Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez pieczenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez pieczenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 grudnia 2018

Świąteczny blok czekoladowy




Wyścig do świąt trwa. Każdy pędzi co sił w nogach aby zdążyć do Wigilii z prezentami, z lepieniem uszek, z ubraniem choinki. Pędzimy po zapomniany proszek do pieczenia do sklepu, po dodatkową paczkę ozdób na choinkę, po cukier puder, którego nagle zabrakło. Perfekcyjne panie domu wypiekają kolejne serniki i makowce. Te mniej perfekcyjne odbierają zamówione wcześniej ciasto w cukierni. Wiem, wiem, nie każdy potrafi piec, nie każdy czuje się w kuchni jak ryba w wodzie.
Dlatego przed samiutkimi świętami mam dla Was przepis na coś słodkiego, coś pysznego i coś bez pieczenia. Blok czekoladowy to powszechnie znany deser. Ja przygotowałam go w wersji świątecznej. Zamiast tradycyjnych herbatników dodałam do niego pianki, kandyzowane wiśnie i migdały bez skórki. Prosto, szybko i smacznie. Idealnie na święta.



piątek, 11 sierpnia 2017

Deser w kwadrans- Malinowe mini serniczki na zimno



Hen za górami, hen za lasami, w pięknym królestwie żyła mała księżniczka. Księżniczkę znali i uwielbiali wszyscy w królestwie, bo była to niezwykła panienka. Jej melodyjny głosik słychać było dookoła zamku, jej śmiech niósł się hen z wiatrem, a gdy zaczynała tańczyć wszystkie kwiaty, zwierzątka i oczy wszystkich były zwrócone ku niej. Rodzice również uwielbiali swój skarb i gotowi byli przychylić nieba swojej małej księżniczce. Beztrosko płynęły jej dni lecz pewnego dnia ciemne chmury zasnuły błękitne niebo a wraz z nimi nadciągnął Żelazny Smok i ściągnął nieszczęście na królewską parę. Trującymi oparami zatruł księżniczkę i ściągnął na nią mroczny sen. Wielka była rozpacz królewskiej pary, wielki był smutek, który okrył mieszkańców pięknego królestwa. Na nic się zdały próby wybudzenia księżniczki. Leżała w pięknej komnacie lecz jej powieka nawet nie drgnęła, mroczny sen wziął ją w swe objęcia i nie chciał wypuścić. Lecz oto u bram zamku pojawił się Czarodziej na białym koniu i czym prędzej spieszył na spotkanie z królewską parą. Do jego uszu doszły szepty niesione wiatrem o wielkim smutku, który spotkał mieszkańców królestwa. Pozwolono mu odwiedzić księżniczkę w jej komnacie. Czarodziej pochylił się nad nią, nasłuchiwał mocno, po czym się zasmucił. Urok rzucony przez Żelaznego Smoka był wielki ale Czarodziej obiecał użyć wszystkich swoich mocy aby przywrócić księżniczkę do życia. Wieść o walce Czarodzieja rozniosła się na wszystkie strony światła. Do królestwa przybyły Elfy oraz Dobre Wróżki, wszyscy chcieli aby księżniczka wybudziła się ze snu...
Czy ta baśń miała dobre zakończenie??? Jeszcze nie wiem, wciąż czekam co przyniesie czas. Ścieżki życia czasem wiodą w niezbadane strony, tak się złożyło że w naszej rodzinie taka mała księżniczka walczy o życie i zdrowie. Mocno trzymamy wszyscy kciuki za jej zdrowie i wierzymy, że czarodzieje i wróżki którzy opiekują się nią teraz dokonają cudu.Bo cud na pewno się zdarzy...
Mam dziś dla Was kochani deser godzien królestwa: cudne mini serniczki na zimno z sosem malinowymi. Deser prosty, elegancki i przepyszny. Deser idealny na upały, gdy nie chcesz włączać piekarnika. Deser idealny dla niezapowiedzianych gości, bo na przygotowanie poświęcisz nie więcej niż kwadrans. Zapraszam :)


środa, 28 czerwca 2017

Smaki dzieciństwa- Ciasto babci Ani na biszkoptach z truskawkami i galaretką



Babcia Ania był specyficzną osobą. Nie znosząca sprzeciwu, energiczna, nieco apodyktyczna pani  z trwałą w kwiecistej podomce. Babcia była typem osoby, która rozstawia wszystkich po kątach, nieco szorstka w obyciu. Potrafiła dać burę za podkradanie ciastek z puszki, przegonić z ogrodu gdy obrywaliśmy niedojrzałe pomidory i przed zjedzeniem obiadu napomnieć, że wszystko ma być zjedzone ale bez "kidania". Przy całej tej szorstkości potrafiła być ciepła. Babcia okazywała uczucia poprzez karmienie wszystkich dookoła. Nie było w moim dziecięcym świecie osoby, która robiła lepszą grochową czy lepszą drożdżówkę ze śliwkami. Babcia gotowała fenomenalnie, a jej wypieki... brak mi słów aby je opisać. Jej zeszyt pełen był pieczołowicie zapisanych receptur na różne pyszności. Ona była moją nauczycielką i osobą, która zaszczepiła we mnie miłość do gotowania i pieczenia. Przez różne koleje losu babciny zeszyt przepadł. Przy różnych okazjach, a zwłaszcza w sezonie na truskawki mama wspominała ciasto, które niegdyś babcia robiła. Metodą prób i błędów udało nam się wskrzesić ten przepis. Kwoli ścisłości ja przyrządzałam, a mama testowała.
Robiłam kilka podejść, a to dodawałam a to znów ujmowałam to i owo. Mama testowała, chwaliła ale za każdym razem mówiła, że to jeszcze nie jest to. Aż ostatnim razem trafiłam w sedno. Kluczem do sukcesu okazał się wafel, którego we wcześniejszych wersjach bardzo brakowało mojej mamie.
Efekt przerósł moje oczekiwania dlatego dzisiaj dzielę się z Wami tym przepisem. Ciasto nie wymaga pieczenia, pełne jest truskawek i pysznego, domowego kremu budyniowego. Sezon na truskawki powoli chyli się ku końcowi, spieszcie więc z wypróbowaniem. Mam w planach zrobić to ciasto w wersji z innymi owocami, spodziewajcie się więc różnych wersji tego ciacha.
Uff, czy u Was też tak parno i gorąco???



piątek, 31 marca 2017

Amerykańskie inspiracje- obłędnie pyszne babeczki banana split





Każdy z nas na pewno zna choć jeden dowcip o blondynkach. Białogłowy z założenia są bardzo atrakcyjne i  z założenia nie grzeszą rozumem. Jak to się stało,że szatynka zawstydziła blondynkę??? Już opowiadam. Otóż moi drodzy, rok temu dostałam od mojej drugiej połowicy wspaniały sprzęt, a mianowicie food procesor (nazwę firmy pominę). Był to spontaniczny zakup, wielka niespodzianka dla mnie ale i również wielka radość. Różnego rodzaju przystawki, mieszadła i dzbanek do robienia koktajli. Ten ostatni grzecznie leżał w szafce, gdyż używałam nieco większego blendera kielichowego. Ten spisywał się cudnie, do momentu w którym zaraz po wyjęciu dzbanka ze zmywarki postanowiłam zrobić sobie kawę mrożoną. Wlałam zimne mleko do dzbanka, usłyszałam charakterystyczne trach!!! i nauczyłam się,że zimnego mleka nie nalewa się do rozgrzanego dzbanka.
Dobry humor jednak mnie nie opuszczał, przecież miałam jeszcze mój super dzbanek, który mogę podpiąć do food procesora. Szybko zamontowałam cudo i na sucho przekręciłam gałkę aby sprawdzić czy montaż się udał. Gałka zaczęła migotać na czerwono a ostrza pozostały nieruchome. Pierwsza próba, druga, trzecia, po trzeciej soczysta wiązanka na temat tego badziewia. Telefon do serwisu, a potem rozmowa z moim M. że koniecznie musimy odwieźć to badziewie do sklepu i niech naprawiają. Trochę czasu minęło, a ja nauczyłam się robić kawę mrożona ręcznym blenderem.
Aż tu kilka dni temu w moje ręce wpadła atrakcyjna gazetka z Lidla,a w niej blender kielichowy, identyczny jak mój poprzedni tylko w jeszcze ładniejszym kolorze. Pokazałam więc M. że to jest to czego potrzebuję. M. chyba w przypływie mocy zażądał dzbanka i zaczął oględziny. Pooglądał dzbanek, po czym zażyczył sobie pokrywkę. Po co mu ta pokrywka???? Założył pokrywkę na dzbanek, dzbanek zapiął do sprzętu, przekręcił gałkę i.... ostrza wydały zgrzyt i zaczęły pracę.
Okazało się,że w dzbanku jest czujnik, który wskazuje na to czy jest otwarty i dopóki nie jest przykryty to sprzęt jest zablokowany aby zapewne uniknąć rozchlapania miksowanej zawartości po ścianach kuchni. Prawda,że genialne??? Przez chwilę poczułam się jak rasowa blondynka, za to chwilę potem zaśmiewaliśmy się już z całej tej sytuacji. Oczywiście za "naprawę" podziękowałam :D
Wystarczy tych śmiechów, czas na konkrety. Dziś mam dla Was babeczki inspirowane amerykańskim deserem banana split. Na blogu jest już kilka propozycji inspirowanych tym deserem --> klik .
Babeczki nie wymagają pieczenia, smakują obłędnie, przyznaję się bez bicia,że wciągnęłam dwie.
Przepis dołączam rzutem na taśmę do akcji kulinarnej: "Kuchnia Ameryki Północnej".


sobota, 16 lipca 2016

Powrót do klasyki- Blok czekoladowy





Nasze mamy i babcie żyły w czasach, gdy półki sklepowe nie zapewniały tak różnorodnych produktów, w których my teraz możemy przebierać do woli. W latach 80 w sklepach można było dostać tylko podstawowe produkty a ich też czasem brakowało. Cóż tu mówić, nasze mamy i babcie były mistrzyniami kreatywności. Dosłownie z niczego potrafiły wyczarować pyszny deser. Pamiętam ciasto z kisieli mojej mamy, domowe ptasie mleczko, deser z galaretek, szyszki a także blok czekoladowy. W czasach gdy czekolady nie było na sklepowych półkach, blok czekoladowy był prawdziwym rarytasem. Dział Powrót do klasyki zarósł już nieco pajęczyną, postanowiłam go odświeżyć właśnie przepisem na ten przysmak. Znam go wszyscy i zdecydowanie możemy go zaliczyć polskich klasyków deserowych. Moje podniebienie jednorazowo nie jest w stanie przyjąć więcej niż dwa kawałki ale znam kilku łakomczuchów, którzy są w stanie pobić mój wynik :)
Deser nie wymaga pieczenia, do jego produkcji możecie użyć margaryny zamiast masła, choć ja osobiście polecam masło. Herbatniki warto dodać przy mieszaniu, ja poczekałam do momentu gdy masę miałam w foremce i wbicie herbatników w masę przysporzyło mi nieco kłopotu. Poza tym wykonanie jest bajecznie łatwe. Zapraszam na blok czekoladowy


czwartek, 7 kwietnia 2016

Zielono mi. Gryczana babka ze szpinakiem




      Zielono mi, przyszła wiosna. Wystarczyły dwa dni ładnej, słonecznej pogody i dokoła mnie eksplodowała zieleń. Osiedlowe krzaczory, wiejskie wierzby, bzy w babcinym ogródku wypuściły spragnione słońca pączki rozsiewając wszędzie optymistyczną zieleń. Serce rośnie jak się na to patrzy. Poczułam przypływ energii, całe dnie spędzałabym na świeżym powietrzu. Proszę jak niewiele potrzeba aby świat był piękniejszy a człowiek bardziej optymistyczny. Rudziszonowa zrzuciła już całe zimowe futro, Arabella nadgania jak może; swoją drogą nie uwierzycie ile z takiego konia można wyczesać włosia. Szczotki i  zgrzebła pracują na pełny etat a ja wracam do domu oklejona rudym futerkiem :)
W ostatnią niedzielę uruchomiliśmy nasz sprzęt do bbq, chyba trochę przedwcześnie bo w sklepach ciężko jeszcze o asortyment do grillowania. Inauguracja była pyszna, tyle mogę powiedzieć :)
Wraz z wiosną przyszły nowe pomysły, nowe plany. Mam nadzieję,że słodkie menu z Five o'clock przypadnie wam do gustu i będziecie chętnie zaglądać po wiosenne/letnie inspiracje.
Dziś zapraszam was na zieloną babkę szpinakową. Jest to babka bezglutenowa, pieczona na mące gryczanej. Jeżeli jej nie lubicie śmiało możecie zastąpić ją mąką pszenną. Ja osobiście bardzo lubię jej orzechowy posmak i chętnie dodaję ją do swoich wypieków. Babka jest wilgotna, niezbyt słodka jak na mój gust idealna. Koniecznie wypróbujcie. Przepis dołączam do akcji: Babki (po)wielkanocne

niedziela, 24 stycznia 2016

Powrót do klasyki- szyszki, przysmak z dzieciństwa




Pierwsza moja myśl,gdy spojrzałam na zdjęcie ilustrujące przepis to: Szyszki najlepiej smakują w lesie :) Co prawda, to prawda. Zabrałam dziś Rudziszona do lasu, było pięknie, wręcz baśniowo. Śnieg pruszył, delikatnie wirując między gałęziami drzew. Las był cichy,skąpany w zimowej bieli. Śnieg chrzęścił mi pod butami, gdzieniegdzie trzasnęła gałązka pod łapką Rudziszona. Brakowało tylko latarni i pana Tumnusa,który zaprosiłby mnie na herbatkę :)
Lubię takie zimowe spacery, kiedy mróz nie dokucza aż tak bardzo, kiedy mogę mieć las tylko dla siebie. Mogę wtedy naładować baterie, nacieszyć oczy bielą i zielenią sosnowych gałęzi. Rudziszonowa może kręcić kółka w dzikich galopach, wypatrywać leśnych zwierzątek, węszyć i kluczyć leśnymi ścieżkami.
Dziś na spacer wzięłam ze sobą szyszki,przysmak z dzieciństwa. Przysmak z czasów gdy słodkości były rzadkością na sklepowych półkach a nasze mamy potrafiły wykazać się kreatywnością. Szyszki to jeden ze smaków dzieciństwa do których uwielbiam powracać. Przysmak,który składa się tylko z 3 składników i nie wymaga czasu,bo robi się go błyskawicznie. Wadą niestety jest to,że znika w równie błyskawicznym tempie ;)
Przepis dodaję do akcji Ciasta bez pieczenia na portalu durszlak.pl


piątek, 15 stycznia 2016

Słodki styczeń- 3 bit




Gdy koła mojego auta wtoczyły się na kamienny podjazd,trzynaście par uszu zastrzygło z zaciekawieniem. Powietrze było przejrzyste, powoli zapadł zimowy zmierzch, świeże połacie śniegu wyściełały pobliskie pagórki. Stęskniłam się za tymi widokami, warunki pogodowe nie sprzyjają ostatnio ani terenom ani przejażdżkom na ujeżdżalni. Dlatego zaglądam do koników nieco rzadziej. Za to gdy już zaglądam, wysiadam z auta obładowana buraczkami, marchwią, odrobiną cukru i suchym chlebem. Dziś również przywiozłam to i owo. Obeszłam wszystkie boksy i stanowiska,zamieniłam dwa słówka z Elastyną i Dobarem. Wyszczotkowałam Arabellę, każdego konika poczęstowałam czymś pyszym, podrapałam za uszkiem. Lubię tę odskocznię od tych ciemnych, czasem smętnych zimowych dni. Zauważyłam,że z wiekiem (jak to zabrzmiało) jednak wolę cieplejsze i dłuższe dni. Doskwiera mi tęsknota za wiosną...eh
A póki co jakoś muszę przetrwać dzielący mnie od niej czas. Z 1 stycznia obiecałam sobie,że ten rok będzie słodki; postanowiłam więc zainaugurować go przepisem na ciasto 3 bit. Znane w kuluarach blogosfery, przygotowywane na biszkoptach bądź herbatnikach, z gotowym kajmakiem bądź gotowanym długo mlekiem skondensowanym. Moja wersja jest przygotowana na słonych krakersach i z gotowym kajmakiem a do masy budyniowej zamiast masła dodałam mascarpone. Ciasto rozeszło się błyskawicznie, polecam wam z całego serca :)
Gotowi na noworoczne słodzenie???
Przepis dodaję do Durszlakowej akcji 'Ciasta bez pieczenia'