Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serniki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 marca 2019

Sernik z maltesersami




Praca fotografa kulinarnego wymaga mobilności. To duży komfort móc pracować w zaciszu domowego studia, planować pracę zgodnie z rytmem dnia. Często jednak  trzeba się przemieszczać. Całkiem niedawno stałam się właśnie takim fotografem-podróżnikiem. I tak przynajmniej raz w miesiącu podróżuję do Naszej pięknej stolicy, aby pracować na planie zdjęciowym.
Przez częste podróże odkryłam blabla car i zasiliłam szeregi jej użytkowników. Na początku podeszłam dość sceptycznie do tego sposobu podróżowania. Z biegiem czasu jednak okazało się, że dzięki temu sposobowi przemieszczania się z punktu A do punktu B można poznać bardzo ciekawych ludzi. Różne zawody, różne zainteresowania, każda podróż to ciekawe doświadczenie. Podróżowałam już ze świadkiem Jehowy, operatorem tokarki i pasjonatem kombajnów w jednym, z młodym informatykiem pędzącym na randkę do stolicy. Każda z tych osób jest inna, ciekawa, warta rozmowy i wymiany myśli. Dzięki temu podróż upływa przyjemniej i szybciej.
A jeśli jesteśmy przy przyjemnościach to porozmawiajmy chwilę o sernikach,a konkretnie o jednym, takim pysznym z Maltesersami. Moim zdaniem, na sernik jest zawsze dobra pora. Szczególnie na taki bez spodów i oblany polewą czekoladową. Dodatek mleka w proszku nadaje temu sernikowi delikatności. Dodatek Maltesersów to przysłowiowa wisienka na torcie, nadają sernikowi chrupkości i czekoladowości. Sernik będzie idealnym dodatkiem do popołudniowej kawy lub gwiazdą na wielkanocnym stole. 




czwartek, 26 lipca 2018

Crock-Pot, Sernik kajmakowy



Stefan vel Stefek, rasowy liliowy brytyjczyk, chodzący własnymi ścieżkami od AD 2014, prywatnie mój osobisty kicior. Znany z uwielbienia do snu, kocich przekąsek i umiłowania świętego spokoju. Mój kot bardzo jasno komunikuje całemu światu żeby nie zawracać mu jego kociego ogona bez potrzeby. Nie przepada z hałasem i obcymi, a szczególnie za obcymi, hałasującymi dziećmi.
Gdy stanęliśmy w obliczu przeprowadzki wpadłam w lekką panikę jak wpłynie to na jego koci świat. Stefek to nie pierwszy kot z łapanki, od razu zwietrzył, że coś się dzieje. Nagle mieszkanie zaczęło pustoszeć, w domu pojawił się podejrzanie wyglądający transporter. Wizyta u weta, chipowanie, szczepienie, to zdecydowanie nie jest to co koty lubią najbardziej. Tymczasowe pomieszkiwanie u mojej siostry również nie przypadło Stefkowi do gustu.
Z ogromnym stresem czekałam, aż dojedzie na królewską wyspę i dołączy do nas. Dotarł, cały, zdrowy i mocno zestresowany. Miałam duże obawy jak zaaklimatyzuje się w nowym dla niego miejscu. Zupełnie niesłusznie, bo po dwóch dniach okazało się,że jego kocia łaskawość bardzo szybko zaakceptowała nowe warunki. Ze stoickim spokojem przyjął obrożę z adresownikiem. Co więcej, okazało się, że Stefek ma zadatki na kota ogrodowego. Jest to dla mnie szok, bo dotychczas przekroczenie progu mieszkania i znalezienie się na klatce schodowej powodowało u niego ataki paniki. Stefek zdecydowanie stał się moim osobistym kocim super hero.
Kot kotem ale tu miała być mowa o serniku. W najbliższy poniedziałek przypada Światowy Dzień Sernika. Z tej okazji mam dla Was fenomenalny przepis na sernik pieczony w wolnowarze. Pomyślicie, że zwariowałam! Nie moi drodzy, mam się całkiem dobrze i powiem więcej, to najdelikatniejszy sernik jaki zrobiłam. Aksamitny, kremowy, rozpływa się w ustach. Czy wspominałam,że dodatek kajmaku uczynił go obłędnie smacznym???
Jeśli nie posiadacie wolnowaru możecie oczywiście upiec go w tradycyjnym piekarniku. Zapraszam po przepis. Zapoznajcie się, zainspirujcie i koniecznie upieczcie go w Waszych domach.






niedziela, 11 marca 2018

Torcik serniko-brownie z malinami




Siarczysty mróz trzymał nas w swoich objęciach na tyle długo, że wychylałam nos poza moje przytulne i cieplutkie M3 tylko w wypadku największej konieczności. Gotowałam rozgrzewające zupy i piekłam ciężkie i aromatyczne ciasta. Gdy straciłam nadzieję, że pogoda się zmieni nagle słupek rtęci zaczął wskazywać dodatnie temperatury. Cóż za radość! Idzie wiosna!
Tak mnie ta radość przepełniła,że od razu doprowadziłam do porządku samochód, a zaraz później mieszkanie, a dokładniej okna... Marzec zaczęłam bardzo intensywnie, całkiem nową współpracą, o której już wkrótce opowiem Wam nieco więcej ;) 
Póki co lawiruję pomiędzy piekarnikiem a sesjami zdjęciowymi, opracowuję receptury, piekę, fotografuję, doba stała się nagle za krótka. Czerpię jednak z tego ogromna radość i satysfakcję, a także uczę się nowych rzeczy.
A co poza tym u mnie??? Niestety nie pobiegłam w planowanym Biegu Tropem Wilczym, przez skręcony staw skokowy. Na szczęście kontuzja była lekka i już w tym tygodniu wracam na bieżnię aby trzymać formę :). Zrobiłam też  w końcu swoje pierwsze tło do fotografowania. Zbierałam się, planowałam to od co najmniej pół roku. W końcu zakupiłam odpowiednie pomoce i zaczęłam produkcję. Dziś dzielę się z Wami pierwszymi zdjęciami z jego użyciem, będzie to taki mały przerywnik od mojego ulubionego dark mood.
Póki nie zrobiło się jeszcze całkiem ciepło mam dla Was torcik serniko-brownie. Ciasto konkret, z ciężkim spodem brownie i kremową warstwą serową. Maliny przełamują nieco ciężkość tego ciasta, lekko orzeźwiają całość. Pogodynka straszy, że Marzec pokaże jeszcze pazurki, więc na te bardziej pochmurne dni polecam Wam to ciasto z całego serca. Mnie pomogło przetrwać najgorsze mrozy, o ile słupek rtęci spadał, mój apetyt wprost odwrotnie wzrastał, a już w szczególności apetyt na coś słodkiego :D. Skusicie się na ten cudny torcik???







poniedziałek, 15 stycznia 2018

Klasyczny duet- Aksamitnie kremowy sernik na makowcu japońskim




Nie od dziś wiadomo, że nieszczęścia lubią chodzić parami. Pisałam Wam już wcześniej o kontuzji Arabelli. Kuracja,którą na niej przeprowadziłam spowodowała mocny stan zapalny. Oczywiście lekarz uprzedzał mnie o tym fakcie ale gdy zobaczyłam moją rudą towarzyszkę stojącą na padoku na trzech kończynach poważnie się zaniepokoiłam. Bidulka ledwo przyczłapała do stajni, więc znów musiała zostać w boksie. W Nowy Rok weszłyśmy z lekami przeciwzapalnymi a także dokładnym badaniem chorej nogi aby wykluczyć inne dolegliwości. Żal mi jej było strasznie chociaż z pokorą przyjmowała przymusowy areszt. Po kilku dniach kuracji lekami przestała gorączkować, a noga znów stanęła na podłożu. Dziś po raz pierwszy wyszła na padok, grzecznie i rozważnie, bez brykania i galopu. Ufff... teraz czeka nas obserwacja i jak wszystko pójdzie zgodnie z przewidywaniami końcem lutego zaczniemy rehabilitację. I cóż tu począć kiedy ja uwielbiam aktywność fizyczną??? Na szczęście w stajni rumaków jest do wyboru, do koloru, na swoja ofiarę upatrzyłam sobie Satynkę :). Satyna jest rumakiem na którym przeżyłam swoje pierwsze zajęcia i lonżę :) :D lubię sobie przypomnieć jazdę na jej grzbiecie,to taka sentymentalna podróż do moich jeździeckich początków. Niestety gdy słupek rtęci spada poniżej zera a ziemia zamarza jazda konna idzie w odstawkę. Co tu zrobić gdy rozpiera mnie energia??? W listopadzie zaczęłam biegać, było chłodno, czasem mokro ale powoli się wdrożyłam. Zaczęłam biegać żeby oczyścić umysł, wybiegać psa, dać upust energii. Bieganie jest dla mnie nudną czynnością, krajobraz zmienia się zbyt wolno ale gdy już przebiegnę zaplanowany dystans, gdy poprawię czas a na drugi dzień widzę jak moje mięśnie na tym korzystają to mimo wszystko czuję satysfakcję. Korzystając z pięknej pogody na początku stycznia zrobiłam przebieżkę, robiąc tym samym najlepszy jak dotąd wynik czasowy. Po biegu trochę bolała mnie stopa ale cóż to, pewnie źle stanęłam.Dwa dni później zapięłam Angelinę do pasa i raźno ruszyłam w nasza ulubioną trasę. W połowie dystansu poczułam nasilający się ból, póki biegłam było w miarę ok, schody zaczęły się gdy przeszłam do marszu. Czuła rozprzestrzeniający się pod stopą ból, który promieniował aż do łydki. Dokuśtykałam do domu i po konsultacji z moją fizjoterapeutką dowiedziałam się, że nadwyrężyłam sobie intrygująco nazywające się rozcięgno podeszwowe. Zalecenia: dużo odpoczynku i bieganie idzie w odstawkę na co najmniej tydzień. Dałam mojej stopie urlop bo bolała mnie jak diabli i po kilku dniach odczułam wyraźną poprawę. Dlatego wczoraj w duecie z Angeliną wzięłyśmy udział w biegu charytatywnym z okazji WOŚP. Poszło nam koncertowo, finiszowałyśmy w pięknym stylu z poprawionym wynikiem czasowym o 1:56. Gdy emocje lekko opadły znowu poczułam ból stopy. Resztę dnia spędziłam w opasce na stopie pod kocem rozmyślając o tym że zarówno ja i Arabella mamy kontuzję na tej samej kończynie... przypadek??? 
Jeśli już jesteśmy przy duetach to opowiem Wam o tym jak zawsze uważałam,że połączenie sernika i makowca to kulinarny mezalians. No bo jak??? Przecież to się nie może zgodzić, przecież ani to sernik, ani makowiec. Oczywiście unikałam tego ciasta jak mogłam, aż pomyślałam, że właściwie gdybym spód zrobiła z makowca japońskiego to mogłoby być pysznie. A że u mnie od słowa do czynu krótka droga...upiekłam. Powiem więcej upiekłam i nie żałuję. Połączenie makowca japońskiego z aksamitnie kremowym sernikiem wyszło bajecznie. Sami się przekonajcie :).




środa, 20 grudnia 2017

Sernik z marcepanem, żurawiną i skórką pomarańczową




Wszystkiego się spodziewałam ale nie tego, że przed samymi świętami się pochoruję. Pomyślicie: szczęściara!!! Zakopie się pod ciepłą kołdrę i będzie oddawać słodkiemu przedświątecznemu nic nie robieniu. Niestety realia są nieco inne... ja po prostu nie mam czasu chorować. Półtora miesiąca temu Arabella zaczęła lekko kuleć. Na początku podejrzewałyśmy, że zebrała kopniaka kopytem jednego z kolegów. Dałam jej odpocząć kilka dni ale niestety bidula dalej utykała. Sprowadziłam zaprzyjaźnioną wet i po wnikliwych badaniach pani doktor zaaplikowała dwutygodniową kurację. Tak więc mój rumak dostał urlop. Codziennie dostawała końską dawkę leku oraz dodatkowo suplement wpływający zbawiennie na stawy. Po kuracji,ku mojej uciesze, zaczęłyśmy znowu stępować. Niestety moja radość nie trwała długo bo utykanie powróciło. Tym razem potrzebny już był specjalista oraz rentgen. Okazało się,że odnowiła jej się stara kontuzja. Wet ustalił kurację na 10 dni i niestety moje choróbsko zbiegło się z tą kuracją :/. Moi mili kiedy macie pod opieką konia nie ma miejsca na chorowanie. Trzeba codziennie stawić się w stajence i zrobić co wet przykazał.Tak więc pomimo smarków pod nosem, zatkanych uszu oraz kłucia w klatce piersiowej jeżdżę i nacieram chorą nóżkę. Tu zostawiam miejsce na brawa za moją dzielność.... ;)
A tak zupełnie poważnie to pierwsze dwa dni były dla mnie katorgą bo sama ledwo trzymałam się na własnych nogach, a co dopiero mówić o masowaniu pęcinki mojej kopytnej towarzyszki. Na szczęście najgorsze już za mną. Witamina C, czosnek i imbir zrobiły swoje i powoli wracam do żywych. 
Jak Wasze przygotowania do świąt??? Mieszkanie błyszczy??? Menu ustalone??? Prezenty spakowane???
Jeśli nadal dumacie jaki sernik upiec na te święta to pędzę z pomocą. Sernik, który dziś Wam prezentuję jest fenomenalny. Marcepan, żurawina oraz skórka pomarańczowa nadały sernikowi świątecznego smaczku. Sernik jest zwarty ale też aksamitnie kremowy, prawdziwy ideał.
To jak??? Namówię Was???



sobota, 7 października 2017

Październikowe chłody- Sernik dyniowy na piernikowym spodzie




...Sen księżniczki był bardzo mocny. Czar który został  na nią rzucony nie ugiął się pod żadnym zaklęciem. Czarodzieje i wróżki załamywali różdżki nad losem małej księżniczki. Pewnego dnia na horyzoncie ukazał się jeździec na białym koniu. Był to prastary czarodziej z Odległej Krainy, do którego dotarły wieści o losie księżniczki. Przybył aby zdjąć wielki smutek ciążący nad królestwem. Stoczył ciężką walkę z siłami ciemności ale wygrał tą walkę. Księżniczka została uwolniona i zaczęła się wybudzać ze snu. Wielka to była radość dla mieszkańców królestwa oraz królewskiej pary. Ich córka została uratowana i przywróciła blask ich życiu...
Kochani nasza królewna również wróciła do nas. Jakiś czas temu napisałam dla Was historię ---> klik o małej księżniczce. Księżniczką tą była moja mała siostrzenica, która doznała potężnego urazy w wypadku samochodowym. Sytuacja była naprawdę krytyczna ale wiara, zastęp specjalistów i jej wola przeżycia zdziałały cud. Nasza mała Zuzia jest z nami i z każdym dniem ma się coraz lepiej :)
Piszę te słowa z niewysłowioną ulgą i radością.
Październik przywitał nas deszczowo, wietrznie i bardzo chłodnie. Dlatego mam dziś dla Was przepis na coś wspaniałego. Koniecznie upieczcie ten sernik w domu bo jest po prostu bajeczny. Warstwę serowa z dynią uperfumowałam skórką z pomarańczy, piernikowy spód wzbogaciłam o marchewkę. Całość oblałam lśniącą polewą czekoladową. To ideał na leniwe popołudnie z kocykiem, książką i filiżanką herbaty. Dzięki takim wypiekom pogoda za oknem mi nie straszna, mogę stawić czoło jesieni :) Zapraszam po przepis.




niedziela, 17 września 2017

Jesienne smaki- Sernik dyniowo-kokosowy




Wrzesień nabrał rozpędu, rok szkolny zaczął się na dobre, a pogoda ukazała nieco kapryśne oblicze. Wyczekiwałam babiego lata,nieco mglistych poranków, wczesnych wieczorów z pięknymi zachodami słońca, umiarkowanych temperatur. W zamian za to dni pochmurne przeplatają się z dniami dusznymi i ciężkimi, a babiego lata jak nie było tak nie ma. 
W ubiegłym tygodniu poczuliśmy i u nas skutki Irmy szalejącej na Karaibach i Florydzie. U nas również dość mocno wiało,a niebo było ciężkie od chmur i deszczu. Mój osobisty barometr odpowiedział na te anomalie migrenami, które towarzyszyły mi z małymi przerwami przez 4 dni. Możecie sobie wyobrazić moje funkcjonowanie a raczej jego brak. Leki i łóżko stały się moimi kompanami i jeszcze Stefek który łaskawie postanowił mi towarzyszyć w przymusowym wylegiwaniu się w łóżku. Przykro było też czytać napływające wiadomości o katastrofalnych skutkach huraganów na Florydzie, o Teksasie który nawiedziła powódź. Człowiek ma inne podejście gdy miał szansę odwiedzić dane miejsce, serce się kraje gdy ogląda się tragedię tak wielu ludzi.
Pogoda sprzyja spędzaniu czasu w kuchni, co wykorzystuję aż w nadmiarze. Moja kuchnia zapachniała domową sałatką warzywną, w kuchni pachnie suszonymi grzybami. Ostatnio zapachniało też sernikiem. Słodki zapach dyni i kokosa unosił się w całym domu. Sernik powstał pod wpływem chwili, koleżanka blogerka zapowiedziała się z wizytą, musiałam więc wymyślić coś na szybkości. Jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa przy minimum zaangażowania powstało pyszne ciasto. Na tyle pyszne, że na drugi dzień pozostała pusta patera i kilka okruszków :)
Przekonajcie się sami i przetestujcie ten przepis w Waszych kuchniach.


piątek, 9 czerwca 2017

LubelLove Inspiracje- Mini serniczki z karmelizowanym rabarbarem, truskawkami i czekoladowym makaronem




Sezon truskawkowy nabrał rumieńców. Ceny truskawek spadły do przyzwoitego pułapu a i same truskawki nabrały czerwcowej słodyczy. Były już pierogi z truskawkami, knedle z truskawkami, były truskawki z bitą śmietaną a także ciasto. Codziennie piję koktajl z truskawkami, aż dziw że mój kolor skóry nie zrobił się truskawkowy ;)
Maj i czerwiec to moje ulubione miesiące. Stragany uginają się od świeżych warzyw, można wybierać i przebierać do woli. Młode ziemniaczki, kalafior, fasolka szparagowa, malinowe pomidory, moja kuchnia smakuje w tym sezonie pysznie. 
Pogoda też sprzyja, jest przyjemnie, ciepło ale nie za gorąco. Wróciłam na trasę rowerową,  robię krótkie przebieżki, jeżdżę w końskie tereny. Chwilo trwaj!!! :)
Jako że zbliża się weekend, mam dla Was coś pysznego: mini serniczki z czekoladowym makaronem i karmelizowanym rabarbarem i truskawkami.
Jakiś czas temu dostałam zaproszenie do udziału w akcji LubelLove inspiracje. Zaproszenie zarejestrowałam w pamięci i tam sobie czekało,bo nie mogłam nigdzie dostać makaronu Lubella mini. Szukałam,szukałam, aż w końcu znalazłam czekoladowe świderki. Postanowiłam z nich zrobić spód do wiosennych serniczków, karmelizowany rabarbar i truskawki to przysłowiowa kropka nad i.
Efekt przerósł moje oczekiwania, a serniczki zniknęły w oka mgnieniu. Jeśli Was zaciekawiłam poniżej znajdziecie przepis na te pyszności. Zapraszam :)


piątek, 4 listopada 2016

Niezwykły sernik dyniowy, perfumowany skórką pomarańczową na orkiszowym spodzie





W dni powszednie nasze poranki są szybkie, zaraz po dźwięku budzika moje mieszkanie zamienia się w tornado, w oku którego ja dwoję się i troję aby w jednym czasie dobudzić dzieci, przygotować im śniadanie, drugie śniadanie, a tym samym ogarnąć siebie na tyle abym mogła z najmłodszą latoroślą pokazać się na basenie. Skutki tornada bywają różne, dziś na przykład skończyło się lekkim spóźnieniem. Gdy w dzikim pędzie zmierzałam w stronę auta zauważyłam jednak, że chłód nie jest tak doskwierający jak wczoraj. Przyjęłam ten fakt z wielką radością, bo od ponad tygodnia M. jest naszym szoferem do szkoły ale już ze szkoły wracam do domu na własnych nogach. Po zajęciach na basenie odprowadziłam H. do szkoły i dziarskim krokiem ruszyłam w stronę domu. Aż trudno mi było uwierzyć w to co obserwowałam. Piękne słońce, na niebie ani chmureczki, po prostu cudownie, prawdziwa, złota jesień. Celowo wybrałam drogę przez park okalający okoliczny zamek, aby nacieszyć oczy barwami, poczuć pod butami szeleszczące liście klonu i dębu, dotlenić umysł. Po ostatnich tygodniach niepogody dzisiejszy dzień był jak balsam dla duszy i ciała. Nazbierałam kolorowych liści ,pstryknęłam kilka fotek dla utrwalenia tych chwil, po drodze zajrzałam jeszcze na osiedlową lipową alejkę. Na ostatnim spacerze z H. spotkałyśmy tam parkę wiewiórek, które zwinnie uciekały przed moim obiektywem. Dziś niestety ich nie spotkałam, zaszyły się pewnie w swoich dziuplach ale wkrótce znów do nich zajrzę z orzeszkami :).
Po powrocie do domu nastrój dopisywał mi na tyle, że postanowiłam upiec ciasto ze śliwkami. Póki co siedzi jeszcze w czeluściach piekarnika i wyrasta, a ja mam dziś dla was inne ciasto, niezwykły sernik. Za każdym udanym połączeniem, wyrzucam z siebie ochy i achy i mówię,że ten sernik jest najlepszy. Z sernikiem, który wam dziś proponuję nie było inaczej, planowałam że wyjdzie smaczny ale że aż tak??? Kochani, ten sernik jest po prostu nieprzyzwoicie pyszny, po prostu niebo w gębie. Koniecznie dodajcie go na listę waszych jesiennych wypieków. Połączenie dyni, skórki pomarańczowej i spodu orkiszowego z orzechów laskowych to poezja smaków. To must try tego sezonu jesiennego.


poniedziałek, 3 października 2016

Jesień i dyniowy sernik z malinami





Przez ostatni tydzień spałam jak suseł, no prawie jak suseł bo pierwsza noc po powrocie z urlopu była ciężka. Dziewięć godzin różnicy czasowej zrobiło swoje; co prawda z LA wylecieliśmy wieczorem i do domu dotarliśmy też w egipskich ciemnościach ale sen podczas ośmiogodzinnego lotu zrobił swoje. Oczy nijak nie chciały się zamknąć, pomimo zmęczenia i pomimo miękkiej, flanelowej pościeli i Stefka mruczącego mi za uchem. Obejrzeliśmy jeden film, później drugi, a gdy świt zaczął barwić horyzont i po szklaneczce whisky w końcu udało mi się usnąć... na trzy godziny. Powrót do rzeczywistości był ciężki, umknęło mi gdzieś babie lato, szybciej robi się ciemno,zrobiło się przeraźliwie zimno, jak nic przyszła jesień. Na szczęście trochę się ociepliło, mogłam więc porzucić strój Eskimosa, odespałam powrót do naszej strefy czasowej i wróciłam na tory życia codziennego. Pojechałam do lasu na grzybobranie, odwiedziłam Arabellę, upiekłam na jesiennym ognisku kiełbaskę i jabłuszko oraz jadłam ziemniaki z popiołu. Jednym słowem nadrabiam jesienną listę rzeczy koniecznych do zrobienia ;)
W niedzielę zarządziłam dzień lenistwa, w piżamie i towarzystwie kota popijałam herbatę, jadłam sernik i oglądałam filmy. No właśnie, sernik... powracam do was z przepisem na sernik z dynią i malinami, uperfumowany skórką z cytryny. Prosty delikatny w smaku, z kwaskową nutą jaką nadają mu maliny. Koniecznie wypróbujcie, to must try tej jesieni :) Póki co zostawiam was z przepisem na sernik, a już wkrótce nadciągam z fotorelacją z wakacji. 





czwartek, 25 sierpnia 2016

Jagodowy sernik na zimno ombre





Zrobiłam porządki, generalne... Przewróciłam mieszkanie do góry nogami. Bezlitośnie przejrzałam wszystkie szpargały i przepuściłam przez gęste sito "przyda się" lub "nie przyda się". Mieszkanie zyskało trochę przestrzeni, ładu i porządku. Za to ja zyskałam odrobinę wewnętrznego spokoju. Odkąd zabrakło Rudziszonka nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Szukam różnych zajęć aby nie rozpamiętywać ciągle bólu jaki czuję po jej stracie. Jest już lepiej, dużo lepiej ale jeszcze dużo czasu upłynie nim pogodzę się z tym wszystkim. Szukam jej we wstecznym lusterku auta, w nocy stąpam delikatnie aby nie nadepnąć łapki, nawołuję kota jej imieniem... kątem oka widzę wciąż jej merdający wesoło ogonek. Wszyscy namawiają aby wziąć następnego pieska ale ja wciąż się najeżam, że drugiej takiej towarzyszki i przyjaciółki już nie znajdę...
A czas płynie, niczym nie wzruszony zmienia kartki w kalendarzu. Wakacje dobiegają końca i już w przyszły czwartek rozpoczniemy rok szkolny. Lato też zaczyna tracić kolory, powoli, bardzo powoli tu i ówdzie błyska pomarańcz i brąz. Kasztany dojrzały, zakwitły wrzosy, w lesie pojawiły się grzyby. Na targu coraz trudniej znaleźć maliny i jagody. Moja dzisiejsza propozycja będzie idealna na pożegnanie lata. Sernik na zimno, z jagodami, w modnym kolorze ombre. Sernik cieszy oko i podniebienie, jest delikatny w smaku a przy tym mocno jagodowy. Przygotowanie go nie sprawi wam trudności. Polecam na niedzielę, lub poniedziałek jeśli wolicie :)









niedziela, 7 sierpnia 2016

Zwykły, niezwykły sernik z malinami i kremem z białej czekolady




Ochłodziło się, spochmurniało, sobota przywitała mnie rześkim oddechem. Nastawiłam ciasto drożdżowe na późne śniadanie, gdy wyrastało spokojnie w maszynce do chleba ja zajęłam się sobotnimi rytuałami. Spacer z Rudziszonem, szybkie zakupy w warzywniaku. Wyjątkowo gładko uporałam się z porządkami, zaległym praniem. Przed południem drożdżówka była gotowa, puchata, jeszcze ciepła. Podałam ją z masełkiem, kremowym serkiem i domową konfiturą z czerwonej porzeczki. Wierzcie mi ,warto było czekać na takie śniadanie. Popołudnie poświęciłam na filmy i przegląd prasy. Rozpadało się dość poważnie, więc bez wyrzutów sumienia relaksowałam się i zajmowałam słodkim nic nie robieniem.
Za to dziś słońce radośnie zajrzało w nasze okna oznajmiając,że czeka nas wspaniały dzień. Po szybkim śniadaniu spakowaliśmy się i wyruszyliśmy nad nasze lokalne jezioro. Nie było dzikich tłumów, sobotnia aura przepłoszyła amatorów kąpieli i dzięki temu mieliśmy spory kawałek plaży tylko dla siebie. Krystalicznie czysta, orzeźwiająca woda nagrzany piach, koc i więcej dziś nam do szczęścia nie trzeba. Relaks zaowocował lekko spieczonymi nogami, co odczuwam szczególnie po powrocie do domu i po chłodnym prysznicu.
A co w słodkim menu? Mam dziś dla was zwykły, niezwykły sernik. Delikatny, z soczystymi malinami i kremem z białej czekolady. Uwierzcie mi, to czysta poezja. A dlaczego nazwałam go niezwykłym? Jest lekki, dzięki kremowi z białej czekolady jest bardziej zbliżony do torciku choć nadal to sernik. Polecam wam na niedzielę lub dla specjalnych gości.




środa, 3 sierpnia 2016

Sernik straciatella z malinami na kakaowym spodzie





Nie przepadam za hucznymi weselami, pomimo że na kilku zdarzyło mi się być ;) Męczy mnie klimat zespołów rzępolących stare hiciory, nadmiar jedzenia, czasem niezbyt smacznego i ten pompatyczny nastrój... Zdecydowanie bardziej lubię kameralne przyjęcia, gdzie klimat budują ludzie, gdzie nie trzeba zakładać na siebie tiulów i sztywnych sukienek,a w tle pobrzmiewa przyjemna muzyka. Piszę o tym, ponieważ w ubiegły czwartek moja najbliższa przyjaciółka wyszła za mąż. Przebyłam 600 km aby móc być z nią w tym dniu. Było tak, jak być powinno. Kameralny kościółek, piękna organowa muzyka, ona z kwiatami we włosach, zaplecionych w słowiański warkocz, on zrobiony na Wikinga, z bujną brodą i warkoczem. Zaślubiny odbyły się w radosnej atmosferze, a część nieoficjalna odbyła się w zabytkowej knajpce przy starówce. Stoły zostały przystrojone świeżymi kwiatami, świeczkami w słoikach, każdy z uczestników imprezy dostał malutkie słoiczki z konfiturami. Jedzenie było proste, smaczne i kolorowe. Młodzi przygotowali się do imprezy, mogliśmy zobaczyć prezentację zdjęć o tym jak zaczęła się ich życiowa przygoda, pan młody zagrał krótki koncert gitarowy. Każdy z gości mógł zrobić sobie pamiątkową fotkę polaroidem z gadżetami i wkleić takie zdjęcie z dedykacją do księgi pamiątkowej. W tle słyszeliśmy Poluzjantów i kilka innych ciekawych zespołów. Spędziliśmy ten czas w radosnych nastrojach, wznosząc toasty za młodych, aż żal było się nam rozstawać. Miło patrzeć na ich szczęście, na ich miłość, na plany na przyszłość, Jolu trzymam kciuki za was :).
Muszę przyznać,że lipiec był na tyle aktywny,że uzbierało mi się w kolejce kilka wpisów do publikowania. Dziś zapraszam was na pyszny sernik straciatella z malinami na kakaowym spodzie. Najlepszą zachętą dla was do wypróbowania tego przepisu powinno być to,że zniknął w jedno popołudnie. Zrobiłam białą wersję tego ciasta i wkrótce podzielę się z wami przepisem na nie. Koniecznie wypróbujcie ten przepis, póki sezon na maliny trwa.


wtorek, 14 czerwca 2016

Deser w kwadrans, sernikowe parfait z ciasteczkami brownie i truskawkami




Satysfakcja, duma i zmęczenie... to moje główne odczucia po ukończonym Runmageddonie. Wspominałam wam nie tak dawno temu, że zapisałam się na bieg z przeszkodami, a dokładniej na Runmageddon classic- 12 km. Jak się okazało na miejscu tak dokładniej było to 12+ co w rzeczywistości dało 16 kilometrów. Gdy w ubiegłym roku kibicowałam mojej ekipie na Służewcu załapałam taką zajawkę, że od razu obiecałam,że  w następnym biegu na pewno biorę udział. Rekrut,czyli 6 km odbył się na idealnie płaskiej powierzchni Służewca. Wyobraźcie sobie moje szczere zdziwienie, gdy dostałam mail od organizatora,że klasyk odbędzie się w Twierdzy Modlin, która usytuowana jest nad Narwią, na imponującej skarpie. No cóż powiedziałam A, trzeba powiedzieć B C D ... Na miejscu zarejestrowałam się i stawiłam na rozgrzewce. Przy obłokach dymu, zagrzewającej muzyce AC/DC, z ciężkim workiem piasku na ramieniu ruszyłam z resztą towarzyszy niedoli. Nie skłamię, jeśli powiem,że nigdy w swoim życiu nie przeżyłam czegoś podobnego. Mnóstwo trudnych podbiegów, przeprawianie się brzegiem rzeki, zasieki, ścianki, toczenie ciężkich opon, przeprawa przez kanał, bieg przez ciemne modlińskie piwnice, kąpiel w wodzie z lodem to tylko nieliczne atrakcje, jakich miałam okazję doświadczyć tego dnia. Choć momentami miałam ochotę odpuścić, mięśnie odmawiały posłuszeństwa, nie ugięłam się. Wraz z moją towarzyszką niedoli Martą parłyśmy dzielnie do przodu, wspomagane przez nowo poznanych Poznaniaków. Panowie dzielnie nas wspierali w przeprawach przez ścianki, motywowali i nie pozwolili odpuścić żadnej przeszkody. Metę pokonałyśmy z dzikim okrzykiem radości i ogromną satysfakcją,że nam się udało. I choć obiecałam sobie,że nigdy więcej takich imprez, to przyznam szczerze, że chyba złamię ta obietnicę. Po kilku dniach, gdy zakwasy tak nie dokuczały a siniaki nieco zbladły, pomyślałam, że bawiłam się wyśmienicie. Szczerze polecam, taki coś trzeba przeżyć na własnej skórze, wrażenia niezapomniane :)
Wystarczy tego biegania, lepiej skupmy się na tym, co w kuchni :),a dokładniej co an deser. Moja ostatnie propozycja deseru w kwadrans spotkała się ze sporym zainteresowanie, co pokazały wskaźniki odwiedzin. Dziś proponuję wam ekspresowe sernikowe parfait z ciasteczkami brownie i truskawkami. Jak obiecałam, na przygotowanie deseru nie poświęcicie więcej niż 15 minut. Obiecuję też,że efekt wizualny i smakowy zadowoli wasze podniebienia. Ja miałam problem z fotografowaniem, moje ślinianki ruszyły z pełną produkcją ;). Zapraszam po przepis.



wtorek, 31 maja 2016

Sernik kokosowy z truskawkami i galaretką





Każda z nas ma jakieś kulinarne wpadki na koncie, mniej lub bardziej spektakularne. Ja opowiem wam dziś o jednej z moich i wierzcie mi, nie będzie to historia o zakalcu czy opadniętym biszkopcie. Sytuacja ta miała miejsce już jakiś czas temu i osobiście postanowiłam ją wyprzeć z mojej pamięci ale za namową Klaudii ( Tobie Klaudynko dedykuję ten post) postanowiłam podzielić się z wami tym przypadkiem. Jakiś czas temu na wielką prośbę mojej kuzynki zgodziłam się upiec tort. Tort ten miał uświetnić jej odejście na urlop macierzyński. Cały proces przygotowania poszedł dość sprawnie, ostatnim jego punktem było obsypanie boków tortu wiórkami kokosowymi. I tu zaczęła się burza mózgów, jak tu usunąć zbędne wiórki nie brudząc całej kuchni. Po krótkim zastanowieniu wyciągnęłam odkurzacz i za pomocą samej rurki zaczęłam wciągać wiórki ze stołu i brzegów talerza. Tak naprawdę to był moment, gdy okazało się,że mój odkurzacz to ma moc i rurka przyssała się do tortu, zasysając ciasto i krem czekoladowy do samego dna. To był szok i niedowierzanie... przez krótką chwilę chciałam wierzyć,że dziury w torcie nie ma a zaraz potem gorączkowe myśli jak tę oto dziurę w torcie zakleić??? Żeby dodać dramaturgi muszę powiedzieć,że wydarzenia miały miejsce w wieczór poprzedzający imprezę służbową kuzynki. Niczym błyskawica wyprułam do sklepu po niezbędne składniki, bo coś tu zrobić, trzeba zrobić tort od nowa. Szybko przygotowałam biszkopt i już miałam go wkładać do gorącego piekarnika, gdy przy bliżej niewyjaśnionych okolicznościach tortownica wyślizgnęła się z moich rąk lądując na kuchennej podłodze do góry dnem... Nie będę przytaczać kwiecistych komentarzy jakie dały się słyszeć po tym wydarzeniu. Wiedzcie tylko, że skończyłam siedząc na kuchennej podłodze i zalewając się rzewnymi łzami. Tego samego, nieco późniejszego już wieczoru, a bardziej już nocy dokończyłam swoje dzieło. To był najdroższy tort w moim życiu. Gdy na drugi dzień transportowałam tort do destination point obchodziłam się z nim jak ze złotym jajkiem, snując czarne scenariusze. Tort dotarł cały... uświetnił imprezę, wszyscy zjedli ze smakiem, a ja nauczyłam się,że nie należy sprzątać wiórek kokosowych wokół tortu odkurzaczem. A czy wy macie na swoim dorobku kulinarnym równie nieprawdopodobne wpadki? Śmiało ,dzielcie się w komentarzach.
Zostając przy temacie wypiekania, tym razem bez przykrych niespodzianek ;) zapraszam was na kokosowy sernik z truskawkami i galaretką. Nie od dzisiaj wiadomo,że kokos wspaniale wspaniale komponuje się z truskawkami. Sernik jest kremowy i delikatny, truskawki i galaretka tworzą z nim wspaniały duet. Koniecznie wypróbujcie, póki sezon na truskawki trwa.