Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery na zimno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery na zimno. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 września 2018

Deserki brownie z kremem mascarpone i wiśniami




Przyszedł wrzesień. Powoli ale z uporem zmienia kolory na liściach, zasnuwa chmurami poranne niebo i czasem straszy przenikającym do szpiku kości wieczornym chłodem. Mój wyczulony na wszelkie zmiany pogodowe nos bezbłędnie odczytał te sygnały. Wyjęłam z szuflady puchate skarpetki, na plecy narzuciłam ciepłą bluzę i poczułam się jak mały eskimos.... ale tylko na chwilę.
W drodze do osiedlowego sklepu minęłam na swojej drodze pewnego jegomościa, odzianego uwaga, uwaga: w kurtkę z puchatym kapturem!!! Czy to możliwe, że komuś może być w obecnej sytuacji zimniej niż mnie??? Okazało się, że tak, bo tego poranka spotkałam jeszcze kilka osób odzianych identycznie jak rzeczony wcześniej pan. Zachwiało to moim postrzeganiem siebie jako wiecznego zmarzlucha... ale tylko na chwilę :D.
Wraz z wrześniem moje latorośle rozpoczęły wyspiarską edukację,przynajmniej w teorii. Okazało się, że aby mogły stać się częścią społeczności uczniowskiej musiałam stoczyć walkę z angielską biurokracją i papierologią. I tak K. dziś zaczął drugi dzień szkoły, a przy sprzyjających wiatrach H. rozpocznie swoją przygodę ze szkołą w czwartek.
A wrzesień powolutku trwa i codziennie zrywa z kalendarza kolejne kartki. Pcha nas w objęcia jesieni, w dywany suchych liści, purpurowych wrzosów, upstrzonych kroplami rosy nitek babiego lata.
Na okoliczność zbliżającej się wielkimi krokami jesieni mam dla Was pyszny deser. Wiadomo, że brownie smakuje najlepiej w długie, jesienne wieczory. A jeśli dodamy do czekoladowego ciastka trochę kremu i owoców to już w ogóle jest bajka. Gotowi na przepis??? 

czwartek, 2 sierpnia 2018

Eton mess, czyli jak nabałaganić w kwadrans






Living on... living on the island,where the sun shines bright and the people smile... ano zamieszkałam, ludzie faktycznie się uśmiechają,a ze słońcem bywa różnie... jak to na wyspie. Co prawda Julia Pietrucha śpiewa o Hawajach ale to tylko taki drobny szczegół ;) 
Tutaj nie ma piaszczystych plaż z palmami, oceanu, tubylców grających na ukulele. Są za to wrzosowiska, Big Ben, fish and chips i popołudniowa five o'clock tea. Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, wystawiając mój wewnętrzny barometr na ciężkie próby, lewostronny ruch na drodze wciąż wzbudza moje zdziwienie, a domy wyglądają mikroskopijnie jak pudełka od zapałek. Zaskakuje mnie tu wiele rzeczy, badam grunt, biegam, a rowerem jeżdżę trochę na przekór po prawej stronie chodnika. Kuchnia angielska nie jest mi obca, od dawna interesowało mnie co Anglicy nakładają na talerze. Nigella i Jamie są moimi ulubionymi postaciami związanymi z angielską kuchnią, odebrałam z ich książek dobre przygotowanie kulinarne. Trifle, crumble, banoffee pie, malinowy fool, te wszystkie przepisy znajdziecie już na moim blogu. Dzisiaj dołączam do nich klasyk, Eton mess.
Eton Mess, to najsmaczniejszy rodzaj bałaganu jaki znam,a zrobienie go nie zajmie Wam więcej niż kwadrans. Czy to dobra rekomendacja???
Wykorzystajcie sezon na późne truskawki i "naróbcie bałaganu" w Waszych domach. Gwarantuję, że sprzątanie go sprawi Wam samą przyjemność ;). 



czwartek, 3 maja 2018

Czekoladowy mus z awokado z truskawkami




Ci z Was którzy zaglądają do mojego kącika w miarę regularnie na pewno zauważyli, że przepadłam jak kamfora. Tak, kwiecień nie był miesiącem bogatym w publikacje. Nie oznacza to jednak, że oddałam się błogiemu lenistwu, o nie! Marzec i kwiecień były miesiącami intensywnej pracy. Niektórzy już wiedzą, inni jeszcze nie. Z wielką radością dołączyłam do teamu Darka Kuźniaka i zaczęłam pracować nad nowymi projektami kulinarnymi. Jest to dla mnie duże wyzwanie ale i mega frajda z wykonywanej pracy. W kwietniu po raz pierwszy przygotowałam słodkości dla szerszej publiki. Moje słodkości znalazły się z słodkim menu na jednym z kulinarnych eventów.
Punkt 8:00 w jeden ze słonecznych piątków stawiłam się w studio kulinarnym Cook up w Warszawie. Studio zaopatrzone bajecznie w sprzęt i akcesoria kulinarne, poczułam się jak w sklepie z zabawkami :) . Słodkie menu zawierało dwa rodzaje cupcakes, dwa rodzaje makaroników oraz trufle. Czas operacyjny: 4 godziny. Dawno nie dostałam takiego zastrzyku pozytywnej energii i adrenaliny. Atmosfera w studio bajeczna, Darek+team dużo pozytywnej energii, serwis na najwyższym poziomie, pełna synchronizacja, chciałoby się rzec jak w szwajcarskim zegarku. Lunch udał się bajecznie, goście wyszli mega zadowoleni, ekipa za to zmęczona ale nadal tryskająca pozytywną energią. Jechałam na ten event pełna obaw, a wróciłam naładowana energią niczym atom ;) . Poznałam świetnych ludzi, zasmakowałam pysznego jedzenia i złapałam apetyt na więcej.
   Majówka powoli się kończy, u mnie pogoda bajeczna, sprzyja do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Długi weekend spędzam w domu i powolutku nadrabiam zaległości, w tym te blogowe.
Mam dziś dla Was deser, znany już wielu Wam z sieci. Ja za to całkiem niedawno dopiero odkryłam go własnymi kubkami smakowymi. Mowa tu oczywiście o najzdrowszym musie czekoladowym, czyli o musie z awokado. Jest kilka sposobów na jego przyrządzenie, dobór dodatków jest również dowolny. Ja gorąco namawiam Was do zrobienia musu i podania go z truskawkami i bezą włoską. Jak dla mnie bajka i tu moment na wyznanie: zjadłam obie porcje :D
To ideał na słodkie zachciewajki, czas przygotowania rekordowo szybki, a smak wręcz nieprzyzwoicie dobry. No to awokado w dłoń i działamy... 




piątek, 11 sierpnia 2017

Deser w kwadrans- Malinowe mini serniczki na zimno



Hen za górami, hen za lasami, w pięknym królestwie żyła mała księżniczka. Księżniczkę znali i uwielbiali wszyscy w królestwie, bo była to niezwykła panienka. Jej melodyjny głosik słychać było dookoła zamku, jej śmiech niósł się hen z wiatrem, a gdy zaczynała tańczyć wszystkie kwiaty, zwierzątka i oczy wszystkich były zwrócone ku niej. Rodzice również uwielbiali swój skarb i gotowi byli przychylić nieba swojej małej księżniczce. Beztrosko płynęły jej dni lecz pewnego dnia ciemne chmury zasnuły błękitne niebo a wraz z nimi nadciągnął Żelazny Smok i ściągnął nieszczęście na królewską parę. Trującymi oparami zatruł księżniczkę i ściągnął na nią mroczny sen. Wielka była rozpacz królewskiej pary, wielki był smutek, który okrył mieszkańców pięknego królestwa. Na nic się zdały próby wybudzenia księżniczki. Leżała w pięknej komnacie lecz jej powieka nawet nie drgnęła, mroczny sen wziął ją w swe objęcia i nie chciał wypuścić. Lecz oto u bram zamku pojawił się Czarodziej na białym koniu i czym prędzej spieszył na spotkanie z królewską parą. Do jego uszu doszły szepty niesione wiatrem o wielkim smutku, który spotkał mieszkańców królestwa. Pozwolono mu odwiedzić księżniczkę w jej komnacie. Czarodziej pochylił się nad nią, nasłuchiwał mocno, po czym się zasmucił. Urok rzucony przez Żelaznego Smoka był wielki ale Czarodziej obiecał użyć wszystkich swoich mocy aby przywrócić księżniczkę do życia. Wieść o walce Czarodzieja rozniosła się na wszystkie strony światła. Do królestwa przybyły Elfy oraz Dobre Wróżki, wszyscy chcieli aby księżniczka wybudziła się ze snu...
Czy ta baśń miała dobre zakończenie??? Jeszcze nie wiem, wciąż czekam co przyniesie czas. Ścieżki życia czasem wiodą w niezbadane strony, tak się złożyło że w naszej rodzinie taka mała księżniczka walczy o życie i zdrowie. Mocno trzymamy wszyscy kciuki za jej zdrowie i wierzymy, że czarodzieje i wróżki którzy opiekują się nią teraz dokonają cudu.Bo cud na pewno się zdarzy...
Mam dziś dla Was kochani deser godzien królestwa: cudne mini serniczki na zimno z sosem malinowymi. Deser prosty, elegancki i przepyszny. Deser idealny na upały, gdy nie chcesz włączać piekarnika. Deser idealny dla niezapowiedzianych gości, bo na przygotowanie poświęcisz nie więcej niż kwadrans. Zapraszam :)


piątek, 24 lutego 2017

Czekoladowe pudełka z miętowym kremem wafelkowym





Wiatr wściekle wyje od samego rana, przyszedł prawdziwy wiatrodzień. Jego mocne porywy wysuszyły osiedlowe kałuże i narobiły bałaganu na moim balkonie. Chmury przemierzają dziś maraton,ich popielate barwy wymieszały się z błękitem nieba tu i ówdzie wyłaniającym się z tych szarości. Jest ciepło ale spacer bez czapki nie wchodzi dzisiaj w grę. Pogoda bardziej dziś nastraja do spędzania czasu w zacisznym domu. Zaszyłam się więc w kuchni i zajęłam tym co lubię najbardziej. Nie miałam ochoty na pieczenie tradycyjnego ciasta, po głowie krążyło mi coś mniejszego i coś extra. Mój wzrok padł na pudełko ze słodką przesyłką od @lusette . Ha! Zrobię czekoladowe pudełka. Szybko zakasałam rękawy, upiekłam kakaowy biszkopt, stopiłam czekoladę, przygotowałam miętowy mus. Przy krojeniu wafelków nie wytrzymałam i zjadłam jeden nugatowy i jeden czekoladowy. Niebo w gębie!!! Wafelek lekki jak piórko, chrupiący, rozpływający się w ustach i nie za słodki, idealny, bo oblany czekoladą tylko na wierzchu. Ciężko było mi powstrzymać się przed zjedzeniem trzeciego ale wytrzymałam. Pocieszałam się myślą,że przecież będa jeszcze pudełka :) No właśnie, pudełka. Czy robiliście kiedyś taki deser???
Ja natknęłam się w jednej z otrzymanych w prezencie książek na przepis na takie pudełka. Długo ze sobą walczyłam, bo wydawały mi się zbyt trudne do zrobienia. A gdy się odważyłam, zrozumiałam,że to żadna filozofia, a za to deser wygląda jak milion dolarów.
Biszkopt zrobiłam bez dodatku mąki, słodycz musu z białej czekolady przełamałam nutką mięty, dodatek chrupiących wafelków to był strzał w dziesiątkę. Ciężko było zatrzymać mi się na jednym pudełku. Gorąco Was zachęcam do wypróbowania tego przepisu w Waszych domach.
Przepis dołączam do akcji: "Odkryj słodką przyjemność z Lusette"



środa, 29 czerwca 2016

Deser w kwadrans- Deser lodowy banana split





Każdy, kto choć trochę interesuje się kuchnią Ameryki Północnej zna deser o nazwie banana split. W klasycznym wydaniu to deser składający się trzech rodzaju lodów: czekoladowych, truskawkowych i waniliowych. Lody podane są w przepołowionym bananie i polane sosami: ananasowym, truskawkowym i czekoladowym. Do tego grubo siekane orzechy, wisienki koktajlowe, bita śmietana i pyszny amerykański deser jest gotowy. Ja muszę wyznać, że jestem wielką fanką kuchni zza oceanu.  Uwielbiam przeglądać ichniejsze blogi , czerpać inspiracje oraz testować tamtejsze przepisy. Kuchnia amerykańska ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Jak każda kuchnia ma swoje mocne i słabe strony. Ja poza ciastami z gotowych mieszanek potrafię dostrzec jej bogactwo i smak. Szczególnie upodobałam sobie wypieki i desery ( jakżeby inaczej). Banana split to jeden z takich właśnie deserów. Klasyk doczekał się wielu wersji, przeglądając inspiracje na Pinterest dostałam oczopląsu i ślinotoku. W każdej słodkiej dziedzinie można znaleźć wydanie banana split. Jest między innymi sernik, wykwintny tort, mrożone ciasto, muffinki. Mam w kolejce kilka pomysłów do wypróbowania. Dziś propozycja dla zabieganych. Szybki miks w wysokiej szklanicy i deser gotowy. Ja korzystałam z gotowych lodów ale nie ma przeciwwskazań do użycia domowych. Jest to prawdziwy mix smaków ale jak dla mnie mega pyszny. Na Five o'clock znajdziecie też inne pyszne propozycje inspirowane tym deserem,zapraszam do przeglądania.
Dziś słońce wróciło, temperatura wzrosła, południowy przegląd literatury umiliłam sobie lodowym pucharkiem. Deser przygotujecie w niecały kwadrans, koniecznie wypróbujcie.





wtorek, 28 czerwca 2016

Australijskie klimaty, Melba z domowymi lodami śmietankowymi




Peches Melba zawdzięcza swoją nazwę Nelli Melbie, słynnej australijskiej śpiewaczce. Zadedykował go śpiewaczce słynny francuski szef kuchni Auguste Escoffier. Deser jest bardzo prosty, składa się ze składników łatwo dostępnych. Przy swojej prostocie jest to deser bardzo wyrafinowany i elegancki. Smaki świetnie się równoważą, wynosząc nasze doznania smakowe na kulinarne wyżyny. Nie pierwszy raz sprawdza się powiedzenie, że to co najprostsze, smakuje nam najlepiej. Oryginalnie deser składa się z musu z truskawek, lodów waniliowych i brzoskwiń duszonych w sosie waniliowym, wierzch wieńczą płatki migdałów. Ja zrobiłam deser według własnych upodobań. Truskawki zaserwowałam bez przecierania, brzoskwinie podałam karmelizowane na cukrze trzcinowym a zamiast lodów waniliowych dałam lody śmietankowe. Deser wyszedł obłędny, konieczny must try tego sezonu. Wkrótce podzielę się z wami przepisem na jeszcze jedną wersję tego deseru, gwarantuję,że będzie równie smaczna co ta którą podzielę się z wami dzisiaj.
To jest ten typ deseru, przy którym ciężko poprzestać na jednej porcji, ja na raz zjadłam dwie :).
Wierzę, że po degustacji takiego deseru można śpiewać sopranem tak jak Nelli Melba na deskach opery w Sydney. Zapraszam was w podróż kulinarną do dalekiej Australii.






czwartek, 23 czerwca 2016

Wiwat wakacje, kajmakowy deser z truskawkami i bananami





Wiwat wakacje, plecak powędrował w kąt pokoju, czas oddać się słodkiemu uczniowskiemu lenistwu. Starsza latorośl postanowiła jak najszybciej zatrzeć ślady po roku szkolnym, pozbywając się książek na kiermaszu i upychając zeszyty w najdalszych zakamarkach szafki. Dziś oficjalnie pożegnaliśmy progi szkoły podstawowej,a Kacper trzymając świadectwo poczuł zapach wakacji.
Doskonale go rozumiem, bo jeszcze nie tak dawno sama maszerowałam dziarskim krokiem do szkoły. W białych podkolanówkach i granatowej spódnicy, z naręczem goździków i czekoladkami żegnałam mury szkolne i ulubioną wychowawczynię. Na uroczystym apelu odśpiewywaliśmy "Lato czeka" a pani dyrektor wręczała świadectwa z czerwonym paskiem.
Po powrocie do domu czekał kompot z truskawek i ciasto drożdżowe z kruszonką i było wiadomo,że to już wakacje. Wakacje pachną przygodą i dojrzałymi czereśniami. Dzień jest długi, można go trwonić na słodkim nic nie robieniu, można pojechać na jezioro i opalać się na plaży, można robić wycieczki rowerowe, objadać się malinami prosto z krzaczka, można do późna siedzieć a ganku z mrożoną kawą. Uwielbiam ten czas, gdy nie trzeba zrywać się z budzikiem o 6:30 a dzień układać według własnego widzi mi się.
Dziś jeszcze nie snujemy planów wakacyjnych, dziś cieszymy się nadchodzącymi 2 miesiącami beztroski. Deser,który dziś wam proponuję jest idealny na aktualne upały. Kajmakowy krem z truskawkami i bananami jest prosty ale skuteczny. Krem po schłodzeniu jest aksamitny i delikatny, polecam do mrożonej kawy :)


poniedziałek, 16 maja 2016

Truskawkowa niedziela- sernik na zimno z truskawkami na biszkopcie gryczanym




Zaczyna się sezon na truskawki, więc ja zaczynam znosić do domu łubianki wypełnione nimi. Mój pierwszy kontakt z nimi był słaby, Chyba po raz pierwszy w życiu dostałam po nich mega uczulenia  :( i przez kilka dni musiałam leczyć jego skutki. Dziś zrobiłam próbę numer dwa, tym razem już nie solo a w serniku na zimno. Muszę się wam przyznać, że wzbraniałam się przed robieniem serników w wersji na zimno. W ubiegłym roku podjęłam próbę zrobienia sernika jagodowego w wersji ombre, oczywiście na zimno. Niestety nie przemyślałam dobrze receptury i po odpięciu obręczy okazało się, że spłynął. Ja jak to ja odreagowałam to soczystą wiązanką i postanowiłam więcej serników nie robić...aż do przedwczoraj. Jak zawsze przy okazji różnych rodzinnych uroczystości mama poprosiła mnie  blachę ciasta do herbatki. I co zrobiłam? Blachę sernika na zimno z brzoskwiniami :) bo zapomniałam o ubiegłorocznym niepowodzeniu. Sernik wyszedł pierwsza klasa a więc korzystając ze sprzyjającej passy wczoraj wieczorem zrobiłam drugi. Tym razem był to sernik z truskawkami, wybór oczywisty jak dla mnie. Testowaliśmy go dzisiaj i zgodnie stwierdziliśmy,że wyszedł przepyszny. Ja czekam na pierwsze symptomy alergii, po cichu licząc,że ten pierwszy raz był spowodowany ilością truskawek jaką zjadłam. Gdy tylko nastanie sezon na jagody podzielę się z wami również przepisem na sernik jagodowy na zimno ombre :)
A czy w waszych kuchniach też już zawitały truskawki??? Macie jakieś sprawdzone przepisy???
Póki co zostawiam was z przepisem na sernik a ja wracam do swojej gorącej herbaty, dziś przyjęłam kilka solidnych kubków bo pomimo słońca jest przeraźliwie zimno.




sobota, 7 maja 2016

Ice cream o'clock- Lody o smaku gumy balonowej




Powiało chłodem... musicie mi wybaczyć już trzecią lodową propozycję w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. Po ostatnich udanych eksperymentach lodowych po prostu nie mogłam się powstrzymać. Tak oto powstały lody o smaku gumy balonowej, przysmak dla najmłodszych... i nie tylko. Nie tylko, ponieważ gdy odpowiednio zastygły razem z M. testowaliśmy czy aby nie smakują mdło ;)
Dlaczego lody "guma balonowa"? Zawsze chciałam takie zrobić :) różowe, kiczowate o smaku balonówy. Muszę przyznać,że wersja domowa kładzie na łopatki koleżanki z lodziarni i sklepowych półek. Do przygotowania ich będziecie potrzebować ekstraktu "gumy balonowej". Ja wynalazłam swój ekstrakt na amazon  ( Dotko dziękuję za dostarczenie :) ). Oczywiście odczekał swoje na półce zanim zdecydowałam się go użyć ale nie ma co rozpamiętywać,ważne że sprawdził się a lody smakują jak najprawdziwsza guma balonowa.Do wykonania lodów nie musicie mieć maszynki.Ja takiego sprzętu nie posiadam i radzę sobie świetnie z wytwarzaniem domowych lodów. Zanim zostawię was z przepisem jeszcze kilka słów prywaty.
Jeżeli śledzicie mojego bloga regularnie, pamiętacie na pewno mój mały sukces i pierwsze miejsce w plebiscycie na Kulinarny blog roku na www.gotujmy.pl . Jedną z nagród była sesja zdjęciowa oraz artykuł w Poradniku Domowym. Tadam!!! Już w czerwcowym numerze magazynu będziecie mogli zobaczyć efekty. Zapraszam zatem do kiosków i lektury :) A teraz czas na lody.


niedziela, 21 lutego 2016

Banoffee pie w pucharkach, bezglutenowy i wegański deser





Luty nabrał tempa, dopiero co przecierał szlaki w kalendarzu a już zbliża się ku końcowi.A ja dałam się wciągnąć w tą gonitwę i pędzę...w kierunku wiosny :) Choć pogoda jest kapryśna staram się wykorzystać każdy skrawek słonecznych chwil. Udało mi się zainaugurować sezon rowerowy, kilka razy łapałam wiatr w siodle, były też piesze wycieczki z Rudziszonem. Natomiast gdy pogoda zaczyna kaprysić zaszywam się w kuchni i gotuję. Ostatnio popołudnia są niespieszne. Mamy ferie a więc młodzież urzęduje w domu, przynajmniej teoretycznie. Oprócz zajęć tanecznych H. nie musimy się wychylać. Niezmiernie mnie to cieszy bo gdy widzę przez okno jak krople deszczu znaczą ślady na kałużach i słyszę jak wiatr wyje zawzięcie to wychodzenie na zewnątrz jest ostatnią rzeczą o jakiej myślę;no chyba że nie mam wyjścia i Rudziszon się tego domaga. 
W mojej kuchni bestsellerami stały się rozgrzewające zupy i orientalne makarony. Moja babcia zwykła mawiać,że miska gorącej zupy rozgrzewa nie tylko ciało ale i duszę. Ja nie lubię marznąć także z zapałem rozgrzewam się z zewnątrz i od środka. A co w taką pogodę sprawdzi się na deser??? Zapewne porcja jeszcze ciepłej drożdżówki ze szklanką kakao sprawdziłaby się idealnie ale dziś proponuję wam coś zupełnie innego. Już od jakiegoś czasu żywię bardzo gorące uczucia do angielskiego banoffee pie. Niestety nie jest to deser,który należy do najlżejszych,o nie... Dość niedawno natknęłam się też na stronkę Veganbanda gdzie znalazłam przepis na ten własnie deser. Eureka!!! Oczywiście zmieniłam to i owo zgodnie ze smakiem jakie dyktowało mi moje podniebienie. Deser pod każdym względem jest zdrowy, wegański, bezglutenowy... a przy tym mega pyszny. Znajdziecie w nim migdały, olej kokosowy, mąkę gryczaną. W sklep Agnex znajdziecie te produkty  także całą gamę innych produktów typu Superfood. 
Przepis dołączam do akcji Superfood w Twojej kuchni.

niedziela, 7 lutego 2016

Szczypta egzotyki- parfait prosto z raju




Weekend właśnie się kończy, dla nas był on wyjątkowo aktywny. Moja młodsza latorośl w tym roku przystąpiła do zajęć w miejskim studiu tańca.Tak... tańce to jest to, co małe dziewczynki lubią najbardziej. Chodzimy więc dwa razy w tygodniu na pląsy i wygibasy a w ten własnie weekend mogłam obejrzeć na własne oczy efekty ciężkiej pracy szanownych koleżanek-instruktorek. Za nami maraton taneczny tj. 4 występy w 3 dni. Każdy z koncertów przeniósł widzów w zimową krainę. Dla mnie, świeżaka w tych tematach to przyjemne doświadczenie móc uczestniczyć w takich wydarzeniu i móc obserwować jak moja córcia pląsa na scenie wśród innych tancerek. Powiem więcej, z niecierpliwością czekam na kolejne koncerty... 
Jutro natomiast reaktywuję aktywność fizyczną,która przez warunki atmosferyczne i moją niedawną chorobę została zepchnięta na plan dalszy. Optymistyczny plan zawiera odkurzenie siodła i powrót na ujeżdżalnię, mniej optymistyczny hmm na razie się na tym nie skupiam. Pogoda nastraja póki co pozytywnie więc staram się nie uprawiać czarnowidztwa.
A co dziś na deser? Powiem wam,ze dzisiejszy deser był fenomenalny. Przygotowałam pyszną gryczaną kruszonkę z dodatkiem mielonych migdałów,a na dokładkę kokosowy i ananasowy budyń. Żeby przyjemność konsumowania była jeszcze większa wierzch deseru przykryłam bananami i kruszonką. To deser do którego na pewno jeszcze wrócę nie raz i nie dwa.
Zapraszam po przepis.



poniedziałek, 30 listopada 2015

Listopadowa depresja i deserki Rafaello




Listopad potrafi być piękny. Mogłam go docenić robiąc długie tereny z Arabellą w niezbyt mocnym ale wciąż ciepłym słońcu i ganiając lisa na gonitwie z okazji św. Huberta. Mogłam odczuć go w spacerach z Rudziszonem wśród szeleszczących liści i muśniętych pierwszym mrozem trawach lub jeżdżąc autem,słuchając Poluzjantów i obserwując jak wiatr tańczy z liśćmi swojego walca. Niestety Listopad potrafi też być ciężki, przytłaczający z pochmurnymi, ciemnymi dniami. Potrafi zacinać deszczem o szyby, przeszywać zimnym wiatrem do szpiku kości, zaskoczyć coraz to szybciej zapadającym zmrokiem lub zsyłać senność na moje,wciąż nie przyzwyczajone do zmiany czasu powieki. Tak, jak zrobię szybkie podsumowanie to listopad zdecydowanie nie należał do mnie. Choć nigdy nie miałam stanów depresyjnych, moje listopadowe, chroniczne zmęczenie może być do niej preludium. Czasem zazdroszczę niedźwiedziom, instynktownie wyczuwają nadchodzącą zimę,pakują swoje futerko do gawry i śpią aż do pierwszych wiosennych promieni, które zwiastują lepsze czasy. Nie wiem skąd się u mnie bierze ta ciągła senność, coraz częściej zastanawiam się czy przespanie całej doby coś by pomogło??? Na szczęście dziś mamy ostatni dzień listopada i mam zamiar odciąć się grubą kreską od tego co było. Wiem,że z każdym dniem mój humor będzie się poprawiał,bo wraz z nadejściem grudnia zacznę radosne odliczanie do świąt. Dziś wędrując po alejkach mojej ulubionej Biedronki cieszyłam oczy świątecznym asortymentem i poczułam przebłysk nadziei. Nawet szalejąca wichura, racząca nas na zmianę to deszczem to gradem nie zmieniła mojego samopoczucia.
Oczywiście gdy nie mam akurat świątecznych bibelotów na oku lubię poprawić sobie humor czymś pysznym. Zazwyczaj gdy moje samopoczucie oscyluje w niżach to mój czasoumilacz musi być przygotowany ekspresowo. Rafaello nie muszę reklamować, wszyscy znamy ten kokosowy przysmak. Podejrzewam,że ma tyle samo wielbicieli co i przeciwników. Ja osobiście zasilam szeregi tych pierwszych. Deser Rafaello lub jeśli wolicie Rafaello parfait zawojuje kubki smakowe każdego wielbiciela tego kokosowego przysmaku.Na przygotowanie go poświęcisz nie więcej niż 30 minut,1 porcja idealnie zaspokoi bóla na coś słodkiego. Jeśli macie chęć na więcej kokosowych inspiracji zapraszam też na Rafaello bez pieczenia na zimno oraz na tort Rafaello . Poprawa humoru gwarantowana,tak więc nie zastanawiajcie się długo i zróbcie swoje własne deserki Rafaello.




środa, 21 października 2015

Śliwkowy bałagan z Eton




Jesień,melancholii czas... dosłownie. Sama nie wiem co sądzić o tegorocznej jesieni. Jednego dnia pogoda jest piękna, drzewa mienią się wszystkimi odcieniami czerwieni,by już na drugi dzień chmury zasnuły niebo a wiatr wściekle targał włosy i rozwiewał poły kurtki. Wspominam poniedziałkową piękną pogodę i teren w całkiem nowej stajni,galop po leśnych ścieżkach, gałązki smagające policzki,było pięknie i ekscytująco. Jeśli ktoś z was próbował jazdy konnej nie tylko na ujeżdżalni na pewno wie co mam na myśli. To niesamowite uczucie galopować w otwartej przestrzeni,czuć jak koń dudni kopytami o ziemię i mieć wrażenie,że zaraz oderwiemy się oboje od jej powierzchni i pofruniemy hen daleko :). Wtorek przywitał nas za to ciężkim niebem i miałam wrażenie,że mogę ściągać chmury grabiami.Odwiedziłam Arabellę wykonując jazdę figurową w błocie na padoku. Nawet potruchtałyśmy wspólnie żeby przewietrzyć kopytka ale jazda zakończyła się w strugach deszczu. Za to dziś pomimo chmur zwiastujących opady zapakowałyśmy się w auto w składzie ja, moja siostra i Rudziszon i pojechałyśmy na grzyby. Las przywitał nas chłodem i pięknymi kolorami. Dywany wrzosów, soczyście zielony mech i żółte liście układające się w piękne kobierce. Rudziszonowa miała raj,wybiegała swe haszcze łapki, na koniec grzybobrania poganiała nas do samochodu (aktualnie śpi jak suseł) Grzybobranie udało się wyśmienicie, tradycyjna pizza z grzybami została już tylko wspomnieniem a ja postanowiłam nadrobić zaległości blogowe.
Opowiem wam o śliwkach,które postanowiły narobić bałaganu w Eton :) Eton mess znamy chyba wszyscy,angielski deser,który ujmuje prostotą ale i smakiem. Ja postanowiłam wam zaprezentować jesienne wydanie tego deseru. Śliwki duszone z cynamonem komponują się z bezami i bitą śmietaną tworząc jesienną poezję. Na zrobienie tego deseru poświęcicie nie więcej niż kwadrans a efekt może śmiało konkurować z tradycyjnym Eton mess.




środa, 23 września 2015

Jesienne trio-karmel, śliwki i cynamon




Lubię dni takie jak dzisiejszy,dni które rozpoczynają się niespiesznie,dni z zasnutymi mgłą porankami,dni ze słońcem nieśmiało wznoszącym się ponad horyzont. Powietrze jest nasycone wilgocią, mgła leniwie ustępuje miejsca jesiennemu słońcu. Jesień oficjalnie zagościła w naszych progach i muszę przyznać,że zrobiła imponujące preludium. Po ogarnięciu spraw doczesnych skierowałam się do stadniny, ponieważ wczoraj zaplanowałyśmy w stajni teren. Pogoda można by rzec bajeczna, koniki dość chętnie poddały się zabiegom czesania niespiesznie przeżuwając siano i zerkając czy czasem nie zabłąkała się w mojej dłoni jakaś kostka cukru. Jazda w szczerym polu to coś co mogę wam polecić z całego serca. Nic tak nie pogłębia więzi człowieka z koniem jak jazda w warunkach innych niż ujeżdżalnia. Wiatr rozwiewał włosy i końskie ogony,szumiał w koronach drzew, i podrywał pola kukurydzy tak,że wyglądały jak wzburzone morze. Nasza droga wiodła przez sandomierskie sady i pola, miło było mijać pracujących w polu rolników,wymieniać pozdrowienia.
Dotleniłam się, rozprostowałam kości,nacieszyłam oczy i naładowałam akumulatory na cały dzień.
Dzisiejszy dzień nie był wybitnie gorący ale ciepły i taki,że chciało się go wykorzystać jak najlepiej. Wieczorem czekało na mnie bardzo miłe spotkanie w lokalnej knajpce. Księżyc puszczał do nas oko z wysokości, chłonęliśmy wieczór na patio z lokalnymi przekąskami w wybornym towarzystwie.
W dni takie jak ten zrobię wszystko aby obiad i deser dały się przygotować błyskawicznie. Dzisiejszy deser również pachnie i smakuje tak jesienią powinny smakować desery. Jesienne parfait z warstwą herbatników, karmelowego budyniu, śliwek duszony z cynamonem przykrytych czapą bitej śmietany. Całość smakuje lekko i gwarantuję,że pieści kubki smakowe. Na przygotowanie tego deseru nie poświęcisz więcej niż kwadrans,czy to nie wystarczająca rekomendacja???