty, a sernik cieszy nie tylko ładnym kolorem. Koniecznie przetestujcie ten przepis, najlepiej w najbliższy weekend :)

