wtorek, 17 stycznia 2017

Five o'clock w podróży, Upper Antelope Canyon


Gdy dotarliśmy do Page w Arizonie, popołudniowy skwar osiągnął zenit. Zdążyłam się już przyzwyczaić do nagrzanego, suchego powietrza w Arizonie choć w dalszym ciągu wyjście z dobrze klimatyzowanego samochodu i zetknięcie z żarem Arizony wywoływało lekki szok temperaturowy. Ten dzień był dla nas męczący. Ranek i wczesne godziny popołudniowe poświęciliśmy na odwiedzenie Grand Canyon i Horseshoe Bend ---> klik a już o 17 mieliśmy stawić się w Page aby stamtąd wyruszyć do Kanionu Antylopy. Rezerwacji dokonaliśmy miesiąc wcześniej i na dzień,w którym chcieliśmy zobaczyć kanion miejsca rozeszły się bardzo szybko. Przed wyjazdem do kanionu udało się nam zakupić pamiątkowe magnesy i nieco odświeżyć po intensywnym dniu. Punkt 17 sympatyczny przedstawiciel plemienia Navajo przywołał nas i zapakował na swojego pikapa. Ruszyliśmy z naszym przewodnikiem, kołysząc się na pace naszego pojazdu,a gorący wiatr rozwiewał mi włosy i wzbijał raz po raz tumany piachu i kurzu. 
Kanion Antylopy jest położony w pd-zach części stanu Arizona i dzieli się na dwie części: górną i dolną. Ze względu na napięty grafik zwiedzania udało nam się podziwiać uroki tylko górnej części kanionu. Kanion Antylopy powstawał przez miliony lat na skutek wymywania piaskowca przez powodzie błyskawiczne. Wygładzoną powierzchnię skał kanion zawdzięcza okresowemu zalewaniu wodą opadową tworzącą silny potok płynący ku rzece Kolorado. Kanion można odwiedzić tylko z przewodnikiem. W ostatnich latach odnotowano kilka wypadków śmiertelnych, stąd ze względów bezpieczeństwa zabroniono samotnych wypraw do kanionu. A dlaczego kanion jest niebezpieczny??? Kanion położony jest na pustyni i podczas ulewnych deszczy poziom wody podnosi się w nim bardzo szybko nawet do kilku metrów i tym samym powoduje zagrożenie dla osób znajdujących się w nim.
Nie zmienia to jednak faktu, że jest to jedno z najchętniej odwiedzanych i fotografowanych miejsc w Arizonie, a także jedno z najbardziej urokliwych miejsc. Woda wyżłobiła w skałach fantastyczne kształty i wzory, do tego ściany kanionu mienią się różnymi barwami.
Gdy dotarliśmy na miejsce nasz przewodnik przybliżył nam nieco genezę powstania kanionu i zademonstrował jak woda w kontakcie z piaskiem zmienia go w twardą bryłę. Po teorii przyszedł czas na praktykę. Gdy weszliśmy w szczelinę w ścianie kanionu naszym oczom ukazały się fantastycznie wyżłobione ściany kanionu. Nie widziałam drugiego tak urokliwego miejsca podczas naszej podróży. Przewodnik pokazał nam jak za pomocą ustawień w aparatach i telefonach wydobyć ładne kolory. ISO oraz balans bieli powodują, że ściany kanionu stają się soczyście pomarańczowe, choć w rzeczywistości te kolory bardziej zbliżają się do ciemno ceglastego. Prowadząc nas wgłąb kanionu przewodnik pokazał nam ciekawe miejsca gdzie można zrobić efektowną fotkę, a także korzystając z własnego telefonu pokazał zdjęcia kilku sław, które odwiedził kanion. Po drodze mijaliśmy inne grupy odwiedzających, na szczęście nie były to duże grupy i każdy miał szansę pstryknąć sobie fotkę bez niechcianego tła. Oświetlenie w kanionie zmienia w trakcie wchodzenia w jego głąb, w zależności od układu skał znajdziecie w nim miejsca mocno i słabo oświetlone. Każde z nich ukazuje jego naturalne piękno. Ja także miałam szansę popisać się swoimi dwiema lewymi nogami i chcąc sobie skrócić drogę dałam nura pod załomem nie zauważając że zaraz zanim jest kolejny, niższy. Wynikiem tego był efektowny orzeł, którego wywinęłam, obdzierając sobie przy tym do krwi łydkę oraz dłoń. Blizna do dziś "zdobi" moją nogę. M.  skwitował to krótko, że można się było tego po mnie spodziewać, a także wyraził swoja aprobatę z tego, że nie wybiłam sobie zębów ;).
Po przejściu całej długości kanionu mieliśmy chwilkę na zrobienie fotek z drugiej strony szczeliny i zaraz później znów zagłębiliśmy się w czeluści kanionu aby wrócić do Page.
Muszę wyznać,że w pierwszym odruchu czułam niejakie rozczarowanie. Nigdy nie wgłębiałam się w informacje o kanionie i znałam go tylko z pięknych zdjęć z internetu, do których wzdychałam. Wyobraźcie sobie moją minę gdy soczysty pomarańcz zobaczyłam dopiero przy użyciu aparatu. Natomiast pomijając ten drobiazg Kanion Antylopy to miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia. Jego różnorodność, piękne formacje skalne, a także możliwość przejścia pomiędzy jego ścianami funduje niezapomniane wrażenia. 
Nieco zmęczeni ale z głowami pełnymi wrażeń zapakowaliśmy się do naszego pikapa i wróciliśmy do Page, gdzie trafiliśmy do knajpki serwującej jedzenie nie z tej ziemi, czyli do Big John's ---> klik

 
( King Kong)

(Eagle)















1 komentarz:

  1. Patrząc na te zdjęcia, przypomniał mi się film 127 godzin;)

    OdpowiedzUsuń