Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytrusy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytrusy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lipca 2018

Cukiniowe cupcakes z cytrynową bezą włoską




Muzyka towarzyszyła mi od zawsze. Przez kolejne lata swojego życia słuchałam różnych nurtów muzycznych, odkrywałam wykonawców,a jeżeli któryś wybitnie mi się spodobał to słuchałam całej dyskografii. Jestem bardzo niepodatna na sugestie innych osób. Muzykę odkrywam sama, we właściwym czasie. A gdy odpowiedni dźwięk wpadnie w moje ucho, to słucham na okrętkę i ciężko mnie znudzić. Mam bardzo czułe ucho i często wyłapuję muzyczne perełki oglądając filmy i seriale. Jedną z takich perełek jest Agnes Obel. Usłyszałam jej Riverside oglądając jeden z odcinków Grey's anatomy. Dosłownie mnie poraziło, gęsia skórka, momentalna ekscytacja, na pewno wiecie, o czym mówię. Zrobiłam w sieci szybki research, znalazłam obie jej płyty i słucham... do dziś...a Riverside usłyszałam w 2014 roku. Tak to już ze mną jest. Mogę robić przerwy, udawać że już mnie to znudziło ale zawsze wracam do ulubionych wykonawców. Uwielbiam też muzykę filmową. Moich ulubionych kompozytorów rozpoznaję oglądając filmy, wystarczy mi kilka charakterystycznych tonów i już wiem czy to Howard Shore czy Alexander Desplat. Ot, taka moja przypadłość :D
Obecnie na mojej top liście muzycznych fascynacji są polscy wykonawcy: Mrozu, Kortez i Zalewski. Odświeżyłam moją playlistę o utwory z ich ostatnich płyt i słucham, śpiewam, tańczę :)... a przede wszystkim słucham gdy rządzę w kuchni. Kuchnia,ja,mikser i głośnik... tercet doskonały. Mogłabym tak spędzać całe dnie, wymyślać nowe przepisy nucąc "To dobry moment" czy "Na szerokie wody" piekąc nową wersję ciasta szpinakowego albo brownie. Muzyka i kulinaria to dla mnie nierozłączna para. A jak to jest z Wami??? Lubicie sobie ponucić w kuchni???
Podczas jednej z takich sesji upiekłam pyszne muffiny z dodatkiem cukinii. Słuchajcie, to jest niebo w gębie. Oczywiście nie byłabym sobą gdyby zostały takie saute, udekorowałam je cytrynową bezą włoską, którą delikatnie opaliłam dla podkręcenia smaku. 
Efekt jest przepyszny ale jeśli nie lubicie babeczek z kremem możecie je zaserwować solo, wierzcie mi smak się broni doskonale. Na samo wspomnienie o tych babeczkach moje ślinianki zaczęły mocniej pracować. 
Zapraszam Was po przepis na cukiniowe cudeńka :).




na babeczki:

2 jajka
150 ml oleju rzepakowego
150 g startej cukinii
skórka otarta z 1 cytryny
100 ml jogurtu greckiego
100 g cukru trzcinowego
200 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

beza włoska:

4 białka
300 g drobnego cukru
60 ml wody
2 łyżki kisielu cytrynowego w proszku
odrobina żółtego barwnika spożywczego


Przogotuj foremkę na muffinki, wyłóż ją papilotkami (12 sztuk). Jajka ubij krótko cukrem trzcinowym na puszystą masę. Do jajek wlej cienką strużką olej i zmiksuj. Do masy jajecznej dodaj startą cukinię, skórkę otartą z cytryny, jogurt grecki, mąkę oraz sodę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Zmiksuj krótko do połączenia składników. Napełnij ciastem papilotki do 3/4 wysokości. Piecz przez 30 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni do tzw suchego patyczka. Gotowe muffinki wystudź.
Teraz przygotuj bezę włoską.Od 300 g cukru odsyp 1/3 szklanki. 60 ml i resztę cukru umieść w rondelku i doprowadź do wrzenia na bardzo małym ogniu. Od momentu zawrzenia gotuj syrop 2-3 minuty, nie podkręcaj ognia aby uniknąć przypalenia. Syrop powinien być przejrzysty, pełen pęcherzyków powietrza. Gotowy syrop zestaw z ognia. Białka umieść w misie miksera, ubij na sztywno, dodawaj partiami wcześniej odłożony cukier i kisiel cytrynowy. Do ubitych białek wlewaj cienką strużką syrop cukrowy nie przerywając ubijania. Gdy wlejesz cały syrop ubijaj jeszcze białka około 2 minut. Na koniec dodaj barwnik spożywczy i zmiksuj krótko aby kolor się wyrównał.
Bezą napełnij rękaw cukierniczy z końcówką w kształcie otwartej gwiazdy i udekoruj babeczki. Jeśli masz chęć może lekko opalić bezę palnikiem gastronomicznym. Babeczki przechowuj w lodówce.



czwartek, 27 kwietnia 2017

Mazurek z nutką cytryny, suszoną śliwką i kremem z białej czekolady



Angel, nasz nowy domownik jest psem nie byle jakim. Piękna, z kształtną głową, mądrym spojrzeniem... po prostu haszczy ideał. Ma tez piękny zgryz, przez fachowców zwany nożycowym. A co kogo obchodzi psi zgryz zapytacie??? Otóż może on mieć duże znaczenie. Na ten przykład nasza Rudziszonowa przyszła na ten świat z wadą zgryzu, a dokładniej z tyłozgryzem. Co to jest ten tyłozgryz??? Otóż Nuczysławy dolna szczęka była nieco krótsza od górnej, jeżeli wylegiwała się na grzbiecie można było podziwiać część uzębienia z górnej szczęki. A jeśli chodzi o praktykę to wykazywała wszelkie cechy "dziurawej brody". Gdy piła wodę, to woda była naokoło miski, lubiła również wyciec jej z pyska. Wiadome było, że każda wizyta przy misce z wodą kończyła się wycieraniem podłogi. Było to na swój sposób urocze, był to taki jej znak rozpoznawczy :)
Okazało się jednak, że wcale nie trzeba wady zgryzu aby pić w dokładnie taki sam sposób. Gdy Angel staje przy misce z wodą odnoszę wrażenie, że też cierpi na syndrom "dziurawej brody". Za każdym razem woda tworzy obok miski kałużę. Tym razem winowajcą jest nie zgryz a psia maniera. Gdy Angel trafiła do naszego domu podśmiewaliśmy się, że teraz skończy się wycieranie kuchennej podłogi. Nic bardziej mylnego, podłogę jak wycierałam tak wycieram. Cóż, taki los.
Dziś mam dla Was ostatni już przepis z serii tych świątecznych. Mogłabym oczywiście czekać do przyszłego roku ale ten mazurek był tak pyszny, że po prostu nie mógł czekać do następnych świąt.
Cytrynowy kruchy spód, warstwa suszonych śliwek i krem z białej czekolady tworzą tak cudowny poemat, że ciężko zatrzymać się na jednym kawałku.
Gorąco polecam te przepis na kolejne święta, oprócz genialnego smaku mazurek cieszy też oko. Namówiłam Was???


Wielkanocna baba ze szpinakiem i cytryną



Deszcz siąpi już trzeci dzień z rzędu. O ile w pierwszy dzień było dość ciepło, to dziś słupek rtęci oscyluje niewiele powyżej zera. Niebo przybrało barwę stalowych szarości i stłumiło bujnie rozkwitłą zieleń okolicznych drzew i krzewów. Krople deszczu wystukują staccato na kuchennym parapecie przy akompaniamencie jednostajnie szemrzącego kapuśniaczku. 
Własnie zaparzyłam trzecia filiżankę herbaty, na ramiona narzuciłam ciepły sweter, rozważam wzięcie koca... w takie dni jak dziś cenię sobie domowe zacisze. Mój mały zwierzyniec zdaje się podzielać moją opinię i beztrosko wyleguje się: kot na naszym łóżku, pies na swoim kocyku.
Aby odczarować paskudną bądź co bądź pogodę przygotowałam kremową zapiekankę z ziemniaków, uwierzcie mi, pachnie bosko. Jej zapach miesza się ze słodkim zapachem rabarbarowego cobblera, który "dochodzi" właśnie w piekarniku. Gdy dom wypełnia się takimi zapachami to widok za oknem nie straszy już tak bardzo. A czy Wy serwujecie sobie w ponure dni comfort food? Czy lubicie rozgrzać ciało i duszę czymś pysznym? Ja muszę wyznać, że wprost przepadam za spędzaniem czasu w kuchni w taką pogodę. Przepisem na cobbler podzielę się z Wami już wkrótce, a dziś mam dla Was przepis na wielkanocną babkę. Przepis ten z założenia miał się ukazać chwilkę przed świętami. Niestety migrena skutecznie pokrzyżowała moje plany. Postanowiłam się nim podzielić właśnie dzisiaj, bo soczysta zieleń to jest, czego potrzebujemy przy deszczowej aurze.
Babka prezentuje się fenomenalnie, soczysta zieleń i żółć nadają jej prawdziwie wiosennego wyglądu. Babkę przygotowuje się bardzo szybko, ciasto jest wilgotne i niebiańsko pachnie cytrusami. Śmiało możecie ją piec nie tylko na święta, idealnie nada się do popołudniowej herbatki. Jeśli nie lubicie lukru, możecie babkę oprószyć cukrem pudrem, możecie również serwować ją saute. Zapraszam po przepis na kawałek wiosny :), gwarantuję poprawę nastroju.



niedziela, 28 lutego 2016

Wiosna, ach to Ty??? Tort szpinakowy z kremem cytrynowym, bezglutenowy i mega pyszny






Nie zna jeździectwa blasku ten kto nigdy nie całował piasku... tak mówią między sobą koniarze. Baa, powszechnie panuje opinia,że żeby być prawdziwym jeźdźcem trzeba wpierw spaść z konia. Ja dzielnie się przed tym broniłam, zgłębiałam tajniki technik jeździeckich i we wszelkich ewolucjach dopisywało mi szczęście. Kilka razy byłam już o włos ale siła woli i moje nogi nie pozwoliły mi się oderwać od końskiego grzbietu. Tak minęło półtora roku. Dzisiaj rano odwiedziłam Arabellę, pogoda trochę kaprysiła, przez chwilę nawet myślałam,że nici z moich planów. Chmury jednak dały za wygraną, deszcz przestał padać a nieśmiałe słońce pojawiło się na nieboskłonie. Trening zaczął się sprawnie. Stęp na rozgrzewkę, później kłus a w końcu galop, najeżdżanie na drewniane drągi. Wszystko szło sprawnie i gładko do momentu, w którym mój rumak kątem oka zarejestrował coś, co sprawiło,że postanowił czym prędzej się oddalić. W ten oto sposób nagłym zwrotem Arabella zmieniła tor galopu a ja niestety zbyt mocno wychyliłam i się w prawo i spadłam z końskiego grzbietu. Oczywiście ja,jak to ja nie mogłam upaść ot tak sobie. Lądowanie miałam dość miękkie (mokry piach) za to chwilę później Arabella przebiegła po mojej nodze.  jednej chwili zobaczyłam chyba cały gwiazdozbiór. Siedzę więc teraz z nogą na poduszce. Kostkę mam owiniętą opaską uciskową, na szczęście jest tylko mocno stłuczona. Nie myślcie,że się poddałam. Gdy ból nogi minął dosiadłam swojego rumaka i zakończyłam trening. Tak oto stałam się jeźdźcem z krwi i kości :)
Za to więcej przebojów miałam z przygotowaniem tego tortu. Nie byłam pewna jakiej konsystencji miało być ciasto (przepis wymyśliłam sama). Ciasto wyszło dość i wilgotne i dłuższą chwilę zastanawiałam się czy ono jest wilgotne czy po prostu upiekłam dorodny zakalec. Krem wydawał mi się zbyt kwaśny, gdy przekładałam tort byłam pewna ,ze się rozleci a już na końcu gdy już byłam mocno poirytowana doszłam do przekonania,że żadnych sensownych zdjęć nie uda mi się zrobić. Okazało się,że tort jest wilgotny, idealnie pasuje z kwaśnym kremem a zdjęcia oddają moją ogromną tęsknotę za wiosną. Tak więc po wielu niewiadomych mogę was zaprosić na tort szpinakowy. Tort jest bezglutenowy co nie ujmuje mu smaku. Polecam wam szczerze, idealnie wpasuje się w słodkie wielkanocne menu.



piątek, 9 stycznia 2015

Najlepsza na świecie konfitura z cytrusów




Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko co się ma, tuż przy sobie, możliwie jak najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego co ważne, cenne i swoje własne. A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą, kiedy chcą. Niech się tłuką o ściany, szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony z ciepła i samotności.
                                                                                                                                              -Filifionka
---

Od zawsze moja babcia uczyła mnie, że posiadanie spiżarni po brzegi wypełnionej zapasami daje poczucie bezpieczeństwa. Jesteśmy wtedy pewni, że nic nas nie zaskoczy, ani zima, ani niespodziewani goście. Angażowałam się zatem w robienie konfitur, marmolad, dżemów a także pomagałam ubijać w beczce kapustę, wyłuskiwałam fasolę ze strączków z babcią w późne, jesienne popołudnia.
Teraz czasy się zmieniły, zimy już nie te ale ja wciąż lubię mieć w swoim domu zapas wspaniałych nalewek i domowych konfitur.
Konfiturę z cytrusów możecie przyrządzić w każdej chwili, bo cytrusy są zawsze dostępne. Konfitura jest bajeczna, idealnie pasuje do herbaty, do ciasta, na kanapkę a nawet solo. To must have domowej spiżarni, przekonajcie się sami :)
Przepis dołączam do akcji 'Pomarańcze- wszyscy tańczą i ja tańczę'