Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cupcake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cupcake. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lipca 2018

Cukiniowe cupcakes z cytrynową bezą włoską




Muzyka towarzyszyła mi od zawsze. Przez kolejne lata swojego życia słuchałam różnych nurtów muzycznych, odkrywałam wykonawców,a jeżeli któryś wybitnie mi się spodobał to słuchałam całej dyskografii. Jestem bardzo niepodatna na sugestie innych osób. Muzykę odkrywam sama, we właściwym czasie. A gdy odpowiedni dźwięk wpadnie w moje ucho, to słucham na okrętkę i ciężko mnie znudzić. Mam bardzo czułe ucho i często wyłapuję muzyczne perełki oglądając filmy i seriale. Jedną z takich perełek jest Agnes Obel. Usłyszałam jej Riverside oglądając jeden z odcinków Grey's anatomy. Dosłownie mnie poraziło, gęsia skórka, momentalna ekscytacja, na pewno wiecie, o czym mówię. Zrobiłam w sieci szybki research, znalazłam obie jej płyty i słucham... do dziś...a Riverside usłyszałam w 2014 roku. Tak to już ze mną jest. Mogę robić przerwy, udawać że już mnie to znudziło ale zawsze wracam do ulubionych wykonawców. Uwielbiam też muzykę filmową. Moich ulubionych kompozytorów rozpoznaję oglądając filmy, wystarczy mi kilka charakterystycznych tonów i już wiem czy to Howard Shore czy Alexander Desplat. Ot, taka moja przypadłość :D
Obecnie na mojej top liście muzycznych fascynacji są polscy wykonawcy: Mrozu, Kortez i Zalewski. Odświeżyłam moją playlistę o utwory z ich ostatnich płyt i słucham, śpiewam, tańczę :)... a przede wszystkim słucham gdy rządzę w kuchni. Kuchnia,ja,mikser i głośnik... tercet doskonały. Mogłabym tak spędzać całe dnie, wymyślać nowe przepisy nucąc "To dobry moment" czy "Na szerokie wody" piekąc nową wersję ciasta szpinakowego albo brownie. Muzyka i kulinaria to dla mnie nierozłączna para. A jak to jest z Wami??? Lubicie sobie ponucić w kuchni???
Podczas jednej z takich sesji upiekłam pyszne muffiny z dodatkiem cukinii. Słuchajcie, to jest niebo w gębie. Oczywiście nie byłabym sobą gdyby zostały takie saute, udekorowałam je cytrynową bezą włoską, którą delikatnie opaliłam dla podkręcenia smaku. 
Efekt jest przepyszny ale jeśli nie lubicie babeczek z kremem możecie je zaserwować solo, wierzcie mi smak się broni doskonale. Na samo wspomnienie o tych babeczkach moje ślinianki zaczęły mocniej pracować. 
Zapraszam Was po przepis na cukiniowe cudeńka :).




na babeczki:

2 jajka
150 ml oleju rzepakowego
150 g startej cukinii
skórka otarta z 1 cytryny
100 ml jogurtu greckiego
100 g cukru trzcinowego
200 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

beza włoska:

4 białka
300 g drobnego cukru
60 ml wody
2 łyżki kisielu cytrynowego w proszku
odrobina żółtego barwnika spożywczego


Przogotuj foremkę na muffinki, wyłóż ją papilotkami (12 sztuk). Jajka ubij krótko cukrem trzcinowym na puszystą masę. Do jajek wlej cienką strużką olej i zmiksuj. Do masy jajecznej dodaj startą cukinię, skórkę otartą z cytryny, jogurt grecki, mąkę oraz sodę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Zmiksuj krótko do połączenia składników. Napełnij ciastem papilotki do 3/4 wysokości. Piecz przez 30 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni do tzw suchego patyczka. Gotowe muffinki wystudź.
Teraz przygotuj bezę włoską.Od 300 g cukru odsyp 1/3 szklanki. 60 ml i resztę cukru umieść w rondelku i doprowadź do wrzenia na bardzo małym ogniu. Od momentu zawrzenia gotuj syrop 2-3 minuty, nie podkręcaj ognia aby uniknąć przypalenia. Syrop powinien być przejrzysty, pełen pęcherzyków powietrza. Gotowy syrop zestaw z ognia. Białka umieść w misie miksera, ubij na sztywno, dodawaj partiami wcześniej odłożony cukier i kisiel cytrynowy. Do ubitych białek wlewaj cienką strużką syrop cukrowy nie przerywając ubijania. Gdy wlejesz cały syrop ubijaj jeszcze białka około 2 minut. Na koniec dodaj barwnik spożywczy i zmiksuj krótko aby kolor się wyrównał.
Bezą napełnij rękaw cukierniczy z końcówką w kształcie otwartej gwiazdy i udekoruj babeczki. Jeśli masz chęć może lekko opalić bezę palnikiem gastronomicznym. Babeczki przechowuj w lodówce.



środa, 11 października 2017

Inspiracje na Halloween. Dyniowo-marchewkowe muffinki z cynamonowym kremem




Stuk-stuk, chlap-chlap szurają czarne kalosze. Do jednego przykleił się czerwony liść klonu. Październik, czasem czas złotej jesieni a póki co czas szarugi i deszczu. Właściwie to funkcjonuję w tych warunkach bez zarzutu. Nie jestem senna, nie mam jesiennej depresji z powodu braku światła. Jedynie żal mi, że Arabella stoi odłogiem. Niestety warunki pogodowe nie sprzyjają wypadom do stadniny. Oczywiście w przerwach między opadami zajrzałam tam kilka razy i trochę przewietrzyłyśmy kopytka ale to zdecydowanie za mało jak dla osoby tak spragnionej aktywności jak ja :). Dlatego gdy pada staram się dużo fotografować, piec, jeździć na grzyby, generalnie lubię gdy coś się dzieje. Nie ma miejsca w moim życiu na marnotrawienie czasu. No chyba, że jest zamierzone ;). Na przykład w niedzielę, gdy poranek przyjemnie wydłuża się do popołudnia, a kołdra i książka stają się najlepszymi towarzyszami.
Jesień jest, była i będzie, nie ma co zbyt na nią narzekać, ot trzeba przyjąć jej istnienie i przejść z tym do porządku dziennego. Ja lubię czas szurania kaloszami po kałużach, liście wirujące podrywach wiatru, brązowe kapelusze grzybów, pękate pomarańczowe dynie. Jesień jest piękna!!!
Dni nieubłaganie pędzą i na blogowych łamach zaczynają się pojawiać przysmaki na Halloween. Ja mam dla Was przepis na wprost nieprzyzwoicie smaczne muffinki. Połączenie dyni, marchewki i pomarańczy dało cudny pomarańczowy kolor i fenomenalny smak. Krem cynamonowy to przysłowiowa kropka nad i. Do dekoracji wykorzystałam dodatki, w które zaopatruje mnie nieoceniona Dotka ( dziękuję kochana). Czy namówiłam Was na upieczenie muffinek???


środa, 15 marca 2017

Szpinakowe muffinki 'Wielkanocna łączka'




Już za tydzień zerwiemy kartkę z kalendarza z datą 21 Marca i przywitamy oficjalnie wiosnę. Co prawda tu i ówdzie widać już jej pierwsze oznaki ale natura jakby wstrzymała oddech i czekała na ten magiczny moment aby móc eksplodować zielenią. Słońce bawi się z nami w kotka i myszkę, raz się pokazuje, innym razem znika za chmurami. Pomimo tego w powietrzu czuć wiosnę, pierwsze bazie pokryły okoliczne gałązki, tu i ówdzie widać kiełkującą trawę, kosy wcześniej niż zazwyczaj wyśpiewują swoje trele pod naszym oknem. Osiedle zdobyło dzięki paniom sprzątaczkom nowy look, wszędzie jest czyściutko i schludnie, panowie ze służb porządkowych przycięli niesforne gałązki. Powoli przybywa dnia, a w powietrzu pojawiła się ta ciepła, świeża nutka. Serce się raduje, całe moje jestestwo krzyczy: wiosna,wiosna!!! W moim M3 również zrobiło się bardzo wiosennie. W salonie pojawiły się żółciutkie żonkile otulone soczyście zielonym chrobotkiem reniferowym (dla niewtajemniczonych chrobotek to mech ;) ). Na pianinie i półeczkach przysiadły zajączki wielkanocne, w kuchni pachną tulipany, jest cudnie.
Chciałabym Was trochę zarazić moim dobrym humorem i dziś podzielę się z Wami przepisem na cudnie zieloniutkie muffinki. Nazwałam je: Wielkanocna łączka, bo dzięki pstrokatym jajeczkom tak właśnie wyglądają. Mufiinki są przełożone orzeźwiającym domowym lemon curd. Szpinak oprócz pięknego koloru nadaje też muffinkom wilgotności, przez co smakują wspaniale. To must try sezonu wiosennego i idealna propozycja na wielkanocny wypiek. Skusicie się???



środa, 15 lutego 2017

Cookie Monster cupcakes- muffinki Ciasteczkowy Potwór




Dzisiejszy dzień wstał piękny, wiosennie piękny. Słoneczko świeci, mrozik odpuścił, połacie śniegu zaczęły topnieć w oczach. Nawet poranny spacer z hasiorkiem zaliczyłam bez rękawiczek, bo te -3 stopnie o poranku nie były mi już straszne. Dostrzegłam jak niewiele trzeba aby złapać energię i obudzić w sobie radość życia. Kilka ciepłych promieni słonecznych, nic więcej, tylko tyle. 
Jeśli pogoda podąży tym torem czeka nas piękne przedwiośnie. Trzymam więc za to kciuki, Wy też je mocno trzymajcie. Wystarczy już tych czapek,rękawic, szalików, ciężkich butów i grubych kurtek. 
Po południowej herbatce wybieram się do stadniny, z marchewkami i szczotkami. Tak pięknego dnia nie można spędzić w domowych pieleszach, trzeba złapać świeżego powietrza :) Ja mam zamiar spożytkować je na wyczesanie mojego mamuta i wybieganie Angel.
Skoro moje dobre samopoczucie wskoczyło na takie wyżyny postanowiłam podzielić się z Wami przepisem na babeczki. Na pewno znacie Ciasteczkowego Potwora z Ulicy Sezamkowej: puchaty stworek w soczyście niebieskim kolorze, uwielbia ciasteczka. Tak to on :)
Mam dzisiaj dla Was przepis na kapkejki z podobizną potworka. Babeczki są niedziewane czekoladą, krem zrobiłam na bazie białej czekolady i mascarpone. Całość dość słodka ale nie przesadnie. Idealne dla dzieciaków, lub na kinder party ale też przygotowane w domu sprawią wiele radości. 
Ja już uciekam,zostawiam Was z przepisem na babeczki, koniecznie go wypróbujcie.



czwartek, 5 stycznia 2017

Babeczki Winter Wonderland




Przyszła zima, hm... Ameryki nie odkryłam, w końcu mamy styczeń. Jednak ostatnie kilka lat, kiedy to zimę można było obserwować tylko na widokówkach oraz w miarę ciepły grudzień, jej nadejście jest dla mnie zaskoczeniem. Z jednej strony wyniosłabym się w tropiki i przeczekała okres zakładania grubej kurtki i ciężkich butów, wszędobylskiego błota i ton piasku wnoszonych do domu pod butami, o skrobaniu samochodowych szyb nawet nie wspomnę. Z drugiej jednak, gdy zaczyna padać śnieg, czuję się jakbym trafiła do baśniowej krainy. Delikatne, białe płatki wirujące w powietrzu budzą mój niemy zachwyt. Mogłabym się wpatrywać godzinami w ten spektakl i nigdy by mi się on nie znudził. Powolutku wracam do zdrowia, po chorobie,która rozłożyła mnie na łopatki, skutecznie przykuwając do łóżka na dobry tydzień. Choć nie znoszę chorowania to ma to swoje plusy w możliwości nadrobieniu zaległości filmowych i książkowych. Tym razem były to zaległości serialowe i dzięki chorobie skończyłam oglądać Supernatural, moi drodzy 12 sezonów serialu o łowcach to nie byle co ;) Anioły, demony, lewiatany, czuję się specem od spraw nadprzyrodzonych. Choć choróbsko jeszcze całkiem mnie nie opuściło zaczynam odczuwać już skutki zbyt długiego przebywania w domu. A mianowicie zaczyna mnie nosić. Brak aktywności fizycznej w moim przypadku grozi gromadzeniem zbyt dużych pokładów energii. Póki co znajduje ona ujście tylko w kuchni, bo zarówno rower jak i jazda konna pozostają w sferze marzeń. Po cichutku liczę,że zima szybko odpuści a Was zapraszam na babeczki, które swoim wyglądem idealnie wpasują się w zimowy klimat. Winter Wonderland czyli Zimowa Kraina to było moje pierwsze skojarzenie kiedy zobaczyłam efekt końcowy, stąd nazwa.
Przepis dołączam do akcji Wypieczone Święta- Boże Narodzenie 2016.




środa, 14 grudnia 2016

Makowe babeczki z kremem Bailey's




Nie wiem czy to mój sposób postrzegania, czy też faktycznie Grudzień kończy się szybciej niż pozostałe miesiące??? Ledwo zerwał pierwszą kartkę w kalendarzu a tu nagle okazuje się,że za 10 dni Wigilia. Właściwie to nie mam zwyczaju wpadać w panikę przedświąteczną ale ostatnio ciągle towarzyszy mi poczucie,że z czymś nie zdążę. Tylko z czym??? Mieszkanie mam wypucowane na wysoki połysk (największa chyba zaleta remontu), lista prezentów wyklarowana i częściowo zrealizowana, świąteczne menu ustalone. Może to ten gorączkowy pęd ku końcowi roku powoduje,że każdy z nas odczuwa lekki niepokój??? Dziś Grudzień odsłonił swoje białe oblicze i sypnął śniegiem, za oknem od razu zrobiło się jaśniej, pomimo krótkich zimowych dni i szybko zapadających ciemności. A co będzie dalej? Czas pokaże.
Dziś mam dla was przepis na makowe babeczki, babeczki które smakują świętami. Mak, orzechy włoskie, kropelka likieru Bailey's w kremie i voila, przepis na pyszny deser gotowy. Babeczki są łatwe w wykonaniu i praktycznie możliwość,że coś pójdzie nie tak jest bliska zeru. Koniecznie przetestujcie ten przepis w te zimowe dni :)


sobota, 22 października 2016

Kapryśna jesień i babeczki jabłuszka



Jesień w tym roku jest wyjątkowo kapryśna ... brr na samą myśl o tym co się dzieje za oknem wstrząsają mną dreszcze. Słońce wciąż gdzieś błądzi omijając moje strony, za to chmury przybywają całymi stadami i gęsto pokrywają nieboskłon.  Kolorowe liście zamiast cieszyć oczy i szeleścić pod butami pławią się w kałużach, a krople deszczu wygrywają na nich swoje smętne melodie. Zimowa parka, ciężkie buty i kalosze na stałe rozgościły się w przedpokoju, a sikorki i gołębie zaglądają do karmnika na balkonie w poszukiwaniu czegoś do skubnięcia. Oczywiście ja nie poddaję się tym wariacjom pogodowym. W dniach wolnych od deszczu galopuję z Arabellą chcąc dogonić wiatr, oddycham jesiennym powietrzem pełną piersią, w mojej kuchni wprowadziłam rozgrzewające potrawy, aromatyczne ciasta, taki jesienny comfort food. Gdy w piekarniku 'siedzi' szarlotka, w domu roznosi się zapach cynamonu i przywodzi mi na myśl jesienne dni z mojego dzieciństwa. Piec kaflowy w babcinej kuchni dawał ciepło i tworzył przytulny klimat. Na jego brzegu, w imbryku czekała zawsze gorąca herbata, w kuchni pachniało suszonymi grzybami, a na zapiecku suszyły się przemoczone deszczem trzewiki. Jesienią babcia często piekła szarlotkę i drożdżowe paluchy, pamiętam do dziś ten niebiański zapach, który wypełniał cały dom. Mój piekarnik nijak nie przypomina pieca kaflowego mojej babci ale zapach pieczonych ciast powoduje, że często przenoszę się w czasie i wspominam mój rodzinny dom. Dziś mam dla was propozycję na pyszne babeczki, które umilą wam czas w te szare, deszczowe dni. Babeczki pełne jabłuszek i orzechów laskowych, prawdziwie jesienny wypiek. Dekoracja jest cudna, prawdziwa gratka dla najmłodszych. Zainspirowało mnie zdjęcie na Pinterest,a przepis wygrzebałam ze starego zeszytu :). Skusicie się na taką babeczkę??? Przepis dodaję do durszlakowej akcji: Jesień: jemy zdrowo



niedziela, 29 maja 2016

Muffinki na Dzień dziecka- Polar bear paw cupcakes




 Wszystkie dzieci nasze są, Kasia, Michael, Małgosia, John... Już w najbliższą środę będzie święto wszystkich dzieci. Warto mieć więc w zanadrzu pomysł na coś słodkiego, co zaskoczy naszych milusińskich. Gdy zobaczyłam na Pinterest zdjęcie babeczek, łapek misia polarnego wiedziałam,że muszę je zrobić. Muffinki to jeden z tych wypieków, które zawsze się udają. Dekorowanie babeczek nie sprawi wam kłopotu. Myślę,że zamiast kupować ciasteczka śmiało możecie przygotować takie muffinki w domu.
Pamiętam, z czasów mojej wczesnej młodości, dzień sportu organizowany rok rocznie w naszej szkole z okazji Dnia Dziecka. Wcześnie rano zbieraliśmy się w szkole aby brać udział w konkurencjach grupowych i indywidualnych. Była pyszna oranżada, wata cukrowa i słodycze. Pamiętam swoją dumę,gdy wygrałam konkurs biegu z woreczkiem gimnastycznym na głowie. Nagrodą był długopis z trzema kolorami i gdy go odbierałam byłam najszczęśliwsza na świecie. W domu nie było prezentów tylko lody i jeszcze więcej oranżady :) I wiecie co??? To były najlepsze Dni Dziecka jakie pamiętam. A teraz, dzieci mają listy prezentów, które chciałyby w swoje święto dostać. Ja jako rodzic świadomy i rozsądny, staram się aby ten dzień był wyjątkowy ale nie musi to wiązać się z mega wydatkami na super drogie prezenty. Uważam,że lepiej spędzić z dziećmi czas, zrobić coś szalonego i zjeść coś pysznego. A co wy zaplanowaliście dla swoich pociech???






wtorek, 12 kwietnia 2016

Muffiny gryczane z buraczkiem i kremem z białej czekolady





Moje dzieci uwielbiają muffinki, bardzo prawdopodobne, że nie tylko moje :) Kiedy pytam co chcieliby, żebym upiekła słyszę niezmiennie: babeczki. Mój syn w porywach fantazji lubi też czasem zażyczyć sobie sernik (dla małej odmiany). Ja też uwielbiam muffinki i uważam że to fantastyczny wynalazek. Osoba,która upiekła je po raz pierwszy powinna dostać kulinarnego Oscara. Czyż nie jest to fantastyczne, że wrzucamy kilka składników do miski, niedbale mieszamy, napełniamy papilotki i już za 30 minut możemy się cieszyć małym, słodkim co nieco? A jeśli do tego zrobimy niezbyt skomplikowany krem i ozdobimy nim babeczki to już szaleństwo i rozpusta...
Może po tym co zaraz napisze uznacie mnie za okropną matkę ale czasem traktuję moje dzieci jak króliki doświadczalne. Moje latorośle niestety są strasznie wybredne i anty-warzywne. Budzi to mój niepokój, ponieważ ja w ich wieku zajmowałam się wyjadaniem malin prosto z krzaczka, zjadaniem wiśni prosto z drzewa, podjadaniem pomidorów z babcinego ogródka. Nie myślcie, że u mnie w domu brakuje warzyw i owoców, wręcz przeciwnie, jest ich zatrzęsienie.Codziennie rano pijemy zdrowe koktajle, lodówka pełna jest zieleniny, niestety moje dzieci wykazują ewidentny brak zainteresowania w tym temacie. Czy któraś z was też tak ma???
Dlatego czuję się usprawiedliwiona tym, że podałam im dzisiaj muffinki upieczone na mące gryczanej i buraczkach. Powiem więcej, wcinały aż trzęsły im się uszy ;). Oczywiście powiem im z czym one były... ale gdy się już skończą  :D
Lubię wprowadzać ich  w osłupienie,że pomimo tych okropnych buraków muffinki był pyszne.
Dziś jest Dzień czekolady więc może i wy zjecie po muffince??? Gwarantuję 100% zadowolenia i minimalne wyrzuty sumienia jeśli akurat jesteście na diecie. Jeżeli pominiecie krem to w zasadzie taka muffinka to samo zdrowie. 
Przepis dołączam do akcji Babki (po)wielkanocne



poniedziałek, 21 września 2015

Gryczane muffinki z dynią oraz polewą z nutelli






Poniedziałek przywitał nas rześkim,żeby nie powiedzieć zimnym powietrzem. Przez okno kuchenne zaglądało piękne słońce,które zwiodło mój instynkt na tyle,że beztrosko ubrałam krótkie spodenki i wybiegłam z Rudziszonkiem na spacer.Jakie było moje zdziwienie gdy poczułam na moich biednych nogach przejmujący chłód. To był najszybszy spacer na świecie. Poratowałam się świeżo zaparzoną herbatą i śniadaniem a zaraz po nim wskoczyłam w bardziej odpowiednie odzienie i pognałam do stadniny. Postanowiłam wykorzystać sprzyjającą aurę i złapać nieco wiatru w kopyta :)
Przywitało mnie rzeczyckie błoto.Po wczorajszej ulewie na padok można się było udać błotnym ślizgiem. Nie spodziewałam się,że w moich kaloszach jestem w stanie kręcić piruety jak w jeździe figurowej na lodzie a jednak. Udało mi się rozprostować kości,dotlenić i naładować akumulatory na nadchodzący tydzień.Po powrocie ze stajni czekało mnie bardzo przyjemne spotkanie z moimi przyjaciółmi z Walii dzięki którym mój język wznosi się na wyżyny lingwistyczne :) Była pyszna herbata,kawa, obiecałam też przygotować coś na słodko.Po wczorajszym intensywnym treningu ( tak,tak postanowiłam zadbać o moją wydolność oddechową) zadecydowałam,że niedziela będzie leniwa. Strugi deszczu i ciężkie chmury upewniły mnie,że podjęłam właściwą decyzję.
Jedyną słuszną w tym wypadku decyzją było przygotowanie muffinek ale nie myślcie,że to były pierwsze lepsze muffinki. Pyszne muffinki gryczane z dynią i toppingiem z nutelli i mascarpone, ich smak kryje się w prostocie, bo często to co proste smakuje nam najlepiej.Przekonałam was?



środa, 20 maja 2015

Amerykańskie inspiracje- marchewkowo gryczane muffiny nadziewane kremem pomarańczowym z polewą klonową






Maj przyszedł jakoś znienacka, niby wyczekiwałam z utęsknieniem na czerwień tulipanów i fiolet bzów a jednak mnie zaskoczył. Chyba dałam się zwieść kapryśnemu kwietniowi, który wodził mnie za nos raz przypiekając słońcem a innym razem rozwiewając włosy i mocząc zimnym deszczem.
Z utęsknieniem wypatrywałam tej eksplozji zieleni aż nagle przyszła i uwierzcie do tej pory nie mogę się nacieszyć zapachami i kolorami wiosny. Za mną wspaniała majówka oraz mnóstwo czasu spędzonego z Rudziszową i Arabellą na zielonym padoku. Nawet Stefan dał się przekonać, że wylegiwanie się na balkonie ma same zalety i wdzięcznie wyciąga grzbiet w stronę słońca. 
Moje menu też nabrało barw, oprócz obowiązkowego porannego szejka w mojej kuchni rozgościły się młode warzywa i pierwsze, pachnące słońcem truskawki.
No tak, a co w takim razie robią tu marchewkowe muffiny??? Jakiś czas temu zobaczyłam na Durszlaku zapowiedź akcji kulinarnej Kuchnia Ameryki Północnej, a że fascynuje mnie ona niezmiernie postanowiłam dołączyć.
Muffiny marchewkowo-gryczane to trochę luźna inspiracja. Postanowiłam połączyć carrot cake z syropem klonowym. Ostatnio nie mam chęci na ciężkie ciasta, postawiłam więc na wydanie mini a żeby nieco ożywić całość muffinki nadziałam kremem pomarańczowym. Polewa jest lekka, z wyraźnym smakiem syropu klonowego. Myślę, że żaden mieszkaniec amerykańskiego kontynentu nie odmówiłby takiemu połączeniu.
Przepis dołączam do akcji Kuchnia Ameryki Północnej