Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 sierpnia 2018

Truskawkowy sernik na zimno na szpinakowym spodzie




Późne lato pachnie dojrzałymi w słońcu kłosami pszenicy. Pachnie malinami z ogródka babci i dojrzewającymi węgierkami, od których uginają się gałęzie śliwy. Pachnie kompotem z wiśni i drożdżówką z jagodami i kruszonką. Zmierzch zapada nieco szybciej ale wieczory wciąż są ciepłe, po dniach wypełnionych sierpniowym słońcem. Sierpień w moim rodzinnym domu pachniał konfiturą z wiśni i dojrzewającymi w ogrodzie astrami. Co wieczór siadałam z dziadkiem na drewnianej ławce, obserwowałam zachód słońca, a dziadek snuł swoje opowieści. Często opowiadał te same historie ale uwielbiałam ich słuchać. Z ogrodu niósł się słodki zapach maciejki, kot wracał z codziennej włóczęgi i łasił się do moich nóg. Babcia wynosiła przed dom kompot z wiśni i rabarbaru,a za nią dreptał pocieszny Misiek na swoich krótkich, pokracznych łapkach. 
W sierpniu w ogródku babci pojawiały się późne truskawki. Wygrzane w słońcu, po prostu pyszne. Smakowały dużo lepiej niż te majowe. Babcia podawała je z cukrem i kwaśną śmietaną. Do dziś uwielbiam je w tym wydaniu, prostym ale jakże pysznym.
Mam dla Was nieco inną propozycję wykorzystania późnych truskawek: obłędny sernik na zimno na szpinakowym spodzie. Szpinak często przewija się przez karty bloga i przyznaję, wprost uwielbiam ciasta z dodatkiem tych zielonych liści. Przepis jest banalnie prosty, a sernik cieszy nie tylko ładnym kolorem. Koniecznie przetestujcie ten przepis, najlepiej w najbliższy weekend :)




piątek, 20 lipca 2018

Szpinakowe pancakes z jeżynami i sosem czekoladowym



Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Wszyscy to wiemy, śniadanie musi być treściwe i dać energię, abyśmy mogli z werwą stawić czoło temu, co nam przynosi nowy dzień.
Ja przykładam do tego posiłku bardzo dużą wagę. Moje śniadanie musi przede wszystkim wyglądać tak, abym czym prędzej chciała zanurzyć w nim swoje ząbki :).
Śniadania jadam dość późno, bo w okolicach 11. Dla niektórych to opcja nie do przyjęcia, bo już o 7 rano kiszki potrafią wygrywać dziarskiego marsza i przypominać, że czym prędzej trzeba coś wrzucić na ruszt. Ja również zaliczałam te szeregi ale zmiana nawyków żywieniowych, lektura kilku ciekawych publikacji sprawiła,że postanowiłam nieco później uruchamiać mój system trawienny.
I tu czas na małą dygresję, bo to co ja jadam na śniadania może niektórych z Was zaskoczyć :D.
Oczywiście w wersji classic zjadam twarożek z owocami, smoothie, jajecznicę, czy chociażby pankejki, którym za chwilę poświęcę więcej uwagi. Oprócz tradycyjnych pozycji śniadaniowych lubię czasem zjeść tatara, albo sushi, albo ciasto lub tort, które potrafią mnie mamić kiedy otwieram lodówkę. Dla ciekawskich, mój układ trawienny działa bez zarzutu, jestem pełna energii, powiem więcej, mam jej w nadmiarze. 
Skupmy się na pankejkach, pysznych placuszkach serwowanych ze świeżymi owocami i polanych czymś cudownie słodkim. W tym wypadku specjalnie się nie wyłamuję: syrop klonowy, domowy sos czekoladowy i bita śmietana w zupełności mi wystarczą.
Przejdźmy jednak do sedna, czyli do pankejków. Mam dziś dla Was przepis na ich zieloną wersję ze szpinakiem. Ci z Was, którzy mnie znają lub czytają regularnie, wiedzą, że uwielbiam te zielone liście. Ciasta, muffinki ,smoothies, sałatki, szpinak pasuje do wszystkiego. Szpinakowe pancakes są delikatne i puszyste, nie będę oszukiwać, rozpływają się w ustach. Dodatek jeżyn i sosu czekoladowego to kropka nad i. Przepis na te wspaniałości znajdziecie poniżej, zapraszam :)



poniedziałek, 11 czerwca 2018

Tort awokado z kremem czekoladowym




Długie cienie kładą się na chodnikach, zapadł wczesny czerwcowy wieczór... Za oknem brzęczą chrabąszcze, Stefek pomiaukuje do nich z balkonu. To jest ten moment kiedy skwar ustępuje miejsca chłodnemu, wieczornemu podmuchowi. Moment gdy mogę rozsiąść się na balkonie w hamaku, wdychać zapach nagrzanej słońcem lawendy. Moje M3 staje się coraz cichsze, mogę zebrać myśli, zaplanować kolejny dzień. Idealną ciszę mąci jedynie stukot kostek lodu, które pławią się w wodzie z dodatkiem mięty i cytryny.
Upajam się takimi chwilami, bo mam za sobą bardzo pracowity miesiąc. Owszem, miałam też w maju wakacje ale za to po powrocie musiałam podwójnie podkręcić tempo aby zamknąć projekt.
Powolutku przywracam się na normalne tempo, postanowiłam też zetrzeć z kart bloga grubo zalegający kurz.
Mam dla Was niezwykle prosty przepis. Wystarczy zmiksować kilka składników aby wyczarować wspaniały deser. Z tego przepisu przygotujecie pyszne muffinki z kremem czekoladowym lub ciasto kostkę awokado , lub tort. Jeden przepis, a tyle możliwości.
Awokado sprawia, że ciasto jest wilgotne. Krem czekoladowy nie jest za słodki, idealnie komponuje się z zielonym ciastem, zarówno kolorem jak i smakiem.
Wiele osób myśli, że tort wymaga specjalnych zdolności cukierniczych. Oczywiście niektóre wymagają ale jest też mnóstwo przepisów na proste i przy tym smaczne torty.
W założeniu ten przepis miał być przepisem na kostkę awokado z czekoladowym kremem truflowym. Zmieniłam decyzję gdy w kwiaciarni zobaczyłam soczyście zielone margaretki. Zmieniłam opcję i upiekłam tort. Sam proces przygotowania jest bajecznie prosty, a dzięki świeżym kwiatom wygląda cudnie i mógłby konkurować z kolegami z cukierni ;).
Przepis dołączam do durszlakowej akcji: Palma- zróbmy coś dobrego.



poniedziałek, 19 marca 2018

Szpinakowe muffinki kopiec kreta



Wiosna to piękna pora roku. Świat budzi się do życia po zimowym śnie, nabiera nieśmiałych kolorów. Ptaszki wiją gniazdka w krzakach forsycji, ich trele budzą mnie o 6 rano. Poranki wstają rześkie aby wraz ze wschodem słońca nabrać wiosennych rumieńców. Osiedle również budzi się do życia, sąsiadki hurtowo myją okna, w sobotnie przedpołudnia słychać równomierny dźwięk trzepaczki do dywanów.  Cóż więc poradzić, że widok za oknem w niczym tych wiosennych wyobrażeń nie przypomina??? W piątkowe przedpołudnie w powietrzu zaczęły wirować nieśmiałe płatki śniegu aby nieco późniejszym popołudniem pokryć świat grubą warstwą śnieżnego puchu. W sobotę ścisnął mróz, a w niedzielę na dokładkę rozhulał się porywisty wiatr, który sprawił, że poczułam jakbym zamieszkała na Grenlandii. Mam niejasne przeczucie, że w tym roku do święconki pojedziemy sankami. Bez wyraźnej potrzeby nie wyściubiam nosa poza drzwi mojego przytulnego mieszkanka. Gdyby nie praca i obowiązki najchętniej przeczekałabym tą zimnicę zakopana pod kołdrą. Chętniej uruchamiam piekarnik, bo zapach pieczonego ciasta działa na mnie kojąco. Obmyślam też skromną listę wielkanocnych wypieków. Jak co roku musi być coś ze szpinakiem, żeby było zielono i wiosennie. W ubiegłym miesiącu podzieliłam się z Wami moim pomysłem na szpinakowy kopiec kreta --> klik . Dziś mam dla Was ten sam wypiek ale w wersji mini. Oczywiście wypieki ze szpinakiem mają piękną kolorystykę a szpinak nadaje im wilgotności, nie zmieniając przy tym smaku. Szpinakowy kopiec kreta to jeden z moich ulubionych wypieków ze szpinakiem.
Jeśli nie macie jeszcze gotowej listy słodkości, które przygotujecie na świąteczny stół koniecznie wpiszcie na nią te szpinakowe cudeńka. A w najnowszym numerze Kropki Tv znajdziecie też mój przepis na bezglutenową babkę banan bread.




niedziela, 28 stycznia 2018

Szpinakowy kopiec kreta




Nadeszły ponure dni. Dni kiedy własne łóżko, ciepła kołdra i mięciutka poduszka stają się rajem na ziemi. Dni ciężkie od popielatych chmur, które szczelnie oddzielają nas od słonecznych promieni a zimne macki próbują wedrzeć się pod poły kurtki. Ciemny był to weekend. Gdyby nie równomiernie tykające wskazówki zegara ciężko byłoby ocenić jaka to pora dnia. Nie myślcie jednak, że spędziłam ten weekend zakopana w ciepłych objęciach kołdry. Bladym świtem w sobotę zapakowałam hasiora w auto i pojechałyśmy odwiedzić Arabellę. Wyszczotkowałam rudzielca, uskuteczniłyśmy niewielki spacer, aby nieco rozruszać chorą nóżkę, a na koniec uraczyłam wszystkie koniska suchym chlebem. Po wizycie w stadninie pognałam nad nasze jezioro bo umówiłam się na rekreacyjny spacer. 10 km to idealny dystans żeby się dotlenić, żeby się rozgrzać marszem... a także jak się okazało  w trakcie aby narobić sobie bąbli :(  Okazało się, że moje super wygodne traperki są super wygodne ale tylko casualowo, przy marszu postanowiły mnie zdradziecko i bezlitośnie obetrzeć. Nie myślcie sobie, że się poddałam, o nie! Stylem rozpaczliwca dokuśtykałam ostatnie 4 km. Cóż, mam nauczkę że na dłuższy dystans należy ufać starym, wygodnym butom. Dopiero co kuśtykałam z powodu kontuzji stopy, a teraz dołączyłam drugą stopę i zaczęłam wolnochód dokładnie przemyśliwując jak postawić stopę żeby bolało jak najmniej :/
W ten ciemny weekend znalazłam też chwilkę na upieczenie ciasta. Ciasto Kopiec Kreta znane jest wielu z nas ze sklepowych półek. Przyznam szczerze, że nigdy nie skorzystałam ze sklepowego gotowca. Lubię upiec kopiec gdy najdzie mnie ochota na połączenie czekoladowego ciasta, bananów i kremu straciatella. Gdy rozmyślałam ostatnio o wiośnie i wzdychałam do tulipanów które przyniosłam do domu kilka dni wcześniej wpadłam na pomysł, że szpinakowa wersja będzie smakować genialnie. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Ciasto wygląda obłędnie, soczyście zielony kolor przywodzi mi na myśl zielone wzgórza Bag End :) a smakuje jeszcze lepiej. Koniecznie wypróbujcie ten przepis, to pozycja must try.



sobota, 5 sierpnia 2017

W tajemniczym ogrodzie- Torcik morelowo- szpinakowy



Jestem dzieckiem natury. Kocham ocean, kocham las. Wychowałam się na wsi więc również są mi bliskie łąki, sady i ogrody. Jako dziecko wiecznie włóczyłam się po łąkach z psem, wiecznie wdrapywałam się na jabłonki i razem z babcią pielęgnowałam ogródek. Dzieciństwo zakorzeniło we mnie miłość i szacunek do matki natury. Do dziś uwielbiam włóczyć się po lasach, jeździć w tereny do sadów, obserwować dzikie kwiaty rosnące na łąkach. 
Odkąd zajmuję się blogowaniem lubię też fotografować w plenerze. Od jakiegoś czasu marzyła mi się sesja w sadzie przy delikatnym świetle. Długo gdybałam co tu przygotować, jak zaaranżować. W końcu dojrzałam, przygotowałam autorski torcik. Pragnęłam aby miał soczyste, letnie kolory i do tego smakował obłędnie. Efekt smakowy godny powtórzenia :) bez przechwałek.
Gdy torcik był gotowy spakowałam torbę z akcesoriami, sprzęt i skierowałam swe kroki do upatrzonego wcześniej sadu. Gdy weszłam między jabłonki poczułam się Mary Lennox gdy po raz pierwszy weszła do Tajemniczego ogrodu. Gałązki jabłoni wraz z popołudniowym słońcem stworzyły prawdziwy świetlny spektakl. Poddałam się nastrojowi i zaczęłam pstrykać. W sadzie było tak cudnie, że po skończonej sesji rozsiadłam się i chłonęłam klimat. Nie byłabym sobą gdybym nie skubnęła ciasta, wszak musiałam sprawdzić, czy aby nie mdłe :)
Zapraszam Was dziś na torcik pachnący latem i morelami, czytajcie, inspirujcie się i przetestujcie przepis w Waszych kuchniach.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Wielkanocna baba ze szpinakiem i cytryną



Deszcz siąpi już trzeci dzień z rzędu. O ile w pierwszy dzień było dość ciepło, to dziś słupek rtęci oscyluje niewiele powyżej zera. Niebo przybrało barwę stalowych szarości i stłumiło bujnie rozkwitłą zieleń okolicznych drzew i krzewów. Krople deszczu wystukują staccato na kuchennym parapecie przy akompaniamencie jednostajnie szemrzącego kapuśniaczku. 
Własnie zaparzyłam trzecia filiżankę herbaty, na ramiona narzuciłam ciepły sweter, rozważam wzięcie koca... w takie dni jak dziś cenię sobie domowe zacisze. Mój mały zwierzyniec zdaje się podzielać moją opinię i beztrosko wyleguje się: kot na naszym łóżku, pies na swoim kocyku.
Aby odczarować paskudną bądź co bądź pogodę przygotowałam kremową zapiekankę z ziemniaków, uwierzcie mi, pachnie bosko. Jej zapach miesza się ze słodkim zapachem rabarbarowego cobblera, który "dochodzi" właśnie w piekarniku. Gdy dom wypełnia się takimi zapachami to widok za oknem nie straszy już tak bardzo. A czy Wy serwujecie sobie w ponure dni comfort food? Czy lubicie rozgrzać ciało i duszę czymś pysznym? Ja muszę wyznać, że wprost przepadam za spędzaniem czasu w kuchni w taką pogodę. Przepisem na cobbler podzielę się z Wami już wkrótce, a dziś mam dla Was przepis na wielkanocną babkę. Przepis ten z założenia miał się ukazać chwilkę przed świętami. Niestety migrena skutecznie pokrzyżowała moje plany. Postanowiłam się nim podzielić właśnie dzisiaj, bo soczysta zieleń to jest, czego potrzebujemy przy deszczowej aurze.
Babka prezentuje się fenomenalnie, soczysta zieleń i żółć nadają jej prawdziwie wiosennego wyglądu. Babkę przygotowuje się bardzo szybko, ciasto jest wilgotne i niebiańsko pachnie cytrusami. Śmiało możecie ją piec nie tylko na święta, idealnie nada się do popołudniowej herbatki. Jeśli nie lubicie lukru, możecie babkę oprószyć cukrem pudrem, możecie również serwować ją saute. Zapraszam po przepis na kawałek wiosny :), gwarantuję poprawę nastroju.



poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wielkanocna łączka- szpinakowa kostka z mango curd




Kwiecień nie jest dla mnie najszczęśliwszym z miesięcy. Rozpoczął się nawet nieźle, bo i ładna pogoda, i czas wypełniony różnymi aktywnościami,i ciasta się udają jedne za drugimi ;)
A tu ni z tego, ni z owego przed samymi świętami dobra passa mnie opuściła. Zaczęło się od dwudniowej migreny. Nie mogę narzekać, nie była jakoś specjalnie mocna ale jednak. Uporczywy ból tuż za prawym okiem nie chciał mnie opuścić pomimo aplikowania leku, który zazwyczaj rozprawiał się z nią bardzo szybko. Fakt faktem aura też była niesprzyjająca, ciągle wiało, pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie. Migrena odpuściła na same święta aby ustąpić miejsca chorobie, która podstępnie rozłożyła na łopatki. Nie wiem czy to zbyt lekki ubiór, czy jakiś wyjątkowo paskudny wirus ale już w Śmigusa Dyngusa czułam,że coś zaczyna mnie brać. Początkowo zbagatelizowałam sprawę, pojechałam nawet do stadniny aby tradycji aktywnych świąt stało się zadość. Wieczorem tego samego dnia wzięłam gorącą imbirową kąpiel i położyłam się spać z przeświadczeniem, że rano wstanę nówka sztuka. Nie wstałam, położyło mnie na 3 dni, bóle stawów, powiększone węzły chłonne, potworny ból gardła i uszu, jednym słowem tragedia. Tym razem oprócz naparów z imbiru użyłam nieco mocniejszego oręża aby w miarę szybko dojść do siebie. W sobotę udało mi się wstać ale osłabienie odczuwałam do samego wieczoru. Niektórym takie 3 dniowe leżenie w łóżku jawi się jako raj, ja nie mogłam wyleżeć. Jedynym plusem jest to, że zabrałam się za czytanie i podgoniłam statystki czytelnicze.
Dzisiaj czuję się już całkiem nieźle, chociaż głos wciąż mam jakbym wchodziła w okres dojrzewania.
Przez to chorobowo-migrenowe zamieszanie nie podzieliłam się z Wami wszystkimi moimi świątecznymi propozycjami wypieków. Nadrabiam więc zaległości i dziś proponuję Wam szpinakową kostkę z mango curd, która jak wcześniej muffiny nazwałam "wielkanocną łączką".
Ciasto tak nam smakowało, że na pewno nie raz i nie dwa pojawi się jeszcze na naszym stole. Polecam i Wam, koniecznie wypróbujcie.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji :Wypieczone Święta: Wielkanoc 2017"

czwartek, 6 kwietnia 2017

Zawijany tort szpinakowy z olejem rzepakowym udekorowany czekoladowym gniazdkiem



Już tylko 10 dni dzieli nas od Wielkanocy, czas najwyższy sporządzić listę świątecznych potraw i wypieków. Uwielbiam tradycyjne wypieki jak babki,mazurki czy serniki ale lubię też eksperymentować ze słodkościami. Co roku staram się przygotować zielony wypiek, do którego dodaję szpinak. Uwielbiam ten żywy, zielony kolor który nadaje on ciastom. Na te święta chcę Wam zaproponować zawijany torcik szpinakowy przełożony malinowym kremem. 
Biszkopt wzbogaciłam dodatkiem oleju rzepakowego, który nadaje mu wilgotności i delikatności. Olej rzepakowy stale gości w mojej kuchni, na jego bazie przygotowuje dressingi, majonez, dodaję go do wypieków. Dlaczego używam oleju rzepakowego??? Odpowiedź jest prosta: dbam o zdrowie moje i mojej rodziny. Olej rzepakowy jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe Omega 3 i Omega 6, ma optymalny skład tłuszczowy i jest naszym rodzimym produktem. To właśnie przez to nie może go zabraknąć w kuchni każdej pani domu.
Mój torcik przyozdobiłam czekoladowym gniazdkiem, które nadaje mu wiosennego wyglądu. Poniżej znajdziecie wskazówki jak takie gniazdko zrobić ale jeśli macie jakieś wątpliwości ten filmik powinien je rozwiać ---> klik
Ten torcik będzie ozdobą świątecznego stołu i zachwyci smakiem Waszych gości. Skusicie się???
Przepis na torcik szpinakowy dołączam do akcji "Pokochaj olej rzepakowy na Wielkanoc"


środa, 15 marca 2017

Szpinakowe muffinki 'Wielkanocna łączka'




Już za tydzień zerwiemy kartkę z kalendarza z datą 21 Marca i przywitamy oficjalnie wiosnę. Co prawda tu i ówdzie widać już jej pierwsze oznaki ale natura jakby wstrzymała oddech i czekała na ten magiczny moment aby móc eksplodować zielenią. Słońce bawi się z nami w kotka i myszkę, raz się pokazuje, innym razem znika za chmurami. Pomimo tego w powietrzu czuć wiosnę, pierwsze bazie pokryły okoliczne gałązki, tu i ówdzie widać kiełkującą trawę, kosy wcześniej niż zazwyczaj wyśpiewują swoje trele pod naszym oknem. Osiedle zdobyło dzięki paniom sprzątaczkom nowy look, wszędzie jest czyściutko i schludnie, panowie ze służb porządkowych przycięli niesforne gałązki. Powoli przybywa dnia, a w powietrzu pojawiła się ta ciepła, świeża nutka. Serce się raduje, całe moje jestestwo krzyczy: wiosna,wiosna!!! W moim M3 również zrobiło się bardzo wiosennie. W salonie pojawiły się żółciutkie żonkile otulone soczyście zielonym chrobotkiem reniferowym (dla niewtajemniczonych chrobotek to mech ;) ). Na pianinie i półeczkach przysiadły zajączki wielkanocne, w kuchni pachną tulipany, jest cudnie.
Chciałabym Was trochę zarazić moim dobrym humorem i dziś podzielę się z Wami przepisem na cudnie zieloniutkie muffinki. Nazwałam je: Wielkanocna łączka, bo dzięki pstrokatym jajeczkom tak właśnie wyglądają. Mufiinki są przełożone orzeźwiającym domowym lemon curd. Szpinak oprócz pięknego koloru nadaje też muffinkom wilgotności, przez co smakują wspaniale. To must try sezonu wiosennego i idealna propozycja na wielkanocny wypiek. Skusicie się???



wtorek, 14 czerwca 2016

Obłędne ciasto szpinakowe z kremem z białej czekolady i mięty, z galaretką i truskawkami





Miesiąc temu miałam przyjemność odwiedzić jedno z ciekawszych miejsc na kulinarnej mapie Warszawy. Było to jedno z tych miejsc, w których blogerka może poczuć się jak w kulinarnym raju. Mowa oczywiście o Akademii Kulinarnej Whirlpool.  Przyznam szczerze,że dotąd nie uczestniczyłam w warsztatach kulinarnych, tak więc dla mnie było to całkiem nowe doświadczenie. Przestąpiłam próg Akademii z lekką dozą nieśmiałości, która szybko ustąpiła i poczułam się jak dziecko w sklepie z zabawkami :) Dziewczyny z ekipy Whirlpool szybko wdrożyły mnie w zaplecze sprzętowe i mogłam przygotować deser, którym już wkrótce podzielę się z wami na łamach bloga.
Gdy zobaczyłam akcję na durszlaku, pomyślałam,że nie mogę odmówić sobie przyjemności przygotowania czegoś extra z okazji 3 urodzin Akademii. Wybór ciasta wydaje się być oczywisty, kolorystycznie nawiązuje do flagi Włoch a smak??? Postawiłam na orzeźwiające połączenie ciasta szpinakowego, kremu z białej czekolady i mięty oraz truskawek, bo sezon na nie wciąż trwa.
Droga Akademio Kulinarna, życzę Ci z okazji 3 urodzin, aby mogły Cię odkrywać rzesze pasjonatów gotowania, aby kalendarium warsztatów było pyszne, a kolejne lata działalności obfitowały w same sukcesy.
Jeśli jeszcze nie znacie Akademii Kulinarnej Whirlpool koniecznie zajrzyjcie na ich stronę internetową, a jeśli wasze apetyty wzrosną koniecznie zajrzyjcie też do Marco Ghia .
A teraz zapraszam was na obłędne ciasto, ciężko będzie poprzestać na jednym kawałku ;)



czwartek, 7 kwietnia 2016

Zielono mi. Gryczana babka ze szpinakiem




      Zielono mi, przyszła wiosna. Wystarczyły dwa dni ładnej, słonecznej pogody i dokoła mnie eksplodowała zieleń. Osiedlowe krzaczory, wiejskie wierzby, bzy w babcinym ogródku wypuściły spragnione słońca pączki rozsiewając wszędzie optymistyczną zieleń. Serce rośnie jak się na to patrzy. Poczułam przypływ energii, całe dnie spędzałabym na świeżym powietrzu. Proszę jak niewiele potrzeba aby świat był piękniejszy a człowiek bardziej optymistyczny. Rudziszonowa zrzuciła już całe zimowe futro, Arabella nadgania jak może; swoją drogą nie uwierzycie ile z takiego konia można wyczesać włosia. Szczotki i  zgrzebła pracują na pełny etat a ja wracam do domu oklejona rudym futerkiem :)
W ostatnią niedzielę uruchomiliśmy nasz sprzęt do bbq, chyba trochę przedwcześnie bo w sklepach ciężko jeszcze o asortyment do grillowania. Inauguracja była pyszna, tyle mogę powiedzieć :)
Wraz z wiosną przyszły nowe pomysły, nowe plany. Mam nadzieję,że słodkie menu z Five o'clock przypadnie wam do gustu i będziecie chętnie zaglądać po wiosenne/letnie inspiracje.
Dziś zapraszam was na zieloną babkę szpinakową. Jest to babka bezglutenowa, pieczona na mące gryczanej. Jeżeli jej nie lubicie śmiało możecie zastąpić ją mąką pszenną. Ja osobiście bardzo lubię jej orzechowy posmak i chętnie dodaję ją do swoich wypieków. Babka jest wilgotna, niezbyt słodka jak na mój gust idealna. Koniecznie wypróbujcie. Przepis dołączam do akcji: Babki (po)wielkanocne

niedziela, 28 lutego 2016

Wiosna, ach to Ty??? Tort szpinakowy z kremem cytrynowym, bezglutenowy i mega pyszny






Nie zna jeździectwa blasku ten kto nigdy nie całował piasku... tak mówią między sobą koniarze. Baa, powszechnie panuje opinia,że żeby być prawdziwym jeźdźcem trzeba wpierw spaść z konia. Ja dzielnie się przed tym broniłam, zgłębiałam tajniki technik jeździeckich i we wszelkich ewolucjach dopisywało mi szczęście. Kilka razy byłam już o włos ale siła woli i moje nogi nie pozwoliły mi się oderwać od końskiego grzbietu. Tak minęło półtora roku. Dzisiaj rano odwiedziłam Arabellę, pogoda trochę kaprysiła, przez chwilę nawet myślałam,że nici z moich planów. Chmury jednak dały za wygraną, deszcz przestał padać a nieśmiałe słońce pojawiło się na nieboskłonie. Trening zaczął się sprawnie. Stęp na rozgrzewkę, później kłus a w końcu galop, najeżdżanie na drewniane drągi. Wszystko szło sprawnie i gładko do momentu, w którym mój rumak kątem oka zarejestrował coś, co sprawiło,że postanowił czym prędzej się oddalić. W ten oto sposób nagłym zwrotem Arabella zmieniła tor galopu a ja niestety zbyt mocno wychyliłam i się w prawo i spadłam z końskiego grzbietu. Oczywiście ja,jak to ja nie mogłam upaść ot tak sobie. Lądowanie miałam dość miękkie (mokry piach) za to chwilę później Arabella przebiegła po mojej nodze.  jednej chwili zobaczyłam chyba cały gwiazdozbiór. Siedzę więc teraz z nogą na poduszce. Kostkę mam owiniętą opaską uciskową, na szczęście jest tylko mocno stłuczona. Nie myślcie,że się poddałam. Gdy ból nogi minął dosiadłam swojego rumaka i zakończyłam trening. Tak oto stałam się jeźdźcem z krwi i kości :)
Za to więcej przebojów miałam z przygotowaniem tego tortu. Nie byłam pewna jakiej konsystencji miało być ciasto (przepis wymyśliłam sama). Ciasto wyszło dość i wilgotne i dłuższą chwilę zastanawiałam się czy ono jest wilgotne czy po prostu upiekłam dorodny zakalec. Krem wydawał mi się zbyt kwaśny, gdy przekładałam tort byłam pewna ,ze się rozleci a już na końcu gdy już byłam mocno poirytowana doszłam do przekonania,że żadnych sensownych zdjęć nie uda mi się zrobić. Okazało się,że tort jest wilgotny, idealnie pasuje z kwaśnym kremem a zdjęcia oddają moją ogromną tęsknotę za wiosną. Tak więc po wielu niewiadomych mogę was zaprosić na tort szpinakowy. Tort jest bezglutenowy co nie ujmuje mu smaku. Polecam wam szczerze, idealnie wpasuje się w słodkie wielkanocne menu.