czwartek, 7 września 2017

Five o'clock w podróży- Welcome to Florida



8 Września 2016 o godzinie 21:00 nasz samolot wylądował w Orlando na Florydzie. Po uśmiechu celnika, rutynowym "Welcome to United States" i pieczątce wiedzieliśmy, że jesteśmy w tej grze :)
Wyszliśmy z hali przylotów i udaliśmy się po samochód, który czekał już na nas w wypożyczalni. Od razu zwróciłam uwagę na bujną roślinność i parne, rozgrzane powietrze.
Zapakowaliśmy się w naszego vana z liczbie sztuk 12 i ruszyliśmy do Fort Lauderdale. Nie była to łatwa podróż, wszyscy byliśmy zmęczeni długim lotem, a do tego byliśmy ściśnięci jak śledzie w beczce bo podróżowaliśmy z naszymi bagażami. No ale czego się nie robi dla przeżycia przygody...
Trzy godziny później dotarliśmy na miejsce. Nie obyło się jednak bez przygód, bo nasza nawigacja nijak nie chciała nas doprowadzić do celu. Kluczyliśmy ulicami ,zawracaliśmy ale nijak nie mogliśmy trafić na 2325 Mariner Drive. Zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej aby zapytać o wskazówki i tu otrzymaliśmy pomoc. Bardzo sympatyczny police officer zaofiarował się, że nas podwiezie na miejsce, bo to całkiem blisko i żaden kłopot. Wsiedliśmy więc i za rozświetlonym kogutami radiowozem dojechaliśmy pod nasz domek. Tam czekali już na nas znajomi z NY bądź co bądź lekko zaskoczeni policyjną eskortą ;)


(nasza miejscówka 2325 Mariner Drive )


I tu właśnie zaczyna się nasza amerykańska przygoda. Domek marzenie, z basenem, klimatyzacją (wiadome) stołem bilardowym idealny na weekendowy wypoczynek. Powitalne party nieco się przedłużyło do wczesnych godzin porannych, a dla niektórych trwało w zasadzie nieprzerwanie 3 dni :)
Już pierwszego wieczoru dowiedziałam się co to jest "ucho" , zobaczyłam cyrkowe wyczyny nad basenem, a także wschód słońca przy szumie palm. 
Po skandalicznie krótkim śnie przyszedł czas na rekonesans, oczywiście dla chętnych. Zrobiliśmy mały shopping,bo w planach był bbq, zajrzeliśmy do Chipotle na burrito i pokręciliśmy się trochę po dzielni. Co wytrwalsi zaliczyli bladym świtem wizytę na plaży, mnie niestety nie udało się dobudzić ;)
Fort Lauderdale nazywany jest Wenecją Ameryki i nie bez kozery, bo miasto jest poprzecinane kanałami o łącznej długości ponad 300 mil. Miasto pełne jest portów, marin oraz wodnych taksówek. W piątkowe popołudnie udaliśmy się na jedną z takich wycieczek. Water taxi zabrało nas na wycieczkę po New River. Z naszej łódki mogliśmy podziwiać wspaniałe rezydencje ciągnące się po obu brzegach rzeki i wierzcie mi było na co popatrzeć. Piękne domy, bujne palmy, prywatne przystanie dla jachtów , ciężko było oderwać oczy od tych widoków. Mieliśmy możliwość wysłuchania różnych historii związanych związanych z miastem, wodnymi taksówkami oraz milionerami zamieszkującymi Fort Lauderdale, którymi raczył nas jeden ze sterników.
Po powrocie z water taxi czekały nas steki i ciąg dalszy Floryda party.


(Water taxi)


W sobotę we wczesnych godzinach przedpołudniowych wyruszyliśmy do Miami. Zaopatrzyliśmy się w ręczniki, krem z filtrem oraz napoje chłodzące na drogę ;)
Miami powitało nas słońcem i skwarem. Nie czyniliśmy mocnych planów na zwiedzanie. Pierwszy weekend w Stanach postanowiliśmy przeznaczyć na relaks. Nasze kroki skierowaliśmy na Lincoln Road, która doprowadziła nas na Miami South Beach. Ocean, plaża, mewy, budki ratowników to wszystko sprawiło, że zaparło mi dech w piersiach. Tu było po prostu pięknie, wymarzone miejsce na plażing. Pomimo, że to był Wrzesień upał nie pozwalał za długo leżeć na ręczniku. Postanowiłam, że schłodzę się w oceanie. Jakie było moje zdziwienie gdy woda okazała się być ciepła jak w kąpieli i tak przeraźliwie słona, że od razu poczułam wszystkie otarcia na stopie, których nabawiłam się przez chropowate dno basenu. Pomimo temperatury i zasolenia z przyjemnością oddałam się kąpieli. Fale kołysały cudnie, nad moją głową unosiły się albatrosy, nieco dalej słychać było krzyki mew. To było cudowne popołudnie. Miami South Beach jest idealnie przygotowane na turystów, plażowe bary serwują cudnie chłodzące drinki, można skorzystać z darmowych pryszniców i spłukać z siebie oceaniczną sól, można wylegiwać się w hamakach w cieniu palm lub rozsiąść się po wiatrakami, które rozpylają chłodzącą wodną mgiełkę.
Po intensywnym plażingu udaliśmy się na spacer wzdłuż plaży i skierowaliśmy się na tętniącą życiem Ocean's Drive. Ocean's Drive to jedna z najpopularniejszych ulic Miami. Pełna jest świetnych restauracji i knajpek, sklepów z pamiątkami i przede wszystkim pełna ludzi. Zobaczycie tu Miami Style, Latynoski o bujnych kształtach ubrane kuse spodenki z barwnymi tipsami i sztucznymi rzęsami. Zobaczycie tu Czarnoskórych chłopców obwieszonych złotymi łańcuchami, wożących się odjechanymi furami oraz ich towarzyszki skąpo odziane i również obwieszone biżuterią. Tu zobaczycie złote Chevrolety, czerwone Porsche, Mustangi cabrio. Na Ocean's drive spróbujecie owoców morza, wypijcie drinka w rozmiarze XXL. Tu króluje przepych i bogactwo, ulica tętni życiem od świtu do zmierzchu.
Tu zatrzymaliśmy się w knajpce serwującej pyszne makarony i każdy mógł poznać przysmaki miejscowej kuchni.
Na koniec wizyty w Miami czekała mnie niespodzianka, w drogę powrotną pojechałam jako pasażerka Mustanga Cabrio i po drodze miałam szansę poznać wszystkie aspekty podróżowania kabrioletem, od rozwianych włosów po ulewę, która pojawiła się znikąd i zdążyła nas porządnie zmoczyć zanim dach naszego rumaka się złożył :D :D :D Oczywiście przeżycie zaliczam do bardzo udanych.


(Miami South Beach)







(Ocean's Drive)


W sobotni wieczór zwolniliśmy nieco tempo, no może nie wszyscy z nas, ja uskuteczniłam zimne drinki pod palmą nad basenem i chillout.
W niedzielę wybraliśmy się na lokalną plażę, dużo cichszą niż gwarna South Beach. Rozłożyliśmy się w cieniu palmy, ja od razu dałam nura do oceanu. Tu ocean nie był tak nagrzany jak w Miami ale woda wciąż była ciepła. Spędziliśmy tu cudne przedpołudnie,a po powrocie czekało nas pakowanie.
Po uściskach i pożegnaniach z nowojorskimi przyjaciółmi ruszyliśmy w trasę na spotkanie z Ameryką :).
Floryda oczarowała mnie swoim klimatem. Palmy, piaszczyste plaże, ciepły ocean, tętniące życiem ulice, zrelaksowani ludzie. To miejsce, które odwiedziłabym bez zastanowienia kolejny raz.




1 komentarz:

  1. Super wspomnienia! I życzę Ci, żebyś jeszcze tam wróciła :)

    OdpowiedzUsuń