Pokazywanie postów oznaczonych etykietą truskawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą truskawki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 kwietnia 2019

Wiosenna zupa krem z pomidorów i truskawek



Majówka zbliża się wielkimi krokami. Wielkimi, deszczowymi krokami... trzeba dodać. Po długim okresie suchego i dość chłodnego przedwiośnia z wielką radością powitałam ciepłe dni. Nie nacieszyłam się nimi jednak zbyt długo, gdyż od soboty w tej części Podkarpacia deszcz postanowił nadrobić braki z ostatniego kwartału.
No trudno, pogoda jest, jaka jest. Nie mam zbyt wielkiego wpływu na nią, więc skupiam się na tym, na co mogę mieć wpływ. 
Poczułam wiosnę już jakiś czas temu. W menu zaczęły gościć nowalijki, smoothie, lekkie zupy krem.
Z przyjemnością przerzuciłam moje menu na wiosenne tory. Dziś podzielę się z Wami moim najświeższym odkryciem, zupą krem z pomidorów i truskawek.
Duet pomidor+truskawka idealnie ze sobą koreluje. Dodatki w postaci miodu, octu balsamicznego i bazylii podkręcają smak zupy i dodają mu głębi.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji "Koncentrat pomidorowy Pudliszki do wielu dań"





środa, 8 sierpnia 2018

Truskawkowy sernik na zimno na szpinakowym spodzie




Późne lato pachnie dojrzałymi w słońcu kłosami pszenicy. Pachnie malinami z ogródka babci i dojrzewającymi węgierkami, od których uginają się gałęzie śliwy. Pachnie kompotem z wiśni i drożdżówką z jagodami i kruszonką. Zmierzch zapada nieco szybciej ale wieczory wciąż są ciepłe, po dniach wypełnionych sierpniowym słońcem. Sierpień w moim rodzinnym domu pachniał konfiturą z wiśni i dojrzewającymi w ogrodzie astrami. Co wieczór siadałam z dziadkiem na drewnianej ławce, obserwowałam zachód słońca, a dziadek snuł swoje opowieści. Często opowiadał te same historie ale uwielbiałam ich słuchać. Z ogrodu niósł się słodki zapach maciejki, kot wracał z codziennej włóczęgi i łasił się do moich nóg. Babcia wynosiła przed dom kompot z wiśni i rabarbaru,a za nią dreptał pocieszny Misiek na swoich krótkich, pokracznych łapkach. 
W sierpniu w ogródku babci pojawiały się późne truskawki. Wygrzane w słońcu, po prostu pyszne. Smakowały dużo lepiej niż te majowe. Babcia podawała je z cukrem i kwaśną śmietaną. Do dziś uwielbiam je w tym wydaniu, prostym ale jakże pysznym.
Mam dla Was nieco inną propozycję wykorzystania późnych truskawek: obłędny sernik na zimno na szpinakowym spodzie. Szpinak często przewija się przez karty bloga i przyznaję, wprost uwielbiam ciasta z dodatkiem tych zielonych liści. Przepis jest banalnie prosty, a sernik cieszy nie tylko ładnym kolorem. Koniecznie przetestujcie ten przepis, najlepiej w najbliższy weekend :)




czwartek, 2 sierpnia 2018

Eton mess, czyli jak nabałaganić w kwadrans






Living on... living on the island,where the sun shines bright and the people smile... ano zamieszkałam, ludzie faktycznie się uśmiechają,a ze słońcem bywa różnie... jak to na wyspie. Co prawda Julia Pietrucha śpiewa o Hawajach ale to tylko taki drobny szczegół ;) 
Tutaj nie ma piaszczystych plaż z palmami, oceanu, tubylców grających na ukulele. Są za to wrzosowiska, Big Ben, fish and chips i popołudniowa five o'clock tea. Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, wystawiając mój wewnętrzny barometr na ciężkie próby, lewostronny ruch na drodze wciąż wzbudza moje zdziwienie, a domy wyglądają mikroskopijnie jak pudełka od zapałek. Zaskakuje mnie tu wiele rzeczy, badam grunt, biegam, a rowerem jeżdżę trochę na przekór po prawej stronie chodnika. Kuchnia angielska nie jest mi obca, od dawna interesowało mnie co Anglicy nakładają na talerze. Nigella i Jamie są moimi ulubionymi postaciami związanymi z angielską kuchnią, odebrałam z ich książek dobre przygotowanie kulinarne. Trifle, crumble, banoffee pie, malinowy fool, te wszystkie przepisy znajdziecie już na moim blogu. Dzisiaj dołączam do nich klasyk, Eton mess.
Eton Mess, to najsmaczniejszy rodzaj bałaganu jaki znam,a zrobienie go nie zajmie Wam więcej niż kwadrans. Czy to dobra rekomendacja???
Wykorzystajcie sezon na późne truskawki i "naróbcie bałaganu" w Waszych domach. Gwarantuję, że sprzątanie go sprawi Wam samą przyjemność ;). 



czwartek, 3 maja 2018

Czekoladowy mus z awokado z truskawkami




Ci z Was którzy zaglądają do mojego kącika w miarę regularnie na pewno zauważyli, że przepadłam jak kamfora. Tak, kwiecień nie był miesiącem bogatym w publikacje. Nie oznacza to jednak, że oddałam się błogiemu lenistwu, o nie! Marzec i kwiecień były miesiącami intensywnej pracy. Niektórzy już wiedzą, inni jeszcze nie. Z wielką radością dołączyłam do teamu Darka Kuźniaka i zaczęłam pracować nad nowymi projektami kulinarnymi. Jest to dla mnie duże wyzwanie ale i mega frajda z wykonywanej pracy. W kwietniu po raz pierwszy przygotowałam słodkości dla szerszej publiki. Moje słodkości znalazły się z słodkim menu na jednym z kulinarnych eventów.
Punkt 8:00 w jeden ze słonecznych piątków stawiłam się w studio kulinarnym Cook up w Warszawie. Studio zaopatrzone bajecznie w sprzęt i akcesoria kulinarne, poczułam się jak w sklepie z zabawkami :) . Słodkie menu zawierało dwa rodzaje cupcakes, dwa rodzaje makaroników oraz trufle. Czas operacyjny: 4 godziny. Dawno nie dostałam takiego zastrzyku pozytywnej energii i adrenaliny. Atmosfera w studio bajeczna, Darek+team dużo pozytywnej energii, serwis na najwyższym poziomie, pełna synchronizacja, chciałoby się rzec jak w szwajcarskim zegarku. Lunch udał się bajecznie, goście wyszli mega zadowoleni, ekipa za to zmęczona ale nadal tryskająca pozytywną energią. Jechałam na ten event pełna obaw, a wróciłam naładowana energią niczym atom ;) . Poznałam świetnych ludzi, zasmakowałam pysznego jedzenia i złapałam apetyt na więcej.
   Majówka powoli się kończy, u mnie pogoda bajeczna, sprzyja do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Długi weekend spędzam w domu i powolutku nadrabiam zaległości, w tym te blogowe.
Mam dziś dla Was deser, znany już wielu Wam z sieci. Ja za to całkiem niedawno dopiero odkryłam go własnymi kubkami smakowymi. Mowa tu oczywiście o najzdrowszym musie czekoladowym, czyli o musie z awokado. Jest kilka sposobów na jego przyrządzenie, dobór dodatków jest również dowolny. Ja gorąco namawiam Was do zrobienia musu i podania go z truskawkami i bezą włoską. Jak dla mnie bajka i tu moment na wyznanie: zjadłam obie porcje :D
To ideał na słodkie zachciewajki, czas przygotowania rekordowo szybki, a smak wręcz nieprzyzwoicie dobry. No to awokado w dłoń i działamy... 




sobota, 24 marca 2018

Dzień dobry, dyniowe placuszki z syropem klonowym i truskawkami




Lubię niedzielne poranki. Dają mi one nieograniczone możliwości. Mogę bezczelnie wylegiwać się w łóżku jeśli najdzie mnie ochota, mogę nadrabiać zaległości filmowe lub książkowe. Mogę też jeśli aura sprzyja udać się z samego rana na przejażdżkę rowerową dookoła jeziora. Najważniejsze jednak jest to, że mogę przygotować niespieszne śniadanie. Zamiast szybkiego smoothie czy kanapek przygotowuję coś extra. Ostatnio postanowiłam wykorzystać bądź co bądź mało wiosenną aurę i zrobiłam dyniowe placuszki. Pierwszy raz robiłam placuszki na drożdżach, zazwyczaj smażę jednak tradycyjne pankejki. Czy wyszły smaczne??? Baardzo, nawet mój młodziak przeciwny dyniowym przysmakom wcinał aż mu się uszy trzęsły. Oczywiście tym bardziej smaczne im bardziej obficie polane syropem klonowym. Truskawki to przysłowiowa wisienka na torcie. Koniecznie wypróbujcie ten przepis, gwarantuję Wam 100 % satysfakcji.
Ja po cichu liczę, że jutro dzień będzie równie słoneczny co dzisiaj i nieśmiało zaplanowałam rower. Odliczam też dni do powrotu do jazdy konnej. Jeśli pogoda się utrzyma rzeczyckie błoto wkrótce wyschnie i Arabella zacznie rekonwalescencję. Ten mój kochany Rudziszon naprawdę świetnie poradził sobie z wyjściem z kontuzji i mam nadzieję, że ten sezon jeździecki będzie dla nas udany.
A jak Wasze plany na niedzielę: aktywnie czy relaks???




środa, 13 grudnia 2017

Korzenne ciasteczka przekładane truskawkowym miodem




Grudzień nabrał rumieńców, dopiero co zerwałam kartkę z kalendarza z datą 1.12 a już za tydzień z niewielkim hakiem zasiądziemy do świątecznie przystrojonego stołu aby podzielić się opłatkiem i zjeść karpia.. i kapustkę z grochem... i pierożki z kapustą i grzybami. Nadeszła też najwyższa pora na upieczenie pierniczków. No i upiekłam, pyszne, korzenne... przełożyłam ja absolutnie pysznym miodem truskawkowym. To jest prawdziwy hicior, koniecznie musicie spróbować takiego nadzienia bo jest obłędne. Niech dowodem na smakowitość tych ciasteczek będzie fakt, że piekłam je w niedzielę, a dziś ukradkiem zjadłam ostatnie ;). No i trudno będę musiała upiec kolejne. Niech stracę, pieczenie ze stempelkami przynosi tyle frajdy,że właściwie mogłabym codziennie coś piec. 
Święta to jest coś cudownego, bezkarnie można piec, podjadać, dzielić się słodkościami. Uwielbiam ten czas i w mojej kuchni co rusz pachnie czymś smakowitym.
Ciasteczka wyszły na tyle pyszne,że postanowiłam je dodać do organizowanej na durszlaku akcji 'Z miłooości do truskawek' . Słodkie przetwory od #lowicz towarzyszą mi nie od dziś, a gdy do moich drzwi zapukał kurier ze słodką przesyłką, w której znajdował się #dzem oraz #konfitura postanowiłam za pomocą #truskawki zaczarować świąteczne smaki.
Czy mi się udało??? Czy wyjdę na nieskromną jeśli powiem,że tak??? Koniecznie spróbujcie przełożyć Wasze pierniczki truskawkowym miodem. To jest to,co tygryski lubią najbardziej :p




czwartek, 6 lipca 2017

Piknikowe mini tarty z truskawkami, rabarbarem i konfiturą różaną




Nic mi tak nie smakuje jak posiłek spożywany na świeżym powietrzu. Wyniosłam to upodobanie z domu, gdzie często siadywaliśmy na ławce bądź w ogrodzie aby zjeść kawałek ciasta lub wypić szklaneczkę kompotu lub kawy. Świeże powietrze wzmaga apetyt, dobrze wpływa na krążenie, posiłki na świeżym powietrzu działają relaksująco. Jak widzicie piknikowanie ma same zalety :). To zamiłowanie do jedzenia na świeżym powietrzu pozostało ze mną do dziś. Często gdy ruszamy za miasto pakuję coś pysznego do przekąszenia i wypicia. W sezonie letnim najczęściej są to małe przekąski, świeże owoce i słodkie co nieco. Do tego szklaneczka kompotu z truskawek i rabarbaru i przepis na udany piknik gotowy. Jeśli jesteśmy przy słodkim co nieco to najczęściej mój wybór pada na muffiny, ucierane ciasta i mini tarty. Dziś podzielę się z Wami przepisem na mini tarty z truskawkami, rabarbarem i domową konfiturą z róży.
Zabrałam dzieciarnię na spacer do parku i tam,w cieniu wielkiego dębu rozłożyliśmy się na kocyku. Rozkoszowaliśmy się zielenią, słońcem, pięknymi ptasimi trelami. Ja oczywiście pstrykałam zdjęcia, a w międzyczasie popijałam kompocik o rozkoszowałam się smakiem pysznej tarty.
Ciasto kruche przygotowałam na bazie margaryny Optima Omega 3, która wspiera zdrowie serca i pomaga walczyć z cholesterolem. 
Konfiturę, którą dodałam do nadzienia zrobiłam sama. U babci za domem rośnie piękny krzak róży. Gdy poczułam ten cudny zapach przypomniałam sobie, że mój zapas surowej konfitury jest na wykończeniu. Uzyskałam pozwolenie na pozbawienie krzaczka tych pięknych płatków i tym razem zrobiłam konfiturę w tradycyjny sposób. Przełamałam jej smak tylko odrobiną soku z cytryny. Konfiturka wyszła cudna, o głębokim kolorze i delikatnym różanym smaku. Będzie idealnym dodatkiem dla podkręcenia różnych owocowych smaczków.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji "Optymalny wybór na piknik".


środa, 28 czerwca 2017

Smaki dzieciństwa- Ciasto babci Ani na biszkoptach z truskawkami i galaretką



Babcia Ania był specyficzną osobą. Nie znosząca sprzeciwu, energiczna, nieco apodyktyczna pani  z trwałą w kwiecistej podomce. Babcia była typem osoby, która rozstawia wszystkich po kątach, nieco szorstka w obyciu. Potrafiła dać burę za podkradanie ciastek z puszki, przegonić z ogrodu gdy obrywaliśmy niedojrzałe pomidory i przed zjedzeniem obiadu napomnieć, że wszystko ma być zjedzone ale bez "kidania". Przy całej tej szorstkości potrafiła być ciepła. Babcia okazywała uczucia poprzez karmienie wszystkich dookoła. Nie było w moim dziecięcym świecie osoby, która robiła lepszą grochową czy lepszą drożdżówkę ze śliwkami. Babcia gotowała fenomenalnie, a jej wypieki... brak mi słów aby je opisać. Jej zeszyt pełen był pieczołowicie zapisanych receptur na różne pyszności. Ona była moją nauczycielką i osobą, która zaszczepiła we mnie miłość do gotowania i pieczenia. Przez różne koleje losu babciny zeszyt przepadł. Przy różnych okazjach, a zwłaszcza w sezonie na truskawki mama wspominała ciasto, które niegdyś babcia robiła. Metodą prób i błędów udało nam się wskrzesić ten przepis. Kwoli ścisłości ja przyrządzałam, a mama testowała.
Robiłam kilka podejść, a to dodawałam a to znów ujmowałam to i owo. Mama testowała, chwaliła ale za każdym razem mówiła, że to jeszcze nie jest to. Aż ostatnim razem trafiłam w sedno. Kluczem do sukcesu okazał się wafel, którego we wcześniejszych wersjach bardzo brakowało mojej mamie.
Efekt przerósł moje oczekiwania dlatego dzisiaj dzielę się z Wami tym przepisem. Ciasto nie wymaga pieczenia, pełne jest truskawek i pysznego, domowego kremu budyniowego. Sezon na truskawki powoli chyli się ku końcowi, spieszcie więc z wypróbowaniem. Mam w planach zrobić to ciasto w wersji z innymi owocami, spodziewajcie się więc różnych wersji tego ciacha.
Uff, czy u Was też tak parno i gorąco???



wtorek, 13 czerwca 2017

Budyniowa kostka z truskawkami i mascarpone




Koty jawiły mi się zawsze jako stworzenia nieco przebiegłe, zwinne, o mocnym poczuciu własnej wartości i chadzające własnymi drogami. Raczej unikałam ich towarzystwa, zdecydowanie jestem typem psiary. Miałam w swoim życiu krótki epizod, kiedy to przygarnęliśmy do domu kotkę. Kotka była rasowym dachowcem i pokazała nam z czym się wiąże posiadanie przedstawiciela tej "rasy". Z tapety w przedpokoju zrobiła sobie drzewo, z uwielbieniem wspinała się na nie i drapała z zapamiętaniem. Nasz super płaski telewizor stał się ulubionym punktem obserwacyjnym a z firanek zrobiła sieci rybackie. Gdy tylko poczuła zew marcowy dała drapaka z balkonu aby po dwóch dniach beztrosko powrócić. Co noc płakała i zawodziła za swoimi adoratorami spędzając sen z powiek całej rodziny.
Zniosłam wszystko ale tego zawodzenia nie udźwignęłam. Zawieźliśmy kotkę na wieś do babci, gdzie odnalazła spokój, a także założyła kocia rodzinę, kilkakrotnie... Ja uleczyłam się z posiadania kota. aż do jesieni 2014, kiedy to przywieźliśmy do domu Stefka.
Stefan, liliowy brytyjczyk zburzył wszystkie moje wyobrażenia na temat kotów.  Okazało się,że sensem życia mojego kota jest miska pełna rarytasów i wygodne legowisko, aha i jeszcze święty spokój. O ile w wieku kocięcym Stefek wykazywał miłość do wszystkich oraz jakąkolwiek aktywność fizyczną to po ukończeniu pierwszego roku życia stał się etatowym leniwcem.
Oprócz tego,że jest leniem, jest również niezdarą, potrafi źle wymierzyć skok na parapet i wylądować na podłodze, podczas mycia futerka potrafi stracić równowagę i spaść z łóżka :D
Nie jada byle czego i nie lubi jak się go zaczepia a gdy mamy gości znika jak kamfora. Czy wspominałam już, że mimo wszystko go uwielbiam??? ;)
Ale dość już o kotach bo ślinka mi cieknie na wspomnienie kostki budyniowej. Zrobiłam to ciasto w miniony weekend i przyznaję się bez bicia,że ilość jaką zjadłam woła o pomstę do nieba.
Biszkopt upiekłam na budyniu bezglutenowym, ciasto było na tyle wilgotne,że nie ponczowałam go kawą. Ciasto jest bardzo proste, łatwo się kroi i jest pyszne. Koniecznie zróbcie póki mamy sezon truskawkowy.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji " Milion smaków truskawek"


piątek, 9 czerwca 2017

LubelLove Inspiracje- Mini serniczki z karmelizowanym rabarbarem, truskawkami i czekoladowym makaronem




Sezon truskawkowy nabrał rumieńców. Ceny truskawek spadły do przyzwoitego pułapu a i same truskawki nabrały czerwcowej słodyczy. Były już pierogi z truskawkami, knedle z truskawkami, były truskawki z bitą śmietaną a także ciasto. Codziennie piję koktajl z truskawkami, aż dziw że mój kolor skóry nie zrobił się truskawkowy ;)
Maj i czerwiec to moje ulubione miesiące. Stragany uginają się od świeżych warzyw, można wybierać i przebierać do woli. Młode ziemniaczki, kalafior, fasolka szparagowa, malinowe pomidory, moja kuchnia smakuje w tym sezonie pysznie. 
Pogoda też sprzyja, jest przyjemnie, ciepło ale nie za gorąco. Wróciłam na trasę rowerową,  robię krótkie przebieżki, jeżdżę w końskie tereny. Chwilo trwaj!!! :)
Jako że zbliża się weekend, mam dla Was coś pysznego: mini serniczki z czekoladowym makaronem i karmelizowanym rabarbarem i truskawkami.
Jakiś czas temu dostałam zaproszenie do udziału w akcji LubelLove inspiracje. Zaproszenie zarejestrowałam w pamięci i tam sobie czekało,bo nie mogłam nigdzie dostać makaronu Lubella mini. Szukałam,szukałam, aż w końcu znalazłam czekoladowe świderki. Postanowiłam z nich zrobić spód do wiosennych serniczków, karmelizowany rabarbar i truskawki to przysłowiowa kropka nad i.
Efekt przerósł moje oczekiwania, a serniczki zniknęły w oka mgnieniu. Jeśli Was zaciekawiłam poniżej znajdziecie przepis na te pyszności. Zapraszam :)


środa, 24 maja 2017

Majowe smaki, sernik na zimno z białą czekoladą i truskawkami, na spodzie orzechowym



Kukułki na dobre rozpoczęły swoje trele. Gdy byłam małą dziewczynką wiązał się z tym pewien rytuał. Na początku maja mój dziadzio zawsze dawał mi monetę, większą lub mniejszą i mówił, że to "na kukułkę". Monetę nosiłam zawsze przy sobie, w kieszonce sweterka lub kurteczki i czekałam. A na co??? Czekałam na to aby kukułka mnie okukała :D. Miało mi to zapewnić powodzenie i bogactwo. Powiem więcej, jeżeli kukułka złapałaby mnie swoim kukaniem i nie miałabym przy sobie pieniążka wróżyło to pech. Nosiłam więc te monety, a jeśli zdarzyło mi się przepuścić je na lizaki bądź lody, dziadzio uzupełniał mą kieszeń. Lata płynęły a mnie pozostał w głowie ów rytuał.
W ostatnią niedzielę galopując na moim rumaku niespodziewanie usłyszałam kukanie. Zamarłam, zatrzymałam rumaka i gorączkowo myślałam czy mam przy sobie pieniążek. W saszetce znalazłam trochę drobnych. Ufff, moje bogactwo zostało uratowane :).
A propo bogactwa... w maju objawia się ono wysypem nowalijek, chrupiących warzyw i truskawek. W tym roku maj przywitał nas wyjątkowo chłodny, a przez to cena truskawek może przyprawić o zawrót głowy. Cena jednak mnie nie odstraszyła na tyle, żeby całkiem je omijać. Zakupiłam mały koszyczek i postanowiłam zaserwować je w serniku na zimno. Jak już jesteśmy przy serniku muszę Wam powiedzieć, że wybór na białą czekoladę padł nie bez powodu. Niedawno kupiłam w Biedronce serek Tutti o smaku białej czekoladowy. Już po pierwszym kubeczku zakochałam się w jego smaku. Powiem więcej, sernik z jego dodatkiem wychodzi przepyszny, a mocno orzechowy spód dopełnia całości. Zapraszam po przepis, zróbcie sernik na niedzielę :).





piątek, 31 marca 2017

Amerykańskie inspiracje- obłędnie pyszne babeczki banana split





Każdy z nas na pewno zna choć jeden dowcip o blondynkach. Białogłowy z założenia są bardzo atrakcyjne i  z założenia nie grzeszą rozumem. Jak to się stało,że szatynka zawstydziła blondynkę??? Już opowiadam. Otóż moi drodzy, rok temu dostałam od mojej drugiej połowicy wspaniały sprzęt, a mianowicie food procesor (nazwę firmy pominę). Był to spontaniczny zakup, wielka niespodzianka dla mnie ale i również wielka radość. Różnego rodzaju przystawki, mieszadła i dzbanek do robienia koktajli. Ten ostatni grzecznie leżał w szafce, gdyż używałam nieco większego blendera kielichowego. Ten spisywał się cudnie, do momentu w którym zaraz po wyjęciu dzbanka ze zmywarki postanowiłam zrobić sobie kawę mrożoną. Wlałam zimne mleko do dzbanka, usłyszałam charakterystyczne trach!!! i nauczyłam się,że zimnego mleka nie nalewa się do rozgrzanego dzbanka.
Dobry humor jednak mnie nie opuszczał, przecież miałam jeszcze mój super dzbanek, który mogę podpiąć do food procesora. Szybko zamontowałam cudo i na sucho przekręciłam gałkę aby sprawdzić czy montaż się udał. Gałka zaczęła migotać na czerwono a ostrza pozostały nieruchome. Pierwsza próba, druga, trzecia, po trzeciej soczysta wiązanka na temat tego badziewia. Telefon do serwisu, a potem rozmowa z moim M. że koniecznie musimy odwieźć to badziewie do sklepu i niech naprawiają. Trochę czasu minęło, a ja nauczyłam się robić kawę mrożona ręcznym blenderem.
Aż tu kilka dni temu w moje ręce wpadła atrakcyjna gazetka z Lidla,a w niej blender kielichowy, identyczny jak mój poprzedni tylko w jeszcze ładniejszym kolorze. Pokazałam więc M. że to jest to czego potrzebuję. M. chyba w przypływie mocy zażądał dzbanka i zaczął oględziny. Pooglądał dzbanek, po czym zażyczył sobie pokrywkę. Po co mu ta pokrywka???? Założył pokrywkę na dzbanek, dzbanek zapiął do sprzętu, przekręcił gałkę i.... ostrza wydały zgrzyt i zaczęły pracę.
Okazało się,że w dzbanku jest czujnik, który wskazuje na to czy jest otwarty i dopóki nie jest przykryty to sprzęt jest zablokowany aby zapewne uniknąć rozchlapania miksowanej zawartości po ścianach kuchni. Prawda,że genialne??? Przez chwilę poczułam się jak rasowa blondynka, za to chwilę potem zaśmiewaliśmy się już z całej tej sytuacji. Oczywiście za "naprawę" podziękowałam :D
Wystarczy tych śmiechów, czas na konkrety. Dziś mam dla Was babeczki inspirowane amerykańskim deserem banana split. Na blogu jest już kilka propozycji inspirowanych tym deserem --> klik .
Babeczki nie wymagają pieczenia, smakują obłędnie, przyznaję się bez bicia,że wciągnęłam dwie.
Przepis dołączam rzutem na taśmę do akcji kulinarnej: "Kuchnia Ameryki Północnej".


wtorek, 28 czerwca 2016

Australijskie klimaty, Melba z domowymi lodami śmietankowymi




Peches Melba zawdzięcza swoją nazwę Nelli Melbie, słynnej australijskiej śpiewaczce. Zadedykował go śpiewaczce słynny francuski szef kuchni Auguste Escoffier. Deser jest bardzo prosty, składa się ze składników łatwo dostępnych. Przy swojej prostocie jest to deser bardzo wyrafinowany i elegancki. Smaki świetnie się równoważą, wynosząc nasze doznania smakowe na kulinarne wyżyny. Nie pierwszy raz sprawdza się powiedzenie, że to co najprostsze, smakuje nam najlepiej. Oryginalnie deser składa się z musu z truskawek, lodów waniliowych i brzoskwiń duszonych w sosie waniliowym, wierzch wieńczą płatki migdałów. Ja zrobiłam deser według własnych upodobań. Truskawki zaserwowałam bez przecierania, brzoskwinie podałam karmelizowane na cukrze trzcinowym a zamiast lodów waniliowych dałam lody śmietankowe. Deser wyszedł obłędny, konieczny must try tego sezonu. Wkrótce podzielę się z wami przepisem na jeszcze jedną wersję tego deseru, gwarantuję,że będzie równie smaczna co ta którą podzielę się z wami dzisiaj.
To jest ten typ deseru, przy którym ciężko poprzestać na jednej porcji, ja na raz zjadłam dwie :).
Wierzę, że po degustacji takiego deseru można śpiewać sopranem tak jak Nelli Melba na deskach opery w Sydney. Zapraszam was w podróż kulinarną do dalekiej Australii.






czwartek, 23 czerwca 2016

Wiwat wakacje, kajmakowy deser z truskawkami i bananami





Wiwat wakacje, plecak powędrował w kąt pokoju, czas oddać się słodkiemu uczniowskiemu lenistwu. Starsza latorośl postanowiła jak najszybciej zatrzeć ślady po roku szkolnym, pozbywając się książek na kiermaszu i upychając zeszyty w najdalszych zakamarkach szafki. Dziś oficjalnie pożegnaliśmy progi szkoły podstawowej,a Kacper trzymając świadectwo poczuł zapach wakacji.
Doskonale go rozumiem, bo jeszcze nie tak dawno sama maszerowałam dziarskim krokiem do szkoły. W białych podkolanówkach i granatowej spódnicy, z naręczem goździków i czekoladkami żegnałam mury szkolne i ulubioną wychowawczynię. Na uroczystym apelu odśpiewywaliśmy "Lato czeka" a pani dyrektor wręczała świadectwa z czerwonym paskiem.
Po powrocie do domu czekał kompot z truskawek i ciasto drożdżowe z kruszonką i było wiadomo,że to już wakacje. Wakacje pachną przygodą i dojrzałymi czereśniami. Dzień jest długi, można go trwonić na słodkim nic nie robieniu, można pojechać na jezioro i opalać się na plaży, można robić wycieczki rowerowe, objadać się malinami prosto z krzaczka, można do późna siedzieć a ganku z mrożoną kawą. Uwielbiam ten czas, gdy nie trzeba zrywać się z budzikiem o 6:30 a dzień układać według własnego widzi mi się.
Dziś jeszcze nie snujemy planów wakacyjnych, dziś cieszymy się nadchodzącymi 2 miesiącami beztroski. Deser,który dziś wam proponuję jest idealny na aktualne upały. Kajmakowy krem z truskawkami i bananami jest prosty ale skuteczny. Krem po schłodzeniu jest aksamitny i delikatny, polecam do mrożonej kawy :)


wtorek, 14 czerwca 2016

Deser w kwadrans, sernikowe parfait z ciasteczkami brownie i truskawkami




Satysfakcja, duma i zmęczenie... to moje główne odczucia po ukończonym Runmageddonie. Wspominałam wam nie tak dawno temu, że zapisałam się na bieg z przeszkodami, a dokładniej na Runmageddon classic- 12 km. Jak się okazało na miejscu tak dokładniej było to 12+ co w rzeczywistości dało 16 kilometrów. Gdy w ubiegłym roku kibicowałam mojej ekipie na Służewcu załapałam taką zajawkę, że od razu obiecałam,że  w następnym biegu na pewno biorę udział. Rekrut,czyli 6 km odbył się na idealnie płaskiej powierzchni Służewca. Wyobraźcie sobie moje szczere zdziwienie, gdy dostałam mail od organizatora,że klasyk odbędzie się w Twierdzy Modlin, która usytuowana jest nad Narwią, na imponującej skarpie. No cóż powiedziałam A, trzeba powiedzieć B C D ... Na miejscu zarejestrowałam się i stawiłam na rozgrzewce. Przy obłokach dymu, zagrzewającej muzyce AC/DC, z ciężkim workiem piasku na ramieniu ruszyłam z resztą towarzyszy niedoli. Nie skłamię, jeśli powiem,że nigdy w swoim życiu nie przeżyłam czegoś podobnego. Mnóstwo trudnych podbiegów, przeprawianie się brzegiem rzeki, zasieki, ścianki, toczenie ciężkich opon, przeprawa przez kanał, bieg przez ciemne modlińskie piwnice, kąpiel w wodzie z lodem to tylko nieliczne atrakcje, jakich miałam okazję doświadczyć tego dnia. Choć momentami miałam ochotę odpuścić, mięśnie odmawiały posłuszeństwa, nie ugięłam się. Wraz z moją towarzyszką niedoli Martą parłyśmy dzielnie do przodu, wspomagane przez nowo poznanych Poznaniaków. Panowie dzielnie nas wspierali w przeprawach przez ścianki, motywowali i nie pozwolili odpuścić żadnej przeszkody. Metę pokonałyśmy z dzikim okrzykiem radości i ogromną satysfakcją,że nam się udało. I choć obiecałam sobie,że nigdy więcej takich imprez, to przyznam szczerze, że chyba złamię ta obietnicę. Po kilku dniach, gdy zakwasy tak nie dokuczały a siniaki nieco zbladły, pomyślałam, że bawiłam się wyśmienicie. Szczerze polecam, taki coś trzeba przeżyć na własnej skórze, wrażenia niezapomniane :)
Wystarczy tego biegania, lepiej skupmy się na tym, co w kuchni :),a dokładniej co an deser. Moja ostatnie propozycja deseru w kwadrans spotkała się ze sporym zainteresowanie, co pokazały wskaźniki odwiedzin. Dziś proponuję wam ekspresowe sernikowe parfait z ciasteczkami brownie i truskawkami. Jak obiecałam, na przygotowanie deseru nie poświęcicie więcej niż 15 minut. Obiecuję też,że efekt wizualny i smakowy zadowoli wasze podniebienia. Ja miałam problem z fotografowaniem, moje ślinianki ruszyły z pełną produkcją ;). Zapraszam po przepis.