W powietrzu czuć zbliżającą się jesień. Czuć ją w szumie porannych mżawek, w chłodnych powiewach wieczornego wiatru wdzierającego się przez kuchenne okno i w coraz wcześniej zapadającym zmierzchu. Pajączki tkają nitki babiego lata, które co rano pokrywają się kropelkami rosy i mienią się w słońcu niczym malutkie brylanciki. W warzywniaku pojawiły się śliwki i pierwsze pomarańczowe hokkaido. To ten czas kiedy chętnie zakopuję się pod ciepłym kocem z kubkiem kawy, wyciągam z szafy ciepłe sweterki i reniferowe skarpetki. Bez większych wyrzutów sumienia raczę się gorącą czekoladą i piekę wręcz nieprzyzwoitą ilość ciast. W odstawkę idą lekkie jogurtowe ciasta, a ich miejsce zajmują brownie, pachnące cynamonem szarlotki i mięciutkie drożdżowe. Zanim jednak na dobre pożegnamy się z latem mam dla Was deser, który idealnie wpasuje się w odchodzące lato i nadchodzącą jesień. Pierniczkowe semifreddo z dynią i skórka pomarańczową to połączenie smaku późnego lata i zbliżającej się jesieni. Zimny lodowy deser podkręcony smakiem Katarzynek, dyni, skórki pomarańczowej oraz szczyptą rozgrzewającego cynamonu. Jeżeli i Ty poczujesz #apetytnakopernika nie wahaj się i przygotuj swoim bliskim ten deser. Zapraszam po przepis.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 sierpnia 2018
piątek, 7 lipca 2017
Kawowe lody semifreddo z ciasteczkami amarettini
Od samego rana towarzyszy mi cisza. Oczywiście nie mam tu na myśli tej poetyckiej, niczym nie zmąconej, wręcz dźwięczącej ciszy. Ciszę w moim domu zakłóca szum zmywarki, stukanie psich pazurków,leniwe pomiaukiwanie Stefka i odgłosy osiedla. Co to oznacza? Otóż moi drodzy, młodzież wybyła z gniazda. Młodsza latorośl wyjechała na obóz taneczny, a starsza nocuje u kolegi. Ileż razy marzyłam choć o chwilce wytchnienia od szumu codzienności, od hałasów, kłótni i dźwięków gier komputerowych. Jeśli posiadacie potomstwo wiecie jak wspaniale potrafią mącić ciszę. A teraz gdy ją mam czuję się cokolwiek nieswojo. Bo jakoś tak dziwnie, za cicho, niecodziennie... Oczywiście wykorzystałam moment samotności, wyjątkowo szybko ogarnęłam wszystkie kąty mieszkania, przygotowałam szybki obiad i aktualnie nadrabiam zaległości blogowe. Pogoda dziś jest nieco dziwna, trochę przypieka słonko, to znów chowa się za chmurami, powietrze jest duszne, wręcz lepkie, jakby zanosiło się na deszcz. W taki dzień jak dziś wręcz wskazane jest się schłodzić. Jak wiadomo świetnie chłodzi woda z lodem i cytryną, szklaneczka zmrożonej coli ale oczywiście nie ma się co oszukiwać, najlepiej na świecie chłodzą lody. Mam dziś dla Was przepis na prawdopodobnie najlepsze lody w tym sezonie: kawowe lody semifreddo z ciasteczkami amarettini. Według mojego M. najlepsze lody jakie zrobiłam. Wciąż dopytuje kiedy zrobię kolejną porcję :). Smak tych lodów docenią wszyscy wielbiciele kawy i Włoch. Dodatek migdałowych ciasteczek amarettini idealnie komponuje się ze smakiem kawy. Lody wprost rozpływają się w ustach, przy mocnym aromacie kawy pozostają delikatne i kremowe. Skusicie się na porcję???
środa, 21 czerwca 2017
Ice cream o'clock- Lody z kakao i miękkimi ciasteczkami brownie
Lato powoli dojrzewa, ukazuje nieco zarumienione słońcem policzki. Po chłodnym maju dość długo słupek rtęci osiągał maksymalnie 24 stopnie Celsjusza. Oczywiście nie narzekam, wprost uwielbiam umiarkowane ciepło. Przy takich temperaturach funkcjonuję idealnie. Mogę uprawiać różne aktywności nie martwiąc się o wypacanie hektolitrów potu, mogę do woli używać piekarnika, czy wygrzewać się w popołudniowym słońcu na balkonowym hamaczku.
Za to wczoraj już od samego rana było wiadomo, że czeka nas pierwszy czerwcowy skwar. W taki dzień najlepiej smakuje zimniutkie frappe, jeszcze zimniejsza ice coffee i oczywiście lody.
Jeżeli chodzi o lody to najlepiej smakują te przygotowane w domu. Każdy z nas ma swoje ulubione dlatego często zmieniam warianty smakowe. Tym razem mój wybór padł na lody z miękkimi ciasteczkami brownie, za którymi moje dzieci wprost przepadają. Lody składają się tylko z czterech składników, bajecznie łatwo się je przygotowuje i równie bajecznie smakują. Lody nie wymagają użycia maszynki ani mieszania w trakcie mrożenia. Po leżakowaniu w zamrażarce zachowują plastyczność, łatwo poddają się łyżce do lodów. Czy już Was zachęciłam??? Mam nadzieję, że tak :).
poniedziałek, 12 czerwca 2017
Ice cream o'clock- jogurtowe lody z rabarbarem
Wszyscy wiemy, że piątek 13 bywa pechowy ale, że poniedziałek??? I to piątego dnia miesiąca??? Przekonałam się na własnej skórze jak czasem pechowo splatają się pewne sytuacje. W feralny poniedziałek zaczęłam dzień jak zawsze.Szybka pobudka, wyprawianie starszej młodzieży do szkoły, poganianie młodszej aby zdążyć na basen, przygotowywanie lunch boxu dla M. Jak zwykle z niewielkim opóźnieniem wypadłyśmy z domu. Po dostarczeniu młodszej latorośli na zajęcia pływania zrobiłam zakupy, wyspacerowałam pachruścia i zwiozłam do pracy M upragnione śniadanie. Gdy już dotarłam pod blok i wytarabaniłam się z auta z psem i siatką z zakupami zapaliła mi się w głowie lampka: Gdzież to ja mam klucze od domu??? No gdzież mogły być??? Ano gdy w pośpiechu wybiegałam z domu wrzuciłam klucze do reklamówki ze śniadaniem M.
Wyciągnęłam telefon z saszetki żeby sprawdzić czy faktycznie klucze są tam, gdzie myślę. W tym samym czasie mój wspaniały pies złapał w pysk spory kawał zbutwiałego papierzyska. Musicie wiedzieć,że miała już na swoim koncie epizody zjadania różnych paskudztw, musiałam więc zareagować szybko. Siatkę z zakupami rzuciłam na chodnik, a telefon na dach auta, bo chowanie do saszetki zajęłoby za dużo czasu. Szybko odebrałam zdobycz psu, otworzyłam bagażnik auta i wpakowałam ją do niego. Niestety okazało się, że ta małpa w pysku ma jeszcze sporą część tego paskudztwa. Odebrałam Angelinie "zdobycz" i zatrzasnęłam klapę, a raczej zatrzasnęłabym tylko poczułam nagły opór. A czemu? Mój telefon wpadł w szczelinę pomiędzy klapę a dach. Moja szybka reakcja nie uratowała jednak sytuacji. Pomimo zabezpieczenia na wyświetlaczu i pokrowca wyświetlacz mojego Szajsunga się poddał. Przyznam szczerze, że jestem w szoku, że cały telefon nie uległ zmiażdżeniu. Oczywiście wcale nie poprawiło mi to humoru. Płakałam jak bóbr nad moim ulubionym telefonem, wściekając się na siebie , to strzelając piorunującym wzrokiem w psa.
Próbowaliśmy reaktywować wyświetlacz, niestety naprawa przewyższyła wartość telefonu, musiałam więc pożegnać mój S6....
No ale dość już tych ponurych wspomnień. Robiliście lody z rabarbarem??? Nie??? To koniecznie musicie to zmienić. Mam dla Was prosty przepis na obłędne lody jogurtowe z karmelizowanym rabarbarem. Koniecznie wypróbujcie ten przepis póki sezon na rabarbar trwa.
sobota, 29 kwietnia 2017
Proste lody z bananów i czekolady
Gdy byłam małym dzieckiem lody były prawdziwym rarytasem. W czasie gdy na półkach sklepowych brakowało dosłownie wszystkiego, możliwość zjedzenia śmietankowego bambino na patyku lub orzechowych lodów w kostce graniczyło z cudem. Mój dziadek co jakiś czas przynosił lody do domu. To były jedne z najwspanialszych momentów mojego dziecięcego jestestwa. Później popularność zyskały lody z maszyny. Często w niedzielne popołudnie mama przywoziła je w słoiku i nakładała porcje do wafelkowych rożków. Mmmmm, to było pyszne.
A dziś??? Dziś możemy wybierać, przebierać, a wybór smaków może przyprawić o zawrót głowy. Ja jestem wybrednym lodożercą. Nie wszystkie lody mi smakują, mam swoje ulubione marki, których kurczowo się trzymam, przeskakując od czasu do czasu z jednych połączeń smakowych na inne.
Lubię też lody kręcone przez małe manufaktury, bo smakują jak domowe. No własnie, domowe lody. Długo nie wahałam się zanim ukręciłam swoje pierwsze. Byłam pewna,że po prostu mi się nie uda i wyjdzie niesmaczna breja. Chęć komponowania własnych smaków była jednak na tyle silna, że w końcu się przełamałam i zaczęłam własną produkcję. Doskonale pamiętam swoje pierwsze lody, pyszne, truskawkowe. Od tamtej pory sezon lodowy trwa u mnie cały rok.
Uwielbiam zarówno te robione na tradycyjnym kremie angielskim, poprzez jogurtowe a także te, których bazą są mrożone banany. Dziś podzielę się z Wami przepisem na te ostatnie. Proste, 3 składnikowe lody, których bazą są mrożone banany. Nie trzeba tu długo gdybać: banany i czekolada to połączenie, które nie może się nie udać.
Jeśli szukacie lodowych inspiracji książka Jolanty Naklickiej-Kleser dostarczy ich Wam całe mnóstwo.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji: "Zdrovo, Domovo, Lodovo".
środa, 26 kwietnia 2017
Lody maślankowe z jagodami
Wiosna przynosi zmiany. Zmienia się przede wszystkim pogoda, nagle okazuje się, że można rzucić w kąt zimową kurtkę i szalik. Zmienia się świat rozkwitając wszystkimi odcieniami zieleni. Jak tak człowiek zobaczy tyle zmian to i sam odczuwa pragnienie zmiany czegoś w najbliższym otoczeniu. Jedni przywdziewają dresik i zaczynają przebieżki, inni a raczej inne odwiedzają fryzjera aby odświeżyć fryzurę.... a ja na wiosnę lubię zrobić generalne porządki w zamrażarce :D.
Czego to człowiek nie nagromadzi w jej czeluściach przez jesień i zimę, same skarby. Ja znalazłam zawieruszony pojemniczek listków lubczyku, pudełeczko malin i jagody. Jagody!!! Prawdziwy skarb.
Postanowiłam zrobić z nich użytek. W pierwszym odruchu miałam zrobić proste, ucierane ciasto z jagódkami ale gdy zobaczyłam lody pistacjowe u Gin zmieniłam koncepcję. Ukręciłam lody maślankowe z jagodami. Sam proces przygotowania jest dość prosty, najgorsze jest to czekanie. Nie posiadam maszynki do lodów, więc jestem skazana na zamrażarkę. Dobrze jest je przynajmniej raz w trakcie procesu mrożenia zblendować. Dzięki temu lody będą bardziej aksamitne i nie wyczujecie w nich kryształków lodu. Nie będę się przechwalać ale lody wyszły pyszne,koniecznie spróbujcie zrobić takie w domu.
Przepis dodaję do durszlakowej akcji "Zdrovo, Lodovo, Domovo" a jeśli szukacie więcej lodowych inspiracji zapraszam do książki Lodovo .
środa, 11 stycznia 2017
Styczniowe lody, czyli lody jogurtowe z bezikami i malinami
Znów ścisnął mróz. Myślałam,że po fali mrozów z pierwszego weekendu stycznia mogę się spodziewać tylko ocieplenia. No, przynajmniej tak mi podpowiada moje wewnętrzne ja, które wyczekuje temperatur powyżej zera. -18 stopni z minionej nocy skutecznie podłamało moją cichą nadzieję na rychłą wiosnę. Mróz najbardziej lubię oglądać w telewizji, tudzież przez okno spod ciepłej flanelowej pościeli. Dlaczego tak narzekam na mróz??? Bo spacerowanie w takich temperaturach w późnych godzinach nocnych należy do raczej wątpliwych przyjemności. A co ja robię w późnych godzinach nocnych na spacerze, zapytacie??? Otóż wyprowadzam naszego nowego członka rodziny, a właściwie to członkinię. Po stracie Rudziszonka przez dłuższą chwilę zarzekałam się, że nigdy więcej nie wezmę pod swój dach psa. Bo się przywiążę, bo już nie chcę, bo na pewno nie trafię na drugiego takie psa jak Rudziszon. Tak, trwało to chwilę, a po niej zaczęłam wyszukiwać godną towarzyszkę, która zastąpi puste miejsce.I znalazłam: małego, puchatego, biało-rudego pachruścia. Masz babo placek, a raczej psa. Kot się nie wypowiedział na temat nowej domowniczki, za to jego mina była aż nazbyt wymowna. Cóż, mam nadzieję, że ich stosunki będą przynajmniej poprawne. Angel przewróciła nasze życie do góry nogami, a także całą moją wiedzę o psach, którą udało mi się dotychczas zgromadzić. Posiadając dorosłego, emocjonalnie stabilnego psa czuje się teraz, jakby ktoś wpuścił mnie w młyn. Częste spacery w celu nauki czystości to nieodłączny punkt każdego dnia, tak więc czy zimno, czy zimniej, wychodzić musimy.
Na przełamanie styczniowych lodów mam dla Was lody :D Pomyślicie,że zwariowałam ale u nas w domu sezon na nie trwa cały rok. Lody, które Wam proponuję są pyszne:z bezikami i malinami, lodowa pycha. Lody pomijając dodatki są dwuskładnikowe, więc może się skusicie i zrobicie ???
czwartek, 11 sierpnia 2016
Mrożony deser banoffee pie
Niebo usiane dziś było chmurami, kłębiastymi, większymi i mniejszymi, w odcieniach bieli i popielu. Po wczorajszych ulewach dzień wstał słoneczny lecz dość chłodny. Zaparkowałam auto na podjeździe przy stajni i skierowałam swoje kroki ku siodlarni. Przygotowałam sprzęt i z uwiązem przewieszonym przez ramię udałam się na padok. Wdrapałam się na wzgórze i zgoniłam stado na dół. Dziś na swojego rumaka wybrałam Dobara, na którym robiłam postępy na początku mojej jeździeckiej kariery. Po zbiegach kosmetycznych dosiadłam mojego rumaka i ruszyłam przed siebie. Lubię Dobcia za ten stoicki spokój z jakim idzie w teren i za energię, choć lata młodości ma już za sobą. Stępowaliśmy przez okoliczne łąki, kłusowaliśmy w sadach i w polach kukurydzy. Na ściernisku zafundował mi galop tak szybki, że miałam wrażenie że osiągnęliśmy prędkość światła. Jechaliśmy wśród słomianych bali, śliwkowych drzewek błyskających fioletem, wśród smukłych krzewów kukurydzy. Kopytka Dobara chrzęściły na ściernisku, stukały na ubitym podłożu i znaczyły ślady na podmokłej ziemi. Uszy strzygły z zaciekawieniem łowiąc polne dźwięki. Słońce raz nam towarzyszyło, innym razem chowało się za chmury,a chmury wędrowały po nieboskłonie grając własny spektakl. Wróciłam do stajni zrelaksowana i z apetytem na więcej. Dobciu nieco zmęczony ale myślę, że i zadowolony z faktu, że przewietrzył kopytka.
Niedawno minęły dwa lata odkąd zaczęłam moją jeździecką karierę. Nie spodziewałam się, że zajmie w moim sercu tak ważne miejsce. Dlaczego tak szczególnym uczuciem darzę tę pasję??? Żaden ze sportów, które kiedykolwiek uprawiałam nie dawał mi kontaktu z żywym stworzeniem, ze stworzeniem które myśli i z którym musisz nauczyć się współpracować. Jeździec i koń w trakcie treningu stają się jednością, zależą od siebie nawzajem i ściśle z sobą współpracują. czy wyobrażacie to sobie??? Myślę, że warto samemu przekonać się i spróbować.
Dziś mam dla was deser, całkiem zimny, a właściwie to całkiem zmrożony. Kiedy go przygotowywałam było upalnie, nie mogłam przewidzieć, że pogoda spłata mi figiel. Skosztowałam go jednak i muszę przyznać, że wyszedł bajecznie. A co to za deser??? Mrożona wersja banoffee pie, mrożony deser pełen bananów, herbatników i czekolady. Prawdziwa pychotka, jeżeli lubicie banoffee pie koniecznie wypróbujcie ten przepis
czwartek, 4 sierpnia 2016
Nigella Lawson- Lody jabłkowe
Sierpień powolutku się rozkręca, kierując swoje tory ku schyłkowi lata. Czas pędzi, dni zmieniają się za szybko, weekend za weekendem przypomina nam,że wakacje już wkrótce się skończą. Im jestem starsza, tym mam wrażenie, że czas płynie coraz szybciej. Dopiero była wiosna, nagle okazało się że rok szkolny się skończył, przyszło lato. Lipiec czmychnął między jednym a drugim mrugnięciem powieki.Sierpień zaczął się leniwie ale mi oczu nie zamydli, wiem dobrze,że zanim się obejrzę wakacje się skończą, a wraz z nimi lato. Choć jak się zastanowię, to myślę sobie,że czas płynął szybko, bo nie spędziłam go na kanapie, z pilotem w ręku. Udało się nam odwiedzić Bieszczady i pływać kajakami po Solinie, robiliśmy przejażdżki rowerowe do lasu i nad jezioro. Odwiedzaliśmy Arabellę i koniki, pławiliśmy się w jeziorze, spacerowaliśmy po sandomierskiej Starówce.
Rytm lipcowy znaczyły różne aktywności, więc szybko płynący czas jest dobrą oznaką, bo wiem, że dużo się działo i nie było miejsca na nudę.
Pomimo bądź co bądź upalnej pogody udało mi się również upiec to i owo. Tryb pracy mojej kuchni dostosował się do aury. W upały serwowałam lody i inne chłodzące desery, a gdy upały dały wytchnienie piekarnik wypiekł a to sernik, a to drożdżówkę. Ten rok mogę śmiało okrzyknąć rokiem udanych eksperymentów lodowych. A jeśli jesteśmy przy letnim menu, skarbnicą świetnych przepisów jest dla mnie książka Nigelli Lawson "Forever summer". Dziś zachęcam was do przetestowania przepisu na domowe lody jabłkowe wg przepisu Nigelli. Smakują wyśmienicie, trochę jak szarlotka. Dzięki dodatkowi soku z cytryny są też orzeźwiające. Z podanych składników otrzymacie spore pudełko lodów. Ja tym pudełkiem obdzieliłam kilka osób, które w tym czasie zaglądały w moje progi. Jeśli nie dysponujecie dużą przestrzenią w zamrażarce, śmiało podzielcie składniki na pół. Na straganach pojawiają się już tegoroczne jabłka, więc jest to najlepszy czas na zrobienie lodów jabłkowych.
Jeśli szukacie zaś innych lodowych inspiracji zapraszam tutaj .
środa, 29 czerwca 2016
Deser w kwadrans- Deser lodowy banana split
Każdy, kto choć trochę interesuje się kuchnią Ameryki Północnej zna deser o nazwie banana split. W klasycznym wydaniu to deser składający się trzech rodzaju lodów: czekoladowych, truskawkowych i waniliowych. Lody podane są w przepołowionym bananie i polane sosami: ananasowym, truskawkowym i czekoladowym. Do tego grubo siekane orzechy, wisienki koktajlowe, bita śmietana i pyszny amerykański deser jest gotowy. Ja muszę wyznać, że jestem wielką fanką kuchni zza oceanu. Uwielbiam przeglądać ichniejsze blogi , czerpać inspiracje oraz testować tamtejsze przepisy. Kuchnia amerykańska ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Jak każda kuchnia ma swoje mocne i słabe strony. Ja poza ciastami z gotowych mieszanek potrafię dostrzec jej bogactwo i smak. Szczególnie upodobałam sobie wypieki i desery ( jakżeby inaczej). Banana split to jeden z takich właśnie deserów. Klasyk doczekał się wielu wersji, przeglądając inspiracje na Pinterest dostałam oczopląsu i ślinotoku. W każdej słodkiej dziedzinie można znaleźć wydanie banana split. Jest między innymi sernik, wykwintny tort, mrożone ciasto, muffinki. Mam w kolejce kilka pomysłów do wypróbowania. Dziś propozycja dla zabieganych. Szybki miks w wysokiej szklanicy i deser gotowy. Ja korzystałam z gotowych lodów ale nie ma przeciwwskazań do użycia domowych. Jest to prawdziwy mix smaków ale jak dla mnie mega pyszny. Na Five o'clock znajdziecie też inne pyszne propozycje inspirowane tym deserem,zapraszam do przeglądania.
Dziś słońce wróciło, temperatura wzrosła, południowy przegląd literatury umiliłam sobie lodowym pucharkiem. Deser przygotujecie w niecały kwadrans, koniecznie wypróbujcie.
wtorek, 28 czerwca 2016
Australijskie klimaty, Melba z domowymi lodami śmietankowymi
Peches Melba zawdzięcza swoją nazwę Nelli Melbie, słynnej australijskiej śpiewaczce. Zadedykował go śpiewaczce słynny francuski szef kuchni Auguste Escoffier. Deser jest bardzo prosty, składa się ze składników łatwo dostępnych. Przy swojej prostocie jest to deser bardzo wyrafinowany i elegancki. Smaki świetnie się równoważą, wynosząc nasze doznania smakowe na kulinarne wyżyny. Nie pierwszy raz sprawdza się powiedzenie, że to co najprostsze, smakuje nam najlepiej. Oryginalnie deser składa się z musu z truskawek, lodów waniliowych i brzoskwiń duszonych w sosie waniliowym, wierzch wieńczą płatki migdałów. Ja zrobiłam deser według własnych upodobań. Truskawki zaserwowałam bez przecierania, brzoskwinie podałam karmelizowane na cukrze trzcinowym a zamiast lodów waniliowych dałam lody śmietankowe. Deser wyszedł obłędny, konieczny must try tego sezonu. Wkrótce podzielę się z wami przepisem na jeszcze jedną wersję tego deseru, gwarantuję,że będzie równie smaczna co ta którą podzielę się z wami dzisiaj.
To jest ten typ deseru, przy którym ciężko poprzestać na jednej porcji, ja na raz zjadłam dwie :).
Wierzę, że po degustacji takiego deseru można śpiewać sopranem tak jak Nelli Melba na deskach opery w Sydney. Zapraszam was w podróż kulinarną do dalekiej Australii.
Trochę podstaw, domowe lody śmietankowe
Podstawy są ważne, pozwalają nam uczyć się nowych umiejętności i poznawać to,co nieznane. Dają nam możliwość pójścia o krok dalej i nieograniczone możliwości. Jak w życiu tak i w kuchni, podstawy się przydają. Bo jak tu zrobić idealny biszkopt, gdy nie wiemy, że jajka ubijamy na dużych obrotach ale przesianą mąkę mieszamy delikatnie z masą jajeczną. Będąc na początku mojej kulinarnej drogi nie wiedziałam o tym i swój pierwszy biszkopt ubiłam na najwyższych obrotach miksera. Jakież było moje zdziwienie, gdy biszkopt był niewiele wyższy od naleśnika :). Cóż, początki bywają trudne, każdy z nas od czegoś zaczynał. Teraz po kilkunastu latach treningu moje biszkopty są już normalnej wysokości a ja nie muszę się ich wstydzić. Dlaczego zebrało mi się na wywód o podstawach???
Gdy przychodzi lato ,temperatury sięgają bardzo wysoko na słupku rtęci lubię się schładzać. Myślę, że nie tylko ja. W takich okolicznościach fauny i flory lubię schładzać się szejkami, mrożoną kawą i zimnymi deserami. W takiej sytuacji dobrze jest mieć lody o neutralnym smaku, które możemy wykorzystać do różnych wariacji kulinarnych. Dla mnie są to domowe lody śmietankowe, które są podstawą wielu letnich smakołyków. Dziś podzielę się z wami tym podstawowym przepisem. Tych lodów możecie używać do wszystkich wyżej wymienionych deserów, stanowią też świetną bazę wyjściową do różnych lodowych połączeń. Możecie dodać do nich owoce, czekoladę i tworzyć własne lodowe smaki. Nie wymagają używania maszynki do lodów, jesteśmy po testingu pierwszego opakowania, kawa mrożona przygotowana na nich smakuje wyśmienicie, a już w następnym poście podzielę się z wami przepisem na deser z ich użyciem. Wiem, w ostatnie dwa dni lato dało nam trochę wytchnienia, łaskawie zniżając temperaturę. Jednak nie dajmy się zwieść, warto takie lody przygotować i trzymać w pogotowiu w zimnych czeluściach zamrażarki. Szczerze przyznam, że moja zamrażarka wypełniona jest lodami prawie po same brzegi. Obecnie mój letni arsenał zawiera lody jabłkowe, mrożone ciasto cytrynowe z jagodami, lody bananowo-kokosowe i pistacjowe. Są też kostki lodu do kawy mrożonej i cydru. Z takim zapasem upały mi niestraszne. Zapraszam po przepis.
środa, 22 czerwca 2016
Uff, jak gorąco- dwuskładnikowe lody, bezglutenowe, wegańskie i bez cukru
Uff... jak gorąco. Czerwiec stara się jak może,żeby nas wprowadzić w objęcia lata. Od kilku dni słońce praży, aż miło. Przywróciłam do łask wentylator, który miłosiernie owiewa moje nogi, dając ukojenie. Kilka ostatnich wieczorów spędzam czas przy jego monotonnym szumie, w dłoni dzierżąc oszronioną szklankę. Stefek przeprowadził się pod łóżko w sypialni, Rudziszon przemienił się w haszczą poduszkę.
Wieczory spędzam na balkonie, siedząc wygodnie na bujanym siedzisku. Lawenda rozsiewa zapachy rodem z Prowansji, w latarence tli się świeczuszka a Stefek wypatruje owadów. Lubię ten wieczorny czas, gdy osiedle skąpane jest w ciszy, gwiazdy zaczynają zapalać się na niebie a powietrze staje się rześkie i można odetchnąć po upalnym dniu.
Dziś pomimo upału pojechałyśmy z Rudziszonkiem do stadniny. Godzina 11 przed południem, to może nie jest wymarzony czas na jazdę ale że towarzystwo było zacne to i upał dokuczał trochę mniej. W taki upał konie także szukają cienia pod koronami drzew, wachlują się ogonkami. Gdy najdzie je ochota zażywają kąpieli w stawie, ich kopytka rozbryzgują wodę, a te bardziej żądne ochłodzenia pływają. Rudziszonowa nie pozostała w tyle, dziś spędziła w stawie kawał czasu, swoją obecność sygnalizując łebkiem wystającym nieco ponad taflę wody.
Południowy czas spędziłam kłusując i galopując po wzgórzu otaczającym Gościniec husarski, na górze wietrzyk przyjemnie rozwiewał nam włosy i końskie grzywy dając odrobinę ochłody w tym skwarze. Po jeździe konie oddały się w objęcia piasku, wyrzucając kopytka do góry i nacierając się ze wszystkich stron.
Po powrocie do domu szukałam ochłodzenia. Chłodny prysznic to był zdecydowanie strzał w dziesiątkę ale ja postanowiłam sięgnąć do mojego zamrażarkowego arsenału. Na takie upały lubię mieć coś extra, aktualnie są to domowe lody śmietankowe, jabłkowe oraz lody kokosowo-bananowe.
Wszystkie doczekają się wpisu ale dziś skupię się na tych ostatnich. Robi się je bardzo łatwo i szybko. Wystarczy tylko zamrozić banany i zmiksować je z mlekiem kokosowym. Prawda że to łatwe??? Lody są wegańskie, bezglutenowe, bez cukru, śmiało mogą je robić osoby na diecie raw, jest to świetny przysmak dla dzieci. Jeżeli jeszcze nie robiliście takich lodów, koniecznie to zmieńcie :)
piątek, 3 czerwca 2016
Pyszne lody o smaku solonego kajmaku
Kiedy temperatura wzrasta, dzień się wydłuża a wieczory stają się coraz cieplejsze często robimy sobie rodzinne wycieczki do Sandomierza. Uwielbiamy spacerować po Starówce i chłonąc urok starego miasta. W przeciągu kilku ostatnich lat nowe punkty gastronomiczne wyrosły tu jak grzyby po deszczu, mamy tu kilka swoich ulubionych miejscówek, do których zaglądamy. Jedną z takich miejscówek jest Lapidarium. Jest to urocza knajpka umiejscowiona w piwnicach Ratusza. Jej wystrój jest prosty, oczywiście dominuje w niej surowy mur ale odpowiedni dobór dodatków powoduje,że przyjemnie jest tam spędzać czas. Karta menu jest krótka i dopasowana do sezonu. Podają tu najlepsze burgery w mieście, przyznam szczerze,że nie jadłam dotąd lepszej buły z mięchem. Jeśli zaś pragniecie się orzeźwić koniecznie spróbujcie cydru Dobrońskiego z cynamonem, podanego z kruszonym lodem. Cud,miód,malina. Jeśli będziecie wciąż żądni wrażeń tuż przy letnim ogródku możecie spróbować pysznych lodów z Manufaktury sandomierskiej. Lody przyrządzane są według tradycyjnych receptur i nawet najbardziej wybredny smakosz znajdzie w lodowym menu coś dla siebie.
Do wyboru macie orzeźwiające owocowe sorbety lub tradycyjne lody w przeróżnych smakach. Moje faworytki to jajko niespodzianka, werter's original i solony karmel. Te ostatnie pchnęły mnie do eksperymentowania w domu. Tak oto powstały lody o smaku solonego kajmaku. Masa kajmakowa jak wiecie jest mocno słodka, dodatek soli morskiej świetnie przełamuje tą słodycz.
Lody zrobisz bez potrzeby posiadania maszynki do lodów. Lody łatwo się formują i nie natkniesz się w nich na nieprzyjemne kryształki lodu.
Pogoda chwilowo daje nam wytchnienie, dzisiejsze ulewne upały zmyły nieco skwar na blokowisku. W przyszły tygodniu upały mają powrócić, koniecznie wypróbujcie ten przepis.
sobota, 7 maja 2016
Ice cream o'clock- Lody o smaku gumy balonowej
Powiało chłodem... musicie mi wybaczyć już trzecią lodową propozycję w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. Po ostatnich udanych eksperymentach lodowych po prostu nie mogłam się powstrzymać. Tak oto powstały lody o smaku gumy balonowej, przysmak dla najmłodszych... i nie tylko. Nie tylko, ponieważ gdy odpowiednio zastygły razem z M. testowaliśmy czy aby nie smakują mdło ;)
Dlaczego lody "guma balonowa"? Zawsze chciałam takie zrobić :) różowe, kiczowate o smaku balonówy. Muszę przyznać,że wersja domowa kładzie na łopatki koleżanki z lodziarni i sklepowych półek. Do przygotowania ich będziecie potrzebować ekstraktu "gumy balonowej". Ja wynalazłam swój ekstrakt na amazon ( Dotko dziękuję za dostarczenie :) ). Oczywiście odczekał swoje na półce zanim zdecydowałam się go użyć ale nie ma co rozpamiętywać,ważne że sprawdził się a lody smakują jak najprawdziwsza guma balonowa.Do wykonania lodów nie musicie mieć maszynki.Ja takiego sprzętu nie posiadam i radzę sobie świetnie z wytwarzaniem domowych lodów. Zanim zostawię was z przepisem jeszcze kilka słów prywaty.
Jeżeli śledzicie mojego bloga regularnie, pamiętacie na pewno mój mały sukces i pierwsze miejsce w plebiscycie na Kulinarny blog roku na www.gotujmy.pl . Jedną z nagród była sesja zdjęciowa oraz artykuł w Poradniku Domowym. Tadam!!! Już w czerwcowym numerze magazynu będziecie mogli zobaczyć efekty. Zapraszam zatem do kiosków i lektury :) A teraz czas na lody.
środa, 27 kwietnia 2016
Lody a la semifreddo z bezikami i rabarbarem
Tegoroczna wiosna ma to do siebie, że możemy się nacieszyć nielicznymi, słonecznymi dniami. Tak było wczoraj. Początkowo dzień zapowiadał się dość chłodno, jednak koło południa słońce nieco śmielej przygrzało i uratowało popołudnie. Oczywistym było,ze pojadę do stadniny, a gdy odebrałam telefon z informacją, że robimy teren przyspieszyłam obroty aby zdążyć. Plan był na stępo-kłus i rekonesans terenu. Konie po zimie miały mało ruchu, głównie z powodu niesprzyjającej aury. Jeśli ktoś z was miał z nimi do czynienia, ten wie jak kopytne towarzystwo potrafi się zachowywać gdy poczuje przestrzeń. Dodać tu muszę również,że mój osobisty rumak ma jeszcze jedną cechę- jest mega tchórzem, tchórzem w typie 'wszystkiego się boję' a do tego typem 'lepiej wystrzelę do przodu' i jeszcze 'lepiej zawrócę do stajni'. Czemu o tym piszę? Po pierwszych kilku kilometrach w miarę spokojnej jazdy i perspektywy galopu pod górkę Arabella uznała, że skoro jest sygnał do galopu to ona profilaktycznie wystrzeli jako pierwsza ale zaraz po tym zdecydowała, że ona jednak woli galopować w stronę stajni. I tak mój rumak wystrzelił w prawo a ja niestety w lewo. Uderzyłam o ubitą ziemię tak mocno, że aż zadzwoniło. Zanim wykonałam pierwszy ruch minęło dobrych kilka minut, zastanawiałam się czy ból który czuję jest chwilowy,czy jednak zwiastuje poważniejsze sprawy. Okazało się, że mocno się poobijałam ale kości mam całe. Dość komicznie wyglądałam, leżąc bez ruchu i śmiejąc się z bądź co bądź mało śmiesznej sytuacji. Nie wspomnę o minach moich rajdersów. A co z rumakiem??? No cóż, gdy poczuła, że coś z ciężarem na grzbiecie nie tak, postanowiła jednak poczekać. Teren z przygodami jednym słowem. Mówi się,że po 10 upadkach przestaje się liczyć, oficjalnie dobiłam do bramki nr 2. A dziś chodzę jak babcia staruszeczka, boli mnie w krzyżu i za łopatką. Nie potrafię się jednak obrazić na jazdę, zbyt mocno to pokochałam. Arabelcia po powrocie dawała mi całuski licząc na cukier, i jak tu się gniewać na to serduszko??? Na przyszłość podjęłam postanowienie, że dopóki nie wypracujemy odpowiedniej liczby km na ujeżdżalni trzymam się z daleka od terenów. Moje ogólne poobijanie sprawiło, że nie podzieliłam się z wami obiecanym przepisem na lody. Zapraszam więc dzisiaj na mega pyszne lody z rabarbarem i bezikami. Jedne z lepszych jakie wyszły spod mojej ręki. Zrobiłam je na bazie mrożonego deseru semifreddo, zamroziłam je jednak w pojemniku i zaserwowałam w wafelkach. Lody są kremowe, rabarbar świetnie równoważy słodycz. Polecam na zbliżającą się majówkę :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)









