Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffinki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffinki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lipca 2018

Cukiniowe cupcakes z cytrynową bezą włoską




Muzyka towarzyszyła mi od zawsze. Przez kolejne lata swojego życia słuchałam różnych nurtów muzycznych, odkrywałam wykonawców,a jeżeli któryś wybitnie mi się spodobał to słuchałam całej dyskografii. Jestem bardzo niepodatna na sugestie innych osób. Muzykę odkrywam sama, we właściwym czasie. A gdy odpowiedni dźwięk wpadnie w moje ucho, to słucham na okrętkę i ciężko mnie znudzić. Mam bardzo czułe ucho i często wyłapuję muzyczne perełki oglądając filmy i seriale. Jedną z takich perełek jest Agnes Obel. Usłyszałam jej Riverside oglądając jeden z odcinków Grey's anatomy. Dosłownie mnie poraziło, gęsia skórka, momentalna ekscytacja, na pewno wiecie, o czym mówię. Zrobiłam w sieci szybki research, znalazłam obie jej płyty i słucham... do dziś...a Riverside usłyszałam w 2014 roku. Tak to już ze mną jest. Mogę robić przerwy, udawać że już mnie to znudziło ale zawsze wracam do ulubionych wykonawców. Uwielbiam też muzykę filmową. Moich ulubionych kompozytorów rozpoznaję oglądając filmy, wystarczy mi kilka charakterystycznych tonów i już wiem czy to Howard Shore czy Alexander Desplat. Ot, taka moja przypadłość :D
Obecnie na mojej top liście muzycznych fascynacji są polscy wykonawcy: Mrozu, Kortez i Zalewski. Odświeżyłam moją playlistę o utwory z ich ostatnich płyt i słucham, śpiewam, tańczę :)... a przede wszystkim słucham gdy rządzę w kuchni. Kuchnia,ja,mikser i głośnik... tercet doskonały. Mogłabym tak spędzać całe dnie, wymyślać nowe przepisy nucąc "To dobry moment" czy "Na szerokie wody" piekąc nową wersję ciasta szpinakowego albo brownie. Muzyka i kulinaria to dla mnie nierozłączna para. A jak to jest z Wami??? Lubicie sobie ponucić w kuchni???
Podczas jednej z takich sesji upiekłam pyszne muffiny z dodatkiem cukinii. Słuchajcie, to jest niebo w gębie. Oczywiście nie byłabym sobą gdyby zostały takie saute, udekorowałam je cytrynową bezą włoską, którą delikatnie opaliłam dla podkręcenia smaku. 
Efekt jest przepyszny ale jeśli nie lubicie babeczek z kremem możecie je zaserwować solo, wierzcie mi smak się broni doskonale. Na samo wspomnienie o tych babeczkach moje ślinianki zaczęły mocniej pracować. 
Zapraszam Was po przepis na cukiniowe cudeńka :).




na babeczki:

2 jajka
150 ml oleju rzepakowego
150 g startej cukinii
skórka otarta z 1 cytryny
100 ml jogurtu greckiego
100 g cukru trzcinowego
200 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

beza włoska:

4 białka
300 g drobnego cukru
60 ml wody
2 łyżki kisielu cytrynowego w proszku
odrobina żółtego barwnika spożywczego


Przogotuj foremkę na muffinki, wyłóż ją papilotkami (12 sztuk). Jajka ubij krótko cukrem trzcinowym na puszystą masę. Do jajek wlej cienką strużką olej i zmiksuj. Do masy jajecznej dodaj startą cukinię, skórkę otartą z cytryny, jogurt grecki, mąkę oraz sodę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Zmiksuj krótko do połączenia składników. Napełnij ciastem papilotki do 3/4 wysokości. Piecz przez 30 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni do tzw suchego patyczka. Gotowe muffinki wystudź.
Teraz przygotuj bezę włoską.Od 300 g cukru odsyp 1/3 szklanki. 60 ml i resztę cukru umieść w rondelku i doprowadź do wrzenia na bardzo małym ogniu. Od momentu zawrzenia gotuj syrop 2-3 minuty, nie podkręcaj ognia aby uniknąć przypalenia. Syrop powinien być przejrzysty, pełen pęcherzyków powietrza. Gotowy syrop zestaw z ognia. Białka umieść w misie miksera, ubij na sztywno, dodawaj partiami wcześniej odłożony cukier i kisiel cytrynowy. Do ubitych białek wlewaj cienką strużką syrop cukrowy nie przerywając ubijania. Gdy wlejesz cały syrop ubijaj jeszcze białka około 2 minut. Na koniec dodaj barwnik spożywczy i zmiksuj krótko aby kolor się wyrównał.
Bezą napełnij rękaw cukierniczy z końcówką w kształcie otwartej gwiazdy i udekoruj babeczki. Jeśli masz chęć może lekko opalić bezę palnikiem gastronomicznym. Babeczki przechowuj w lodówce.



poniedziałek, 19 marca 2018

Szpinakowe muffinki kopiec kreta



Wiosna to piękna pora roku. Świat budzi się do życia po zimowym śnie, nabiera nieśmiałych kolorów. Ptaszki wiją gniazdka w krzakach forsycji, ich trele budzą mnie o 6 rano. Poranki wstają rześkie aby wraz ze wschodem słońca nabrać wiosennych rumieńców. Osiedle również budzi się do życia, sąsiadki hurtowo myją okna, w sobotnie przedpołudnia słychać równomierny dźwięk trzepaczki do dywanów.  Cóż więc poradzić, że widok za oknem w niczym tych wiosennych wyobrażeń nie przypomina??? W piątkowe przedpołudnie w powietrzu zaczęły wirować nieśmiałe płatki śniegu aby nieco późniejszym popołudniem pokryć świat grubą warstwą śnieżnego puchu. W sobotę ścisnął mróz, a w niedzielę na dokładkę rozhulał się porywisty wiatr, który sprawił, że poczułam jakbym zamieszkała na Grenlandii. Mam niejasne przeczucie, że w tym roku do święconki pojedziemy sankami. Bez wyraźnej potrzeby nie wyściubiam nosa poza drzwi mojego przytulnego mieszkanka. Gdyby nie praca i obowiązki najchętniej przeczekałabym tą zimnicę zakopana pod kołdrą. Chętniej uruchamiam piekarnik, bo zapach pieczonego ciasta działa na mnie kojąco. Obmyślam też skromną listę wielkanocnych wypieków. Jak co roku musi być coś ze szpinakiem, żeby było zielono i wiosennie. W ubiegłym miesiącu podzieliłam się z Wami moim pomysłem na szpinakowy kopiec kreta --> klik . Dziś mam dla Was ten sam wypiek ale w wersji mini. Oczywiście wypieki ze szpinakiem mają piękną kolorystykę a szpinak nadaje im wilgotności, nie zmieniając przy tym smaku. Szpinakowy kopiec kreta to jeden z moich ulubionych wypieków ze szpinakiem.
Jeśli nie macie jeszcze gotowej listy słodkości, które przygotujecie na świąteczny stół koniecznie wpiszcie na nią te szpinakowe cudeńka. A w najnowszym numerze Kropki Tv znajdziecie też mój przepis na bezglutenową babkę banan bread.




wtorek, 21 listopada 2017

Muffinkowy teatrzyk "Dziadek do orzechów"- Piernikowe muffiny z kremem speculoos







Teatr to magiczne miejsce, panuje w nim wyjątkowy klimat. Nie wiem czy to przez nastrojowe oświetlenie, czy może przez ciężkie kurtyny skrywające obietnicę przedstawienia. A może ta magia ma miejsce gdy elegancko ubrani zajmujemy wyznaczone miejsca, wsłuchujemy się w dźwięki strojących się smyczków, a dzwonek wzywa ostatnich spóźnialskich i zapowiada początek spektaklu. Światła skierowane są na scenę i nagle przy akompaniamencie smyczków kurtyna się unosi i dajemy się porwać przedstawieniu.  Jednym z takich magicznych spektakli jest Dziadek do orzechów. Myślę,że każdy z nas choć po trosze zna historię drewnianego Dziadka do orzechów, który  w magiczną, świąteczną noc ożywa aby bronić Klary przez Królem Mysz. Balet o tym tytule ilustrowany muzyką Czajkowskiego jest prawdziwą ucztą dla ducha. Fanem baletu można być lub nie ale choć raz warto udać się na takie wydarzenie aby poczuć ten klimat :).
Gdy zobaczyłam w internecie ten uroczy zestaw do przygotowania muffinek od razu postanowiłam go zakupić. Postacie na pikach są przeurocze, a złote papilotki nadają babeczkom świątecznego wyglądu. Pomyślałam,że warto przygotować odpowiednią oprawę i zaaranżowałam domowy teatrzyk. Całość wyszła naprawdę przeuroczo i mam nadzieję,że ta aranżacja spodoba się Wam.
Aby utrzymać świąteczny klimat środek skrywa piernikowe muffinki, które udekorowałam kremem ciasteczkowym. Srebrny brokat to przysłowiowa kropka na "i".  Do tradycyjnego piernika zazwyczaj dodaje się masło ale zamiast niego postanowiłam dodać oleju rzepakowego. Muffinki wyszły mięciutkie, więc i Ty #olejkonwenanse i upiecz piernikowe muffinki na oleju rzepakowym. Jeśli chcesz dowiedzieć się o oleju rzepakowym zajrzyj koniecznie na stronę www.olejkonwenanse.pl




środa, 11 października 2017

Inspiracje na Halloween. Dyniowo-marchewkowe muffinki z cynamonowym kremem




Stuk-stuk, chlap-chlap szurają czarne kalosze. Do jednego przykleił się czerwony liść klonu. Październik, czasem czas złotej jesieni a póki co czas szarugi i deszczu. Właściwie to funkcjonuję w tych warunkach bez zarzutu. Nie jestem senna, nie mam jesiennej depresji z powodu braku światła. Jedynie żal mi, że Arabella stoi odłogiem. Niestety warunki pogodowe nie sprzyjają wypadom do stadniny. Oczywiście w przerwach między opadami zajrzałam tam kilka razy i trochę przewietrzyłyśmy kopytka ale to zdecydowanie za mało jak dla osoby tak spragnionej aktywności jak ja :). Dlatego gdy pada staram się dużo fotografować, piec, jeździć na grzyby, generalnie lubię gdy coś się dzieje. Nie ma miejsca w moim życiu na marnotrawienie czasu. No chyba, że jest zamierzone ;). Na przykład w niedzielę, gdy poranek przyjemnie wydłuża się do popołudnia, a kołdra i książka stają się najlepszymi towarzyszami.
Jesień jest, była i będzie, nie ma co zbyt na nią narzekać, ot trzeba przyjąć jej istnienie i przejść z tym do porządku dziennego. Ja lubię czas szurania kaloszami po kałużach, liście wirujące podrywach wiatru, brązowe kapelusze grzybów, pękate pomarańczowe dynie. Jesień jest piękna!!!
Dni nieubłaganie pędzą i na blogowych łamach zaczynają się pojawiać przysmaki na Halloween. Ja mam dla Was przepis na wprost nieprzyzwoicie smaczne muffinki. Połączenie dyni, marchewki i pomarańczy dało cudny pomarańczowy kolor i fenomenalny smak. Krem cynamonowy to przysłowiowa kropka nad i. Do dekoracji wykorzystałam dodatki, w które zaopatruje mnie nieoceniona Dotka ( dziękuję kochana). Czy namówiłam Was na upieczenie muffinek???


wtorek, 20 czerwca 2017

Czas na piknik- muffiny na maślance z rabarbarem i gryczaną kruszonką




Ładna pogoda sprzyja leśnym wędrówkom. Las o tej porze roku pachnie cudnie, jest nagrzany słońcem, a przy tym panuje w nim nie zmącona cisza.  Zabieram więc Angelinę na spacery do lasu i wspólnie wydeptujemy leśne ścieżki. Ja spaceruję niespiesznym krokiem, a ona w dzikim pędzie bada zawartość leśnego gąszczu.
Na ostatnim takim spacerze poczuła zew natury, a to za sprawą saren. O ile na osiedlu grzecznie prowadzam ją na smyczy to jednak w lesie folguje jej nieco i pozwalam chodzić własnymi ścieżkami. Tak było i tym razem, wszystko szło gładko, gdy zupełnie niechcący spłoszyłyśmy dwie sarenki. To był ułamek sekundy. Usłyszałam trzask łamanych gałęzi, zaraz po tym dwa rude ogonki podskakujące na wysoką trawą, a za nimi kitę mojego pachruścia.
Szczerze mówiąc nie wiedziałam czy puścić się za nią w pogoń, czy usiąść i płakać. Wołałam, gwizdałam ale wielkiej nadziei na powrót mojego hasiora nie żywiłam.
Aż tu nagle, przy akompaniamencie łamanych gałązek wróciła... cała w liściach, gałązkach, z jęzorem sięgającym ziemi ale wróciła :). Próbowała jeszcze podjąć trop ale chyba zmęczenie wzięło górę. Hurra! Sytuacja uratowana, a ja mam nauczkę, że las to pokusy :)
No ale nie o tym rzecz. Na dłuższy spacer lub piknik lubię wziąć jakąś przekąskę, najlepiej słodką. Proponuję Wam moje muffiny, bo są nieskomplikowane oraz pyszne. Ciasto po prostu rozpływa się w ustach, a dodatek rabarbaru to czyste szaleństwo. Wierzch muffinek obsypałam gryczaną kruszonką, która nadała im chrupkości. Koniecznie wypróbujcie ten przepis, póki rabarbar gości jeszcze na półkach warzywniaka.
Dziś po raz pierwszy słupek rtęci oszalał. W najbliższym czasie ochłodzę więc nieco atmosferę. Bądźcie czujni!!! 


środa, 15 marca 2017

Szpinakowe muffinki 'Wielkanocna łączka'




Już za tydzień zerwiemy kartkę z kalendarza z datą 21 Marca i przywitamy oficjalnie wiosnę. Co prawda tu i ówdzie widać już jej pierwsze oznaki ale natura jakby wstrzymała oddech i czekała na ten magiczny moment aby móc eksplodować zielenią. Słońce bawi się z nami w kotka i myszkę, raz się pokazuje, innym razem znika za chmurami. Pomimo tego w powietrzu czuć wiosnę, pierwsze bazie pokryły okoliczne gałązki, tu i ówdzie widać kiełkującą trawę, kosy wcześniej niż zazwyczaj wyśpiewują swoje trele pod naszym oknem. Osiedle zdobyło dzięki paniom sprzątaczkom nowy look, wszędzie jest czyściutko i schludnie, panowie ze służb porządkowych przycięli niesforne gałązki. Powoli przybywa dnia, a w powietrzu pojawiła się ta ciepła, świeża nutka. Serce się raduje, całe moje jestestwo krzyczy: wiosna,wiosna!!! W moim M3 również zrobiło się bardzo wiosennie. W salonie pojawiły się żółciutkie żonkile otulone soczyście zielonym chrobotkiem reniferowym (dla niewtajemniczonych chrobotek to mech ;) ). Na pianinie i półeczkach przysiadły zajączki wielkanocne, w kuchni pachną tulipany, jest cudnie.
Chciałabym Was trochę zarazić moim dobrym humorem i dziś podzielę się z Wami przepisem na cudnie zieloniutkie muffinki. Nazwałam je: Wielkanocna łączka, bo dzięki pstrokatym jajeczkom tak właśnie wyglądają. Mufiinki są przełożone orzeźwiającym domowym lemon curd. Szpinak oprócz pięknego koloru nadaje też muffinkom wilgotności, przez co smakują wspaniale. To must try sezonu wiosennego i idealna propozycja na wielkanocny wypiek. Skusicie się???



środa, 15 lutego 2017

Cookie Monster cupcakes- muffinki Ciasteczkowy Potwór




Dzisiejszy dzień wstał piękny, wiosennie piękny. Słoneczko świeci, mrozik odpuścił, połacie śniegu zaczęły topnieć w oczach. Nawet poranny spacer z hasiorkiem zaliczyłam bez rękawiczek, bo te -3 stopnie o poranku nie były mi już straszne. Dostrzegłam jak niewiele trzeba aby złapać energię i obudzić w sobie radość życia. Kilka ciepłych promieni słonecznych, nic więcej, tylko tyle. 
Jeśli pogoda podąży tym torem czeka nas piękne przedwiośnie. Trzymam więc za to kciuki, Wy też je mocno trzymajcie. Wystarczy już tych czapek,rękawic, szalików, ciężkich butów i grubych kurtek. 
Po południowej herbatce wybieram się do stadniny, z marchewkami i szczotkami. Tak pięknego dnia nie można spędzić w domowych pieleszach, trzeba złapać świeżego powietrza :) Ja mam zamiar spożytkować je na wyczesanie mojego mamuta i wybieganie Angel.
Skoro moje dobre samopoczucie wskoczyło na takie wyżyny postanowiłam podzielić się z Wami przepisem na babeczki. Na pewno znacie Ciasteczkowego Potwora z Ulicy Sezamkowej: puchaty stworek w soczyście niebieskim kolorze, uwielbia ciasteczka. Tak to on :)
Mam dzisiaj dla Was przepis na kapkejki z podobizną potworka. Babeczki są niedziewane czekoladą, krem zrobiłam na bazie białej czekolady i mascarpone. Całość dość słodka ale nie przesadnie. Idealne dla dzieciaków, lub na kinder party ale też przygotowane w domu sprawią wiele radości. 
Ja już uciekam,zostawiam Was z przepisem na babeczki, koniecznie go wypróbujcie.



sobota, 22 października 2016

Kapryśna jesień i babeczki jabłuszka



Jesień w tym roku jest wyjątkowo kapryśna ... brr na samą myśl o tym co się dzieje za oknem wstrząsają mną dreszcze. Słońce wciąż gdzieś błądzi omijając moje strony, za to chmury przybywają całymi stadami i gęsto pokrywają nieboskłon.  Kolorowe liście zamiast cieszyć oczy i szeleścić pod butami pławią się w kałużach, a krople deszczu wygrywają na nich swoje smętne melodie. Zimowa parka, ciężkie buty i kalosze na stałe rozgościły się w przedpokoju, a sikorki i gołębie zaglądają do karmnika na balkonie w poszukiwaniu czegoś do skubnięcia. Oczywiście ja nie poddaję się tym wariacjom pogodowym. W dniach wolnych od deszczu galopuję z Arabellą chcąc dogonić wiatr, oddycham jesiennym powietrzem pełną piersią, w mojej kuchni wprowadziłam rozgrzewające potrawy, aromatyczne ciasta, taki jesienny comfort food. Gdy w piekarniku 'siedzi' szarlotka, w domu roznosi się zapach cynamonu i przywodzi mi na myśl jesienne dni z mojego dzieciństwa. Piec kaflowy w babcinej kuchni dawał ciepło i tworzył przytulny klimat. Na jego brzegu, w imbryku czekała zawsze gorąca herbata, w kuchni pachniało suszonymi grzybami, a na zapiecku suszyły się przemoczone deszczem trzewiki. Jesienią babcia często piekła szarlotkę i drożdżowe paluchy, pamiętam do dziś ten niebiański zapach, który wypełniał cały dom. Mój piekarnik nijak nie przypomina pieca kaflowego mojej babci ale zapach pieczonych ciast powoduje, że często przenoszę się w czasie i wspominam mój rodzinny dom. Dziś mam dla was propozycję na pyszne babeczki, które umilą wam czas w te szare, deszczowe dni. Babeczki pełne jabłuszek i orzechów laskowych, prawdziwie jesienny wypiek. Dekoracja jest cudna, prawdziwa gratka dla najmłodszych. Zainspirowało mnie zdjęcie na Pinterest,a przepis wygrzebałam ze starego zeszytu :). Skusicie się na taką babeczkę??? Przepis dodaję do durszlakowej akcji: Jesień: jemy zdrowo



sobota, 16 lipca 2016

Lato smakuje owocami- Orkiszowe muffinki z agrestem i czerwoną porzeczką






Dość mocno się ochłodziło, szczerze mówiąc nie nadążam za zmianami aury. Przez ostatnie dwa tygodnie pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, raz jest upalnie, chwilę później ciemne chmury i porywisty wiatr pozostawiają po upale tylko wspomnienie. Ciężko jest mi funkcjonować gdy pogoda w ciągu dnia potrafi się zmienić nawet kilka razy. Na zmianę jestem ospała i rozdrażniona. Dajmy na to dwa dni temu wybrałam się do stadniny. Po szybkich zabiegach przygotowawczych dosiadłam swojego rumaka i powędrowałyśmy na pastwisko, na wzgórzu. Na niebie tego popołudnia można było zaobserwować całą paletę kolorów, od bieli pierzastych chmurek po ciemny granat chmur zwiastujących deszcz. W przypływie optymizmu stwierdziłam,że deszczu nie będzie. Jakież było moje zdziwienie gdy deszcz jednak zaczął padać ale był na tyle delikatny i ciepły,że postanowiłam nie przerywać jazdy. Ba, zdecydowałam skierować się na szczyt wzgórza. Wymagało to ode mnie nieco gimnastyki, bo pastwiska są oddzielone płotem z żerdzi. Zeszłam więc, otworzyłam żerdź, przeprowadziłam Arabellę, zamknęłam żerdź i wsiadłam. Nie uszłyśmy daleko gdy zaczęło lać jak z cebra. Przez chwilę nie dawałam za wygraną i dalej parłyśmy do przodu ale po kilku minutach zrobiło się na tyle poważnie, że doszłam do wniosku, że dalsza jazda nie ma najmniejszego sensu. Zawróciłam więc Arabellę i stosując poprzedni schemat przedostałyśmy się na dolne pastwisko. Nie zdążyłyśmy pokonać połowy dystansu do stajni gdy deszcz przestał padać a zza chmur nieśmiało wyjrzało słońce. Nie będę ukrywać, dosłownie się we mnie zagotowało i na tyle obraziła się na pogodę,że rozsiodłałam Arabellę i wypuściłam ją na łąkę.... do końca tego dnia świeciło już słońce.
Na szczęście w domu czekały na mnie pyszne muffiny. Na osłodę i pociechę po nieudanych wojażach. Muffinki przygotowałam na mące orkiszowej, dodałam do nich agrest i czerwoną porzeczkę a wierzch posypałam gryczaną kruszonkę. Dosłownie odrobinę je przypudrowałam cukrem,zaparzyłam herbatę i oddałam się uciechom podniebienia. Muffinki wyszły mięciutkie, agrest i porzeczki dodały im kwaskowego smaczku. To pozycja must try, te muffinki smakowały jak lato.
Przepis dodaję do akcji Letnie owoce na Durszlaku.


niedziela, 29 maja 2016

Muffinki na Dzień dziecka- Polar bear paw cupcakes




 Wszystkie dzieci nasze są, Kasia, Michael, Małgosia, John... Już w najbliższą środę będzie święto wszystkich dzieci. Warto mieć więc w zanadrzu pomysł na coś słodkiego, co zaskoczy naszych milusińskich. Gdy zobaczyłam na Pinterest zdjęcie babeczek, łapek misia polarnego wiedziałam,że muszę je zrobić. Muffinki to jeden z tych wypieków, które zawsze się udają. Dekorowanie babeczek nie sprawi wam kłopotu. Myślę,że zamiast kupować ciasteczka śmiało możecie przygotować takie muffinki w domu.
Pamiętam, z czasów mojej wczesnej młodości, dzień sportu organizowany rok rocznie w naszej szkole z okazji Dnia Dziecka. Wcześnie rano zbieraliśmy się w szkole aby brać udział w konkurencjach grupowych i indywidualnych. Była pyszna oranżada, wata cukrowa i słodycze. Pamiętam swoją dumę,gdy wygrałam konkurs biegu z woreczkiem gimnastycznym na głowie. Nagrodą był długopis z trzema kolorami i gdy go odbierałam byłam najszczęśliwsza na świecie. W domu nie było prezentów tylko lody i jeszcze więcej oranżady :) I wiecie co??? To były najlepsze Dni Dziecka jakie pamiętam. A teraz, dzieci mają listy prezentów, które chciałyby w swoje święto dostać. Ja jako rodzic świadomy i rozsądny, staram się aby ten dzień był wyjątkowy ale nie musi to wiązać się z mega wydatkami na super drogie prezenty. Uważam,że lepiej spędzić z dziećmi czas, zrobić coś szalonego i zjeść coś pysznego. A co wy zaplanowaliście dla swoich pociech???






wtorek, 12 kwietnia 2016

Muffiny gryczane z buraczkiem i kremem z białej czekolady





Moje dzieci uwielbiają muffinki, bardzo prawdopodobne, że nie tylko moje :) Kiedy pytam co chcieliby, żebym upiekła słyszę niezmiennie: babeczki. Mój syn w porywach fantazji lubi też czasem zażyczyć sobie sernik (dla małej odmiany). Ja też uwielbiam muffinki i uważam że to fantastyczny wynalazek. Osoba,która upiekła je po raz pierwszy powinna dostać kulinarnego Oscara. Czyż nie jest to fantastyczne, że wrzucamy kilka składników do miski, niedbale mieszamy, napełniamy papilotki i już za 30 minut możemy się cieszyć małym, słodkim co nieco? A jeśli do tego zrobimy niezbyt skomplikowany krem i ozdobimy nim babeczki to już szaleństwo i rozpusta...
Może po tym co zaraz napisze uznacie mnie za okropną matkę ale czasem traktuję moje dzieci jak króliki doświadczalne. Moje latorośle niestety są strasznie wybredne i anty-warzywne. Budzi to mój niepokój, ponieważ ja w ich wieku zajmowałam się wyjadaniem malin prosto z krzaczka, zjadaniem wiśni prosto z drzewa, podjadaniem pomidorów z babcinego ogródka. Nie myślcie, że u mnie w domu brakuje warzyw i owoców, wręcz przeciwnie, jest ich zatrzęsienie.Codziennie rano pijemy zdrowe koktajle, lodówka pełna jest zieleniny, niestety moje dzieci wykazują ewidentny brak zainteresowania w tym temacie. Czy któraś z was też tak ma???
Dlatego czuję się usprawiedliwiona tym, że podałam im dzisiaj muffinki upieczone na mące gryczanej i buraczkach. Powiem więcej, wcinały aż trzęsły im się uszy ;). Oczywiście powiem im z czym one były... ale gdy się już skończą  :D
Lubię wprowadzać ich  w osłupienie,że pomimo tych okropnych buraków muffinki był pyszne.
Dziś jest Dzień czekolady więc może i wy zjecie po muffince??? Gwarantuję 100% zadowolenia i minimalne wyrzuty sumienia jeśli akurat jesteście na diecie. Jeżeli pominiecie krem to w zasadzie taka muffinka to samo zdrowie. 
Przepis dołączam do akcji Babki (po)wielkanocne



czwartek, 15 października 2015

Przyszła jesień- muffiny na maślance z jagodami





Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł,że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę.
W jednej chwili wszystko się zmienia,temu,kto odchodzi,zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar,zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać,i zaczyna biec,w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze,raptem spokojny niczym wędrujące drzewo,na którym nie rusza się ani jeden liść. 
Później,kiedy zrobi się dzień, zbudzą się przyjaciele i powiedzą: "Odszedł,widać jesień się zbliża" (...) Dolina Muminków w listopadzie.

Zrobiło się szaro,ponuro i melancholijnie. Deszcz wystukuje na parapetach swoje staccato, jednostajnie, raz ciszej raz głośniej. Udzielił mi się dziś ten ponury nastrój, ogarnęła mnie obezwładniająca senność, która pchnęła mnie w objęcia kanapy i ciepłego koca. Smutny ten początek października. Czekałam z utęsknieniem na słoneczne popołudnia, spacery w lesie, zbieranie kolorowych bukietów z liści a otrzymałam śnieg, zimnicę a na dokładkę deszcz. Uznałam,że muszę jakoś odczarować ten smutny, jesienny dzień. Zrobiłam muffinki, tradycyjne na maślance z jagodami. Czas przygotowania- błyskawiczny,jak to przy muffinkach bywa. Zapach podczas pieczenia wypełnił każdy kąt mojego mieszkania. Pachniało jagodami, maślanym ciastem, nutką cytryny i latem. Wierzcie lub nie zrobiło mi się cieplej na duszy, pierwszą muffinkę zjadłam jeszcze ciepłą. ciasto rozpłynęło mi się w ustach doprowadzając moje kubki smakowe do euforii. Siła tych muffinek tkwi w ich prostocie. Muffiny miały dziś powędrować ze mną do stajni na degustację dla moich dziewczyn 'od koni', pogoda jednak uznała,że dziś galopować będę tylko w snach.
Siedzę więc pod ciepłym kocem i czekam na prawdziwą polską jesień, taką w kolorze żółci i  czerwieni, pełną dywanów szeleszczących liści,dymów z ogniska i mgieł.






poniedziałek, 21 września 2015

Gryczane muffinki z dynią oraz polewą z nutelli






Poniedziałek przywitał nas rześkim,żeby nie powiedzieć zimnym powietrzem. Przez okno kuchenne zaglądało piękne słońce,które zwiodło mój instynkt na tyle,że beztrosko ubrałam krótkie spodenki i wybiegłam z Rudziszonkiem na spacer.Jakie było moje zdziwienie gdy poczułam na moich biednych nogach przejmujący chłód. To był najszybszy spacer na świecie. Poratowałam się świeżo zaparzoną herbatą i śniadaniem a zaraz po nim wskoczyłam w bardziej odpowiednie odzienie i pognałam do stadniny. Postanowiłam wykorzystać sprzyjającą aurę i złapać nieco wiatru w kopyta :)
Przywitało mnie rzeczyckie błoto.Po wczorajszej ulewie na padok można się było udać błotnym ślizgiem. Nie spodziewałam się,że w moich kaloszach jestem w stanie kręcić piruety jak w jeździe figurowej na lodzie a jednak. Udało mi się rozprostować kości,dotlenić i naładować akumulatory na nadchodzący tydzień.Po powrocie ze stajni czekało mnie bardzo przyjemne spotkanie z moimi przyjaciółmi z Walii dzięki którym mój język wznosi się na wyżyny lingwistyczne :) Była pyszna herbata,kawa, obiecałam też przygotować coś na słodko.Po wczorajszym intensywnym treningu ( tak,tak postanowiłam zadbać o moją wydolność oddechową) zadecydowałam,że niedziela będzie leniwa. Strugi deszczu i ciężkie chmury upewniły mnie,że podjęłam właściwą decyzję.
Jedyną słuszną w tym wypadku decyzją było przygotowanie muffinek ale nie myślcie,że to były pierwsze lepsze muffinki. Pyszne muffinki gryczane z dynią i toppingiem z nutelli i mascarpone, ich smak kryje się w prostocie, bo często to co proste smakuje nam najlepiej.Przekonałam was?