Menu śniadaniowe w moim domu zmienia się wraz z porami roku. Jesienią śniadania nabierają rumieńców. Pieczona owsianka, pudding z malinami i czekoladą, baby dutch to prawdziwie jesienny comfort food. Gdy poranki wstają chłodne i ponure, nic tak nie wpływa na dobry nastrój z rana, jak ciepło rozgrzanego piekarnika i wydobywające się z niego zapachy.
Przypominają mi się czasy, gdy byłam małym dzieckiem. Listopadowe wiatry i ulewy hulały za oknem, szarpiąc bezlitośnie gałęziami jabłonki. Porywały dymy z kominów i robiły bałagan na podwórku. Za to u babci w kuchni było przytulnie i ciepło. Nagrzany piec kaflowy wabił i kusił, aby przysiąść przy nim na chwileczkę. W imbryku czekała zaparzona herbata, a w całym domu pachniało drożdżowym ze śliwkami. Taki chwile zapadają głęboko w mojej pamięci. Na tyle głęboko, że gdy nagrzewam mój własny substytut pieca kaflowego, a w kuchni unoszą się boskie aromaty, czuję się znów jak dziecko, przy tym piecu kaflowym,ze szklanicą herbaty z cytryną i słusznej wielkości kawałkiem drożdżówki.
Baby dutch podbił internet i serca blogerek kulinarnych. Prosty, łatwy w przygotowaniu i bardzo fotogeniczny. Zaciekawił mnie na tyle, że ja również postanowiłam go przygotować.
Postawiłam na prostotę, dodałam do niego jesienne owoce: jabłka i śliwki. Do tego odrobina cukru pudru na wierzchu i voila, przepis na pyszne, jesienne śniadanie gotowy.


