Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babeczki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lipca 2018

Cukiniowe cupcakes z cytrynową bezą włoską




Muzyka towarzyszyła mi od zawsze. Przez kolejne lata swojego życia słuchałam różnych nurtów muzycznych, odkrywałam wykonawców,a jeżeli któryś wybitnie mi się spodobał to słuchałam całej dyskografii. Jestem bardzo niepodatna na sugestie innych osób. Muzykę odkrywam sama, we właściwym czasie. A gdy odpowiedni dźwięk wpadnie w moje ucho, to słucham na okrętkę i ciężko mnie znudzić. Mam bardzo czułe ucho i często wyłapuję muzyczne perełki oglądając filmy i seriale. Jedną z takich perełek jest Agnes Obel. Usłyszałam jej Riverside oglądając jeden z odcinków Grey's anatomy. Dosłownie mnie poraziło, gęsia skórka, momentalna ekscytacja, na pewno wiecie, o czym mówię. Zrobiłam w sieci szybki research, znalazłam obie jej płyty i słucham... do dziś...a Riverside usłyszałam w 2014 roku. Tak to już ze mną jest. Mogę robić przerwy, udawać że już mnie to znudziło ale zawsze wracam do ulubionych wykonawców. Uwielbiam też muzykę filmową. Moich ulubionych kompozytorów rozpoznaję oglądając filmy, wystarczy mi kilka charakterystycznych tonów i już wiem czy to Howard Shore czy Alexander Desplat. Ot, taka moja przypadłość :D
Obecnie na mojej top liście muzycznych fascynacji są polscy wykonawcy: Mrozu, Kortez i Zalewski. Odświeżyłam moją playlistę o utwory z ich ostatnich płyt i słucham, śpiewam, tańczę :)... a przede wszystkim słucham gdy rządzę w kuchni. Kuchnia,ja,mikser i głośnik... tercet doskonały. Mogłabym tak spędzać całe dnie, wymyślać nowe przepisy nucąc "To dobry moment" czy "Na szerokie wody" piekąc nową wersję ciasta szpinakowego albo brownie. Muzyka i kulinaria to dla mnie nierozłączna para. A jak to jest z Wami??? Lubicie sobie ponucić w kuchni???
Podczas jednej z takich sesji upiekłam pyszne muffiny z dodatkiem cukinii. Słuchajcie, to jest niebo w gębie. Oczywiście nie byłabym sobą gdyby zostały takie saute, udekorowałam je cytrynową bezą włoską, którą delikatnie opaliłam dla podkręcenia smaku. 
Efekt jest przepyszny ale jeśli nie lubicie babeczek z kremem możecie je zaserwować solo, wierzcie mi smak się broni doskonale. Na samo wspomnienie o tych babeczkach moje ślinianki zaczęły mocniej pracować. 
Zapraszam Was po przepis na cukiniowe cudeńka :).




na babeczki:

2 jajka
150 ml oleju rzepakowego
150 g startej cukinii
skórka otarta z 1 cytryny
100 ml jogurtu greckiego
100 g cukru trzcinowego
200 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

beza włoska:

4 białka
300 g drobnego cukru
60 ml wody
2 łyżki kisielu cytrynowego w proszku
odrobina żółtego barwnika spożywczego


Przogotuj foremkę na muffinki, wyłóż ją papilotkami (12 sztuk). Jajka ubij krótko cukrem trzcinowym na puszystą masę. Do jajek wlej cienką strużką olej i zmiksuj. Do masy jajecznej dodaj startą cukinię, skórkę otartą z cytryny, jogurt grecki, mąkę oraz sodę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Zmiksuj krótko do połączenia składników. Napełnij ciastem papilotki do 3/4 wysokości. Piecz przez 30 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni do tzw suchego patyczka. Gotowe muffinki wystudź.
Teraz przygotuj bezę włoską.Od 300 g cukru odsyp 1/3 szklanki. 60 ml i resztę cukru umieść w rondelku i doprowadź do wrzenia na bardzo małym ogniu. Od momentu zawrzenia gotuj syrop 2-3 minuty, nie podkręcaj ognia aby uniknąć przypalenia. Syrop powinien być przejrzysty, pełen pęcherzyków powietrza. Gotowy syrop zestaw z ognia. Białka umieść w misie miksera, ubij na sztywno, dodawaj partiami wcześniej odłożony cukier i kisiel cytrynowy. Do ubitych białek wlewaj cienką strużką syrop cukrowy nie przerywając ubijania. Gdy wlejesz cały syrop ubijaj jeszcze białka około 2 minut. Na koniec dodaj barwnik spożywczy i zmiksuj krótko aby kolor się wyrównał.
Bezą napełnij rękaw cukierniczy z końcówką w kształcie otwartej gwiazdy i udekoruj babeczki. Jeśli masz chęć może lekko opalić bezę palnikiem gastronomicznym. Babeczki przechowuj w lodówce.



wtorek, 21 listopada 2017

Muffinkowy teatrzyk "Dziadek do orzechów"- Piernikowe muffiny z kremem speculoos







Teatr to magiczne miejsce, panuje w nim wyjątkowy klimat. Nie wiem czy to przez nastrojowe oświetlenie, czy może przez ciężkie kurtyny skrywające obietnicę przedstawienia. A może ta magia ma miejsce gdy elegancko ubrani zajmujemy wyznaczone miejsca, wsłuchujemy się w dźwięki strojących się smyczków, a dzwonek wzywa ostatnich spóźnialskich i zapowiada początek spektaklu. Światła skierowane są na scenę i nagle przy akompaniamencie smyczków kurtyna się unosi i dajemy się porwać przedstawieniu.  Jednym z takich magicznych spektakli jest Dziadek do orzechów. Myślę,że każdy z nas choć po trosze zna historię drewnianego Dziadka do orzechów, który  w magiczną, świąteczną noc ożywa aby bronić Klary przez Królem Mysz. Balet o tym tytule ilustrowany muzyką Czajkowskiego jest prawdziwą ucztą dla ducha. Fanem baletu można być lub nie ale choć raz warto udać się na takie wydarzenie aby poczuć ten klimat :).
Gdy zobaczyłam w internecie ten uroczy zestaw do przygotowania muffinek od razu postanowiłam go zakupić. Postacie na pikach są przeurocze, a złote papilotki nadają babeczkom świątecznego wyglądu. Pomyślałam,że warto przygotować odpowiednią oprawę i zaaranżowałam domowy teatrzyk. Całość wyszła naprawdę przeuroczo i mam nadzieję,że ta aranżacja spodoba się Wam.
Aby utrzymać świąteczny klimat środek skrywa piernikowe muffinki, które udekorowałam kremem ciasteczkowym. Srebrny brokat to przysłowiowa kropka na "i".  Do tradycyjnego piernika zazwyczaj dodaje się masło ale zamiast niego postanowiłam dodać oleju rzepakowego. Muffinki wyszły mięciutkie, więc i Ty #olejkonwenanse i upiecz piernikowe muffinki na oleju rzepakowym. Jeśli chcesz dowiedzieć się o oleju rzepakowym zajrzyj koniecznie na stronę www.olejkonwenanse.pl




poniedziałek, 24 lipca 2017

Jogurtowe babeczki z czerwoną porzeczką



Lato u mojej babci pachniało owocami. W ogrodzie rósł okazały krzak agrestu, obok niego rozsiadał się co roku rozłożysty rabarbar, za trzema jabłonkami kusił malinowy chruśniak, a przy samym płocie rosły trzy krzaczki czerwonej porzeczki. Jako dziecko nie znosiłam jej kwaśnego smaku, łaskawie akceptowałam czerwona porzeczkę z kompocie gdy była połączona z wiśniami i rabarbarem. Nie tak dawno temu postanowiłam sprawdzić czy nadal tworzę z porzeczką nieudaną parę i dodałam ją do ciasta z budyniową pianką ---->klik .Ciasto zniknęło w rekordowym tempie, a ja zachęcona tym wspaniałym smakiem zrobiłam jeszcze konfiturę z czerwonej porzeczki. Ta także zniknęła szybko rozsmarowana na ciepłej jeszcze drożdżówce. 
W tym roku nie mogłam się doczekać kiedy porzeczki pojawią się na targu. Dodałam je do kilku pysznych deserów,a jako pierwsze przedstawiam Wam jogurtowe babeczki z czerwoną porzeczką.
Zanim jednak zostawię Was z przepisem opowiem Wam jeszcze jak mój pies stał się najpopularniejszym hasiorem w Bieszczadach.
Ostatni post pisałam dla Was z Bystrego. Wybraliśmy się na weekendowy wypad i oczywiście postanowiliśmy zabrać ze sobą Angel aby poznała bieszczadzką przyrodę. Pierwszego dnia wybraliśmy się do Polańczyka na kajaki tzn. ja zostałam na kocyku z książką i Angel, i uprawiałyśmy chill out a reszta grupy zajęła się kajakowaniem. Wieczorem na tarasie naszego domku zrobiliśmy bbq, Angel padnięta po dniu pełnym nowych wrażeń drzemała przy moich nogach. W okolicach ósmej wieczorem podczas załatwiania potrzeb doczesnych wpadła w taką euforię, że kręcąc młynki dookoła domku postanowiła dać nura przez płot i poszukać przygody. Na nasze gwizdy i wołania nawet nie raczyła przekręcić ucha. Sforsowałam drut kolczasty w ogrodzeniu i wołałam ją na skraju lasu. Nie odważyłam się wejść w tą gęstwinę bo panowały tam egipskie ciemności. Czuwaliśmy długo i wołaliśmy na zmianę ale nasz hasior przepadł. Rano przygotowaliśmy ogłoszenia i w leżącym w bliskim sąsiedztwie ośrodku wydrukowaliśmy je. Zakleiliśmy wszystkie przystanki, sklepy i tablice ogłoszeniowe w promieniu 30 km od Bystrego. Odwiedziliśmy stadniny, rozpuściliśmy info wśród sąsiadów, poruszyliśmy media społecznościowe, bez większego skutku. W głowie kołatała się myśl, że lasy pełne są tu dzikich zwierząt, a także sideł zastawianych przez kłusowników. Wiedziałam też,że nasz hasior jest pięknym psem i ktoś, kto ją znajdzie niekoniecznie będzie mógł chcieć nam ją oddać. 
W niedzielny poranek zaczynałam godzić się z tym,że będziemy musieli wrócić do domu sami... aż do telefonu, który poderwał nas przed południem. Oto przewodnik z ośrodka zabrał gości na spacer do Przełęczy Żebraka. Kogo spotkali po drodze??? Otóż przy drodze odpoczywała Angel. Przewodnik widział ogłoszenie przyklejone przez nas w ośrodku, toteż od razu poznał naszą gwiazdę, która bez większych oporów dała się złapać oraz nakarmić. Oczywiście na nasz widok zerwała się z dziką radością, zdaje się, że zdążyła zatęsknić.... czy uciekłaby po raz drugi??? Myślę, że TAK i to bez wahania. Hasiory już tak mają. Nasza przygoda na szczęście zakończyła się happy endem.
Zdążyliście zgłodnieć??? Zapraszam na babeczki :)







piątek, 31 marca 2017

Amerykańskie inspiracje- obłędnie pyszne babeczki banana split





Każdy z nas na pewno zna choć jeden dowcip o blondynkach. Białogłowy z założenia są bardzo atrakcyjne i  z założenia nie grzeszą rozumem. Jak to się stało,że szatynka zawstydziła blondynkę??? Już opowiadam. Otóż moi drodzy, rok temu dostałam od mojej drugiej połowicy wspaniały sprzęt, a mianowicie food procesor (nazwę firmy pominę). Był to spontaniczny zakup, wielka niespodzianka dla mnie ale i również wielka radość. Różnego rodzaju przystawki, mieszadła i dzbanek do robienia koktajli. Ten ostatni grzecznie leżał w szafce, gdyż używałam nieco większego blendera kielichowego. Ten spisywał się cudnie, do momentu w którym zaraz po wyjęciu dzbanka ze zmywarki postanowiłam zrobić sobie kawę mrożoną. Wlałam zimne mleko do dzbanka, usłyszałam charakterystyczne trach!!! i nauczyłam się,że zimnego mleka nie nalewa się do rozgrzanego dzbanka.
Dobry humor jednak mnie nie opuszczał, przecież miałam jeszcze mój super dzbanek, który mogę podpiąć do food procesora. Szybko zamontowałam cudo i na sucho przekręciłam gałkę aby sprawdzić czy montaż się udał. Gałka zaczęła migotać na czerwono a ostrza pozostały nieruchome. Pierwsza próba, druga, trzecia, po trzeciej soczysta wiązanka na temat tego badziewia. Telefon do serwisu, a potem rozmowa z moim M. że koniecznie musimy odwieźć to badziewie do sklepu i niech naprawiają. Trochę czasu minęło, a ja nauczyłam się robić kawę mrożona ręcznym blenderem.
Aż tu kilka dni temu w moje ręce wpadła atrakcyjna gazetka z Lidla,a w niej blender kielichowy, identyczny jak mój poprzedni tylko w jeszcze ładniejszym kolorze. Pokazałam więc M. że to jest to czego potrzebuję. M. chyba w przypływie mocy zażądał dzbanka i zaczął oględziny. Pooglądał dzbanek, po czym zażyczył sobie pokrywkę. Po co mu ta pokrywka???? Założył pokrywkę na dzbanek, dzbanek zapiął do sprzętu, przekręcił gałkę i.... ostrza wydały zgrzyt i zaczęły pracę.
Okazało się,że w dzbanku jest czujnik, który wskazuje na to czy jest otwarty i dopóki nie jest przykryty to sprzęt jest zablokowany aby zapewne uniknąć rozchlapania miksowanej zawartości po ścianach kuchni. Prawda,że genialne??? Przez chwilę poczułam się jak rasowa blondynka, za to chwilę potem zaśmiewaliśmy się już z całej tej sytuacji. Oczywiście za "naprawę" podziękowałam :D
Wystarczy tych śmiechów, czas na konkrety. Dziś mam dla Was babeczki inspirowane amerykańskim deserem banana split. Na blogu jest już kilka propozycji inspirowanych tym deserem --> klik .
Babeczki nie wymagają pieczenia, smakują obłędnie, przyznaję się bez bicia,że wciągnęłam dwie.
Przepis dołączam rzutem na taśmę do akcji kulinarnej: "Kuchnia Ameryki Północnej".


czwartek, 5 stycznia 2017

Babeczki Winter Wonderland




Przyszła zima, hm... Ameryki nie odkryłam, w końcu mamy styczeń. Jednak ostatnie kilka lat, kiedy to zimę można było obserwować tylko na widokówkach oraz w miarę ciepły grudzień, jej nadejście jest dla mnie zaskoczeniem. Z jednej strony wyniosłabym się w tropiki i przeczekała okres zakładania grubej kurtki i ciężkich butów, wszędobylskiego błota i ton piasku wnoszonych do domu pod butami, o skrobaniu samochodowych szyb nawet nie wspomnę. Z drugiej jednak, gdy zaczyna padać śnieg, czuję się jakbym trafiła do baśniowej krainy. Delikatne, białe płatki wirujące w powietrzu budzą mój niemy zachwyt. Mogłabym się wpatrywać godzinami w ten spektakl i nigdy by mi się on nie znudził. Powolutku wracam do zdrowia, po chorobie,która rozłożyła mnie na łopatki, skutecznie przykuwając do łóżka na dobry tydzień. Choć nie znoszę chorowania to ma to swoje plusy w możliwości nadrobieniu zaległości filmowych i książkowych. Tym razem były to zaległości serialowe i dzięki chorobie skończyłam oglądać Supernatural, moi drodzy 12 sezonów serialu o łowcach to nie byle co ;) Anioły, demony, lewiatany, czuję się specem od spraw nadprzyrodzonych. Choć choróbsko jeszcze całkiem mnie nie opuściło zaczynam odczuwać już skutki zbyt długiego przebywania w domu. A mianowicie zaczyna mnie nosić. Brak aktywności fizycznej w moim przypadku grozi gromadzeniem zbyt dużych pokładów energii. Póki co znajduje ona ujście tylko w kuchni, bo zarówno rower jak i jazda konna pozostają w sferze marzeń. Po cichutku liczę,że zima szybko odpuści a Was zapraszam na babeczki, które swoim wyglądem idealnie wpasują się w zimowy klimat. Winter Wonderland czyli Zimowa Kraina to było moje pierwsze skojarzenie kiedy zobaczyłam efekt końcowy, stąd nazwa.
Przepis dołączam do akcji Wypieczone Święta- Boże Narodzenie 2016.




środa, 14 grudnia 2016

Makowe babeczki z kremem Bailey's




Nie wiem czy to mój sposób postrzegania, czy też faktycznie Grudzień kończy się szybciej niż pozostałe miesiące??? Ledwo zerwał pierwszą kartkę w kalendarzu a tu nagle okazuje się,że za 10 dni Wigilia. Właściwie to nie mam zwyczaju wpadać w panikę przedświąteczną ale ostatnio ciągle towarzyszy mi poczucie,że z czymś nie zdążę. Tylko z czym??? Mieszkanie mam wypucowane na wysoki połysk (największa chyba zaleta remontu), lista prezentów wyklarowana i częściowo zrealizowana, świąteczne menu ustalone. Może to ten gorączkowy pęd ku końcowi roku powoduje,że każdy z nas odczuwa lekki niepokój??? Dziś Grudzień odsłonił swoje białe oblicze i sypnął śniegiem, za oknem od razu zrobiło się jaśniej, pomimo krótkich zimowych dni i szybko zapadających ciemności. A co będzie dalej? Czas pokaże.
Dziś mam dla was przepis na makowe babeczki, babeczki które smakują świętami. Mak, orzechy włoskie, kropelka likieru Bailey's w kremie i voila, przepis na pyszny deser gotowy. Babeczki są łatwe w wykonaniu i praktycznie możliwość,że coś pójdzie nie tak jest bliska zeru. Koniecznie przetestujcie ten przepis w te zimowe dni :)


piątek, 11 lipca 2014

Jagodowe love,babeczki & wakacje




Wraz z początkiem lipca zaczyna się wysyp moich ulubionych owoców: jagód,jeżyn oraz malin. Jest to dla mnie kwintesencja smaków i aromatów lata. Od dawien dawna w mojej rodzinie jagody gościły głównie zamknięte w smakowitych pierożkach ,zapieczone z ciastem ucieranym lub zmiksowane w koktajlu.
Przy okazji jednej z kulinarnych akcji,w której brałam udział udało mi się zakupić galaretkę jagodową,reszta wymyśliła się sama. Późną lipcową, gorącą nocą wypiekłam kruche babeczki a nazajutrz napełniłam je frużeliną zrobioną z leśnych jagód a wierzch udekorowałam bezą szwajcarską o smaku jagodowym.
Czy brzmi dostatecznie zachęcająco??? Spróbujcie sami.
Przepis dołączam do akcji 'Słodkie jagodowe lato'

czwartek, 30 stycznia 2014

Babeczki banofee pie


Brr... dziś jest tak zimno,że nie mam ochoty wynurzać się spod kołdry.Wiatr wyje wściekle za oknem a jego podmuchy wzbijają tumany śniegu.Właściwie to tylko Rudziszonka nie wzrusza ta pogoda, rankiem beztrosko maszerowała wśród tej zawieruchy.Pomyślałam, że muszę przełamać tą kiepską pogodę czymś niepoprawnie słodkim.Jakiś czas temu wpadło mi do głowy,żeby tradycyjny angielski banofee pie zaserwować w wersji mini.Nie zastanawiałam się długo,zagniotłam ciasto,upiekłam babeczki i szybko wypełniłam je tymi wspaniałościami,które tradycyjnie skrywa banofee pie.Oczywiście dwie pierwsze babeczki musiałam przetestować osobiście,tak na wszelki wypadek musiałam się upewnić czy aby na pewno są pyszne.Nie pomyliłam się :), jeśli macie chęć na babeczkę,słodko ociekającą karmelem, z bananowymi krążkami,czapą bitej śmietany i wiórkami z mlecznej czekolady to jest propozycja dla was.


czwartek, 20 czerwca 2013

Czeko-babeczki i krem z białej czekolady





Ciepło,cieplej,gorąco!!! Lato zawitało do nas,raczy nas słońcem,rozleniwia moje kulinarne ja.Dlatego dziś zapraszam was na małe co nieco,które nie wymaga pieczenia a zrobić je można od niechcenia.Tak jak lubię szybko,bez zbędnego wysiłku za to efekt prze pyszny :).Czekoladowe babeczki wypełnione nadzieniem z białej czekolady na bazie serka mascarpone oraz udekorowane tym co akurat miałam pod ręką.Moje łasuchy zgodnie okrzyknęły te babeczki najlepszymi jakie dla nich kiedykolwiek przygotowałam.Zapraszam do łasuchowania :)


składniki:

125 g roztopionego masła
200 g pełnoziarnistych herbatników
2 łyżki kakao

nadzienie:

100 g białej czekolady
250 g serka mascarpone

dekoracja:

czereśnie
czekoladowe perełki



Zacznijmy od przygotowania babeczek.W misce blendera zmiel herbatniki.Dodaj do nich roztopione masło oraz kakao.Dokładnie wymieszaj,w efekcie uzyskasz okruchy o konsystencji mokrego piasku.Wyklej okruchami foremki na babeczki.Zrób to dokładnie aby babeczki nie rozrywały się i były kształtne.Gotowe foremki ułóż na tacy i wsuń na 30 min. do zamrażarki.Po tym czasie wyjmij babeczki,odczekaj 5-10 minut i delikatnie wyjmij je z foremek.Babeczki włóż do lodówki.
Teraz przygotuj nadzienie.Białą czekoladę roztop w kąpieli wodnej,dodaj do niej serek mascarpone. Pamiętaj aby serek miał temperaturę pokojową.Wymieszaj dokładnie i wstaw na 15 minut do lodówki aby krem lekko stężał.Gotowym kremem napełnij babeczki,udekoruj je czereśniami oraz czekoladowymi perełkami.Jeśli nie zjesz ze swoimi łasuchami wszystkich,przechowuj je w lodówce gdy lubią zimno.
Z podanej porcji otrzymasz 15-16 babeczek.





poniedziałek, 20 maja 2013

Kruche babeczki z nadzieniem wiśniowo-czekoladowym




Uwielbiam wiśnie,ich cierpko-słodki smak i to jak się do mnie uśmiechają swoimi rubinowymi oczętami.Niestety na sezon wiśniowy muszę jeszcze trochę poczekać.Wczoraj miałam chęć na deser o smaku wiśniowym,mój wybór padł na kruche babeczki.Postanowiłam je nadziać konfiturą wiśniową i zwieńczyć kremem czekoladowym.Wyszło wybornie,przypomniałam sobie smak i zapach lata.
Najbardziej czasochłonne jest przygotowanie kruchych spodów,później to już fraszka.Zapraszam do kuchni :)


Składniki:

100 g masła
2 żółtka
2 szklanki mąki pszennej
3-4 łyżki bardzo zimnej wody
3 łyżki cukru pudru

nadzienie:

200 g konfitury wiśniowej
200 g masła
100 g mlecznej czekolady
50 g deserowej czekolady

migdały w płatkach
wisienki kandyzowane



Składniki przeznaczone na ciasto zagnieć szybko,ciasto zawiń w folię spożywczą i schładzaj przez minimum godzinę.Po tym czasie odrywaj kawałki ciasta i wylep nimi foremki na babeczki.Każdą babeczkę nakłuj widelcem.Piecz przez 20-30 minut w temperaturze 160 stopni.Z podanych składników otrzymałam 18 babeczek.Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej,lekko przestudź,dodaj do niej miękkie masło w kawałkach,dokładnie wymieszaj.Masę schłódź na tyle aby można ją wyciskać przez rękaw(15-20 min. w lodówce).Babeczki ułóż na tacy,do każdej nałóż po łyżeczce konfitury.Następnie udekoruj schłodzonym kremem czekoladowym.Wierzch udekoruj płatkami migdałowymi oraz wisienką kandyzowaną.Babeczki przechowuj w lodówce.




niedziela, 7 kwietnia 2013

Truskawkowe ślicznotki






Zbliża się pora niedzielnej popołudniowej herbaty.Na moim stole goszczą dziś truskawkowe ślicznotki,czyli kruche babeczki wypełnione limonkowym kremem i zwieńczone truskawką.Cóż tu pisać mmm są pyszne,przetestowaliśmy je w południe i ciężko było się im oprzeć.Obudziły we mnie tęsknotę za wiosną,za kolorami i za sezonem truskawkowym.Słońce wychyliło się zza chmur,daje nadzieję na poprawę pogody.
Wiosna tuż,tuż a tymczasem zapraszam na babeczkę.


Składniki:

1/2 kostki zimnego masła
1 szklanka mąki pszennej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
1/3 szklanki cukru pudru
4 żółtka

krem:

100 ml słodkiej śmietanki 30%
125 g serka mascarpone
1/3 szklanki cukru pudru
sok wyciśnięty z 1 limonki

10-12 truskawek



Zaczniemy od przygotowania babeczek.Zimno masło posiekaj,dodaj cukier,obie mąki oraz żółtka.Szybko zagnieć kruche ciasto.Jeżeli jest mało zwięzłe dodaj 2-3 łyżki zimnej wody.Owiń ciasto folią spożywczą,włóż na 1-2 godziny do lodówki.Po tym czasie wyciąg ciasto z lodówki,odrywaj małe kulki i wylep nimi foremki na babeczki.Każdą babeczkę nakłuj widelcem.Piecz w temperaturze 160 stopni przez 20-30 minut do momentu gdy ciasto nabierze złotego koloru.Z podanych składników otrzymasz około 20 babeczek.
Śmietankę ubij na sztywno z cukrem pudrem,dodaj serek mascarpone i sok z limonki,miksuj dokładnie.
Gotowy krem przełóż do rękawa z końcówką w kształcie gwiazdki,napełnij nim każdą babeczkę.
Truskawki opłucz,pokrój na połówki i udekoruj nimi każdą babeczkę.



poniedziałek, 1 kwietnia 2013

'Twix' babeczki





Dziś jeszcze jedna świąteczna propozycja.Kruche ciasto,karmelowe nadzienie,czekolada.Uwielbiam batoniki Twix,na pomysł zrobienia babeczek Twixopodobnych wpadłam przypadkowo.Mam w domu spody do kruchych babeczek.Zazwyczaj gdy piekę kruche ciasto, wykorzystuję skrawki z ciasta i wypiekam z nich kruche babeczki.Przechowywane w zamkniętym pojemniku długo zachowują świeżość.Wczoraj robiłam nadzienie krówkowe do mazurka i pomyślałam "czemu nie".Nadziałam nim babeczki a wierzch zwieńczyłam czekoladą.Efekt hm pyszny :) ale bardzo słodki.Zapraszam na babeczki..


składniki:

kruche ciasto

90 g zimnego masła
4 żółtka
1 szklanka mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
1-2 łyżki zimnej wody

nadzienie:

300 g krówek
100 ml słodkiej śmietanki 30%
1 łyżka miękkiego masła

wierzch:

100 g deserowej czekolady
100 g mlecznej czekolady
200 ml słodkiej śmietanki 30%

kolorowa posypka



Jeśli nie masz gotowych kruchych spodów zacznij od ich przygotowania.Zimne masło posiekaj,dodaj żółtka obie mąki.Szybko zagnieć ciasto.Jeśli ciasto jest mało zwięzłe dodaj 1-2 łyżki zimnej wody.Gotowe ciasto owiń w folię spożywczą,włóż do lodówki na 1 godzinę.Natłuść foremki na babeczki.Od ciasta odrywaj kulki i wylepiaj nimi foremki.Każdą babeczkę nakłuj widelcem.Babeczki piecz w temp. 160-170 stopni.Z podanych składników otrzymasz około 20 sztuk.
Krówki i śmietankę podgrzej w rondelku do całkowitego wymieszania się składników.Nie musisz gotować tej masy.Przestudź ją lekko,wmieszaj łyżkę masła.Jeszcze ciepłą masą nadziewaj babeczki.
Obie czekolady oraz śmietankę podgrzej w rondelku.Wymieszaj tak aby składniki się połączyły.Ta masa również nie wymaga gotowania.Wystudź masę czekoladową,aby udekorować nią babeczki masa musi być zimna. Dekoruj babeczki z pomocą rękawa z końcówką w kształcie gwiazdki.Gotowe babeczki obsyp posypką.