Od samego rana towarzyszy mi cisza. Oczywiście nie mam tu na myśli tej poetyckiej, niczym nie zmąconej, wręcz dźwięczącej ciszy. Ciszę w moim domu zakłóca szum zmywarki, stukanie psich pazurków,leniwe pomiaukiwanie Stefka i odgłosy osiedla. Co to oznacza? Otóż moi drodzy, młodzież wybyła z gniazda. Młodsza latorośl wyjechała na obóz taneczny, a starsza nocuje u kolegi. Ileż razy marzyłam choć o chwilce wytchnienia od szumu codzienności, od hałasów, kłótni i dźwięków gier komputerowych. Jeśli posiadacie potomstwo wiecie jak wspaniale potrafią mącić ciszę. A teraz gdy ją mam czuję się cokolwiek nieswojo. Bo jakoś tak dziwnie, za cicho, niecodziennie... Oczywiście wykorzystałam moment samotności, wyjątkowo szybko ogarnęłam wszystkie kąty mieszkania, przygotowałam szybki obiad i aktualnie nadrabiam zaległości blogowe. Pogoda dziś jest nieco dziwna, trochę przypieka słonko, to znów chowa się za chmurami, powietrze jest duszne, wręcz lepkie, jakby zanosiło się na deszcz. W taki dzień jak dziś wręcz wskazane jest się schłodzić. Jak wiadomo świetnie chłodzi woda z lodem i cytryną, szklaneczka zmrożonej coli ale oczywiście nie ma się co oszukiwać, najlepiej na świecie chłodzą lody. Mam dziś dla Was przepis na prawdopodobnie najlepsze lody w tym sezonie: kawowe lody semifreddo z ciasteczkami amarettini. Według mojego M. najlepsze lody jakie zrobiłam. Wciąż dopytuje kiedy zrobię kolejną porcję :). Smak tych lodów docenią wszyscy wielbiciele kawy i Włoch. Dodatek migdałowych ciasteczek amarettini idealnie komponuje się ze smakiem kawy. Lody wprost rozpływają się w ustach, przy mocnym aromacie kawy pozostają delikatne i kremowe. Skusicie się na porcję???
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą italian style. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą italian style. Pokaż wszystkie posty
piątek, 7 lipca 2017
środa, 22 lutego 2017
Kawowe zabaglione z wafelkami
Wczorajszy deszcz zmył z chodników resztki zimy, słupek rtęci pokazał +10, przyszło przedwiośnie. Słońce troszkę odważniej wychyla się zza chmur, powietrze stało się przyjemniejsze, codziennie po trosze przybywa dnia. Powoli wprowadzam do swoich planów aktywności fizyczne. Zaczęłam skromnie, od przebieżek z psem. Tak niewiele, a od razu poczułam przypływ radosnych endorfin. Czekam jeszcze na konne przejażdżki, teren w stajni odtajał już po zimie, za to Rzeczyca Mokra z całych sił pracuje aby zasługiwać na miano mokrej. Moje ostatnie odwiedziny w stadninie wprawiły mnie w osłupienie. Droga dojazdowa zamieniła się w rwący strumień, którym ze wzgórza spływają pozostałości po zimie. Wiadomo przedwiośnie bywa kapryśne, dziś pomimo ciepła jest dość ciemno i pochmurno, do tego co chwilę pada drobniutki deszczyk. W takie dni jak ten zazwyczaj męczy mnie ból głowy, niestety należę do barometrów pogodowych i każdy spadek ciśnienia odbija się na moim samopoczuciu. Dlatego dziś postanowiłam podnieść sobie ciśnienie oraz lekko się dosłodzić. Kawowe zabaglione z chrupiącymi wafelkami o smaku capuccino przeniosło mnie na chwilę do słonecznej Italii. Przez chwilę poczułam się, jakbym siedziała we włoskiej kafejce przy filiżance pysznego espresso i porcji kawowego zabaglione.
Pomimo krótkiej listy składników zabaglione jest bardzo eleganckim deserem. Śmiało możecie nim poczęstować teściową lub niespodziewanych gości.
Deser jest pyszny, łatwy oraz szybki w przygotowaniu,jak widzicie ma same zalety; koniecznie przygotujcie w domu. Przepis dołączam do akcji "Odkryj słodką przyjemność z wafelkami Lusette"
Subskrybuj:
Posty (Atom)