poniedziałek, 24 lipca 2017

Jogurtowe babeczki z czerwoną porzeczką



Lato u mojej babci pachniało owocami. W ogrodzie rósł okazały krzak agrestu, obok niego rozsiadał się co roku rozłożysty rabarbar, za trzema jabłonkami kusił malinowy chruśniak, a przy samym płocie rosły trzy krzaczki czerwonej porzeczki. Jako dziecko nie znosiłam jej kwaśnego smaku, łaskawie akceptowałam czerwona porzeczkę z kompocie gdy była połączona z wiśniami i rabarbarem. Nie tak dawno temu postanowiłam sprawdzić czy nadal tworzę z porzeczką nieudaną parę i dodałam ją do ciasta z budyniową pianką ---->klik .Ciasto zniknęło w rekordowym tempie, a ja zachęcona tym wspaniałym smakiem zrobiłam jeszcze konfiturę z czerwonej porzeczki. Ta także zniknęła szybko rozsmarowana na ciepłej jeszcze drożdżówce. 
W tym roku nie mogłam się doczekać kiedy porzeczki pojawią się na targu. Dodałam je do kilku pysznych deserów,a jako pierwsze przedstawiam Wam jogurtowe babeczki z czerwoną porzeczką.
Zanim jednak zostawię Was z przepisem opowiem Wam jeszcze jak mój pies stał się najpopularniejszym hasiorem w Bieszczadach.
Ostatni post pisałam dla Was z Bystrego. Wybraliśmy się na weekendowy wypad i oczywiście postanowiliśmy zabrać ze sobą Angel aby poznała bieszczadzką przyrodę. Pierwszego dnia wybraliśmy się do Polańczyka na kajaki tzn. ja zostałam na kocyku z książką i Angel, i uprawiałyśmy chill out a reszta grupy zajęła się kajakowaniem. Wieczorem na tarasie naszego domku zrobiliśmy bbq, Angel padnięta po dniu pełnym nowych wrażeń drzemała przy moich nogach. W okolicach ósmej wieczorem podczas załatwiania potrzeb doczesnych wpadła w taką euforię, że kręcąc młynki dookoła domku postanowiła dać nura przez płot i poszukać przygody. Na nasze gwizdy i wołania nawet nie raczyła przekręcić ucha. Sforsowałam drut kolczasty w ogrodzeniu i wołałam ją na skraju lasu. Nie odważyłam się wejść w tą gęstwinę bo panowały tam egipskie ciemności. Czuwaliśmy długo i wołaliśmy na zmianę ale nasz hasior przepadł. Rano przygotowaliśmy ogłoszenia i w leżącym w bliskim sąsiedztwie ośrodku wydrukowaliśmy je. Zakleiliśmy wszystkie przystanki, sklepy i tablice ogłoszeniowe w promieniu 30 km od Bystrego. Odwiedziliśmy stadniny, rozpuściliśmy info wśród sąsiadów, poruszyliśmy media społecznościowe, bez większego skutku. W głowie kołatała się myśl, że lasy pełne są tu dzikich zwierząt, a także sideł zastawianych przez kłusowników. Wiedziałam też,że nasz hasior jest pięknym psem i ktoś, kto ją znajdzie niekoniecznie będzie mógł chcieć nam ją oddać. 
W niedzielny poranek zaczynałam godzić się z tym,że będziemy musieli wrócić do domu sami... aż do telefonu, który poderwał nas przed południem. Oto przewodnik z ośrodka zabrał gości na spacer do Przełęczy Żebraka. Kogo spotkali po drodze??? Otóż przy drodze odpoczywała Angel. Przewodnik widział ogłoszenie przyklejone przez nas w ośrodku, toteż od razu poznał naszą gwiazdę, która bez większych oporów dała się złapać oraz nakarmić. Oczywiście na nasz widok zerwała się z dziką radością, zdaje się, że zdążyła zatęsknić.... czy uciekłaby po raz drugi??? Myślę, że TAK i to bez wahania. Hasiory już tak mają. Nasza przygoda na szczęście zakończyła się happy endem.
Zdążyliście zgłodnieć??? Zapraszam na babeczki :)







piątek, 14 lipca 2017

Bazyliowa Pavlova z kremem cytrynowym i owocami lata




A może by tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady??? Przynajmniej raz w roku staję przed takim dylematem, bo kto choć raz pojechał w Bieszczady wie o czym mówię. Bieszczady to miejsce gdzie spotkacie się z pięknym obliczem dzikiej natury i pokochacie od pierwszego wejrzenia. Pamiętam jak dziś naszą pierwszą wyprawę w to urokliwe miejsce. To było dokładnie 10 lat temu gdy zapakowaliśmy się w auto i pojechaliśmy na spotkanie bieszczadzkiej natury. Na miejsce dotarliśmy w okolicach północy, ciemno że oko wykol. Nasza chatka ukryta była za drzewami, w tych egipskich ciemnościach nie do zlokalizowania. Przy pomocy świateł samochodowych udało nam się ją w końcu namierzyć. W zasadzie egipskie ciemności to stwierdzenie cokolwiek niesprawiedliwe, ponieważ niebo było usłane gwiazdami, Wielki Wóz mrugał do nas wesoło z nieboskłonu. Gdy obudziłam się rano i wyszłam na taras zobaczyłam zielone połacie lasów na stokach, mgły leniwie unoszące się nad łąkami a zza chatki wyskoczył spłoszony jelonek. Olchowiec odsłonił przed nami swoje piękne oblicze. W trakcie tego krótkiego wypadu wzięliśmy udział w słynnym festiwalu Bieszczadzkie Anioły, zajrzeliśmy na targ rozmaitości, a zwieńczeniem tej imprezy był koncert SDM. Spróbowaliśmy pstrąga, odwiedziliśmy zaporę na Solinie, wróciliśmy do domy zachwyceni pięknem i dzikością Bieszczad. Od tamtej pory choć raz w roku staramy się zrobić weekendowy wypad aby odwiedzić stare kąty.
Dzisiaj nadaję dla Was prosto z Bystrego. Siedzę na tarasie, u moich nóg odpoczywa pachruść, w powietrzu unosi się zapach ogniska,jest cudnie i klimatycznie :)
Mam dziś dla Was przepis na Pavlovą ale nieco odbiegającą od klasycznego wydania. Zamarzyła mi się niedawno beza z dodatkiem bazylii. Nie zastanawiałam się zbyt długo i jej smak był dokładnie taki jak sobie zaplanowałam, słodkość bezy została podkręcona smakiem bazylii. Bezę połaczyłam z kremem cytrynowym, który nieco orzeźwił jej słodkie oblicze. Dodatek owoców lata jest przysłowiową kropką nad i. Jednym słowem efekt końcowy zaliczam do bardzo udanych eksperymentów. Zapraszam po przepis na letnią Pavlovą.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji: "Cukier z głową" ,a na stronie organizatora klik możecie poczytać o faktach i mitach dotyczących cukru, a także zainspirować się :)




czwartek, 13 lipca 2017

Słodkie życie- Różany tort z malinami



Dzisiejszy poranek przyniósł wiatr. Nie taki, który delikatnie rozwiewa włosy i chłodzi w letni dzień. Dzisiejszy wiatr przeraźliwe wyje w koronach drzew, porywa czapki z głów, przeszywa na wylot nawet najcieplejszą bluzę. Wiatr rodem z Wichrowych Wzgórz gdzie kiedyś smutno śpiewał wśród wrzosów Yorkshire i niósł swe pieśni do Drozdowego gniazda; albo ten zdradliwy północny wiatr, który wzywał Vianne Rocher by ruszyła dalej w świat. Człowiek nie wie czego się po takim wietrze spodziewać, budzi on niepewność i niepokój. Co przyniesie? Co zabierze? Niezbadane są ścieżki wiatru... Wbrew pogodzie mam dla Was tort. Tort jest kwintesencją tego co najpiękniejsze w lecie, kwiatowa dekoracja nadaje mu romantycznego charakteru. Pachnie on różanym ogródkiem babci i malinami nagrzanymi letnim słoneczkiem. Jest piękny i smakuje bardzo wyrafinowanie. Ideał na niedzielną herbatkę u babci lub dla uświetnienia rodzinnej uroczystości. 
Przepis dodaję do Durszlakowej akcji "Cukier z głową", która stała się dla mnie inspiracją. Na stronie "Uczymy jak słodzić" dowiecie się jak to naprawdę jest z tym cukrem, poczytacie o faktach i mitach na temat cukru. Więc jak to jest z tym cukrem???
Moja zdanie na ten temat jest niezmienne od dawna: jeść należy wszystko, byle z umiarem... ;) Jestem bardzo słodką dziewczyną, uwielbiam domowe ciasta, uwielbiam słodzić herbatę ale staram się trzymać moje słodkie podniebienia w jako takich ryzach. Uprawiam sport, zdrowo się odżywiam, a raz na jakiś czas lub czasem troszeczkę częćciej osładzam sobie życie :D
Kochani zapraszam po przepis, czytajcie, oglądajcie zdjęcia i inspirujcie się, a przy najbliższej okazji przetestujcie przepis na to cudo :)




piątek, 7 lipca 2017

Kawowe lody semifreddo z ciasteczkami amarettini




Od samego rana towarzyszy mi cisza. Oczywiście nie mam tu na myśli tej poetyckiej, niczym nie zmąconej, wręcz dźwięczącej ciszy. Ciszę w moim domu zakłóca szum zmywarki, stukanie psich pazurków,leniwe pomiaukiwanie Stefka i odgłosy osiedla. Co to oznacza? Otóż moi drodzy, młodzież wybyła z gniazda. Młodsza latorośl wyjechała na obóz taneczny, a starsza nocuje u kolegi. Ileż razy marzyłam choć o chwilce wytchnienia od szumu codzienności, od hałasów, kłótni i dźwięków gier komputerowych. Jeśli posiadacie potomstwo wiecie jak wspaniale potrafią mącić ciszę. A teraz gdy ją mam czuję się cokolwiek nieswojo. Bo jakoś tak dziwnie, za cicho, niecodziennie... Oczywiście wykorzystałam moment samotności, wyjątkowo szybko ogarnęłam wszystkie kąty mieszkania, przygotowałam szybki obiad i aktualnie nadrabiam zaległości blogowe. Pogoda dziś jest nieco dziwna, trochę przypieka słonko, to znów chowa się za chmurami, powietrze jest duszne, wręcz lepkie, jakby zanosiło się na deszcz. W taki dzień jak dziś wręcz wskazane jest się schłodzić. Jak wiadomo świetnie chłodzi woda z lodem i cytryną, szklaneczka zmrożonej coli ale oczywiście nie ma się co oszukiwać, najlepiej na świecie chłodzą lody. Mam dziś dla Was przepis na prawdopodobnie najlepsze lody w tym sezonie: kawowe lody semifreddo z ciasteczkami amarettini. Według mojego M. najlepsze lody jakie zrobiłam. Wciąż dopytuje kiedy zrobię kolejną porcję :). Smak tych lodów docenią wszyscy wielbiciele kawy i Włoch. Dodatek migdałowych ciasteczek amarettini idealnie komponuje się ze smakiem kawy. Lody wprost rozpływają się w ustach, przy mocnym aromacie kawy pozostają delikatne i kremowe. Skusicie się na porcję???




czwartek, 6 lipca 2017

Piknikowe mini tarty z truskawkami, rabarbarem i konfiturą różaną




Nic mi tak nie smakuje jak posiłek spożywany na świeżym powietrzu. Wyniosłam to upodobanie z domu, gdzie często siadywaliśmy na ławce bądź w ogrodzie aby zjeść kawałek ciasta lub wypić szklaneczkę kompotu lub kawy. Świeże powietrze wzmaga apetyt, dobrze wpływa na krążenie, posiłki na świeżym powietrzu działają relaksująco. Jak widzicie piknikowanie ma same zalety :). To zamiłowanie do jedzenia na świeżym powietrzu pozostało ze mną do dziś. Często gdy ruszamy za miasto pakuję coś pysznego do przekąszenia i wypicia. W sezonie letnim najczęściej są to małe przekąski, świeże owoce i słodkie co nieco. Do tego szklaneczka kompotu z truskawek i rabarbaru i przepis na udany piknik gotowy. Jeśli jesteśmy przy słodkim co nieco to najczęściej mój wybór pada na muffiny, ucierane ciasta i mini tarty. Dziś podzielę się z Wami przepisem na mini tarty z truskawkami, rabarbarem i domową konfiturą z róży.
Zabrałam dzieciarnię na spacer do parku i tam,w cieniu wielkiego dębu rozłożyliśmy się na kocyku. Rozkoszowaliśmy się zielenią, słońcem, pięknymi ptasimi trelami. Ja oczywiście pstrykałam zdjęcia, a w międzyczasie popijałam kompocik o rozkoszowałam się smakiem pysznej tarty.
Ciasto kruche przygotowałam na bazie margaryny Optima Omega 3, która wspiera zdrowie serca i pomaga walczyć z cholesterolem. 
Konfiturę, którą dodałam do nadzienia zrobiłam sama. U babci za domem rośnie piękny krzak róży. Gdy poczułam ten cudny zapach przypomniałam sobie, że mój zapas surowej konfitury jest na wykończeniu. Uzyskałam pozwolenie na pozbawienie krzaczka tych pięknych płatków i tym razem zrobiłam konfiturę w tradycyjny sposób. Przełamałam jej smak tylko odrobiną soku z cytryny. Konfiturka wyszła cudna, o głębokim kolorze i delikatnym różanym smaku. Będzie idealnym dodatkiem dla podkręcenia różnych owocowych smaczków.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji "Optymalny wybór na piknik".


wtorek, 4 lipca 2017

Five o'clock po godzinach- Czerwiec



#1 Czas na pikniki #2 Don't go chasing waterfalls #3 Margaretki #4 Czereśnie #5 Panorama rzeczycka #6 Nowe przyjaźnie #7 jogurtowe z czerwoną porzeczką #8 Bazyliowa beza #9 terenowo #10 Rowerowo

środa, 28 czerwca 2017

Smaki dzieciństwa- Ciasto babci Ani na biszkoptach z truskawkami i galaretką



Babcia Ania był specyficzną osobą. Nie znosząca sprzeciwu, energiczna, nieco apodyktyczna pani  z trwałą w kwiecistej podomce. Babcia była typem osoby, która rozstawia wszystkich po kątach, nieco szorstka w obyciu. Potrafiła dać burę za podkradanie ciastek z puszki, przegonić z ogrodu gdy obrywaliśmy niedojrzałe pomidory i przed zjedzeniem obiadu napomnieć, że wszystko ma być zjedzone ale bez "kidania". Przy całej tej szorstkości potrafiła być ciepła. Babcia okazywała uczucia poprzez karmienie wszystkich dookoła. Nie było w moim dziecięcym świecie osoby, która robiła lepszą grochową czy lepszą drożdżówkę ze śliwkami. Babcia gotowała fenomenalnie, a jej wypieki... brak mi słów aby je opisać. Jej zeszyt pełen był pieczołowicie zapisanych receptur na różne pyszności. Ona była moją nauczycielką i osobą, która zaszczepiła we mnie miłość do gotowania i pieczenia. Przez różne koleje losu babciny zeszyt przepadł. Przy różnych okazjach, a zwłaszcza w sezonie na truskawki mama wspominała ciasto, które niegdyś babcia robiła. Metodą prób i błędów udało nam się wskrzesić ten przepis. Kwoli ścisłości ja przyrządzałam, a mama testowała.
Robiłam kilka podejść, a to dodawałam a to znów ujmowałam to i owo. Mama testowała, chwaliła ale za każdym razem mówiła, że to jeszcze nie jest to. Aż ostatnim razem trafiłam w sedno. Kluczem do sukcesu okazał się wafel, którego we wcześniejszych wersjach bardzo brakowało mojej mamie.
Efekt przerósł moje oczekiwania dlatego dzisiaj dzielę się z Wami tym przepisem. Ciasto nie wymaga pieczenia, pełne jest truskawek i pysznego, domowego kremu budyniowego. Sezon na truskawki powoli chyli się ku końcowi, spieszcie więc z wypróbowaniem. Mam w planach zrobić to ciasto w wersji z innymi owocami, spodziewajcie się więc różnych wersji tego ciacha.
Uff, czy u Was też tak parno i gorąco???



środa, 21 czerwca 2017

Ice cream o'clock- Lody z kakao i miękkimi ciasteczkami brownie




Lato powoli dojrzewa, ukazuje nieco zarumienione słońcem policzki. Po chłodnym maju dość długo słupek rtęci osiągał maksymalnie 24 stopnie Celsjusza. Oczywiście nie narzekam, wprost uwielbiam umiarkowane ciepło. Przy takich temperaturach funkcjonuję idealnie. Mogę uprawiać różne aktywności nie martwiąc się o wypacanie hektolitrów potu, mogę do woli używać piekarnika, czy wygrzewać się w popołudniowym słońcu na balkonowym hamaczku.
Za to wczoraj już od samego rana było wiadomo, że czeka nas pierwszy czerwcowy skwar. W taki dzień najlepiej smakuje zimniutkie frappe, jeszcze zimniejsza ice coffee i oczywiście lody.
Jeżeli chodzi o lody to najlepiej smakują te przygotowane w domu. Każdy z nas ma swoje ulubione dlatego często zmieniam warianty smakowe. Tym razem mój wybór padł na lody z miękkimi ciasteczkami brownie, za którymi moje dzieci wprost przepadają. Lody składają się tylko z czterech składników, bajecznie łatwo się je przygotowuje i równie bajecznie smakują. Lody nie wymagają użycia maszynki ani mieszania w trakcie mrożenia. Po leżakowaniu w zamrażarce zachowują plastyczność, łatwo poddają się łyżce do lodów. Czy już Was zachęciłam??? Mam nadzieję, że tak :).



wtorek, 20 czerwca 2017

Czas na piknik- muffiny na maślance z rabarbarem i gryczaną kruszonką




Ładna pogoda sprzyja leśnym wędrówkom. Las o tej porze roku pachnie cudnie, jest nagrzany słońcem, a przy tym panuje w nim nie zmącona cisza.  Zabieram więc Angelinę na spacery do lasu i wspólnie wydeptujemy leśne ścieżki. Ja spaceruję niespiesznym krokiem, a ona w dzikim pędzie bada zawartość leśnego gąszczu.
Na ostatnim takim spacerze poczuła zew natury, a to za sprawą saren. O ile na osiedlu grzecznie prowadzam ją na smyczy to jednak w lesie folguje jej nieco i pozwalam chodzić własnymi ścieżkami. Tak było i tym razem, wszystko szło gładko, gdy zupełnie niechcący spłoszyłyśmy dwie sarenki. To był ułamek sekundy. Usłyszałam trzask łamanych gałęzi, zaraz po tym dwa rude ogonki podskakujące na wysoką trawą, a za nimi kitę mojego pachruścia.
Szczerze mówiąc nie wiedziałam czy puścić się za nią w pogoń, czy usiąść i płakać. Wołałam, gwizdałam ale wielkiej nadziei na powrót mojego hasiora nie żywiłam.
Aż tu nagle, przy akompaniamencie łamanych gałązek wróciła... cała w liściach, gałązkach, z jęzorem sięgającym ziemi ale wróciła :). Próbowała jeszcze podjąć trop ale chyba zmęczenie wzięło górę. Hurra! Sytuacja uratowana, a ja mam nauczkę, że las to pokusy :)
No ale nie o tym rzecz. Na dłuższy spacer lub piknik lubię wziąć jakąś przekąskę, najlepiej słodką. Proponuję Wam moje muffiny, bo są nieskomplikowane oraz pyszne. Ciasto po prostu rozpływa się w ustach, a dodatek rabarbaru to czyste szaleństwo. Wierzch muffinek obsypałam gryczaną kruszonką, która nadała im chrupkości. Koniecznie wypróbujcie ten przepis, póki rabarbar gości jeszcze na półkach warzywniaka.
Dziś po raz pierwszy słupek rtęci oszalał. W najbliższym czasie ochłodzę więc nieco atmosferę. Bądźcie czujni!!! 


niedziela, 18 czerwca 2017

Śniadaniowe kulki jaglane





Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Ameryki tym stwierdzeniem nie odkryłam ale staram się trzymać tej dewizy i dokładam wszelkich starań aby moje śniadania były jak najbardziej zróżnicowane. Pora śniadaniowa przypada u mnie w okolicach godziny 10, często więc przygotowuję sobie coś pysznego przed wyjściem z domu. Często jest koktajl owocowy lub sałatka, ot szybko mieszam lub miksuję kilka składników i śniadanie gotowe. Czasem jednak przykładam się trochę bardziej i robię coś ekstra. Do kategorii "coś ekstra" zaliczam między innymi jaglane kulki. Przy minimum wysiłku można wyczarować z kaszy jaglanej zdrową przekąskę. Dziś zapraszam Was na kulki wypełnione daktylami, gorzką czekoladą oraz kakaowo-miodowymi płatkami Lubella. Kulki wyszły mega pyszne, idealnie nadają się na drugie śniadanie do pracy, wystarczy że zapakujesz je do lunch boxu lub pudełeczka, do tego owoc lub jogurt i masz pełnowartościowy gotowy posiłek. To co? Lecimy w kulki??? Przepis dołączam do durszlakowej akcji "Odkryj autentyczny smak natury" i odkrywam #comożezboże razem z marką Lubella :)


wtorek, 13 czerwca 2017

Budyniowa kostka z truskawkami i mascarpone




Koty jawiły mi się zawsze jako stworzenia nieco przebiegłe, zwinne, o mocnym poczuciu własnej wartości i chadzające własnymi drogami. Raczej unikałam ich towarzystwa, zdecydowanie jestem typem psiary. Miałam w swoim życiu krótki epizod, kiedy to przygarnęliśmy do domu kotkę. Kotka była rasowym dachowcem i pokazała nam z czym się wiąże posiadanie przedstawiciela tej "rasy". Z tapety w przedpokoju zrobiła sobie drzewo, z uwielbieniem wspinała się na nie i drapała z zapamiętaniem. Nasz super płaski telewizor stał się ulubionym punktem obserwacyjnym a z firanek zrobiła sieci rybackie. Gdy tylko poczuła zew marcowy dała drapaka z balkonu aby po dwóch dniach beztrosko powrócić. Co noc płakała i zawodziła za swoimi adoratorami spędzając sen z powiek całej rodziny.
Zniosłam wszystko ale tego zawodzenia nie udźwignęłam. Zawieźliśmy kotkę na wieś do babci, gdzie odnalazła spokój, a także założyła kocia rodzinę, kilkakrotnie... Ja uleczyłam się z posiadania kota. aż do jesieni 2014, kiedy to przywieźliśmy do domu Stefka.
Stefan, liliowy brytyjczyk zburzył wszystkie moje wyobrażenia na temat kotów.  Okazało się,że sensem życia mojego kota jest miska pełna rarytasów i wygodne legowisko, aha i jeszcze święty spokój. O ile w wieku kocięcym Stefek wykazywał miłość do wszystkich oraz jakąkolwiek aktywność fizyczną to po ukończeniu pierwszego roku życia stał się etatowym leniwcem.
Oprócz tego,że jest leniem, jest również niezdarą, potrafi źle wymierzyć skok na parapet i wylądować na podłodze, podczas mycia futerka potrafi stracić równowagę i spaść z łóżka :D
Nie jada byle czego i nie lubi jak się go zaczepia a gdy mamy gości znika jak kamfora. Czy wspominałam już, że mimo wszystko go uwielbiam??? ;)
Ale dość już o kotach bo ślinka mi cieknie na wspomnienie kostki budyniowej. Zrobiłam to ciasto w miniony weekend i przyznaję się bez bicia,że ilość jaką zjadłam woła o pomstę do nieba.
Biszkopt upiekłam na budyniu bezglutenowym, ciasto było na tyle wilgotne,że nie ponczowałam go kawą. Ciasto jest bardzo proste, łatwo się kroi i jest pyszne. Koniecznie zróbcie póki mamy sezon truskawkowy.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji " Milion smaków truskawek"


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Ice cream o'clock- jogurtowe lody z rabarbarem




Wszyscy wiemy, że piątek 13 bywa pechowy ale, że poniedziałek??? I to piątego dnia miesiąca??? Przekonałam się na własnej skórze jak czasem pechowo splatają się pewne sytuacje. W feralny poniedziałek zaczęłam dzień jak zawsze.Szybka pobudka, wyprawianie starszej młodzieży do szkoły, poganianie młodszej aby zdążyć na basen, przygotowywanie lunch boxu dla M. Jak zwykle z niewielkim opóźnieniem wypadłyśmy z domu. Po dostarczeniu młodszej latorośli na zajęcia pływania zrobiłam zakupy, wyspacerowałam pachruścia i zwiozłam do pracy M upragnione śniadanie. Gdy już dotarłam pod blok i wytarabaniłam się z auta z psem i siatką z zakupami zapaliła mi się w głowie lampka: Gdzież to ja mam klucze od domu??? No gdzież mogły być??? Ano gdy w pośpiechu wybiegałam z domu wrzuciłam klucze do reklamówki ze śniadaniem  M.
Wyciągnęłam telefon z saszetki żeby sprawdzić czy faktycznie klucze są tam, gdzie myślę. W tym samym czasie mój wspaniały pies złapał w pysk spory kawał zbutwiałego papierzyska. Musicie wiedzieć,że miała już na swoim koncie epizody zjadania różnych paskudztw, musiałam więc zareagować szybko. Siatkę z zakupami rzuciłam na chodnik, a telefon na dach auta, bo chowanie do saszetki zajęłoby za dużo czasu. Szybko odebrałam zdobycz psu, otworzyłam bagażnik auta i wpakowałam ją do niego. Niestety okazało się, że ta małpa w pysku ma jeszcze sporą część tego paskudztwa. Odebrałam Angelinie "zdobycz" i zatrzasnęłam klapę, a raczej zatrzasnęłabym tylko poczułam nagły opór. A czemu? Mój telefon wpadł w szczelinę pomiędzy klapę a dach. Moja szybka reakcja nie uratowała jednak sytuacji. Pomimo zabezpieczenia na wyświetlaczu i pokrowca wyświetlacz mojego Szajsunga się poddał. Przyznam szczerze, że jestem w szoku, że cały telefon nie uległ zmiażdżeniu. Oczywiście wcale nie poprawiło mi to humoru. Płakałam jak bóbr nad moim ulubionym telefonem, wściekając się na siebie , to strzelając piorunującym wzrokiem w psa.
Próbowaliśmy reaktywować wyświetlacz, niestety naprawa przewyższyła wartość telefonu, musiałam więc pożegnać mój S6....
No ale dość już tych ponurych wspomnień. Robiliście lody z rabarbarem??? Nie??? To koniecznie musicie to zmienić. Mam dla Was prosty przepis na obłędne lody jogurtowe z karmelizowanym rabarbarem. Koniecznie wypróbujcie ten przepis póki sezon na rabarbar trwa.



piątek, 9 czerwca 2017

LubelLove Inspiracje- Mini serniczki z karmelizowanym rabarbarem, truskawkami i czekoladowym makaronem




Sezon truskawkowy nabrał rumieńców. Ceny truskawek spadły do przyzwoitego pułapu a i same truskawki nabrały czerwcowej słodyczy. Były już pierogi z truskawkami, knedle z truskawkami, były truskawki z bitą śmietaną a także ciasto. Codziennie piję koktajl z truskawkami, aż dziw że mój kolor skóry nie zrobił się truskawkowy ;)
Maj i czerwiec to moje ulubione miesiące. Stragany uginają się od świeżych warzyw, można wybierać i przebierać do woli. Młode ziemniaczki, kalafior, fasolka szparagowa, malinowe pomidory, moja kuchnia smakuje w tym sezonie pysznie. 
Pogoda też sprzyja, jest przyjemnie, ciepło ale nie za gorąco. Wróciłam na trasę rowerową,  robię krótkie przebieżki, jeżdżę w końskie tereny. Chwilo trwaj!!! :)
Jako że zbliża się weekend, mam dla Was coś pysznego: mini serniczki z czekoladowym makaronem i karmelizowanym rabarbarem i truskawkami.
Jakiś czas temu dostałam zaproszenie do udziału w akcji LubelLove inspiracje. Zaproszenie zarejestrowałam w pamięci i tam sobie czekało,bo nie mogłam nigdzie dostać makaronu Lubella mini. Szukałam,szukałam, aż w końcu znalazłam czekoladowe świderki. Postanowiłam z nich zrobić spód do wiosennych serniczków, karmelizowany rabarbar i truskawki to przysłowiowa kropka nad i.
Efekt przerósł moje oczekiwania, a serniczki zniknęły w oka mgnieniu. Jeśli Was zaciekawiłam poniżej znajdziecie przepis na te pyszności. Zapraszam :)


środa, 7 czerwca 2017

Five o'clock po godzinach- Maj



#1 Fish&chips& disco mayo #2 Pyszne warsztaty z Grzegorzem Łapanowskim #3 Kokosowa ice coffee #4 Arabelcia #5 chłodnik z botwinki #6 Lody kawowe z amaretti #7 Stefek #8 Pavlova prosto z raju #9 Teren #10 Angelina