czwartek, 16 lutego 2017

Five o'clock w podróży- Las Vegas, Nevada



Las Vegas to najbardziej zaludnione miasto w stanie Nevada, położone na pustyni Mojave. Każdego roku Vegas odwiedza 38,9 miliona ludzi aby w 176 kasynach zostawić bagatela 6 miliardów dolarów. Słynne Las Vegas Boulevard jest najjaśniejszym miejscem na ziemi i widać je z kosmosu :)
Las Vegas posiada jeden z najwyższych współczynników samobójstw i rozwodów w USA. Pierwszym kasynem w Las Vegas był otwarty w 1931 roku Northern Club (obecnie La Bayou). Złote okna w Hotelu Mirage faktycznie zawierają mieszankę złotego pyłu i szkła, w kasynach nie ma zegarów,a ślub w tym mieście wzięły takie sławy jak Angelina Jolie, Don Johnson czy Mike Tyson.
Jedni mówią o tym mieście z podziwem, inni z ironią, jednych zachwyca, innych rozczarowuje. A jakie jest naprawdę Las Vegas???Cóż,moja opinia na pewno nie będzie obiektywna ale podzielę się nią z Wami :)
Przez 18 dni zjechaliśmy wszerz Stany Zjednoczone, pokonaliśmy 10 tysięcy kilometrów i w trakcie całej podróży nie zobaczyłam drugiego takiego miejsca jak Las Vegas. Pomimo zgiełku, miliona neonów, tłumu przelewającego się po ulicach Vegas to miasto mnie oczarowało i wciągnęło w swoje wnętrzności. Las Vegas to miasto, w którym każdy może znaleźć coś dla siebie: masz ochotę popływać gondolą, wziąć udział w pool party, rozbijać się żółtym Lamborghini ulicami Vegas, wziąć udział w magicznym show??? Żaden problem. Vegas ma do zaoferowania dużo, dużo więcej.
Las Vegas to amerykańska maszynka do zarabiania pieniędzy.Rozświetlone, gwarne kasyna, hotele, restauracje, kluby, statystyczny turysta może tu wybierać i przebierać.A jak wyglądała moja przygoda z Vegas???
Wczesnymi godzinami porannymi, w czwartek, 15 dnia naszego tripu po Stanach, nasz Chevrolet pędził wstążką autostrady w kierunku Vegas. Krajobraz był dość monotonny, nasze oczy rejestrowały głównie ogromne połacie piachu i czerwone masy górskie. Tu i ówdzie spłowiała zieleń wdzierała się w ten żółto-czerwony krajobraz. Porywisty wiatr wzbijał raz po raz tumany piachu i wściekle rzucał je w szyby samochodów. Do Vegas dotarliśmy w samo południe, dodam upalne południe ale nie miało to aż takiego znaczenia, bo pustynny wiatr przyjemnie łagodził upał.
Las Vegas było jedynym punktem na mapie naszej wycieczki,w którym nie zarezerwowaliśmy noclegów. Mieliśmy na miejscu wyhaczyć jakąś super okazję. I tu czekało nas małe zaskoczenie. Akurat w ten weekend w Vegas trwał festiwal muzyczny, a co za tym idzie miasto było okupowane przez turystów. Jak sami się pewnie domyślacie z noclegami również był problem, bo jak już jakieś namierzyliśmy to ceny były kosmiczne. Po kilku godzinach zwiedzania zaplecza hotelowego Vegas udało nam się znaleźć nocleg, który nie wiązał się z zamachem na nasze mocno już uszczuplone wyjazdem kieszenie. Naszą bazą wypadową stał się Hooters, co w przekładzie na język polski znaczy Cycolinka :). Po rozpakowaniu bagaży ruszyliśmy w miasto.
Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy na 713 Las Vegas Boulevard gdzie mieści się słynny Gold & Silver Pawn Shop. Czy znacie słynny amerykański program "Gwiazdy Lombardu"??? To własnie tu, ma on swoją siedzibę. My należymy do fanów tego programu i możliwość zobaczenia tego miejsca sprawiła nam wielką frajdę. Lombard okupowany był przez turystów, co nie wpłynęło na jakość odbioru tego miejsca. Oprócz wszelkiej maści towarów można też było zakupić zakupić pamiątki z podobiznami Ricka, Richarda czy Chumlee.


 Po wizycie w Lombardzie przyszedł czas na przegrupowanie i przygotowanie się na wieczór. Tego wieczoru mieliśmy zarezerwowane bilety na widowisko Cirque du Soleil w Hotelu Treasure Island. Dotarcie na miejsce i odnalezienie się w labiryntach korytarzy kasyna wymagało od nas sporej gimnastyki ale szczęśliwie udało się nam zdążyć. Spektakl był piękny, pełen magii, niesamowitych efektów specjalnych, muzyki na żywo, a także popisów cyrkowych.
Po spektaklu ruszyliśmy w miasto :) na mały rekonesans. Zwiedziliśmy kasyno i hotel Treasure Island i płynnie przeszliśmy do Venezi, który jak sama nazwa wskazuje został urządzony we włoskim stylu. Hotel poprzecinany jest kanałami, jeśli nabierze Was ochota na przejażdżkę gondolą, możecie tu spełnić swoją zachciankę. Hall hotelu jest zdobiony pięknymi łukami, a każdy z nich to małe dzieło sztuki. Gdy przebrnęliśmy przez kasyno naszym oczom ukazały się uliczki rodem z Wenecji pełne kafejek, restauracji i butików. Pomimo późnych godzin wieczornych w Venezii był wciąż dzień, a to za sprawą sztucznego nieba :)




Tego wieczoru zwiedziliśmy jeszcze Luxor, hotel zbudowany w formie piramidy który przeniósł nas wprost do Egiptu, słynny Ceasars Palace w którym kręcono Kac Vegas oraz  Bellagio. Podziwialiśmy sezonową wystawę w hallu, która aktualnie była zrobiona w klimacie jesiennym. Zobaczyliśmy słynne Gadające Drzewo, oraz zobaczyliśmy pokaz tańczących fontann, który można było zobaczyć przed hotelem. W rytm muzyki poważnej fontanny wirowały oraz wibrowały kolorem fundując nam niezapomniany spektakl.




Znaleźliśmy też czas na zakup pamiątek i widokówek, przejście wzdłuż Las Vegas Boulevard,a także na grę w kasynie. Daliśmy się wciągnąć w wir miasta i pomimo upływającego czasu wciąż mieliśmy chęć odkrywać jego uroki :)







Zwykle nie wtrącam zbyt wiele prywaty w swoich postach ale tym razem zrobię wyjątek. W Piątek oprócz wycieczki na Tamę Hoovera czekała mnie niespodzianka. Niespodzianka została uknuta zanim jeszcze wyjechaliśmy z kraju i w knowaniach brali  udział wszyscy uczestnicy podróży, oprócz mnie rzecz jasna. Głównym prowodyrem był oczywiście mój M., który zaskoczył mnie jak nigdy dotąd i na słonecznej Florydzie wręczył mi pierścionek zaręczynowy. Ciąg dalszy czekał mnie w Vegas; późnym piątkowym popołudniem spod hotelu zabrał nas wielki limo-hummer i zawiózł pod kaplicę, w której Wedding Minister poprowadził ceremonię, z przysięgą rodem z hollywoodzkich filmów i wśród śmiechu i łez wzruszenia powiedzieliśmy sakramentalne "Tak".
Nigdy w życiu nie spodziewałam się,że nastąpi to w tak egzotycznych okolicznościach, jednak wielką radością było dla mnie,że mogliśmy dzielić tą chwilę z fantastyczna grupą ludzi, którzy tam z nami byli.
Chyba wszyscy znają powiedzenie: Co stało się w Vegas, zostaje w Vegas, może jednak nie wszystko ;). 

(nasza limuzyna)


(pamiątkowe wedding photo- Extra grupa)

Następnego dnia czekała nas niespodzianka, którą nam zafundowała Extra grupa. Był to lot samolotem nad Wielkim Kanionem. Wielki Kanion wygląda przepięknie z lotu ptaka, mogliśmy też podziwiać Tamę Hoovera, która z góry wyglądała jak budowla z klocków :).
W ostatni wieczór naszego pobytu w Las Vegas znów daliśmy się porwać rytmowi miasta, niektórzy z nas wrócili z kasyna o 6 rano, idealnie aby obudzić tych, którzy jednak postanowili chwilę się zdrzemnąć. Wczesnym rankiem opuściliśmy Miasto Grzechu i ruszyliśmy w kierunku Miasta Aniołów.
Czy wróciłabym jeszcze do Las Vegas??? Zdecydowanie tak. Vegas to ten typ miasta, które możesz odwiedzać kilka razy w roku i za każdym razem odkryjesz w nim coś nowego.
Bye,bye Vegas, see ya next time :) ;)


2 komentarze:

  1. Swoim opisem sprawiłaś, że mam ochotę zwiedzić to niesamowite miasto! Super macie wspomnienia:) A co do ślubu, wow ale mega niespodzianka :D Popatrz, ostatnio się zagadałyśmy na inne tamety i nic nie opowiedziałaś o wyjeździe. Koniecznie musimy to nadrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bez zastanowienia pojechałabym tam po raz kolejny i jeśli dotrzecie do Stanów polecam to miejsce :)
    No własnie,to przez tą częstotliwość,mam zawsze tyle do obgadania,że nie ma czasu na wspominki, nadrobimy przy najbliższej okazji :)

    OdpowiedzUsuń