Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 października 2018

Nietoperze- Trufle Oreo



Ostatni dzień października wstał chłodny ale słoneczny. Przez ostatnie dwa tygodnie pogoda bardzo kaprysiła. Niestety odbiło się to na moim samopoczuciu. Dopadł mnie wirus, podstępny i strasznie niefajny. Zaczęło się gorączką i potwornymi bólami w stawach. Po czterech dniach poczułam się znacznie lepiej ,a tu proszę, dokładnie tydzień po rzekomym wyzdrowieniu wirus przypuścił drugi atak. Tym razem skończyło się paskudnym kaszlem. No nic, sok malinowy, miód, czosnek i jeszcze kilka dni, i będę nówka sztuka :)
A propo czosnku, dzisiaj schowam go żeby nie odstraszyć potencjalnych łowców słodyczy. Dom przystrojony, młodsza latorośl pojechała do szkoły z odpowiednio przygotowanym kostiumem. Słodycze dla upiorów czekają już w koszu, jednym słowem jestem ready for Halloween.
Mam dla Was przepis na super łatwe, super smaczne i super szybkie trufle. Przygotujecie z ciasteczek Oreo i dzięki dekoracji będą wyglądać jak upiorne nietoperki.
Najstraszniejsze jest to, że miałam ochotę zjeść wszystkie na raz :D, Jeśli to Was nie przestraszyło klikajcie śmiało po przepis.



czwartek, 22 lutego 2018

Straszny torcik- Ghost naked cake





Angel, w domu zwana Angeliną lub Dżejsonem (sama nie wiem skąd ten pomysł :D ) jest z nami już od ponad roku. W pewnym sensie po ukończeniu pierwszego roku życia i osiągnięciu pełnej psiej dojrzałości nieco spoważniała... no właśnie nieco. Z jednej strony świetnie reaguje na polecenia,w końcu spędziłyśmy sporo czasu z psią behawiorystką i trenerką ale z drugiej strony potrafi w sekundzie podnieść mi ciśnienie do górnej granicy. Czasami musi zostać sama, zazwyczaj na godzinę lub dwie, gdy muszę załatwić coś na mieście lub mam umówione spotkanie z klientem. Zawsze zostawiam jej jakiś przysmak, który zajmie ją podczas mojej nieobecności. Czasem jest to kość, czasem zamrożony jogurt lub inny rarytas. Czasem mój pies zachowuje się jak anioł, opędzluje wszystko, a później ucina sobie drzemkę. Czasem jednak włącza jej się "zemsta" za pozostawienie jej samej i niszczy... i są to zawsze moje rzeczy. Długopis, czytana właśnie przeze mnie książka, gazetka z promocjami z Biedronki, a ostatnio moja służbowa pieczątka. Gdy otwieram drzwi, a mój pies robi przysłowiowego Smeagola to już wiem, że ewidentnie coś jest na rzeczy. Dostałam już tyle nauczek, że przed wyjściem z domu bardzo dokładnie sprawdzam czy aby w salonie nie został jakiś zachęcający do zniszczenia obiekt. Żeby mi się za bardzo nie nudziło czasem mój hasior trzyma asa w rękawie, tak "just in case". I właśnie ostatnio postanowiła wykorzystać takiego asa i gdy tylko uniosłam klapę bagażnika mój super pies dał drapaka. Wiedziałam, że pogoń za tym wypłoszem na nic się nie zda,bo wykręcała w dzikim galopie radosne młynki wokół bloku. Pomyślałam tylko,że bardzo prawdopodobne że pójdę do kryminału bo jak złapię tę dziadygę to zatłukę gołymi rękami. Nie wiem jak skończyłaby się cała sytuacja, gdyby nie pan spacerujący z yorkiem. Angel oczywiście zaczęła obskakiwać pana, który zapobiegawczo wziął swojego pupila na ręce. Oczywiście moi drodzy wcale nie dała się podejść. Za to pan okazał się na tyle miły, że podprowadził mnie pod klatkę, a gdy mój zwichrowany pies zauważył, że psi obiekt zainteresowania znika w czeluściach naszej klatki, postanowił też do tej klatki wbiec. Gdy w końcu uspokoiłam się na tyle, że moje ciśnienie wróciło do normy, spojrzałam na Stefana który władował swoje kocie jestestwo w kanapowe poduszki i spał nie wiedząc o bożym świecie, westchnęłam...choć jedno stworzenie w domu nie jest wywrotowcem.
Dziś mam dla Was torcik, całkiem prosty i nieskomplikowany. Ostatnio zafascynowała mnie łatwość przygotowania bezy włoskiej, dlatego postanowiłam sprawdzić jak zachowa się ona jako nadzienie tortu. Postanowiłam dodać jej nieco koloru i tak oto powstał duszkowy torcik. Jedyne co jest w nim straszne to jego smakowitość :). Świetnie sprawdzi się na dziecięcych przyjęciach lub na Halloween. koniecznie zaopatrzcie się w jadalne oczy, bo dodają one duszkom uroku. 



czwartek, 26 października 2017

Pajączki- Owsiane ciasteczka z orzechami laskowymi



W październiku las zmienia swoje oblicze. Purpura wrzosów płowieje, spomiędzy wciąż zielonych igieł błyskają czerwone i żółte liście dębu. Te, które zdążyły opaść szeleszczą przy każdym kroku. Łatwiej wypatrzyć brązowe kapelusze podgrzybków ale pojawiają się on coraz rzadziej. Za to można znaleźć opieńki, które gromadzą się w skupiskach przy pniach drzew. Pajęcze sieci pokrywają drobne diamenciki, kropelki rosy. Mgły smętnie krążą w kotlinach i parowach, w oddali słychać żerujące dziki, a w koronach drzew słychać ptasie radio. Las wciąż jest piękny i z przyjemnością go odwiedzam ale sezon grzybobrań można uznać za oficjalnie zamknięty. Pomimo tego z ostatniej wizyty w lesie wróciłam z pełnym koszykiem. Znalazły się w nim oczywiście grzybki, kilka sztuk podgrzybków i brązowych kozaków ale większość miejsca zajęły plastry z pni drzew. Jesienią w lesie zaczyna się wycinka drzew i na wyrębach można znaleźć prawdziwe cuda. Ja znalazłam ich kilka i wszystkie przytargałam do domu, świetnie nadadzą się do kompozycji zdjęciowych.
A teraz słów kilka o pająkach. Muszę tu wyznać, że nie znoszę pająków wręcz wzdragam się gdy jakiegoś widzę. Co innego zrobione własnoręcznie ciasteczka pajączki, sama słodycz. Malutkie, niewinne, usadzone na ciasteczkowych gniazdkach. Przygotujcie je z Waszymi pociechami, gwarantuję mnóstwo zabawy przy dekorowaniu i przyklejaniu oczek. A może przygotujecie je na przyjęcie z okazji Halloween??? Ciasteczka robi się bardzo łatwo, orzechy laskowe dodają im chrupkości, nie wymagają przechowywania w lodówce. Skusicie się???



poniedziałek, 12 czerwca 2017

Ice cream o'clock- jogurtowe lody z rabarbarem




Wszyscy wiemy, że piątek 13 bywa pechowy ale, że poniedziałek??? I to piątego dnia miesiąca??? Przekonałam się na własnej skórze jak czasem pechowo splatają się pewne sytuacje. W feralny poniedziałek zaczęłam dzień jak zawsze.Szybka pobudka, wyprawianie starszej młodzieży do szkoły, poganianie młodszej aby zdążyć na basen, przygotowywanie lunch boxu dla M. Jak zwykle z niewielkim opóźnieniem wypadłyśmy z domu. Po dostarczeniu młodszej latorośli na zajęcia pływania zrobiłam zakupy, wyspacerowałam pachruścia i zwiozłam do pracy M upragnione śniadanie. Gdy już dotarłam pod blok i wytarabaniłam się z auta z psem i siatką z zakupami zapaliła mi się w głowie lampka: Gdzież to ja mam klucze od domu??? No gdzież mogły być??? Ano gdy w pośpiechu wybiegałam z domu wrzuciłam klucze do reklamówki ze śniadaniem  M.
Wyciągnęłam telefon z saszetki żeby sprawdzić czy faktycznie klucze są tam, gdzie myślę. W tym samym czasie mój wspaniały pies złapał w pysk spory kawał zbutwiałego papierzyska. Musicie wiedzieć,że miała już na swoim koncie epizody zjadania różnych paskudztw, musiałam więc zareagować szybko. Siatkę z zakupami rzuciłam na chodnik, a telefon na dach auta, bo chowanie do saszetki zajęłoby za dużo czasu. Szybko odebrałam zdobycz psu, otworzyłam bagażnik auta i wpakowałam ją do niego. Niestety okazało się, że ta małpa w pysku ma jeszcze sporą część tego paskudztwa. Odebrałam Angelinie "zdobycz" i zatrzasnęłam klapę, a raczej zatrzasnęłabym tylko poczułam nagły opór. A czemu? Mój telefon wpadł w szczelinę pomiędzy klapę a dach. Moja szybka reakcja nie uratowała jednak sytuacji. Pomimo zabezpieczenia na wyświetlaczu i pokrowca wyświetlacz mojego Szajsunga się poddał. Przyznam szczerze, że jestem w szoku, że cały telefon nie uległ zmiażdżeniu. Oczywiście wcale nie poprawiło mi to humoru. Płakałam jak bóbr nad moim ulubionym telefonem, wściekając się na siebie , to strzelając piorunującym wzrokiem w psa.
Próbowaliśmy reaktywować wyświetlacz, niestety naprawa przewyższyła wartość telefonu, musiałam więc pożegnać mój S6....
No ale dość już tych ponurych wspomnień. Robiliście lody z rabarbarem??? Nie??? To koniecznie musicie to zmienić. Mam dla Was prosty przepis na obłędne lody jogurtowe z karmelizowanym rabarbarem. Koniecznie wypróbujcie ten przepis póki sezon na rabarbar trwa.



środa, 15 lutego 2017

Cookie Monster cupcakes- muffinki Ciasteczkowy Potwór




Dzisiejszy dzień wstał piękny, wiosennie piękny. Słoneczko świeci, mrozik odpuścił, połacie śniegu zaczęły topnieć w oczach. Nawet poranny spacer z hasiorkiem zaliczyłam bez rękawiczek, bo te -3 stopnie o poranku nie były mi już straszne. Dostrzegłam jak niewiele trzeba aby złapać energię i obudzić w sobie radość życia. Kilka ciepłych promieni słonecznych, nic więcej, tylko tyle. 
Jeśli pogoda podąży tym torem czeka nas piękne przedwiośnie. Trzymam więc za to kciuki, Wy też je mocno trzymajcie. Wystarczy już tych czapek,rękawic, szalików, ciężkich butów i grubych kurtek. 
Po południowej herbatce wybieram się do stadniny, z marchewkami i szczotkami. Tak pięknego dnia nie można spędzić w domowych pieleszach, trzeba złapać świeżego powietrza :) Ja mam zamiar spożytkować je na wyczesanie mojego mamuta i wybieganie Angel.
Skoro moje dobre samopoczucie wskoczyło na takie wyżyny postanowiłam podzielić się z Wami przepisem na babeczki. Na pewno znacie Ciasteczkowego Potwora z Ulicy Sezamkowej: puchaty stworek w soczyście niebieskim kolorze, uwielbia ciasteczka. Tak to on :)
Mam dzisiaj dla Was przepis na kapkejki z podobizną potworka. Babeczki są niedziewane czekoladą, krem zrobiłam na bazie białej czekolady i mascarpone. Całość dość słodka ale nie przesadnie. Idealne dla dzieciaków, lub na kinder party ale też przygotowane w domu sprawią wiele radości. 
Ja już uciekam,zostawiam Was z przepisem na babeczki, koniecznie go wypróbujcie.



sobota, 22 października 2016

Kapryśna jesień i babeczki jabłuszka



Jesień w tym roku jest wyjątkowo kapryśna ... brr na samą myśl o tym co się dzieje za oknem wstrząsają mną dreszcze. Słońce wciąż gdzieś błądzi omijając moje strony, za to chmury przybywają całymi stadami i gęsto pokrywają nieboskłon.  Kolorowe liście zamiast cieszyć oczy i szeleścić pod butami pławią się w kałużach, a krople deszczu wygrywają na nich swoje smętne melodie. Zimowa parka, ciężkie buty i kalosze na stałe rozgościły się w przedpokoju, a sikorki i gołębie zaglądają do karmnika na balkonie w poszukiwaniu czegoś do skubnięcia. Oczywiście ja nie poddaję się tym wariacjom pogodowym. W dniach wolnych od deszczu galopuję z Arabellą chcąc dogonić wiatr, oddycham jesiennym powietrzem pełną piersią, w mojej kuchni wprowadziłam rozgrzewające potrawy, aromatyczne ciasta, taki jesienny comfort food. Gdy w piekarniku 'siedzi' szarlotka, w domu roznosi się zapach cynamonu i przywodzi mi na myśl jesienne dni z mojego dzieciństwa. Piec kaflowy w babcinej kuchni dawał ciepło i tworzył przytulny klimat. Na jego brzegu, w imbryku czekała zawsze gorąca herbata, w kuchni pachniało suszonymi grzybami, a na zapiecku suszyły się przemoczone deszczem trzewiki. Jesienią babcia często piekła szarlotkę i drożdżowe paluchy, pamiętam do dziś ten niebiański zapach, który wypełniał cały dom. Mój piekarnik nijak nie przypomina pieca kaflowego mojej babci ale zapach pieczonych ciast powoduje, że często przenoszę się w czasie i wspominam mój rodzinny dom. Dziś mam dla was propozycję na pyszne babeczki, które umilą wam czas w te szare, deszczowe dni. Babeczki pełne jabłuszek i orzechów laskowych, prawdziwie jesienny wypiek. Dekoracja jest cudna, prawdziwa gratka dla najmłodszych. Zainspirowało mnie zdjęcie na Pinterest,a przepis wygrzebałam ze starego zeszytu :). Skusicie się na taką babeczkę??? Przepis dodaję do durszlakowej akcji: Jesień: jemy zdrowo



sobota, 16 lipca 2016

Powrót do klasyki- Blok czekoladowy





Nasze mamy i babcie żyły w czasach, gdy półki sklepowe nie zapewniały tak różnorodnych produktów, w których my teraz możemy przebierać do woli. W latach 80 w sklepach można było dostać tylko podstawowe produkty a ich też czasem brakowało. Cóż tu mówić, nasze mamy i babcie były mistrzyniami kreatywności. Dosłownie z niczego potrafiły wyczarować pyszny deser. Pamiętam ciasto z kisieli mojej mamy, domowe ptasie mleczko, deser z galaretek, szyszki a także blok czekoladowy. W czasach gdy czekolady nie było na sklepowych półkach, blok czekoladowy był prawdziwym rarytasem. Dział Powrót do klasyki zarósł już nieco pajęczyną, postanowiłam go odświeżyć właśnie przepisem na ten przysmak. Znam go wszyscy i zdecydowanie możemy go zaliczyć polskich klasyków deserowych. Moje podniebienie jednorazowo nie jest w stanie przyjąć więcej niż dwa kawałki ale znam kilku łakomczuchów, którzy są w stanie pobić mój wynik :)
Deser nie wymaga pieczenia, do jego produkcji możecie użyć margaryny zamiast masła, choć ja osobiście polecam masło. Herbatniki warto dodać przy mieszaniu, ja poczekałam do momentu gdy masę miałam w foremce i wbicie herbatników w masę przysporzyło mi nieco kłopotu. Poza tym wykonanie jest bajecznie łatwe. Zapraszam na blok czekoladowy


niedziela, 29 maja 2016

Muffinki na Dzień dziecka- Polar bear paw cupcakes




 Wszystkie dzieci nasze są, Kasia, Michael, Małgosia, John... Już w najbliższą środę będzie święto wszystkich dzieci. Warto mieć więc w zanadrzu pomysł na coś słodkiego, co zaskoczy naszych milusińskich. Gdy zobaczyłam na Pinterest zdjęcie babeczek, łapek misia polarnego wiedziałam,że muszę je zrobić. Muffinki to jeden z tych wypieków, które zawsze się udają. Dekorowanie babeczek nie sprawi wam kłopotu. Myślę,że zamiast kupować ciasteczka śmiało możecie przygotować takie muffinki w domu.
Pamiętam, z czasów mojej wczesnej młodości, dzień sportu organizowany rok rocznie w naszej szkole z okazji Dnia Dziecka. Wcześnie rano zbieraliśmy się w szkole aby brać udział w konkurencjach grupowych i indywidualnych. Była pyszna oranżada, wata cukrowa i słodycze. Pamiętam swoją dumę,gdy wygrałam konkurs biegu z woreczkiem gimnastycznym na głowie. Nagrodą był długopis z trzema kolorami i gdy go odbierałam byłam najszczęśliwsza na świecie. W domu nie było prezentów tylko lody i jeszcze więcej oranżady :) I wiecie co??? To były najlepsze Dni Dziecka jakie pamiętam. A teraz, dzieci mają listy prezentów, które chciałyby w swoje święto dostać. Ja jako rodzic świadomy i rozsądny, staram się aby ten dzień był wyjątkowy ale nie musi to wiązać się z mega wydatkami na super drogie prezenty. Uważam,że lepiej spędzić z dziećmi czas, zrobić coś szalonego i zjeść coś pysznego. A co wy zaplanowaliście dla swoich pociech???






sobota, 7 maja 2016

Ice cream o'clock- Lody o smaku gumy balonowej




Powiało chłodem... musicie mi wybaczyć już trzecią lodową propozycję w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. Po ostatnich udanych eksperymentach lodowych po prostu nie mogłam się powstrzymać. Tak oto powstały lody o smaku gumy balonowej, przysmak dla najmłodszych... i nie tylko. Nie tylko, ponieważ gdy odpowiednio zastygły razem z M. testowaliśmy czy aby nie smakują mdło ;)
Dlaczego lody "guma balonowa"? Zawsze chciałam takie zrobić :) różowe, kiczowate o smaku balonówy. Muszę przyznać,że wersja domowa kładzie na łopatki koleżanki z lodziarni i sklepowych półek. Do przygotowania ich będziecie potrzebować ekstraktu "gumy balonowej". Ja wynalazłam swój ekstrakt na amazon  ( Dotko dziękuję za dostarczenie :) ). Oczywiście odczekał swoje na półce zanim zdecydowałam się go użyć ale nie ma co rozpamiętywać,ważne że sprawdził się a lody smakują jak najprawdziwsza guma balonowa.Do wykonania lodów nie musicie mieć maszynki.Ja takiego sprzętu nie posiadam i radzę sobie świetnie z wytwarzaniem domowych lodów. Zanim zostawię was z przepisem jeszcze kilka słów prywaty.
Jeżeli śledzicie mojego bloga regularnie, pamiętacie na pewno mój mały sukces i pierwsze miejsce w plebiscycie na Kulinarny blog roku na www.gotujmy.pl . Jedną z nagród była sesja zdjęciowa oraz artykuł w Poradniku Domowym. Tadam!!! Już w czerwcowym numerze magazynu będziecie mogli zobaczyć efekty. Zapraszam zatem do kiosków i lektury :) A teraz czas na lody.