Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser w kwadrans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser w kwadrans. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 sierpnia 2018

Eton mess, czyli jak nabałaganić w kwadrans






Living on... living on the island,where the sun shines bright and the people smile... ano zamieszkałam, ludzie faktycznie się uśmiechają,a ze słońcem bywa różnie... jak to na wyspie. Co prawda Julia Pietrucha śpiewa o Hawajach ale to tylko taki drobny szczegół ;) 
Tutaj nie ma piaszczystych plaż z palmami, oceanu, tubylców grających na ukulele. Są za to wrzosowiska, Big Ben, fish and chips i popołudniowa five o'clock tea. Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, wystawiając mój wewnętrzny barometr na ciężkie próby, lewostronny ruch na drodze wciąż wzbudza moje zdziwienie, a domy wyglądają mikroskopijnie jak pudełka od zapałek. Zaskakuje mnie tu wiele rzeczy, badam grunt, biegam, a rowerem jeżdżę trochę na przekór po prawej stronie chodnika. Kuchnia angielska nie jest mi obca, od dawna interesowało mnie co Anglicy nakładają na talerze. Nigella i Jamie są moimi ulubionymi postaciami związanymi z angielską kuchnią, odebrałam z ich książek dobre przygotowanie kulinarne. Trifle, crumble, banoffee pie, malinowy fool, te wszystkie przepisy znajdziecie już na moim blogu. Dzisiaj dołączam do nich klasyk, Eton mess.
Eton Mess, to najsmaczniejszy rodzaj bałaganu jaki znam,a zrobienie go nie zajmie Wam więcej niż kwadrans. Czy to dobra rekomendacja???
Wykorzystajcie sezon na późne truskawki i "naróbcie bałaganu" w Waszych domach. Gwarantuję, że sprzątanie go sprawi Wam samą przyjemność ;). 



piątek, 23 lutego 2018

Dzień dobry- Rozgrzewający pudding z malinami i sucharkami




Opowiem Wam dziś historię jak to dwie baby, czyt. ja i moja koleżanka J., umówiły się na przebieżkę. Otóż moi drodzy, już za tydzień 4 Marca po raz drugi biorę udział w Biegu Tropem Żołnierzy Wyklętych, który odbywa się w pobliskich Gorzycach. Jak wspominałam Wam ostatnio,ze względów pogodowych przeniosłam swoje przebieżki na siłownię. Na ostatnim treningu spotkałam J., która to namówiła mnie na wzięcie udziału w pierwszym biegu i konsekwentnie przypominała,że drugiego po prostu nie mogę odpuścić. Ustaliłyśmy, że wypadałoby przebiec się na zewnątrz aby sprawdzić jak nasze płuca zareagują na zimne powietrze. W razie słabych warunków pogodowych trening miał się odbyć na siłowniowej bieżni. Ustaliłyśmy, że się spiszemy w czwartkowe przedpołudnie, aby ustalić szczegóły. Czwartek wstał niewyraźny, dość chłodny bo temperatura oscylowała w okolicy zera, a do tego co jakiś czas w powietrzu wirowały pojedyncze płatki śniegu. Pisze więc do J. jak nasze plany, czy bieganie wypali. J. odpisała,że oczywiście działamy. Pomyślałam, no cóż, założę dodatkową bluzę, ciepłe skarpety i damy radę. Umówiłyśmy się pod moją klatką o 19:30. O rzeczonej godzinie zbiegłam na dół, przygotowana na bieganie w tej zimnicy z psem na smyczy, bo przecież przebieżka jej nie zaszkodzi. Wyszłam z klatki i w tym samym momencie z drugiej strony bloku zauważyłam J. w pełnym rynsztunku i torbą przygotowaną na trening na siłowni. Nasza reakcja była natychmiastowa, parsknęłyśmy takim śmiechem, że słychać nas chyba było na całym osiedlu :D :D :D. Nie ma to jak dwie kobiety umówią się na trening ;). 
Po szybkiej wymianie zdań ustaliłyśmy że zostajemy na treningu outdoorowym, który okazał się bardzo udany.
W tym tygodniu pogoda nas nie rozpieszcza, jest przeraźliwie zimno. Wyciągnęłam z dna szuflady kosmate, ciepłe skarpety, a z szafy moją ulubioną ostatnio bordową, cieplutką bluzę. Mnie to jednak nie wystarcza i lubię też ogrzać się od środka. Na jedno z ostatnich śniadań przygotowałam sobie rozgrzewający pudding z malinami i sucharkami delikatesowymi Mamut. Zachęcam Was do wypróbowania tego przepisu oraz samych sucharków, ponieważ są doskonałą bazą do przygotowania lekkich śniadań. Pudding przygotujecie w kwadrans, pamiętajcie i szklance świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy :). Zapraszam na rozgrzewające śniadanko.


piątek, 11 sierpnia 2017

Deser w kwadrans- Malinowe mini serniczki na zimno



Hen za górami, hen za lasami, w pięknym królestwie żyła mała księżniczka. Księżniczkę znali i uwielbiali wszyscy w królestwie, bo była to niezwykła panienka. Jej melodyjny głosik słychać było dookoła zamku, jej śmiech niósł się hen z wiatrem, a gdy zaczynała tańczyć wszystkie kwiaty, zwierzątka i oczy wszystkich były zwrócone ku niej. Rodzice również uwielbiali swój skarb i gotowi byli przychylić nieba swojej małej księżniczce. Beztrosko płynęły jej dni lecz pewnego dnia ciemne chmury zasnuły błękitne niebo a wraz z nimi nadciągnął Żelazny Smok i ściągnął nieszczęście na królewską parę. Trującymi oparami zatruł księżniczkę i ściągnął na nią mroczny sen. Wielka była rozpacz królewskiej pary, wielki był smutek, który okrył mieszkańców pięknego królestwa. Na nic się zdały próby wybudzenia księżniczki. Leżała w pięknej komnacie lecz jej powieka nawet nie drgnęła, mroczny sen wziął ją w swe objęcia i nie chciał wypuścić. Lecz oto u bram zamku pojawił się Czarodziej na białym koniu i czym prędzej spieszył na spotkanie z królewską parą. Do jego uszu doszły szepty niesione wiatrem o wielkim smutku, który spotkał mieszkańców królestwa. Pozwolono mu odwiedzić księżniczkę w jej komnacie. Czarodziej pochylił się nad nią, nasłuchiwał mocno, po czym się zasmucił. Urok rzucony przez Żelaznego Smoka był wielki ale Czarodziej obiecał użyć wszystkich swoich mocy aby przywrócić księżniczkę do życia. Wieść o walce Czarodzieja rozniosła się na wszystkie strony światła. Do królestwa przybyły Elfy oraz Dobre Wróżki, wszyscy chcieli aby księżniczka wybudziła się ze snu...
Czy ta baśń miała dobre zakończenie??? Jeszcze nie wiem, wciąż czekam co przyniesie czas. Ścieżki życia czasem wiodą w niezbadane strony, tak się złożyło że w naszej rodzinie taka mała księżniczka walczy o życie i zdrowie. Mocno trzymamy wszyscy kciuki za jej zdrowie i wierzymy, że czarodzieje i wróżki którzy opiekują się nią teraz dokonają cudu.Bo cud na pewno się zdarzy...
Mam dziś dla Was kochani deser godzien królestwa: cudne mini serniczki na zimno z sosem malinowymi. Deser prosty, elegancki i przepyszny. Deser idealny na upały, gdy nie chcesz włączać piekarnika. Deser idealny dla niezapowiedzianych gości, bo na przygotowanie poświęcisz nie więcej niż kwadrans. Zapraszam :)


środa, 29 czerwca 2016

Deser w kwadrans- Deser lodowy banana split





Każdy, kto choć trochę interesuje się kuchnią Ameryki Północnej zna deser o nazwie banana split. W klasycznym wydaniu to deser składający się trzech rodzaju lodów: czekoladowych, truskawkowych i waniliowych. Lody podane są w przepołowionym bananie i polane sosami: ananasowym, truskawkowym i czekoladowym. Do tego grubo siekane orzechy, wisienki koktajlowe, bita śmietana i pyszny amerykański deser jest gotowy. Ja muszę wyznać, że jestem wielką fanką kuchni zza oceanu.  Uwielbiam przeglądać ichniejsze blogi , czerpać inspiracje oraz testować tamtejsze przepisy. Kuchnia amerykańska ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Jak każda kuchnia ma swoje mocne i słabe strony. Ja poza ciastami z gotowych mieszanek potrafię dostrzec jej bogactwo i smak. Szczególnie upodobałam sobie wypieki i desery ( jakżeby inaczej). Banana split to jeden z takich właśnie deserów. Klasyk doczekał się wielu wersji, przeglądając inspiracje na Pinterest dostałam oczopląsu i ślinotoku. W każdej słodkiej dziedzinie można znaleźć wydanie banana split. Jest między innymi sernik, wykwintny tort, mrożone ciasto, muffinki. Mam w kolejce kilka pomysłów do wypróbowania. Dziś propozycja dla zabieganych. Szybki miks w wysokiej szklanicy i deser gotowy. Ja korzystałam z gotowych lodów ale nie ma przeciwwskazań do użycia domowych. Jest to prawdziwy mix smaków ale jak dla mnie mega pyszny. Na Five o'clock znajdziecie też inne pyszne propozycje inspirowane tym deserem,zapraszam do przeglądania.
Dziś słońce wróciło, temperatura wzrosła, południowy przegląd literatury umiliłam sobie lodowym pucharkiem. Deser przygotujecie w niecały kwadrans, koniecznie wypróbujcie.





wtorek, 28 czerwca 2016

Australijskie klimaty, Melba z domowymi lodami śmietankowymi




Peches Melba zawdzięcza swoją nazwę Nelli Melbie, słynnej australijskiej śpiewaczce. Zadedykował go śpiewaczce słynny francuski szef kuchni Auguste Escoffier. Deser jest bardzo prosty, składa się ze składników łatwo dostępnych. Przy swojej prostocie jest to deser bardzo wyrafinowany i elegancki. Smaki świetnie się równoważą, wynosząc nasze doznania smakowe na kulinarne wyżyny. Nie pierwszy raz sprawdza się powiedzenie, że to co najprostsze, smakuje nam najlepiej. Oryginalnie deser składa się z musu z truskawek, lodów waniliowych i brzoskwiń duszonych w sosie waniliowym, wierzch wieńczą płatki migdałów. Ja zrobiłam deser według własnych upodobań. Truskawki zaserwowałam bez przecierania, brzoskwinie podałam karmelizowane na cukrze trzcinowym a zamiast lodów waniliowych dałam lody śmietankowe. Deser wyszedł obłędny, konieczny must try tego sezonu. Wkrótce podzielę się z wami przepisem na jeszcze jedną wersję tego deseru, gwarantuję,że będzie równie smaczna co ta którą podzielę się z wami dzisiaj.
To jest ten typ deseru, przy którym ciężko poprzestać na jednej porcji, ja na raz zjadłam dwie :).
Wierzę, że po degustacji takiego deseru można śpiewać sopranem tak jak Nelli Melba na deskach opery w Sydney. Zapraszam was w podróż kulinarną do dalekiej Australii.






wtorek, 14 czerwca 2016

Deser w kwadrans, sernikowe parfait z ciasteczkami brownie i truskawkami




Satysfakcja, duma i zmęczenie... to moje główne odczucia po ukończonym Runmageddonie. Wspominałam wam nie tak dawno temu, że zapisałam się na bieg z przeszkodami, a dokładniej na Runmageddon classic- 12 km. Jak się okazało na miejscu tak dokładniej było to 12+ co w rzeczywistości dało 16 kilometrów. Gdy w ubiegłym roku kibicowałam mojej ekipie na Służewcu załapałam taką zajawkę, że od razu obiecałam,że  w następnym biegu na pewno biorę udział. Rekrut,czyli 6 km odbył się na idealnie płaskiej powierzchni Służewca. Wyobraźcie sobie moje szczere zdziwienie, gdy dostałam mail od organizatora,że klasyk odbędzie się w Twierdzy Modlin, która usytuowana jest nad Narwią, na imponującej skarpie. No cóż powiedziałam A, trzeba powiedzieć B C D ... Na miejscu zarejestrowałam się i stawiłam na rozgrzewce. Przy obłokach dymu, zagrzewającej muzyce AC/DC, z ciężkim workiem piasku na ramieniu ruszyłam z resztą towarzyszy niedoli. Nie skłamię, jeśli powiem,że nigdy w swoim życiu nie przeżyłam czegoś podobnego. Mnóstwo trudnych podbiegów, przeprawianie się brzegiem rzeki, zasieki, ścianki, toczenie ciężkich opon, przeprawa przez kanał, bieg przez ciemne modlińskie piwnice, kąpiel w wodzie z lodem to tylko nieliczne atrakcje, jakich miałam okazję doświadczyć tego dnia. Choć momentami miałam ochotę odpuścić, mięśnie odmawiały posłuszeństwa, nie ugięłam się. Wraz z moją towarzyszką niedoli Martą parłyśmy dzielnie do przodu, wspomagane przez nowo poznanych Poznaniaków. Panowie dzielnie nas wspierali w przeprawach przez ścianki, motywowali i nie pozwolili odpuścić żadnej przeszkody. Metę pokonałyśmy z dzikim okrzykiem radości i ogromną satysfakcją,że nam się udało. I choć obiecałam sobie,że nigdy więcej takich imprez, to przyznam szczerze, że chyba złamię ta obietnicę. Po kilku dniach, gdy zakwasy tak nie dokuczały a siniaki nieco zbladły, pomyślałam, że bawiłam się wyśmienicie. Szczerze polecam, taki coś trzeba przeżyć na własnej skórze, wrażenia niezapomniane :)
Wystarczy tego biegania, lepiej skupmy się na tym, co w kuchni :),a dokładniej co an deser. Moja ostatnie propozycja deseru w kwadrans spotkała się ze sporym zainteresowanie, co pokazały wskaźniki odwiedzin. Dziś proponuję wam ekspresowe sernikowe parfait z ciasteczkami brownie i truskawkami. Jak obiecałam, na przygotowanie deseru nie poświęcicie więcej niż 15 minut. Obiecuję też,że efekt wizualny i smakowy zadowoli wasze podniebienia. Ja miałam problem z fotografowaniem, moje ślinianki ruszyły z pełną produkcją ;). Zapraszam po przepis.



wtorek, 24 maja 2016

Deser w kwadrans- Domowy budyń kokosowy z truskawkami




Po tygodniu przejmujących chłodów zrobiło się upalnie. Wciąż przybywa dnia, wieczory robią się coraz cieplejsze, dmuchawce na łące wyłysiały. Lato zbliża się do nas wielkimi krokami. Dla mnie oznacza to jedno, daję mojemu piekarnikowi przymusowy urlop. Okres letni staram się jak najwięcej czasu spędzić na świeżym powietrzu, w miarę możliwości aktywnie. Dlatego staram się w jak najkrótszym czasie zrobić słodkie co nieco. Postanowiłam więc stworzyć dział zadedykowany deserom przygotowanym w czasie nie dłuższym niż kwadrans. Dziś zapraszam was na domowy budyń kokosowy z truskawkami. Bardzo lubię połączenie kokos+truskawki. Już wkrótce podzielę się z wami przepisem na sernik w takim właśnie połączeniu smakowym.
Budyń jest wegański i bezglutenowy, świetni nada się jako baza do kremu kokosowego do tortu. Polecam, absolutny hit dla wszystkich kokosolubów :)