Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza jaglana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza jaglana. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 kwietnia 2018

Mazurek z kokosowym kremem jaglanym



Słońce do nas wróciło a wraz z nim wiosna, która eksplodowała zielenią . Na okolicznych drzewach i krzewach pojawiły się pączki, zakwitła bieluśka tarnina, forsycja pokryła się żółciutkimi kwiatkami. W ciągu dwóch dni porzuciłam kurtkę dla letniej sukienki :). Żyć nie umierać. Wiosna zassała mnie w swoje wnętrzności porzuciłam laptopa dla roweru, przebieżek, spacerów, stadniny. Ostatni tydzień obfitował w aktywności na świeżym powietrzy. Znalazłam czas na rundkę dookoła jeziora na szklaneczkę piwa w oldschool'owej Kuflandii, na odkrywanie leśnych zakamarków z młodzieżówką, na uruchomienie Arabelli. Oczywiście znam nasze realia pogodowe i wiedziałam, że to za wcześnie na lato, w końcu dopiero kwiecień. Toteż nie zdziwiłam się gdy poniedziałek wstał niewyraźny i pochmurny. Dzięki temu nadrabiam sieciowe zaległości i spokojnie czekam na powrót słońca. 
Przygotowuję się również na ważny event, który czeka mnie w najbliższy piątek. Po raz pierwszy przygotowuję słodkości dla szerszej publiki. Od tygodnia testuję przepisy aby menu słodkiego stołu było oryginalne i pyszne. Trzymajcie za mnie kciuki :)
Wracając do pogody, po południu zaplanowałam wyjazd do stajni, chmury mi nie straszne i tylko ulewny deszcz może zmienić moje plany.
A co mam dziś dla Was kochani? A mazurka... nie,nie zwariowałam. Wiem, że po świętach wielkanocnych zostało tylko wspomnienie. Możecie jednak śmiało zamiast mazurka zrobić tartę z kokosowym kremem jaglanym. Ciasto smakuje bosko, najlepsze jest na dzień po przyrządzeniu. To ideał dla fanów kokosów i rafaello. Koniecznie wypróbujcie ten przepis.




sobota, 18 listopada 2017

Kawowy krem jaglany z gorącą żurawiną doprawioną skórką pomarańczy i cynamonem




Dla przeciętnego Kowalskiego jeździectwo wydaje się być łatwym sportem. Ot wsiadasz na konia i jedziesz, żadna sztuka, wręcz łatwizna. Zaskoczę Was, jeździectwo nie jest sportem łatwym. Jeśli chcecie osiągnąć przyzwoity level horse ridingu musicie nastawić się na krew i pot. Już po pierwszych zajęciach na lonży dowiecie się o istnieniu mięśni, o których nie mieliście pojęcia że istnieją. Okaże się również, że nijak nie da się usiedzieć w siodle gdy koń kłusuje.Będziecie podskakiwać w siodle i walczyć o przetrwanie. Przez kolejne dwa dni będziecie chodzić jakbyście nadal to siodło mieli między nogami, a przywodziciele nie dadzą Wam zapomnieć o swoim istnieniu. Przy trzecich zajęciach pomyślicie sobie: Co ja właściwie wyprawiam??? Po co mi to było??? Jeśli przetrwacie kryzys okaże się, że powolutku zaczynacie się wczuwać w rytm kroków konia. Radośc nie będzie trwała zbyt długo bo wymagający instruktor będzie pilnował: Piety w dół!!! Łydka do konia!!! Plecy prosto!!! Patrzymy przed siebie!!! Łokcie przy tułowiu!!! A to dopiero początek listy... Okaże się również,że Wasz "sprzęt" może nie zechcieć z Wami współpracować. Konie rekreacyjne są znane z tego,że lubią stroić fochy początkującym jeźdźcom i pastwić się nad nimi. Może się na przykład okazać,że Wasz rumak będzie stał jak odlany z betonu i ani łydka ani niecierpliwe komendy głosowe nie ruszą go z miejsca. Może się również okazać, jak to było w moim przypadku, że Wasz rumak nie będzie się chciał zatrzymać. Okaże się, że galop (to już level bardziej zaawansowany) będzie niekończącym się kręceniem kółek na ujeżdżalni. Jak dziś pamiętam jak Arabella odpalała się do galopu w ułamkach sekund ale żeby już wyhamować to nie bardzo... trzymałam się tylko w siodle zastanawiając się kiedy jej się to znudzi. Do tego  wszystkiego dochodzą wszelkiego rodzaju otarcia od siodła oraz w lecie opalenizna "na jeźdźca",aaa zapomniałam dodać że piaskowanie zębów w okresie letnim na zajęciach jest w gratisie ;) ;) ;).
Jeśli jesteście w stanie przetrwać to wszystko jesteście dobrym materiałem na jeźdźca. Ja przetrwałam... i zaczęłam czwarty rok mojej przygody z końmi. A czemu tak mnie naszło na dyskusje o jeździectwie??? Po każdym treningu czy terenie wracam do domu tak głodna, że wciągnęłabym całą zawartość lodówki. Staram się jednak przed wyjazdem przygotować sobie jakąś przekąskę, która po treningu nasyci mnie i doda energii. Najlepiej gdyby ta przekąska była jeszcze przy tym zdrowa. Po ostatnim treningu zrobiłam sobie pyszny kawowy krem jaglany, który posłodziłam Syropem trzcinowym #Diamant. Co prawda jest to deser ale wyśmienicie sprawdzi się jako śniadanie. Dodatek żurawiny idealnie równoważy kawowo-trzcinowy smaczek i lekko rozgrzewa dzięki dodatkowi cynamonu.
Przepis dołączam do akcji Złocista Kuchnia Diamant.



środa, 30 sierpnia 2017

Obłędny torcik z czekoladowym kremem jaglanym, pierniczkami i karmelizowaną gruszką




Toruń zajmuje ważne miejsce na kulinarnej mapie Polski. Tak jak Kopernik wstrząsnął fundamentami astronomii tak toruńskie pierniki wstrząsnęły podniebieniami Polaków. Wszyscy wiemy, że to stamtąd wywodzą się pachnące korzennymi przyprawami i miodem piernikowe serca. Piernikowe wyroby na sklepowych półkach rozsławiła Fabryka Cukiernicza Kopernik. Nieprzerwanie od 1751 roku rozpieszcza nas swoimi pierniczkami ciągle poszerzając ofertę. Moimi faworytami są lukrowane serca, które towarzyszą mi odkąd byłam małym dzieckiem. Przynosiła mi je ciocia gdy zaglądała na kawę i ploteczki do babci. W tamtych czasach to był prezent na wagę złota, bo w sklepach ciężko było je dostać. Do dziś mam do nich wielki sentyment, zawsze mam schowaną napełnioną nimi paczuszkę, ot tak na czarną godzinę. Co roku też uzupełniam braki choinkowego arsenału. W bliżej niewyjaśnionych okolicznościach pierniczki znikają z choinki. Raz jeden udało mi się przyłapać Rudziszonka na gorącym uczynku :D i przyznam się bez bicia przymknęłam oko na ten proceder.
Tak więc gdy zobaczyłam konkurs z okazji zbliżającego się Święta Piernika wiedziałam, że muszę skromnie zaznaczyć swoją obecność. Konkurs trwa do 31.08 więc to ostatni dzwonek żeby zgłosić swój #przepisnakopernika, po szczegóły zaglądajcie na stronę Fabryki Cukierniczej Kopernik.
Do konkursu zgłaszam swój autorski przepis na torcik czekoladowy z pysznym jaglanym kremem pełnym pierniczków i karmelizowanych gruszek. Postawiłam na nieco zdrowszą wersję deseru, biszkopt przygotowałam bez dodatku mąki, a do kremu jaglanego nie dodałam cukru. Torcik udekorowałam gruszkowymi chipsami, koniecznie zróbcie je w domu bo są obłędnym dodatkiem.
Zapraszam do mojej kuchni, w której pachnie dziś pierniczkami :)



niedziela, 18 czerwca 2017

Śniadaniowe kulki jaglane





Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Ameryki tym stwierdzeniem nie odkryłam ale staram się trzymać tej dewizy i dokładam wszelkich starań aby moje śniadania były jak najbardziej zróżnicowane. Pora śniadaniowa przypada u mnie w okolicach godziny 10, często więc przygotowuję sobie coś pysznego przed wyjściem z domu. Często jest koktajl owocowy lub sałatka, ot szybko mieszam lub miksuję kilka składników i śniadanie gotowe. Czasem jednak przykładam się trochę bardziej i robię coś ekstra. Do kategorii "coś ekstra" zaliczam między innymi jaglane kulki. Przy minimum wysiłku można wyczarować z kaszy jaglanej zdrową przekąskę. Dziś zapraszam Was na kulki wypełnione daktylami, gorzką czekoladą oraz kakaowo-miodowymi płatkami Lubella. Kulki wyszły mega pyszne, idealnie nadają się na drugie śniadanie do pracy, wystarczy że zapakujesz je do lunch boxu lub pudełeczka, do tego owoc lub jogurt i masz pełnowartościowy gotowy posiłek. To co? Lecimy w kulki??? Przepis dołączam do durszlakowej akcji "Odkryj autentyczny smak natury" i odkrywam #comożezboże razem z marką Lubella :)


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Jaglane trufle z marcepanem, białą czekoladą i kandyzowaną skórką cytrynową





Lubicie oglądać seriale??? Ja bardzo... lubię mieć w aktualnym repertuarze choć jeden. Często odkrywam różne seriale po dłuższym czasie i to ma duży plus w postaci 3-4 sezonów czekających tylko abym je wszystkie obejrzała. Najczęściej towarzyszą mi one w okresie zimowym, są miłym urozmaiceniem podczas długich zimowych wieczorów gdy na dworze ciemno i zimno, gdy z domu wychodzę tylko żeby przewietrzyć Rudziszonowe łapki. Przerobiłam prawie wszystkie sezony Grey's anatomy, namiętnie oglądałam Revenge i Prison break, zahaczyłam również o White Collar i Heart of Dixie. Co seriale mają takiego, że każdy odcinek napędza moją ciekawość na tyle,że kolejny muszę obejrzeć teraz/natychmiast??? Muszę przyznać,że łatwo się wciągam w fabułę każdego jednego, więc staram się jak mogę wybierać te z ciekawym wątkiem. A co aktualnie u mnie na tapecie? Sex and the city, tak moi drodzy, wciągnęłam się w perypetie Carrie Bradshaw. Aktualnie tkwię w 4 sezonie, dni zrobiły się ładniejsze więc i siłą rzeczy nie spędzam w domu aż tyle czasu. Muszę się przyznać,że gdy ten serial miał swoją emisję w tv unikałam go jak ognia, bo wydawał mi się beznadziejnie pusty. Teraz jest miłym czasoumilaczem, z przymrużeniem oka oglądam przygody czwórki przyjaciółek, jakże różniących się od siebie temperamentem a natrafiające na te same przeszkody w świecie mężczyzn, uczuć i seksu. Czy obejrzę wszystkie sezony??? Oczywiście,że tak :) nawet jeśli bedzie to dopiero jesienią.
Zazwyczaj do seansu wystarczy mi dobra herbata ale czasem gdy dopadają mnie różne smutki lub kobiece smaczki, lubię coś na takim seansie przekąsić; w końcu dziewczyny wiecznie spotykają się aby poplotkować przy jedzeniu (śniadania,lunche, kolacje).
Ja mam dziś dla was propozycję na malutką słodką przekąskę, która sprawdzi się do babskiego seansu jak i na poczęstunek dla gości. 
Jest to już trzecie wydanie trufli jaglanych u mnie na blogu, mam już w swojej truflotece jaglane trufle kokosowe oraz świąteczne jaglane trufle a dziś dołączają do nich jaglane trufla z marcepanem, białą czekoladą i kandyzowaną skórką z cytryny. Trufle smakują po prostu rewelacyjnie, składniki komponują ze sobą po prostu idealnie. Wypróbujcie koniecznie.


środa, 9 grudnia 2015

Jaglane trufle- edycja świąteczna





Zapachniało świętami, najpierw delikatnie z niewielką dozą nieśmiałości a teraz całą paletą świątecznych zapachów. Zrobiłam domową przyprawę do piernika, kupiłam malutki świerk, ulubioną szklaną miskę napełniłam mandarynkami. Dzięki tym nowym zapachom dom nabrał nowego wyrazu. Z szafy wciągnęłam świąteczne lampiony i co wieczór palę świeczki o zapachu wanilii i cynamonu. Takie małe akcenty wprawiają mnie w dobry nastrój i nawet czekające mnie generalne porządki nie przerażają mnie już tak bardzo. Jest coś magicznego w grudniu,że pomimo tego że nadal dni są ciemne i krótkie to jakoś inaczej znoszę wszelkie niedogodności pogodowe. Myśl, która tli się w sercu każdego z nas,myśl o tym że już wkrótce wystrojeni i w podniosłym nastroju podzielimy się opłatkiem,zasiądziemy do wigilijnej wieczerzy, odpakujemy prezenty,które zostawiła nam Gwiazdka daje nam siłę by brnąć do przodu przez karty kalendarza. 
W mojej głowie poukładałam już plany świątecznych wypieków, jak zwykle lista jest imponująca i długa. A czy uda mi się ją zrealizować w całości??? Tego nawet nie wiedzą najstarsi górale :)
W niedzielę odwiedził mnie Mikołaj. Jak zawsze odwiedził mnie gdy mocno spałam, zostawił mi cudne perfumy i najnowszą książkę Jamiego Oliver'a (dziękuję kochany Mikołaju). 
Dzień wcześniej w naszej stadninie urządziliśmy mikołajkowy teren. Pogoda udała się znakomicie a mieszkańcy Rzeczycy mogli podziwiać zastęp jeźdźców w czerwonych czapkach i koników przystrojonych na tę okoliczność. Wierzcie mi było bajecznie. Ognisko, kociołek, domowa nalewka z malin dodały nam rumieńców. Uwielbiam takie klimaty :)
A póki przyjdzie czas na pieczenie makowców i piernik chcę was zachęcić do zrobienia fenomenalnych trufli jaglanych. Dość niedawno namawiałam was na zrobienie trufli jaglanych a la rafaello. Właśnie gdy robiłam tamte trufle wpadłam na pomysł aby zrobić je w ciemniejszej odsłonie. Nie musiałam długo wymyślać, do czekolady deserowej i kaszy jaglanej dodałam żurawinę,suszoną śliwkę i domową skórkę pomarańczową. Zakochałam się w tym połączeniu. Koniecznie wypróbujcie przepis, gwarantuję 100% satysfakcji. 
Przepis dołącza do akcji Prezenty na Mikołajki.



Prezenty na Mikołajki II





czwartek, 12 listopada 2015

Jaglane trufle z białą czekoladą






Św. Marcin zamiast na białym koniu przybył niesiony porywistym wiatrem w asyście ciemnych chmur. Wiatr ten narobił bałaganu wzbijając w powietrze połacie suchych jak pieprz liści. Liście wirowały w dzikim tańcu zahaczając o nagie już prawie gałęzie drzew i lądując na balkonach i samochodach. Momentami słońce próbowało się przebić przez chmury, jednak finalnie dało za wygraną. Ciepła flanelowa pościel namówiła mnie na leniuchowanie i większość dnia postanowiłam spędzić w jej ciepłych objęciach. Stefek dzielnie mi towarzyszył,co jakiś czas leniwie zmieniając miejscówkę w obrębie łóżka. Co jakiś czas żółte liście wirujące za oknem przypominały mi o dzisiejszej pogodzie. Pomyślałam,że jednak pogoda i tak jest dość łaskawa, dawniej,gdy byłam jeszcze dzieckiem listopad potrafił dać w kość. Duże przymrozki przeplatały się z wiatrem i pluchą a listopadowe dni były szare, ciemne i bez wyrazu. Popołudnia spędzałam przy kaflowym piecu, obserwując jak deszcz zacina o kuchenne szyby a wiatr wściekle roznosi dym z komina sąsiadów na wszystkie strony świata. Jak już jesteśmy przy Św.Marcinie to musicie wiedzieć,że babcia co roku piekła gęś w staromodnej gęsiarce w bratrurze. Przepisu już niestety nie pamięta ale gęś smakowała genialnie. A po gęsi podwieczorek,a w jesiennym menu najczęściej bywały ciasta drożdżowe, oponki lub kruche paluchy z kminkiem. Przyznam szczerze,że długie jesienne wieczory nie dłużyły mi się. Dziadek snuł swoje opowieści, słuchaliśmy razem Matysiaków w radiu,a gdy naszła nas chęć to jedliśmy drożdżowe paluchy popijając herbatą z imbryka.
Za to wczoraj u mnie jesienny nastrój poprawiały jaglane trufle z białą czekoladą i wiórkami kokosowymi. Przyznam się szczerze,że długo zastanawiałam się czy je zrobić. Przepis na nie przewinął mi się w ubiegłym roku i tak sobie czekał aż dojrzeję aby go wcielić w życie. Trufle zrobiłam, skosztowałam i przepadłam bo smakują obłędnie. Małe,pyszne, kokosowe, nie sposób im się oprzeć,koniecznie wypróbujcie.



piątek, 6 marca 2015

Sobotnie opowieści i puddingi jaglane czekoladowo-bananowe z frużeliną wisniową





Sobota, najbardziej zabiegany dzień tygodnia, busy day chciałoby się rzec. Nie ma wylegiwania się w łóżku do południa, nie ma słodkiego lenistwa. Każda szanująca się pani domu od wczesnych godzin porannych zaczyna dziką gonitwę. Zakupy, zakupy, zakupy i jeszcze więcej zakupów bo przecież trzeba obstawić lodówkę na dwa dni. Po zakupach dom zamienia się w tornado, w piekielny wir ruszają odkurzacze, pralki, zmywarki. Około południa tornado powoli zamienia się w ład i porządek aby zostawić dom czystym i uporządkowanym. W domu pachnie obiadem i być może świeżo upieczonym ciastem. Tak, tak, uwielbiamy soboty ;).
U mnie jednak sobota wygląda nieco inaczej. Owszem wstaję wcześnie i jeszcze ze snem pod powiekami gonię z Rudziszonową na patrol osiedla. Mijamy nasze panie sąsiadki,które wracają z targu z siatkami ciężkimi od zakupów. Lekko zarumienione i zgrzane wracamy do domu, szybko czaruję jakieś pyszne śniadanie a później w składzie ja,Hania i Rudziszon pakujemy się z resztą stajennej ekipy i jedziemy do koni. Jest to świetna odmiana dla sobót, do których przywykłam przez większość swojego życia. Zakupy załatwiam w piątek, porządki są owszem ale przez cały tydzień, tak więc w sobotę nanoszę tylko niewielkie poprawki :)
Dzięki temu sobota nabrała nowych barw i dzięki temu mam więcej czasu dla siebie. Ostatnio moje śniadania zdominowały super zdrowe koktajle warzywno-owocowe oraz kanapki z najlepszego na świecie chleba gryczanego. Lecz przychodzi taka pora,że pragnę odświeżyć moje uczucia do jaglanki i wtedy na szybkości przyrządzam pudding. Tym razem pudding był na wypasie, z bananami i czekoladą oraz frużeliną wiśniową. Mówię wam cud-miód.

środa, 14 stycznia 2015

Z zupełnie innej beczki- bezglutenowy chleb gryczano-jaglany na zakwasie







Od wczoraj towarzyszy mi wspaniały nastrój. Wczoraj zza chmur wyjrzało słońce i nie wiem jak wam ale mnie świat wydał się od razu piękniejszy. Poczułam powiew wiosny, wiem, wiem to zwodnicze ciepło, w końcu mamy dopiero styczeń. Miło jest jednak wyjść na świeże powietrze, dotlenić się i złapać trochę ciepłych promieni. Dzięki sprzyjającej aurze skorzystałam z dobrodziejstwa w postaci posiadania nowej czteronożnej podopiecznej i rozprostowałam zastane po świętach kości. Po dotarciu na miejsce okazało się,że zgraja kopytnych wraz z Arabelką też korzystała z warunków pogodowych. Korzystała z nawiązką, bo konie wróciły do stajni umorusane po czubki końskich uszu :) Szczotkowanie konia to bardzo przyjemne zajęcie a wczorajsze czesanie miało dodatkowy bonus w postaci tony pyłu który miałam na twarzy, między zębami,właściwie wszędzie :) Za to sama jazda wspaniała, przyjemnie jest kłusować i galopować na świeżym powietrzu, czerpać przyjemność z ruchu i zawiązywać więź z wspaniałą istotą jaką jest dla mnie Arabelka. Do domu wróciłam zmęczona, ubłocona ale szczęśliwa i potwornie głodna. 
Tydzień temu nastawiła swój pierwszy zakwas na chleb, zakwas bezglutenowy. Zdrowy tryb życia zawsze miał dla mnie duże znaczenie. W ciągu kilku ostatnich lat mocno zmieniłam swoje nawyki żywieniowe ale wciąż pozostawał problem glutenu. Od dłuższego czasu obserwował,że mój organizm reaguje na niego bardzo źle, na dłuższy czas wykluczyłam z diety wszystkie produkty zawierające go. Niestety lubię chleb więc raz na jakiś czas wracałam do pachnących bochenków. Zawsze musiałam to później odchorować, zaczęłam więc szukać złotego środka. Z pomocą przyszła mi Olga Smile i jej blog, który jest kopalnią zdrowych przepisów. Na jej stronie znalazłam przepis na zakwas bezglutenowy . Oczywiście czekałam w podekscytowaniu czy się uda czy nie. Udał się wspaniale i w poniedziałek upiekłam swoje pierwsze bezglutenowe pieczywo.
Ten chleb różni się diametralnie od pszennego, w smaku świetny, sprężysty, nie kruszy ale jest nieco suchy. Mnie przypadł do gustu i będzie gościł częściej na moim stole. Przepis na niego pochodzi również z blogu Olgi,zmodyfikowałam go nieco dla moich potrzeb.



niedziela, 11 stycznia 2015

Aksamitne jaglane puddingi z gorącym sosem truskawkowym







Jeśli oglądaliście kiedykolwiek Kubusia Puchatka, to na pewno znacie wiatrodzień, dzień w którym wiatr porwał Sowie dom. Gdybym mieszkała w takiej chatce na drzewie, jestem pewna że dziś wiatr porwałby i mój domek. Wiatr szaleje od wczorajszego wieczoru, przyniósł jeszcze więcej deszczu,za to dziś rozgonił chmury na wszystkie możliwe strony. Wczesne przedpołudnie spędziłam na świeżym powietrzu, za to po powrocie do domu od razu wskoczyłam w ulubiony dres i zaszyłam się w sypialni aby ukraść kołdrze trochę ciepła.
Rano, jeszcze przed moim wyjściem z domu przygotowałam pyszne śniadanie, które dziś spełni też funkcję deseru. Pisałam wam już o mojej miłości do jaglanki,a jest ona bezgraniczna :). Do tej pory jadałam ją głównie ugotowaną na sypko, za to od niedawana zaczęłam puszczać wodze fantazji, dzięki czemu mogę odkrywać wciąż na nowo jej smak.Ugotowaną kaszę jaglaną zmiksowałam z mlekiem kokosowym i bananami. W efekcie otrzymałam mega aksamitny pudding, pyszny i sycący. Do tego przygotowałam szybki sos truskawkowy,wierzcie mi to połączenie jest rewelacyjne.
Leniwie płynie popołudniowy czas,a ja nie zamierzam się wynurzać z mojego przytulnego kącika. Stefan znalazł sobie miejsce na parapecie, z którego obserwuje wielki świat. Rudziszonowa umościła sobie miejsce koło mojego łóżka i tak sobie leniuchujemy.W błogim lenistwie skierujemy się w stronę poniedziałkowego chaosu, który już tuż tuż. 






niedziela, 4 stycznia 2015

Jaglane brownie z suszoną żurawiną







Weszliśmy  w Nowy Rok, gładko i lekkim krokiem,chociaż ja z trochę ciężką głową ;) Mam nadzieję,że Sylwestra spędziliście miło i oczywiście pysznie. Styczeń przywitał nas dość ponuro siąpiącym deszczem i odwilżą.Dni płyną mi cicho, przez ten ciągły półmrok zacierają mi się ramy czasowe. Pogodynka w telewizji straszy śnieżycami i mrozem, hm patrzę za okno i póki co nie wierzę. Tęsknie za ciepłem i słońcem, najchętniej zakamuflowałabym się w gawrze jak niedźwiedź i przeczekała do połowy marca. Ale cóż,nie ma przeproś,trzeba sobie radzić. Nowy rok sprzyja robieniu list i postanowień. Nie,nie, ja się do tego nie nadaję,już o tym wspomniałam. Natomiast wpadłam na świetny pomysł.Pomimo, że mój blog jest bardzo słodki lubię zdrowy tryb życia. Uwielbiam ruch, uwielbiam też owoce i warzywa.Nie będę się rozpisywała nad szczegółami mojej diety ale postanowiłam wam przybliżyć zdrowsze oblicze mojej kuchni.Dlatego nowy rok na blogu inauguruję przepisem na jaglane brownie z żurawiną. Jest to zdrowsza odmiana brownie,ponieważ nie zawiera mąki pszennej.Kaszę jaglaną uwielbiam w każdej postaci,jest to skarbnica zdrowia i mam nadzieję,że gości ona często na waszych stołach. Przepis jest nieskomplikowany a moim zdaniem, to brownie jest pyszniejsze niż tradycyjne.Zresztą spróbujcie sami :)
Ja zmykam, ponieważ jabłka czekają na pociąg do sokowirówki i nie uwierzycie ale zaczął padać śnieg.