poniedziałek, 13 maja 2019

Pudding chia na mleku migdałowym ze smoothie z mango i banana



Lubię poranki, moment gdy wschodzące słońce wdziera się do sypialni spomiędzy zasłon. Zazwyczaj to te promienie mnie budzą, nie dźwięk budzika. Niespiesznie się przeciągam i jeszcze na chwilę wtulam w ciepłe plecy obok mnie. Mam czas żeby zebrać myśli, zaplanować codzienne zajęcia, czas na bliskość. Uwielbiam te chwile, gdy jeszcze przez parę minut można zwlekać ze wstaniem. 
Oczywiście nieodzownym punktem każdego poranka jest śniadanie, wspólne, smaczne, z pyszną herbatą. Lubię, gdy śniadanie jest zdrowe, kolorowe i daje energię na cały dzień. Często zmieniam menu śniadaniowe ale mamy w nim ulubione pozycje. Szakszuka, jajecznica ze świeżym szpinakiem, pudding z chia. 
Chia należało do produktów, do których jakoś nie mogłam się przekonać. Czarne ziarenka, które po namoczeniu wyglądają jak żabki skrzek. Okropieństwo... ale gdy na jednym z planów zdjęciowych pojawił się pudding z chia, postanowiłam spróbować.
Spróbowałam i po powrocie do domu zakupiłam całe opakowanie. Poczytałam również o dobroczynnym wpływie ziarenek szałwii hiszpańskiej na nasze zdrowie. Chia jest niskokaloryczne, zawiera dużo wapna i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Jest skarbnicą błonnika i świetnie syci.
Lista jest długa. Pudding z chia na stałe wpisał się w Nasze śniadaniowe menu.
Można namaczać ja w zwykłym mleku, natomiast ja wolę opcję z mlekiem roślinnym. Dzięki temu mogę dłużej przechowywać pudding w lodówce. 
Dziś zapraszam Was na pudding chia ze smoothie z mango i banana. Pyszotka. Polecam, spróbujcie koniecznie.



wtorek, 30 kwietnia 2019

Wiosenna zupa krem z pomidorów i truskawek



Majówka zbliża się wielkimi krokami. Wielkimi, deszczowymi krokami... trzeba dodać. Po długim okresie suchego i dość chłodnego przedwiośnia z wielką radością powitałam ciepłe dni. Nie nacieszyłam się nimi jednak zbyt długo, gdyż od soboty w tej części Podkarpacia deszcz postanowił nadrobić braki z ostatniego kwartału.
No trudno, pogoda jest, jaka jest. Nie mam zbyt wielkiego wpływu na nią, więc skupiam się na tym, na co mogę mieć wpływ. 
Poczułam wiosnę już jakiś czas temu. W menu zaczęły gościć nowalijki, smoothie, lekkie zupy krem.
Z przyjemnością przerzuciłam moje menu na wiosenne tory. Dziś podzielę się z Wami moim najświeższym odkryciem, zupą krem z pomidorów i truskawek.
Duet pomidor+truskawka idealnie ze sobą koreluje. Dodatki w postaci miodu, octu balsamicznego i bazylii podkręcają smak zupy i dodają mu głębi.
Przepis dołączam do durszlakowej akcji "Koncentrat pomidorowy Pudliszki do wielu dań"





środa, 17 kwietnia 2019

Babka z kawą Inka i kawową polewą



Wielkanoc tuż,tuż. Wiosna wciąż kaprysi, choć to już nie marzec. Piękne, pełna słońca dni przeplatają się z dniami deszczowymi, tak chłodnymi, że zaczęłam cieplej myśleć o zimowej kurtce. Kiedy żyje się w ciągłym pędzie, jak ja, zbliżające święta stają się momentem na złapanie oddechu i odpoczynek. Jeden mazurek, no może jeszcze sernik to górna granica moich przygotowań do świąt.
Mieszkanko czyste, okna błyszczą, bo w jedną ze słonecznych sobót poczułam nagły przypływ energii i wypucowałam je do czysta. 
Czas przedświąteczny wolę poświęcić na bardziej przyjemne czynności. Przejażdżka rowerem, przebieżka, wylegiwanie się na słońcu. Oczywiście tylko przy sprzyjających warunkach atmosferycznych. Gdy wiatr wściekle wieje szczerze polecam ciepłą kołderkę, lampkę wina i jakiś przyjemny film. Ja wybrałam rower i owszem skończyłam pod kołdrą ale z arsenałem leków.
Jak już człowiek tak poleży chwilę pod kołdrą, to nachodzi go ochota na coś dobrego. Ja właśnie należę do takich człowieków. W takich chwilach doceniam szybkość, z jaką można upiec babkę. Łączymy kilka prostych składników i ciach do pieca. Chwilkę później możemy już kroić i zajadać jeszcze ciepłą do herbaty.
Do babki, którą dziś Wam proponuję dodałam kawę Inka. Wierzch oblałam polewą z białej czekolady i kawy. Gwarantuję, że smakuje zarówno do kawy, jak i do herbaty.




sobota, 30 marca 2019

Sernik z maltesersami




Praca fotografa kulinarnego wymaga mobilności. To duży komfort móc pracować w zaciszu domowego studia, planować pracę zgodnie z rytmem dnia. Często jednak  trzeba się przemieszczać. Całkiem niedawno stałam się właśnie takim fotografem-podróżnikiem. I tak przynajmniej raz w miesiącu podróżuję do Naszej pięknej stolicy, aby pracować na planie zdjęciowym.
Przez częste podróże odkryłam blabla car i zasiliłam szeregi jej użytkowników. Na początku podeszłam dość sceptycznie do tego sposobu podróżowania. Z biegiem czasu jednak okazało się, że dzięki temu sposobowi przemieszczania się z punktu A do punktu B można poznać bardzo ciekawych ludzi. Różne zawody, różne zainteresowania, każda podróż to ciekawe doświadczenie. Podróżowałam już ze świadkiem Jehowy, operatorem tokarki i pasjonatem kombajnów w jednym, z młodym informatykiem pędzącym na randkę do stolicy. Każda z tych osób jest inna, ciekawa, warta rozmowy i wymiany myśli. Dzięki temu podróż upływa przyjemniej i szybciej.
A jeśli jesteśmy przy przyjemnościach to porozmawiajmy chwilę o sernikach,a konkretnie o jednym, takim pysznym z Maltesersami. Moim zdaniem, na sernik jest zawsze dobra pora. Szczególnie na taki bez spodów i oblany polewą czekoladową. Dodatek mleka w proszku nadaje temu sernikowi delikatności. Dodatek Maltesersów to przysłowiowa wisienka na torcie, nadają sernikowi chrupkości i czekoladowości. Sernik będzie idealnym dodatkiem do popołudniowej kawy lub gwiazdą na wielkanocnym stole. 




sobota, 9 marca 2019

Five o'clock po godzinach- Luty



W tym wydaniu Five o'clock po godzinach pragnę się z Wami podzielić z fotografiami z najnowszego projektu #naszlakusmaku. Razem z Darkiem Kuźniakiem mam w nim swój skromny udział :)

piątek, 8 marca 2019

Chlebek bananowy z cynamonem i orzechami




Sezon zimowy był wyjątkowo łaskawy w tym roku. Łaskawy dla takich ciepłolubów jak ja. Śniegu było w swoim czasie sporo... na tyle, żeby się nim nacieszyć i na tyle mało, żeby poruszać się bez ryzyka brnięcia po pas w zaspach. Mróz ścisnął kilka razy ale przy grzanym winie, ciepłej kołdrze i przyjemnym filmie bardzo łatwo można było o tym fakcie zapomnieć. Jak na moje upodobania ta zima była całkiem znośna. Była, bo w powietrzu wyraźnie czuję już zmiany. Wiem, wiem, to jeszcze za wcześnie na ochy i achy nad zbliżającym się sezonem wiosennym. Niemniej jednak, moje wewnętrzne "ja" fika koziołki na myśl o cieple, dłuższym dniu, pojawiających coraz liczniej krokusach. Wczesnym ranem budzą mnie jeszcze trochę nieśmiałe ptasie trele. Słońce coraz śmielej zagląda w okna sypialni. Tak, wiosna zbliża się dużymi krokami.
Póki jednak wieczory jeszcze nieco ciemne i czasem też chłodne, lubię do kawy zjeść kawałek zimowego ciasta. Chlebek bananowy nie należy do tych deserów, które przywodzą na myśl wiosnę. Poczujecie w jego smaku raczej czas ją poprzedzający. Ciężkie ,wilgotne ciasto, z wyraźną nutą cynamonu i pełne orzechów. Jedno z moich ulubionych, idealne na zakończenie sezonu zimowych wypieków. Zapraszam na kawałeczek :)




sobota, 2 lutego 2019

Five o'clock po godzinach- Styczeń



#1 Koktajl z krewetek #2 Zielony jest dobry 3# Tacos z pulled duck 4# Krewetki dark mood 5# Wrangler 6# I see fire 7# Z kamerą wśród alpak 8# Dziubaski 9# Arturek & Carmel

czwartek, 31 stycznia 2019

Koktajl z krewetek z pomidorami, serkiem kozim i chili



Do owoców morza podchodziłam z dużą rezerwą. Nie bardzo wiedziałam czy to smakuje, ani tym bardziej jak je przyrządzić. Raz, czy dwa spróbowałam krewetek na pizzy i nie podbiły mojego podniebienia. Przyszedł jednak moment, gdy zmieniłam zdanie. Gdy spróbowałam paelli, serwowanej w małej knajpce na plaży w Maladze, przepadłam. Smakowała niebiańsko, na samo wspomnienie moje ślinianki zaczynają nadprodukcję. Podczas pobytu w Hiszpanii, miałam okazję spróbować jeszcze kilku innych dań z owocami morza i za każdym razem moje podniebienie było dopieszczone. Tak właśnie moje menu zostało rozszerzone o nowe smaki. Wystarczy odrobina masła, czosnku, chili, sól i pieprz, i kilka minut na patelni. Im prościej, tym smaczniej.
Mam dziś dla Was przepis na bardzo prostą przekąskę z krewetkami. Lekko pikantne pomidory, delikatne krewetki i serek kozi to pyszne połączenie. Przekonajcie się sami.



Tacos z rwanym mięsem z kaczki, chrupiącą rukolą, awokado i chili



Styczeń był dość łaskawy. Sypnął śniegiem,poszczypał mrozem uszy i policzki ale znalazł też miejsce na rzęsisty deszcz, mgłę, szron. Łaskawie wplótł w tą paletę odrobinę słońca, dzięki czemu łatwiej było przetrwać zmiany styczniowej aury.
Mi styczeń upłynął pod znakiem intensywnej pracy. Nowe projekty, nowe wyzwania, nowe doświadczenia. Pogoda zmieniała swoje oblicze, a ja w tym pędzie ledwo dostrzegałam te zmiany. No może jednak dostrzegłam, przy piruetach na śliskim chodniku i policzkach, które kilka razy odczuły zimny oddech mrozu. 
Zamiast jednak narzekać, jak moja mamunia codziennie rano wzdychająca przez telefon do wiosny, czerpię ile mogę z chwilki wolnego, z ładnej pogody, z brzydkiej również, bo wtedy również można robić fajne rzeczy. Reaktywowałam bieganie, raz, czy dwa upiekłam coś pysznego, znalazłam chwilę na lampkę dobrego wina lub szklaneczkę rozgrzewającej whisky.
W brzydkie, ciemne dni też może być fajnie. Wystarczy tylko uruchomić troszkę wyobraźnię.
W te chłodniejsze dni umiłowałam pikantne dania i przekąski. Lubię chili i jej rozgrzewające właściwości. Gdy znalazłam ją w mieszance Vegeta Natur, postanowiłam niezwłocznie przetestować.
Przygotowałam chrupiące, kukurydziane tacos z rwanym mięsem kaczki i pysznymi dodatkami: chrupiąca rukolą, kremowym awokado i piórkami czerwonej cebuli. Sos, który powstaje w trakcie pieczenia jest pyszny, idealnie pikantny i można go podać do tacos.
Przepis dołączam do akcji na Durszlaku "Vegeta, inspirowane naturą"



piątek, 11 stycznia 2019

Naturalne mydło bawełniane od Moss Labs




Higiena w kuchni to podstawa. Nie ma znaczenia czy gotujesz w domu dla bliskich, czy jesteś szefem kuchni lub jak ja słodką blogerką. Podczas przygotowywania potraw mamy kontakt z żywnością. Dlatego bardzo istotne jest, aby przed pracą nasze dłonie były czyste. To na dobry początek, ponieważ w trakcie pracy myjemy dłonie dużo częściej. Częste mycie dłoni naraża je na zmywanie naturalnej bariery ochronnej.
Należę do osób z delikatną skórą dłoni i przyznam szczerze, że znalezienie odpowiedniego mydła do mycia rąk to był dla mnie koszmar.
Zwykłe mydła w płynie bardzo wysuszały skórę moich dłoni. Powodowało to zaczerwienienia i pękanie naskórka.
Na rynku pojawia się coraz więcej kosmetyków naturalnych. Producenci oferują przeróżne rozwiązania do pielęgnacji dłoni.
Ja również zaczęłam zwracać uwagę na kosmetyki, które kupuję i czytać etykiety z ich składem. W taki właśnie sposób w moje ręce trafiło naturalne mydło z bawełną firmy Moss Labs.
Moss Labs to polska firma, która stworzyła bardzo ciekawy produkt.
Bawełnianie mydło kuchenne, produkt w 100% naturalny, którego bazę stanowi naturalny olejek z nasion bawełny.
Naturalnym mydłem bawełnianym umyjecie nie tylko dłonie. Dzięki unikatowemu składowi mydłem bawełnianym można myć owoce, warzywa, a także drobne naczynia kuchenne. Bawełniane mydło kuchenne nie pozostawia na powierzchni żadnych substancji. Jest w 100% bezpieczne, a przy tym doskonale usuwa brud i zarazki.
Na swoich dłoniach testowałam mydło z dodatkiem olejku z wrzosu i lawendy. Produkt  jest dostępny w butelce z pompką, co ułatwia dozowanie.
Mydło jest wydajne i dobrze się pieni, wystarczy niewielka ilość kosmetyku, aby dokładnie umyć dłonie. Bardzo przyjemnie pachnie lawendą.
Doskonale radzi sobie z myciem porcelanowych filiżanek i talerzyków.
Moim zdaniem największą zaletą tego mydełka jest fakt, że nie przesusza skóry dłoni. Dłonie są czyste i przyjemnie pachną lawendą.
Mydło bawełnianie to produkt, który na stałe zagości w mojej kuchni.