Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 listopada 2017

Kawowy krem jaglany z gorącą żurawiną doprawioną skórką pomarańczy i cynamonem




Dla przeciętnego Kowalskiego jeździectwo wydaje się być łatwym sportem. Ot wsiadasz na konia i jedziesz, żadna sztuka, wręcz łatwizna. Zaskoczę Was, jeździectwo nie jest sportem łatwym. Jeśli chcecie osiągnąć przyzwoity level horse ridingu musicie nastawić się na krew i pot. Już po pierwszych zajęciach na lonży dowiecie się o istnieniu mięśni, o których nie mieliście pojęcia że istnieją. Okaże się również, że nijak nie da się usiedzieć w siodle gdy koń kłusuje.Będziecie podskakiwać w siodle i walczyć o przetrwanie. Przez kolejne dwa dni będziecie chodzić jakbyście nadal to siodło mieli między nogami, a przywodziciele nie dadzą Wam zapomnieć o swoim istnieniu. Przy trzecich zajęciach pomyślicie sobie: Co ja właściwie wyprawiam??? Po co mi to było??? Jeśli przetrwacie kryzys okaże się, że powolutku zaczynacie się wczuwać w rytm kroków konia. Radośc nie będzie trwała zbyt długo bo wymagający instruktor będzie pilnował: Piety w dół!!! Łydka do konia!!! Plecy prosto!!! Patrzymy przed siebie!!! Łokcie przy tułowiu!!! A to dopiero początek listy... Okaże się również,że Wasz "sprzęt" może nie zechcieć z Wami współpracować. Konie rekreacyjne są znane z tego,że lubią stroić fochy początkującym jeźdźcom i pastwić się nad nimi. Może się na przykład okazać,że Wasz rumak będzie stał jak odlany z betonu i ani łydka ani niecierpliwe komendy głosowe nie ruszą go z miejsca. Może się również okazać, jak to było w moim przypadku, że Wasz rumak nie będzie się chciał zatrzymać. Okaże się, że galop (to już level bardziej zaawansowany) będzie niekończącym się kręceniem kółek na ujeżdżalni. Jak dziś pamiętam jak Arabella odpalała się do galopu w ułamkach sekund ale żeby już wyhamować to nie bardzo... trzymałam się tylko w siodle zastanawiając się kiedy jej się to znudzi. Do tego  wszystkiego dochodzą wszelkiego rodzaju otarcia od siodła oraz w lecie opalenizna "na jeźdźca",aaa zapomniałam dodać że piaskowanie zębów w okresie letnim na zajęciach jest w gratisie ;) ;) ;).
Jeśli jesteście w stanie przetrwać to wszystko jesteście dobrym materiałem na jeźdźca. Ja przetrwałam... i zaczęłam czwarty rok mojej przygody z końmi. A czemu tak mnie naszło na dyskusje o jeździectwie??? Po każdym treningu czy terenie wracam do domu tak głodna, że wciągnęłabym całą zawartość lodówki. Staram się jednak przed wyjazdem przygotować sobie jakąś przekąskę, która po treningu nasyci mnie i doda energii. Najlepiej gdyby ta przekąska była jeszcze przy tym zdrowa. Po ostatnim treningu zrobiłam sobie pyszny kawowy krem jaglany, który posłodziłam Syropem trzcinowym #Diamant. Co prawda jest to deser ale wyśmienicie sprawdzi się jako śniadanie. Dodatek żurawiny idealnie równoważy kawowo-trzcinowy smaczek i lekko rozgrzewa dzięki dodatkowi cynamonu.
Przepis dołączam do akcji Złocista Kuchnia Diamant.



piątek, 11 sierpnia 2017

Deser w kwadrans- Malinowe mini serniczki na zimno



Hen za górami, hen za lasami, w pięknym królestwie żyła mała księżniczka. Księżniczkę znali i uwielbiali wszyscy w królestwie, bo była to niezwykła panienka. Jej melodyjny głosik słychać było dookoła zamku, jej śmiech niósł się hen z wiatrem, a gdy zaczynała tańczyć wszystkie kwiaty, zwierzątka i oczy wszystkich były zwrócone ku niej. Rodzice również uwielbiali swój skarb i gotowi byli przychylić nieba swojej małej księżniczce. Beztrosko płynęły jej dni lecz pewnego dnia ciemne chmury zasnuły błękitne niebo a wraz z nimi nadciągnął Żelazny Smok i ściągnął nieszczęście na królewską parę. Trującymi oparami zatruł księżniczkę i ściągnął na nią mroczny sen. Wielka była rozpacz królewskiej pary, wielki był smutek, który okrył mieszkańców pięknego królestwa. Na nic się zdały próby wybudzenia księżniczki. Leżała w pięknej komnacie lecz jej powieka nawet nie drgnęła, mroczny sen wziął ją w swe objęcia i nie chciał wypuścić. Lecz oto u bram zamku pojawił się Czarodziej na białym koniu i czym prędzej spieszył na spotkanie z królewską parą. Do jego uszu doszły szepty niesione wiatrem o wielkim smutku, który spotkał mieszkańców królestwa. Pozwolono mu odwiedzić księżniczkę w jej komnacie. Czarodziej pochylił się nad nią, nasłuchiwał mocno, po czym się zasmucił. Urok rzucony przez Żelaznego Smoka był wielki ale Czarodziej obiecał użyć wszystkich swoich mocy aby przywrócić księżniczkę do życia. Wieść o walce Czarodzieja rozniosła się na wszystkie strony światła. Do królestwa przybyły Elfy oraz Dobre Wróżki, wszyscy chcieli aby księżniczka wybudziła się ze snu...
Czy ta baśń miała dobre zakończenie??? Jeszcze nie wiem, wciąż czekam co przyniesie czas. Ścieżki życia czasem wiodą w niezbadane strony, tak się złożyło że w naszej rodzinie taka mała księżniczka walczy o życie i zdrowie. Mocno trzymamy wszyscy kciuki za jej zdrowie i wierzymy, że czarodzieje i wróżki którzy opiekują się nią teraz dokonają cudu.Bo cud na pewno się zdarzy...
Mam dziś dla Was kochani deser godzien królestwa: cudne mini serniczki na zimno z sosem malinowymi. Deser prosty, elegancki i przepyszny. Deser idealny na upały, gdy nie chcesz włączać piekarnika. Deser idealny dla niezapowiedzianych gości, bo na przygotowanie poświęcisz nie więcej niż kwadrans. Zapraszam :)


wtorek, 13 czerwca 2017

Budyniowa kostka z truskawkami i mascarpone




Koty jawiły mi się zawsze jako stworzenia nieco przebiegłe, zwinne, o mocnym poczuciu własnej wartości i chadzające własnymi drogami. Raczej unikałam ich towarzystwa, zdecydowanie jestem typem psiary. Miałam w swoim życiu krótki epizod, kiedy to przygarnęliśmy do domu kotkę. Kotka była rasowym dachowcem i pokazała nam z czym się wiąże posiadanie przedstawiciela tej "rasy". Z tapety w przedpokoju zrobiła sobie drzewo, z uwielbieniem wspinała się na nie i drapała z zapamiętaniem. Nasz super płaski telewizor stał się ulubionym punktem obserwacyjnym a z firanek zrobiła sieci rybackie. Gdy tylko poczuła zew marcowy dała drapaka z balkonu aby po dwóch dniach beztrosko powrócić. Co noc płakała i zawodziła za swoimi adoratorami spędzając sen z powiek całej rodziny.
Zniosłam wszystko ale tego zawodzenia nie udźwignęłam. Zawieźliśmy kotkę na wieś do babci, gdzie odnalazła spokój, a także założyła kocia rodzinę, kilkakrotnie... Ja uleczyłam się z posiadania kota. aż do jesieni 2014, kiedy to przywieźliśmy do domu Stefka.
Stefan, liliowy brytyjczyk zburzył wszystkie moje wyobrażenia na temat kotów.  Okazało się,że sensem życia mojego kota jest miska pełna rarytasów i wygodne legowisko, aha i jeszcze święty spokój. O ile w wieku kocięcym Stefek wykazywał miłość do wszystkich oraz jakąkolwiek aktywność fizyczną to po ukończeniu pierwszego roku życia stał się etatowym leniwcem.
Oprócz tego,że jest leniem, jest również niezdarą, potrafi źle wymierzyć skok na parapet i wylądować na podłodze, podczas mycia futerka potrafi stracić równowagę i spaść z łóżka :D
Nie jada byle czego i nie lubi jak się go zaczepia a gdy mamy gości znika jak kamfora. Czy wspominałam już, że mimo wszystko go uwielbiam??? ;)
Ale dość już o kotach bo ślinka mi cieknie na wspomnienie kostki budyniowej. Zrobiłam to ciasto w miniony weekend i przyznaję się bez bicia,że ilość jaką zjadłam woła o pomstę do nieba.
Biszkopt upiekłam na budyniu bezglutenowym, ciasto było na tyle wilgotne,że nie ponczowałam go kawą. Ciasto jest bardzo proste, łatwo się kroi i jest pyszne. Koniecznie zróbcie póki mamy sezon truskawkowy.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji " Milion smaków truskawek"


środa, 7 grudnia 2016

Coraz bliżej święta- Makczu Picchu, makowe piramidki





Gdy portal gotujmy.pl ogłosił drugą edycję plebiscytu na Kulinarny Blog Roku nie wahałam się ani chwili i jako jedna z pierwszych zgłosiłam swój blog do udziału w nim. Zupełnie inaczej było za pierwszym razem, przeczytałam artykuł jeden raz, potem drugi, potem myślałam czy powinnam się zgłosić, po przemyśleniach stwierdziłam, że lepiej nie, bo są inne, bardziej poczytne i popularne. Blog zgłosiłam w ostatnim dniu,po nagłym impulsie,że może jednak warto spróbować. Wygrana w tym konkursie była dla mnie wielką niespodzianką i wielką radością. Dała mi możliwość spotkania wspaniałej ekipy z gotujmy.pl i dotarcie do szerszej rzeszy czytelników dzięki publikacji w Poradniku domowym. W tej edycji bronię tytułu :). Tym razem zadanie było nieco trudniejsze, tylko jedno zadanie konkursowe przygotowania świątecznej potrawy, w której pierwsze skrzypce gra mak. Mak uwielbiam od zawsze ale przygotowanie tortu lub strucli wydawało mi się zbyt prostym rozwiązaniem. Wiedziałam,że musi być to ekstra deser, który zawsze w sobie i tradycję i nowoczesność. Tak wpadłam na pomysł przygotowania piramidek z czekolady wypełnionych najlepszym makowym nadzieniem. Mak połączyłam w parę z marcepanem, uperfumowałam skórką pomarańczową i przystroiłam siekanymi orzechami, żurawiną i suszoną śliwką. Efekt przerósł moje oczekiwania. Zachęcam was do przygotowania takich piramidek na święta, to będzie prawdziwa perełka w świątecznym menu. Foremkę silikonową piramidki zamówiłam przez internet klik . 




środa, 22 czerwca 2016

Uff, jak gorąco- dwuskładnikowe lody, bezglutenowe, wegańskie i bez cukru





Uff... jak gorąco. Czerwiec stara się jak może,żeby nas wprowadzić w objęcia lata. Od kilku dni słońce praży, aż miło. Przywróciłam do łask wentylator, który miłosiernie owiewa moje nogi, dając ukojenie. Kilka ostatnich wieczorów spędzam czas przy jego monotonnym szumie, w dłoni dzierżąc oszronioną szklankę. Stefek przeprowadził się pod łóżko w sypialni, Rudziszon przemienił się w haszczą poduszkę. 
Wieczory spędzam na balkonie, siedząc wygodnie na bujanym siedzisku. Lawenda rozsiewa zapachy rodem z Prowansji, w latarence tli się świeczuszka a Stefek wypatruje owadów. Lubię ten wieczorny czas, gdy osiedle skąpane jest w ciszy, gwiazdy zaczynają zapalać się na niebie a powietrze staje się rześkie i można odetchnąć po upalnym dniu.
Dziś pomimo upału pojechałyśmy z Rudziszonkiem do stadniny. Godzina 11 przed południem, to może nie jest wymarzony czas na jazdę ale że towarzystwo było zacne  to i upał dokuczał trochę mniej. W taki upał konie także szukają cienia pod koronami drzew, wachlują się ogonkami. Gdy najdzie je ochota zażywają kąpieli w stawie, ich kopytka rozbryzgują wodę, a te bardziej żądne ochłodzenia pływają. Rudziszonowa nie pozostała w tyle, dziś spędziła w stawie kawał czasu, swoją obecność sygnalizując łebkiem wystającym nieco ponad taflę wody. 
Południowy czas spędziłam kłusując i galopując po wzgórzu otaczającym Gościniec husarski, na górze wietrzyk przyjemnie rozwiewał nam włosy i końskie grzywy dając odrobinę ochłody w tym skwarze. Po jeździe konie oddały się w objęcia piasku, wyrzucając kopytka do góry i nacierając się ze wszystkich stron.
Po powrocie do domu szukałam ochłodzenia. Chłodny prysznic to był zdecydowanie strzał w dziesiątkę ale ja postanowiłam sięgnąć do mojego zamrażarkowego arsenału. Na takie upały lubię mieć coś extra, aktualnie są to domowe lody śmietankowe, jabłkowe oraz lody kokosowo-bananowe.
Wszystkie doczekają się wpisu ale dziś skupię się na tych ostatnich. Robi się je bardzo łatwo i szybko. Wystarczy tylko zamrozić banany i zmiksować je z mlekiem kokosowym. Prawda że to łatwe??? Lody są wegańskie, bezglutenowe, bez cukru, śmiało mogą je robić osoby na diecie raw, jest to świetny przysmak dla dzieci. Jeżeli jeszcze nie robiliście takich lodów, koniecznie to zmieńcie :) 



czwartek, 19 maja 2016

Ucierane ciasto owsiano budyniowe z rabarbarem







Nie lubię biegać , chyba nigdy nie lubiłam. Co może być fajnego w jednostajnym przemieszczaniu się do przodu??? Nic a na pewno nie umywa się to do jazdy na koniu czy rowerze. I tu czas na wyznanie: od niedawna biegam. Pomimo całej tej nudnej otoczki, braku wydolności oddechowej zdecydowałam się zacząć. Dlaczego? Żeby przełamać swoje przyzwyczajenia i przepędzić mieszkającego we mnie leniucha.Zaczęłam od skromnych przebieżek z Rudziszonem w lesie na rozciągnięcie zastanych mięśni. Po przebieżkach przyszedł czas na grubszy kaliber i tak mam za sobą bieg Siarkowca na dystansie 10 km i był to mój debiut, a wczoraj dołożyłam do tego kolejne 7 km w biegu charytatywnym. Jutro i w sobotę ciąg dalszy biegu charytatywnego. O ile samo bieganie w żaden sposób mnie nie interesuje to już w konkretnym celu jestem w stanie się poświęcić. Kulminacją mojej krótkiej kariery w bieganiu będzie czerwcowy Runmageddon na dystansie 12 km z przeszkodami. Przyznam, że na końcu biegu jest ogromna satysfakcja i dla niej samej warto próbować przełamywać swoje bariery. Biegajcie, uczcie się nowych umiejętności, rozwijajcie się bo warto :)
Wczoraj był międzynarodowy dzień pieczenia. Ja piekłam wieczór wcześniej i dzięki temu wczoraj zamiast piec mogłam się delektować pysznym ciastem. Mój wybór padł na ciasto ucierane z rabarbarem, póki sezon na rabarbar jeszcze trwa. Ciasto robi się szybko, ładnie wyrasta, a do tego oczywiście jest bardzo smaczne. Wystarczy delikatnie obsypać cukrem pudrem i zaparzyć herbatę i macie gotowy przepis na smaczne popołudnie. 





poniedziałek, 16 maja 2016

Truskawkowa niedziela- sernik na zimno z truskawkami na biszkopcie gryczanym




Zaczyna się sezon na truskawki, więc ja zaczynam znosić do domu łubianki wypełnione nimi. Mój pierwszy kontakt z nimi był słaby, Chyba po raz pierwszy w życiu dostałam po nich mega uczulenia  :( i przez kilka dni musiałam leczyć jego skutki. Dziś zrobiłam próbę numer dwa, tym razem już nie solo a w serniku na zimno. Muszę się wam przyznać, że wzbraniałam się przed robieniem serników w wersji na zimno. W ubiegłym roku podjęłam próbę zrobienia sernika jagodowego w wersji ombre, oczywiście na zimno. Niestety nie przemyślałam dobrze receptury i po odpięciu obręczy okazało się, że spłynął. Ja jak to ja odreagowałam to soczystą wiązanką i postanowiłam więcej serników nie robić...aż do przedwczoraj. Jak zawsze przy okazji różnych rodzinnych uroczystości mama poprosiła mnie  blachę ciasta do herbatki. I co zrobiłam? Blachę sernika na zimno z brzoskwiniami :) bo zapomniałam o ubiegłorocznym niepowodzeniu. Sernik wyszedł pierwsza klasa a więc korzystając ze sprzyjającej passy wczoraj wieczorem zrobiłam drugi. Tym razem był to sernik z truskawkami, wybór oczywisty jak dla mnie. Testowaliśmy go dzisiaj i zgodnie stwierdziliśmy,że wyszedł przepyszny. Ja czekam na pierwsze symptomy alergii, po cichu licząc,że ten pierwszy raz był spowodowany ilością truskawek jaką zjadłam. Gdy tylko nastanie sezon na jagody podzielę się z wami również przepisem na sernik jagodowy na zimno ombre :)
A czy w waszych kuchniach też już zawitały truskawki??? Macie jakieś sprawdzone przepisy???
Póki co zostawiam was z przepisem na sernik a ja wracam do swojej gorącej herbaty, dziś przyjęłam kilka solidnych kubków bo pomimo słońca jest przeraźliwie zimno.




piątek, 22 kwietnia 2016

Proste ciasto kokosowo-owsiane z budyniem i rabarbarem









Piątek, piątek weekendu początek. Musze przyznać,że ja zainaugurowałam ten dzień bardzo przyjemnie. Po pierwsze mam dziś urlop, a więc poranek miałam bardzo spokojny, bez nerwowej bieganiny. Po drugie, wczoraj wieczorem przygotowałam tartę, bardzo prostą ale mega pyszną, tarta więc uświetniła dzisiejsze przedpołudnie. Po trzecie, reaktywowałam dziś sezon na bieganie. Wzięłam Rudziszonka na przebieżkę do lasu, pogoda nieco wietrzna ale słoneczna. Ku mojej uciesze przerwa zimowa aż tak nie dała mi w kość i obeszło się bez zadyszki. Jeśli już jestem przy bieganiu to muszę wam wyznać,że ja super biegaczem nie jestem, zdecydowanie bardziej wolę koński grzbiet lub rower. Dlaczego zatem się męczę??? Już mówię, otóż zapisałam się na Runmageddon, 12 km biegu z przeszkodami na warszawskim Służewcu. A co!!! Jak się bawić to na całego,a że biegnie nas kilka sztuk to zabawa będzie przednia. Rozumiecie zatem,że niewielkie przygotowanie na pewno się w tej sytuacji przyda.Wracam do liczenia. Po czwarte, już za chwilę, już za momencik wyjeżdżam do Muszyny na krótki wypad i spotkanie z przyjaciółmi. Mam nadzieję,że i u was same powody do radości. Jeśli w ten weekend najdzie was chętka na małe co nieco, szczerze polecam ciasto kokosowo-owsiane z budyniem i rabarbarem. Ciasto które przygotowałam w kwadrans, bez specjalnego zaangażowania i które smakowało mi dziś najlepiej na świecie. Ciasto jest bezglutenowe, użyłam do niego mąki owsianej bezglutenowej, budyń, którego użyłam jest zrobiony na skrobi ziemniaczanej i kukurydzianej. Jeżeli gluten wam nie straszny śmiało możecie użyć mąki pszennej. Myślę,że nie odbierze to smaku tarcie. Zostawiam was zatem z przepisem i życzę wam udanego weekendu :)




wtorek, 12 kwietnia 2016

Muffiny gryczane z buraczkiem i kremem z białej czekolady





Moje dzieci uwielbiają muffinki, bardzo prawdopodobne, że nie tylko moje :) Kiedy pytam co chcieliby, żebym upiekła słyszę niezmiennie: babeczki. Mój syn w porywach fantazji lubi też czasem zażyczyć sobie sernik (dla małej odmiany). Ja też uwielbiam muffinki i uważam że to fantastyczny wynalazek. Osoba,która upiekła je po raz pierwszy powinna dostać kulinarnego Oscara. Czyż nie jest to fantastyczne, że wrzucamy kilka składników do miski, niedbale mieszamy, napełniamy papilotki i już za 30 minut możemy się cieszyć małym, słodkim co nieco? A jeśli do tego zrobimy niezbyt skomplikowany krem i ozdobimy nim babeczki to już szaleństwo i rozpusta...
Może po tym co zaraz napisze uznacie mnie za okropną matkę ale czasem traktuję moje dzieci jak króliki doświadczalne. Moje latorośle niestety są strasznie wybredne i anty-warzywne. Budzi to mój niepokój, ponieważ ja w ich wieku zajmowałam się wyjadaniem malin prosto z krzaczka, zjadaniem wiśni prosto z drzewa, podjadaniem pomidorów z babcinego ogródka. Nie myślcie, że u mnie w domu brakuje warzyw i owoców, wręcz przeciwnie, jest ich zatrzęsienie.Codziennie rano pijemy zdrowe koktajle, lodówka pełna jest zieleniny, niestety moje dzieci wykazują ewidentny brak zainteresowania w tym temacie. Czy któraś z was też tak ma???
Dlatego czuję się usprawiedliwiona tym, że podałam im dzisiaj muffinki upieczone na mące gryczanej i buraczkach. Powiem więcej, wcinały aż trzęsły im się uszy ;). Oczywiście powiem im z czym one były... ale gdy się już skończą  :D
Lubię wprowadzać ich  w osłupienie,że pomimo tych okropnych buraków muffinki był pyszne.
Dziś jest Dzień czekolady więc może i wy zjecie po muffince??? Gwarantuję 100% zadowolenia i minimalne wyrzuty sumienia jeśli akurat jesteście na diecie. Jeżeli pominiecie krem to w zasadzie taka muffinka to samo zdrowie. 
Przepis dołączam do akcji Babki (po)wielkanocne



czwartek, 31 marca 2016

Dekadencki sernik na spodzie z orzechów laskowych i kremem z nutelli




W założeniu ten post miał tryskać energią i radością z dopiero co powitanej wiosny a co tu napisać gdy dzień wstał ponury, deszcz pokapuje smętnie a ciężkie chmury wędrują niespiesznie po horyzoncie??? Dziś,gdy super tajnym skrótem wiozłam K. do szkoły zauważyłam pierwsze pąki na krzewach, niektóre tu i ówdzie kwitną na biało. Drogę przebiegł nam pan bażant, po płocie zwinnie przebiegła ruda wiewiórka. Wiosna nieśmiałymi kroczkami wkracza w nasze progi, do pełni szczęścia brakuje tylko odrobiny słońca. Czemu tak truję o tym słońcu??? Rozpuściłam się w tej Szwajcarii jak dziadowski bicz. Niby szczyty Alp bieleją wciąż śniegiem ale takiej pięknej pogody nie mogłam sobie bardziej wymarzyć. Codziennie piękne słońce zaglądało w przepastne okna naszego apartamentu, puszczając oczko znad szczytów górskich. Musiałam używać kremów z wysokim filtrem żeby nie wrócić do domu z opalenizną a la narciarz. Tak mi dobrze zrobił ten wyjazd, że nabrałam apetytu na wiosnę. w drodze powrotnej wszędzie było ją widać, piękne stokrotki wyściełały niemieckie trawniki, kolorowe ptaszki skakały wśród nich jak kolorowe pisanki. Jakie było moje zaskoczenie gdy rodzime strony przywitały zimnicą? I jak tu wrócić w tą przedwiosenną rutynę? Po krótkim okresie rozpaczy wzięłam się w garść, niejako pomogły mi w tym święta wielkanocne. W salonie postawiłam żonkile, bukiet czerwonych tulipanów a do świątecznej herbatki zaordynowałam porcję dekadenckiego sernika i słuszny kawałek szpinakowej babki (o niej nieco później). Słodkie czary mary zadziałały, zapraszam was zatem na dekadencki sernik. Czemu dekadencki? Spód z orzechów laskowych, aksamitny sernik i lekki krem z nutelli, czyż to nie przesada??? Na dokładkę powiem wam,że warstwy idealnie ze sobą współgrają tworząc poezję smaku. Jeśli was zaciekawiłam przepis znajdziecie poniżej :)





czwartek, 10 marca 2016

Rozkicany tort marchewkowy z kremem z masła orzechowego






Marzec, wkrótce święta wielkanocne, w kuchni już zrobiło się wiosennie a na dworze ciągle nie. Trudno mi uwierzyć, że za 11 dni pierwszy dzień wiosny. Na Podkarpaciu chmury wiszą gęsto już drugi tydzień, wachlarz zjawisk atmosferycznych oscyluje wokół mżawek, kapuśniaczków i ciemnych dni. Brakuje mi słońca, niby dni pędzą jak szalone bez względu na pogodę ale ciągle wraca ta uporczywa tęsknota za ciepłem i słońcem zaglądającym w nasze okna. Staram się więc ze wszystkich miar otaczać się kolorem. Hurtowo znoszę do domu bukiety tulipanów we wszystkich dostępnych kolorach , na pianinie zasiadł wielkanocny zając, z dna szafy wyjęłam baranka wielkanocnego. Uwielbiam Wielkanoc za jej klimat, za zieleń rzeżuchy, żółcień kurczaczków i za pstrokato ozdobione pisanki. Człowiek czuje,że wszystko budzi się do życia i od razu aż chce się żyć.
Z okazji zbliżających się wielkimi krokami świąt mam dla was propozycję tortu, można powiedzieć rozkicanego :) Tort marchewkowy upiekłam na mące gryczanej i przełożyłam kremem z masła orzechowego. Dla przełamania jedną warstwę ciasta posmarowałam dżemem z czarnej porzeczki. Tort jest bezglutenowy, oczywiście jeśli nie lubicie mąki gryczanej możecie ją zastąpić mąką pszenną. 
Zostawiam was z tortem a sama pędzę się pakować; jutro wyjeżdżam uczyć się technik narciarskich do najbardziej neutralnego państwa w Europie :) (trzymajcie kciuki abym nie połamała nóg) 





środa, 2 marca 2016

Parfait Queen- królewska kruszonka z bananem, ananasem i czapą bitej śmietany





(Stefan jak zawsze na posterunku :) )


Marzec... prawda,że brzmi wiosennie??? Cóż, w teorii na pewno tak. Gorzej z praktyką.Od trzech dni nieprzerwanie siąpi deszcz, z mniejszym lub większym natężeniem. Do tego jest przeraźliwie zimno.     W wiecznie zasnutym chmurami stanie Waszyngton znajduje się Forks... znacie to??? Za każdym razem gdy deszcz pada kolejny dzień z rzędu, ciężkie chmury wiszą nad nami a dni stają się ciemne czuję się jakbym własnie mieszkała w Forks. Nie wiem, czy moje jestestwo odnalazłoby się w miejscu gdzie przez większość roku pada deszcz. Więc pytam: Wiosno,gdzie jesteś??? Rzuciłaś kilka przebiśniegów i krokusów w babcinym ogródku. Na gałązkach tu i ówdzie pokazały się bazie. A gdzie piękne wiosenne słońce? Gdzie zapach ziemi budzącej się do życia po zimowym śnie?
Nie wiem jak to jest, że przez styczeń i luty jakoś się trzymam a w marcu chcę mieć wiosnę teraz,natychmiast!!! Póki wiosna się nie pojawi staram się zaklinać ją w kuchni. Zapraszam was dziś na przepis na deser, królową parfait. Do pucharków włożyłam pyszną kruszonkę, przykryłam ją budyniem bananowym z kawałkami bananów i ananasowym z kawałkami ananasa. Wierzch udekorowałam bitą śmietaną i posypałam odrobiną startej czekolady. Wierzcie lub nie, słoneczny kolor kremu podziałał na mnie krzepiąco. Poczekam więc jeszcze chwilę, na pełne słońca poranki, zielone pąki na drzewach i wiatr niosący wszystkie zapachy wiosny :)
A póki co zapraszam do kuchni. wykrzesajcie pół godzinki na przygotowanie pysznego deseru.






niedziela, 28 lutego 2016

Wiosna, ach to Ty??? Tort szpinakowy z kremem cytrynowym, bezglutenowy i mega pyszny






Nie zna jeździectwa blasku ten kto nigdy nie całował piasku... tak mówią między sobą koniarze. Baa, powszechnie panuje opinia,że żeby być prawdziwym jeźdźcem trzeba wpierw spaść z konia. Ja dzielnie się przed tym broniłam, zgłębiałam tajniki technik jeździeckich i we wszelkich ewolucjach dopisywało mi szczęście. Kilka razy byłam już o włos ale siła woli i moje nogi nie pozwoliły mi się oderwać od końskiego grzbietu. Tak minęło półtora roku. Dzisiaj rano odwiedziłam Arabellę, pogoda trochę kaprysiła, przez chwilę nawet myślałam,że nici z moich planów. Chmury jednak dały za wygraną, deszcz przestał padać a nieśmiałe słońce pojawiło się na nieboskłonie. Trening zaczął się sprawnie. Stęp na rozgrzewkę, później kłus a w końcu galop, najeżdżanie na drewniane drągi. Wszystko szło sprawnie i gładko do momentu, w którym mój rumak kątem oka zarejestrował coś, co sprawiło,że postanowił czym prędzej się oddalić. W ten oto sposób nagłym zwrotem Arabella zmieniła tor galopu a ja niestety zbyt mocno wychyliłam i się w prawo i spadłam z końskiego grzbietu. Oczywiście ja,jak to ja nie mogłam upaść ot tak sobie. Lądowanie miałam dość miękkie (mokry piach) za to chwilę później Arabella przebiegła po mojej nodze.  jednej chwili zobaczyłam chyba cały gwiazdozbiór. Siedzę więc teraz z nogą na poduszce. Kostkę mam owiniętą opaską uciskową, na szczęście jest tylko mocno stłuczona. Nie myślcie,że się poddałam. Gdy ból nogi minął dosiadłam swojego rumaka i zakończyłam trening. Tak oto stałam się jeźdźcem z krwi i kości :)
Za to więcej przebojów miałam z przygotowaniem tego tortu. Nie byłam pewna jakiej konsystencji miało być ciasto (przepis wymyśliłam sama). Ciasto wyszło dość i wilgotne i dłuższą chwilę zastanawiałam się czy ono jest wilgotne czy po prostu upiekłam dorodny zakalec. Krem wydawał mi się zbyt kwaśny, gdy przekładałam tort byłam pewna ,ze się rozleci a już na końcu gdy już byłam mocno poirytowana doszłam do przekonania,że żadnych sensownych zdjęć nie uda mi się zrobić. Okazało się,że tort jest wilgotny, idealnie pasuje z kwaśnym kremem a zdjęcia oddają moją ogromną tęsknotę za wiosną. Tak więc po wielu niewiadomych mogę was zaprosić na tort szpinakowy. Tort jest bezglutenowy co nie ujmuje mu smaku. Polecam wam szczerze, idealnie wpasuje się w słodkie wielkanocne menu.