Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brownie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brownie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 września 2018

Deserki brownie z kremem mascarpone i wiśniami




Przyszedł wrzesień. Powoli ale z uporem zmienia kolory na liściach, zasnuwa chmurami poranne niebo i czasem straszy przenikającym do szpiku kości wieczornym chłodem. Mój wyczulony na wszelkie zmiany pogodowe nos bezbłędnie odczytał te sygnały. Wyjęłam z szuflady puchate skarpetki, na plecy narzuciłam ciepłą bluzę i poczułam się jak mały eskimos.... ale tylko na chwilę.
W drodze do osiedlowego sklepu minęłam na swojej drodze pewnego jegomościa, odzianego uwaga, uwaga: w kurtkę z puchatym kapturem!!! Czy to możliwe, że komuś może być w obecnej sytuacji zimniej niż mnie??? Okazało się, że tak, bo tego poranka spotkałam jeszcze kilka osób odzianych identycznie jak rzeczony wcześniej pan. Zachwiało to moim postrzeganiem siebie jako wiecznego zmarzlucha... ale tylko na chwilę :D.
Wraz z wrześniem moje latorośle rozpoczęły wyspiarską edukację,przynajmniej w teorii. Okazało się, że aby mogły stać się częścią społeczności uczniowskiej musiałam stoczyć walkę z angielską biurokracją i papierologią. I tak K. dziś zaczął drugi dzień szkoły, a przy sprzyjających wiatrach H. rozpocznie swoją przygodę ze szkołą w czwartek.
A wrzesień powolutku trwa i codziennie zrywa z kalendarza kolejne kartki. Pcha nas w objęcia jesieni, w dywany suchych liści, purpurowych wrzosów, upstrzonych kroplami rosy nitek babiego lata.
Na okoliczność zbliżającej się wielkimi krokami jesieni mam dla Was pyszny deser. Wiadomo, że brownie smakuje najlepiej w długie, jesienne wieczory. A jeśli dodamy do czekoladowego ciastka trochę kremu i owoców to już w ogóle jest bajka. Gotowi na przepis??? 

niedziela, 11 marca 2018

Torcik serniko-brownie z malinami




Siarczysty mróz trzymał nas w swoich objęciach na tyle długo, że wychylałam nos poza moje przytulne i cieplutkie M3 tylko w wypadku największej konieczności. Gotowałam rozgrzewające zupy i piekłam ciężkie i aromatyczne ciasta. Gdy straciłam nadzieję, że pogoda się zmieni nagle słupek rtęci zaczął wskazywać dodatnie temperatury. Cóż za radość! Idzie wiosna!
Tak mnie ta radość przepełniła,że od razu doprowadziłam do porządku samochód, a zaraz później mieszkanie, a dokładniej okna... Marzec zaczęłam bardzo intensywnie, całkiem nową współpracą, o której już wkrótce opowiem Wam nieco więcej ;) 
Póki co lawiruję pomiędzy piekarnikiem a sesjami zdjęciowymi, opracowuję receptury, piekę, fotografuję, doba stała się nagle za krótka. Czerpię jednak z tego ogromna radość i satysfakcję, a także uczę się nowych rzeczy.
A co poza tym u mnie??? Niestety nie pobiegłam w planowanym Biegu Tropem Wilczym, przez skręcony staw skokowy. Na szczęście kontuzja była lekka i już w tym tygodniu wracam na bieżnię aby trzymać formę :). Zrobiłam też  w końcu swoje pierwsze tło do fotografowania. Zbierałam się, planowałam to od co najmniej pół roku. W końcu zakupiłam odpowiednie pomoce i zaczęłam produkcję. Dziś dzielę się z Wami pierwszymi zdjęciami z jego użyciem, będzie to taki mały przerywnik od mojego ulubionego dark mood.
Póki nie zrobiło się jeszcze całkiem ciepło mam dla Was torcik serniko-brownie. Ciasto konkret, z ciężkim spodem brownie i kremową warstwą serową. Maliny przełamują nieco ciężkość tego ciasta, lekko orzeźwiają całość. Pogodynka straszy, że Marzec pokaże jeszcze pazurki, więc na te bardziej pochmurne dni polecam Wam to ciasto z całego serca. Mnie pomogło przetrwać najgorsze mrozy, o ile słupek rtęci spadał, mój apetyt wprost odwrotnie wzrastał, a już w szczególności apetyt na coś słodkiego :D. Skusicie się na ten cudny torcik???







wtorek, 5 września 2017

Jesienne zachciewajki- Brownie z przesłodkim dyniowym kremem




Dzisiejszej nocy mój zazwyczaj mocny sen został przerwany stukaniem w parapet... i nie był to moi drodzy żaden ptak ani inny stwór ale deszcz. Rzadko zdarza mi się budzić w środku nocy ale jednostajne deszczowe crescendo wyrwało mnie z objęć Morfeusza. Nie myślcie jednak, że wysłuchiwałam tego przymusowego koncertu. Owinęłam się szczelniej kołdrą, ostentacyjnie wykręciłam się plecami do okna, tym samym wtulając się w plecy M., i powróciłam do krainy snu. Momentami deszczowe crescendo próbowało się wedrzeć do mojej prywatnej krainy snu ale ostentacyjnie nie zwracałam na nie uwagi.
Wrzesień postanowił wkroczyć w karty kalendarza z przytupem i od niedzieli hojnie raczy nas deszczem. Mieliśmy już mżawkę, kapuśniaczek a także rzęsistą ulewę. Dni nagle stały się ciężkie i senne. Od razu poczułam chęć na ciasto konkret. Wiadome, że w takich sytuacjach czekolada spisuje się na medal, a już brownie to po prostu poezja. Z kuchennego parapetu mrugała do mnie okiem pomarańczowa hokkaido,nie mogłam jej ominąć. 
Z dyni przygotowałam krem-cudo, ugotowałam ją do miękkości w słodzonym mleku skondensowanym z dodatkiem wanilii i zmiksowalam na mus. W połączeniu z lekko ciągnącym się brownie stworzyły idealny deser na jesienne zachciewajki. 
Jeśli i Wy odczuwacie silną potrzebę zjedzenia czegoś cudownie smacznego bez zastanowienia polecam Wam ten przepis. Gwarantuję, ten smak Was uwiedzie.
A tymczasem zmykam pod kołderkę bo jutro ciąg dalszy jesiennych zachciewajek... a mianowicie czeka mnie grzybobranie :) Sezon grzybowy zaczęłam już jakiś czas temu ale przy sprzyjającej deszczowej aurze koniecznie trzeba dać nura w leśny gąszcz i poszukać borowików :)


środa, 21 czerwca 2017

Ice cream o'clock- Lody z kakao i miękkimi ciasteczkami brownie




Lato powoli dojrzewa, ukazuje nieco zarumienione słońcem policzki. Po chłodnym maju dość długo słupek rtęci osiągał maksymalnie 24 stopnie Celsjusza. Oczywiście nie narzekam, wprost uwielbiam umiarkowane ciepło. Przy takich temperaturach funkcjonuję idealnie. Mogę uprawiać różne aktywności nie martwiąc się o wypacanie hektolitrów potu, mogę do woli używać piekarnika, czy wygrzewać się w popołudniowym słońcu na balkonowym hamaczku.
Za to wczoraj już od samego rana było wiadomo, że czeka nas pierwszy czerwcowy skwar. W taki dzień najlepiej smakuje zimniutkie frappe, jeszcze zimniejsza ice coffee i oczywiście lody.
Jeżeli chodzi o lody to najlepiej smakują te przygotowane w domu. Każdy z nas ma swoje ulubione dlatego często zmieniam warianty smakowe. Tym razem mój wybór padł na lody z miękkimi ciasteczkami brownie, za którymi moje dzieci wprost przepadają. Lody składają się tylko z czterech składników, bajecznie łatwo się je przygotowuje i równie bajecznie smakują. Lody nie wymagają użycia maszynki ani mieszania w trakcie mrożenia. Po leżakowaniu w zamrażarce zachowują plastyczność, łatwo poddają się łyżce do lodów. Czy już Was zachęciłam??? Mam nadzieję, że tak :).



czwartek, 3 listopada 2016

Brownie z kandyzowaną dynią i czekoladkami Reese's





Liście lecą z drzew, pokrywają ziemię gęstymi, szeleszczącymi dywanami, w odcieniach żółci i brązu. Przyszedł Listopad, w ciszy i zadumie, rozświetlony niezliczoną ilością zniczy i lampionów. Cisza we Wszystkich Świętych była wręcz namacalna, dzień wstał ciężki od chmur, chłód próbował się wedrzeć przez zaparowane okna. Za to u mnie w domu było ciepło i przytulnie, pachniało gołąbkami i bigosem ale najbardziej pachniało ciastem. Zapach czekolady unosił się w powietrzu, wabiąc słodko i mamiąc obietnicą deseru. To był zapach, który odwrócił moje myśli od liści wirujących w powietrzu w dzikim walcu, od deszczu raz po raz zacinającego w szyby. Zostaliśmy uziemieni przez choróbsko, które dopadło mojego M. ale nie narzekaliśmy na zaistniałą sytuację. Herbata z domowym sokiem malinowym, pyszne brownie i 2 sezon Supernatural umiliły nam popołudnie. Stefek zmienił się w etatowego leniwca, bezczelnie wylegując się całe popołudnie w naszym łóżku. Raz jeden udał się za mną do kuchni aby sprawdzić stan swoich misek. Kot to ma życie...
A brownie??? Czysta poezja, lekko chrupiący wierzch, ciągnący się środek, kawałeczki kandyzowanej dyni i czekoladek Reese's, które przyjechały ze mną zza oceanu. Kandyzowaną dynię przygotowała dzień wcześniej, korzystałam z przepisu Gin --->klik . Wszystkie składniki idealnie ze sobą współgrają i nawet mój M. uznał, że brownie było pyszne, a musicie wiedzieć, że nie przepada za "czekoladą z czekoladą" ;) 




wtorek, 14 czerwca 2016

Deser w kwadrans, sernikowe parfait z ciasteczkami brownie i truskawkami




Satysfakcja, duma i zmęczenie... to moje główne odczucia po ukończonym Runmageddonie. Wspominałam wam nie tak dawno temu, że zapisałam się na bieg z przeszkodami, a dokładniej na Runmageddon classic- 12 km. Jak się okazało na miejscu tak dokładniej było to 12+ co w rzeczywistości dało 16 kilometrów. Gdy w ubiegłym roku kibicowałam mojej ekipie na Służewcu załapałam taką zajawkę, że od razu obiecałam,że  w następnym biegu na pewno biorę udział. Rekrut,czyli 6 km odbył się na idealnie płaskiej powierzchni Służewca. Wyobraźcie sobie moje szczere zdziwienie, gdy dostałam mail od organizatora,że klasyk odbędzie się w Twierdzy Modlin, która usytuowana jest nad Narwią, na imponującej skarpie. No cóż powiedziałam A, trzeba powiedzieć B C D ... Na miejscu zarejestrowałam się i stawiłam na rozgrzewce. Przy obłokach dymu, zagrzewającej muzyce AC/DC, z ciężkim workiem piasku na ramieniu ruszyłam z resztą towarzyszy niedoli. Nie skłamię, jeśli powiem,że nigdy w swoim życiu nie przeżyłam czegoś podobnego. Mnóstwo trudnych podbiegów, przeprawianie się brzegiem rzeki, zasieki, ścianki, toczenie ciężkich opon, przeprawa przez kanał, bieg przez ciemne modlińskie piwnice, kąpiel w wodzie z lodem to tylko nieliczne atrakcje, jakich miałam okazję doświadczyć tego dnia. Choć momentami miałam ochotę odpuścić, mięśnie odmawiały posłuszeństwa, nie ugięłam się. Wraz z moją towarzyszką niedoli Martą parłyśmy dzielnie do przodu, wspomagane przez nowo poznanych Poznaniaków. Panowie dzielnie nas wspierali w przeprawach przez ścianki, motywowali i nie pozwolili odpuścić żadnej przeszkody. Metę pokonałyśmy z dzikim okrzykiem radości i ogromną satysfakcją,że nam się udało. I choć obiecałam sobie,że nigdy więcej takich imprez, to przyznam szczerze, że chyba złamię ta obietnicę. Po kilku dniach, gdy zakwasy tak nie dokuczały a siniaki nieco zbladły, pomyślałam, że bawiłam się wyśmienicie. Szczerze polecam, taki coś trzeba przeżyć na własnej skórze, wrażenia niezapomniane :)
Wystarczy tego biegania, lepiej skupmy się na tym, co w kuchni :),a dokładniej co an deser. Moja ostatnie propozycja deseru w kwadrans spotkała się ze sporym zainteresowanie, co pokazały wskaźniki odwiedzin. Dziś proponuję wam ekspresowe sernikowe parfait z ciasteczkami brownie i truskawkami. Jak obiecałam, na przygotowanie deseru nie poświęcicie więcej niż 15 minut. Obiecuję też,że efekt wizualny i smakowy zadowoli wasze podniebienia. Ja miałam problem z fotografowaniem, moje ślinianki ruszyły z pełną produkcją ;). Zapraszam po przepis.



środa, 30 grudnia 2015

Piernikowe brownie ze skórką pomarańczową






Jutro zerwiemy ostatnią kartkę z kalendarza i pożegnamy stary rok.Jutro też będziemy świętować Sylwestra w towarzystwie bliskich nam osób.My w tym roku postawiliśmy na imprezę w stylu country. Będzie to przyjemna odmiana dla kilku ostatnich sylwestrowych domówek. Zorganizowaliśmy ekipę i jutro spotykamy się w stadninie aby przy ognisku, pieczonych kiełbaskach, kociołku i grzanym winie powitać nowy rok. Oprócz tego będzie pyszny sernik ,makowiec z jabłkami, ziemniaczki pieczone w popiele z masełkiem ziołowym. Co prawda brakuje śniegu na kulig ale myślę,że nadrobimy to innymi aktywnościami :)
Zastanawiam się, jak co roku,  nad tym,że rok za rokiem pędzi coraz szybciej a mijający rok był dla mnie bardzo intensywny. Mogę sobie tylko życzyć aby nadchodzący w niczym poprzedniemu nie ustępował. Zanim jednak zawinę wszystkie manatki pożegnam się z wami przepisem na piernikowe brownie ze skórką pomarańczową.Brownie jest bezglutenowe,czyli możemy uznać że dietetyczne ;)
Zanim przejdziecie z super diety noworoczne proponuję wam przygotowanie pysznego, czekoladowego ciasta. Gdy usiądziecie przy kubku gorącej herbaty z kawałeczkiem brownie, poczujecie,że święta jeszcze się skończyły :)
Kochani z radością wejdźcie w nowy rok, czyńcie plany, snujcie marzenia. Życzę wam aby nadchodzący rok był dla was lepszy od poprzedniego i abyście przeszli przez niego zdrowi i radośni.... i słodcy. Buziaki noworoczne od Five o'clock.





niedziela, 20 września 2015

Babie lato- gryczane brownie z malinami




Przyszło babie lato,wyczekane, ciepłe, z mglistymi porankami i ciepłymi wieczorami. Kurtka z kożuszkiem, którą wyrwałam czeluściom szafy wróciła na swoje miejsce i czeka na chłodniejsze czasy. Tu i ówdzie w koronach drzew widać już pierwsze przebłyski rudości, zaczynam czuć,że jesień rozgościła się już na dobre. Chaos związany z początkiem roku szkolnego powoli się uspokaja i wszystko wraca na stare tory. Codziennie rano spaceruję z Rudziszonkiem, niespiesznie przemierzamy nadwiślańskie tereny i wygrzewamy się w słońcu. Weekendy zdominowały tereny z Arabellą, galopujemy po polnych bezdrożach chłonąc ich zapachy i kolory. Palimy ogniska, pieczemy kiełbaski i ziemniaki, celebrujemy ciepłe jesienne wieczory. Na balkonie pająk utkał firanę z pajęczyny, która co rano pokrywa się błyszczącymi kropelkami.Na parapecie łypie pomarańczowym okiem pękata dynia a obok niej przycupnął wrzos. Jest jesiennie, jest pięknie.
Na jesienne popołudnia polecam wam do herbaty gryczane brownie z malinami. Co roku zamykam w słoiczki  maliny z cukrem. Czekają sobie grzecznie na zimowe dni aby połączyć się w parę z herbatą i miodem. Oczywiście przed sezonem testujemy słoiczek czy dwa aby sprawdzić czy maliny udały się pyszne. Bardzo lubię takie maliny dodawać do ciast i tak postanowiłam zrobić w tym przypadku. Połączenie czekolady i malin było strzałem w dziesiątkę. Spróbujcie sami.W taki deszczowy dzień jak dziś to idealny dodatek do kawy czy herbaty. Deszcz przyniósł chwilowe ochłodzenie ale i nadzieję, że być może grzyby pojawią się w naszych lasach. Trzymam kciuk za grzybobranie a w drugiej dłoni trzymam kawałek brownie :)



środa, 22 lipca 2015

Gryczane serniko-brownie z jagodami







Jest późno, na tyle późno,że cały dom śpi... oprócz mnie.Siedzę przy oknie otwartym na oścież i chłonę dźwięki nocy. Za oknem słyszę świerszcze wygrywające swoje symfonie, Stefek ruszył na łowy, cicho pomiaukuje do smętnie brzęczących owadów. To idealna pora do napisania posta. Po upalnym i dusznym dniu noc przyniosła ukojenie, chłodny wietrzyk przyjemnie chłodzi mi nogi.
Dzisiejszy dzień upłynął mi bardzo gorączkowo, na bieganinie i załatwianiu spraw urzędowych. Jutro wyruszam w małą weekendową podróż i pewne sprawy wymagały dopięcia na ostatni guzik. Przyznam się szczerze, gdy wróciłam do domu,miałam ochotę się rozpłakać. Każdy kąt mieszkania aż prosił się o posprzątanie, jagody czekały aż zamknę je w pierogowe rożki, czekała też praca i sterta prania. Było mi gorąco i słabo jednocześnie. W obliczu czekających mnie obowiązków podjęłam jedyną właściwą decyzję. Zrobiłam sobie mrożoną kawę i ukroiłam kawałek sernikobrownie. Wierzcie lub nie,minął kwadrans kawa oraz ciasto znikły a ja wstałam i zrobiłam wszystko,co miałam do zrobienia. Nie wiem skąd wzięłam siły, postanowiłam zatem magiczne właściwości przypisać frappe i ciastku. Dzień zakończył się niespodziewanie dobrze ploteczkami na kawie-nie kawie u mojej J. Teraz, gdy cały stres dzisiejszego dnia spłukałam strugami chłodnej wody stwierdzam,że ten dzień nie był aż taki zły. Może i wam takie ciastko poprawi nastroje??? Wiem,że upał, wiem,że skwar ale mimo wszystko zachęcam żeby rozgrzać piekarniki i upiec pyszne sernikobrownie, koniecznie z jagodami. Od dziś to mój zestaw anty stres :)




niedziela, 4 stycznia 2015

Jaglane brownie z suszoną żurawiną







Weszliśmy  w Nowy Rok, gładko i lekkim krokiem,chociaż ja z trochę ciężką głową ;) Mam nadzieję,że Sylwestra spędziliście miło i oczywiście pysznie. Styczeń przywitał nas dość ponuro siąpiącym deszczem i odwilżą.Dni płyną mi cicho, przez ten ciągły półmrok zacierają mi się ramy czasowe. Pogodynka w telewizji straszy śnieżycami i mrozem, hm patrzę za okno i póki co nie wierzę. Tęsknie za ciepłem i słońcem, najchętniej zakamuflowałabym się w gawrze jak niedźwiedź i przeczekała do połowy marca. Ale cóż,nie ma przeproś,trzeba sobie radzić. Nowy rok sprzyja robieniu list i postanowień. Nie,nie, ja się do tego nie nadaję,już o tym wspomniałam. Natomiast wpadłam na świetny pomysł.Pomimo, że mój blog jest bardzo słodki lubię zdrowy tryb życia. Uwielbiam ruch, uwielbiam też owoce i warzywa.Nie będę się rozpisywała nad szczegółami mojej diety ale postanowiłam wam przybliżyć zdrowsze oblicze mojej kuchni.Dlatego nowy rok na blogu inauguruję przepisem na jaglane brownie z żurawiną. Jest to zdrowsza odmiana brownie,ponieważ nie zawiera mąki pszennej.Kaszę jaglaną uwielbiam w każdej postaci,jest to skarbnica zdrowia i mam nadzieję,że gości ona często na waszych stołach. Przepis jest nieskomplikowany a moim zdaniem, to brownie jest pyszniejsze niż tradycyjne.Zresztą spróbujcie sami :)
Ja zmykam, ponieważ jabłka czekają na pociąg do sokowirówki i nie uwierzycie ale zaczął padać śnieg.